Tanecznym krokiem na piłkarskie salony

Gdyby żył w dzisiejszych czasach, być może Jose Mourinho miałby rywala w walce o tytuł „The Special One”. Gdyby nie pracował kiedyś w Brazylii, być może nigdy nie narodziłaby się słynna z mundialu w 1958 roku „brasiliana”. Gdyby nie przebił finansowej oferty Sportingu, być może Eusebio byłby kojarzony z biało-zielonymi pasami. A gdyby nie jego „klątwa”, być może lizbońska Benfica nie przegrałaby kolejnych ośmiu europejskich finałów.

Budapeszt, ostatnie miesiące XIX wieku. Od ponad 30 lat jedna z dwóch stolic Austro-Węgier, związkowego państwa, które należało do grona największych mocarstw tamtych lat. Abraham i Ester Guttmanowie, Węgrzy żydowskiego pochodzenia wiodą spokojne życie w wieloetnicznym mieście, prowadząc szkołę tańca. Kiedy w końcu rodzi się ich syn-Bela – pragną wykształcić go w iście artystycznym stylu. I tak przez 16 kolejnych lat aż do dyplomu instruktora dla młodzieńca. Jednak dopiero później młody Guttman pozna swoją wielką miłość, która wprowadzi go do annałów historii. Miłość do piłki nożnej oczywiście.

Bardzo niewielu jest zdolnych piłkarzy, jak i trenerów. Wielu historyków podkreślając jego trenerskie zdolności, doszukuje się u Guttmana także zdolności piłkarskich, bo już w wieku 22 lat był mistrzem kraju w barwach żydowskiego MTK Budapeszt. W popularnej wtedy taktyce 2-3-5 pełnił rolę środkowego pomocnika, jakkolwiek można to ująć, skupiającego się na defensywie. W latach 20 ubiegłego wieku nie było jeszcze swoistego podziału na tak różne jak dziś zadania na boisku. Guttman był więc wielokrotnie krytykowany m.in. za fakt zbiegania do linii bocznej boiska, co przecież dziś uchodzi za normę.

Jego nieszablonowe zachowania na murawie z początku uznawane za brak dyscypliny taktycznej przynosiły korzyści, więc młody gracz z taneczną przeszłością, powoli zyskiwał zwolenników swoich poczynań. Zaowocowało to „transferem” do innego, naznaczonego żydowskim stemplem zespołu-Hakoahu Wiedeń. Tam, zarabiając więcej niż w Budapeszcie, odkładał pieniądze na otwarcie swojej własnej szkoły tańca, jednocześnie nie rezygnując ze swojej piłkarskiej pasji.

1
Bela Guttman – innowator, dziś nazywany byłby pewnie defensywnym pomocnikiem

Jako boiskowy oryginał załapał się do olimpijskiej kadry na turniej w Paryżu w 1924 roku. Reprezentanci Węgier (rozpad Austro-Węgier w 1918 r.), zamieszkali w hałaśliwej i rozrywkowej dzielnicy Montmartre. Ulokowani razem z wesołą gromadką urzędników, nie mieli dobrych warunków do koncentracji i wypoczynku. Przeszkadzało to perfekcjoniście Guttmanowi, który postanowił urządzić polowanie na szczury mieszkające w pobliżu ich hotelu, po to, by uspokoić bawiące się towarzystwo. Jego gardzące podejście do alkoholu i kobiet poskutkowało przywiązaniem gryzoni do pokojowych drzwi węgierskich oficjeli. Nic więc dziwnego, że było to ostatnie zgrupowanie, na którym uczestniczył gracz Hakoahu.

Po kolejnych dwóch latach gry w lokalnej lidze przeniósł się do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu nowych przygód, ale i przede wszystkim-większych pieniędzy. Związał się z ekipą Brooklyn Wanderers na trzy lata, po czym błąkał się po innych amatorskich ekipach z Nowego Jorku. Figla spłatał mu wielki kryzys ekonomiczny, co spowodowało, że Węgier uciekał z Ameryki z perfekcyjnie opanowanym językiem angielskim, ale i bez żadnych oszczędności.

Guttman wrócił do swojego byłego klubu-Hakoahu i zagrał tam ostatni w swojej karierze sezon, by już w następnym, prowadzić drużynę z ławki trenerskiej. Wcześniej, w 1925 roku zdobył dyplom z psychologii, co miało pomóc mu w pracy szkoleniowej. Odkąd rozpoczął pracę trenerską trzymał się swojej żelaznej zasady. Przez blisko 40 lat trenerskiej kariery, w jednym klubie wytrzymał maksymalnie trzy lata.

Według niego, był to idealny okres czasu w tym samym miejscu. W pierwszym roku pragnął poznać drużynę, w drugim osiągnąć tryumf na krajowym podwórku, a w następnym szaleć na arenie międzynarodowej. Stąd wielu historyków widzi w nim dziś postać Portugalczyka Mourinho, który przecież tak jak Węgier, nie poszedł w ślady sir Alexa Fergusona czy Guy Roux z Auxerre, łącząc się z jednym zespołem na dekady.

„Trener jest jak treser lwów. Musi zdominować zwierzęta w ich własnej klatce, a dokonać tego może jedynie dzięki odwadze i pewności siebie. Jednak gdy zwątpi w swoją hipnotyczną moc i pierwsze oznaki strachu pojawią się w jego oczach, jest po nim” – jego słowa obrazują to, jakim był opiekunem. Po powrocie z USA, poza wiedeńskim Hakoah, prowadził jeszcze SC Enschede (obecne Twente) i węgierski Ujpest. Natomiast po wojnie, którą w obawie przed holocaustem, przetrwał w sobie tylko znany sposób, przejął budapesztański Kispest.

Tam jednak znów nie mógł złapać ze wszystkimi wspólnego języka. Pokłócił się z legendarnym „Galopującym Majorem” – Ferencem Puskasem. Nie potrafił także ugiąć się pod socjalistycznym rządem Węgier, a poza Puskasem, w drogę wchodził mu inny wybitny trener tamtego okresu-Gustav Sebes, symbol genialnych czasów węgierskiego futbolu, okraszonego zwycięstwem z Anglikami na Wembley aż 6:3 i srebrnym medalem mundialu w Szwajcarii.

Guttman wyjechał z kraju i przejął włoską Calcio Padovę, a jego nazwisko zaczęło zdobywać renomę na Półwyspie Apenińskim. Pracował także krótko na Cyprze-w APOELu Nikozja. W końcu trafił do Milanu, jednak mimo że prowadzona przez niego ekipa z Mediolanu, prowadziła na półmetku rozgrywek, zarząd Rossonierich pożegnał się z krnąbrnym Węgrem i ten, znów musiał szukać pracy gdzie indziej.

Po jakimś czasie znów wrócił do swoich. Kispest został przemianowany przez władze na wojskowy Honved, w którego skład wchodziły gwiazdy Arancycsapatu, znanego wszem wobec jako węgierska „Złota Jedenastka”. Była ona wtedy najjaśniejszym piłkarskim gwiazdozbiorem w środkowo-wschodniej Europie. Honved pod wodzą Guttmana rozbijał się po europejskich pucharach, jednak kiedy przyszło do wyjazdu na rewanżowy mecz z Athletic Bilbao, jego zespół po porażce nie wrócił z Kraju Basków do domu, bowiem na Węgrzech wybuchł stan wojenny.

Dziś Guttman byłby królem konferencji prasowej z uwagi na swój cięty język i „złote” zasady
Dziś Guttman byłby królem konferencji prasowej z uwagi na swój cięty język i „złote” zasady.

Honved rozgrywał wiele towarzyskich spotkań głównie na Półwyspie Iberyjskim, tylko po to, by nie wrócić do pogrążonego w chaosie kraju. Ostatecznie, Puskas przyłączył się do Realu Madryt i został jego legendą, a Guttman podjął pracę w lidze brazylijskiej.

Objął FC Sao Paulo i od samego początku próbował wpajać nieokrzesanym Brazylijczykom swój ulubiony system gry. 4-2-4, miało pomóc w rozszarpaniu rywali atakiem skrzydłowych, a uzdolnieni technicznie piłkarze z kraju kawy szybko podłapali pomysł Guttmana. Jego zespół w 1957 roku zdobył tytuł mistrzowski, a gra czwórką z przodu przypadła do gustu selekcjonerowi Canarinhos-Vicente Feoli. Pod jego wodzą, Brazylijczycy sięgnęli po Mistrzostwo Świata na mundialu w Szwecji rok później, a ich gra okraszona została jako słynna dziś „brasiliana”.

Guttman jako zwycięzca wyjechał z Ameryki Południowej i objął FC Porto. W Portugalii znów tryumfował w rozgrywkach ligowych i znów po roku zmienił otoczenie. Dziś jego poczynania przypominają postawy menedżerskie rodem z gier komputerowych, kiedy to w pogoni za liczbą przeróżnych trofeów, gracze zmieniają „prowadzone” przez siebie zespoły.

Węgier nie przeniósł się jednak daleko, bowiem zastąpił Miguela Munoza w lizbońskiej Benfice, gdzie osiągnął historyczne sukcesy. Już na starcie, zrezygnował z 20 piłkarzy, których zastąpił młodszymi i-jego zdaniem-zdolniejszymi zawodnikami. Wśród nich była „Czarna Perła Mozambiku”, 17-letni Eusebio, który był o krok od podpisania kontraktu z lokalnym rywalem „Orłów” – Sportingiem.

Trener Benfiki miał szczęście, bowiem w lizbońskim zakładzie fryzjerskim trafił na swojego byłego podopiecznego z Sao Paulo-Carlosa Bauera, który wybierał się na kilkutygodniowe tournee po Afryce. Guttman podobno poprosił go, by ten zwrócił uwagę na młode talenty, a efektem było zainteresowanie Bauera niezwykle uzdolnionym napastnikiem z Maputo. Stamtąd jednak nieoszlifowane diamenty wyciągał Sporting, ale ogromna wiara w talent Eusebio i duże pieniądze sprawiły, że legendarny dziś strzelec wybrał czerwień zamiast biało-zielonych pasów.

Z nastolatkiem w składzie, Benfica dokonała przełomu w europejskim futbolu. Po pięciu tryumfach z rzędu, Real Madryt odpadł już w pierwszej rundzie po porażce w dwumeczu z Barceloną, co miało oznaczać pierwszego, innego niż Los Blancos zwycięzcę Pucharu Europy. Warto zaznaczyć, że wśród 28 ekip, do walki stanęła także warszawska Legia, która jednak już w rundzie wstępnej odpadła z duńskim Aarhus GF.

Co symboliczne, Benfica na początku rozprawiła się z węgierskim Ujpestem, w którym Guttman pracował przed wojną. Później, Portugalczycy pokonali następnie duńskich pogromców Legii, a w półfinale znów trafili na zespół bliski młodości Węgra – Rapid Wiedeń. W końcu, po kolejnych zwycięstwach, w finale trafili na pogromców Realu – FC Barcelonę, w której brylowały gwiazdy „Złotej Jedenastki” – Kozics i Czibor. Węgrzy zdobyli po golu, jednak dla Benfiki trafiali Aguas i Coluna, a samobójczy gol Ramalletsa przechylił szalę na korzyść „Orłów”. Guttman tryumfował, osiągnął najważniejszy trumf w klubowej piłce.

Rok później, Benfica obroniła tytuł pokonując w finale madrycki Real, prowadzony notabene przez poprzednika Guttmana w Lizbonie-Miguela Munoza. Tym razem, to nie Aguas przesądził o losach finału, a wspomniany Eusebio, zdobywca dwóch goli w decydującym meczu w Amsterdamie, wygranym ostatecznie 5:3. Dla Królewskich hat-tricka ustrzelił Puskas-węgierskie akcenty w tamtych latach, były normą przy wynikach najważniejszych spotkań.

"Czarna Perła Mozambiku" - Eusebio na zdjęciu zamyślony, w przeciwieństwie do szczerzącego się Beli Guttmana
„Czarna Perła Mozambiku” – Eusebio na zdjęciu zamyślony, w przeciwieństwie do szczerzącego się Beli Guttmana.

Guttman był wniebowzięty, ale jego charakter nie pozwolił mu pruć z lizbońskim potentatem przez lata. Zażądał ogromnej podwyżki, na co nie przystał prezes klubu – Antonio Carlos Cabral Fezas Vital. Nie wiadomo do końca czy to zasada trzech lat, czy może poczucie niesprawiedliwości i brak premii przepędziły Węgra z Benfiki, ale pewne jest to, jak pożegnał się z klubem. Przepełniony zawiścią rzucił słynne do dziś „Beze mnie Benfica przez najbliższe sto lat nie wygra żadnego europejskiego pucharu”. Wtedy te słowa przyjęto z uśmiechem na ustach, ale co innego dziś mówi ta grafika:

6

Węgier szwędał się później po kolejnych klubach. Servette Genewa, Panathinaikos, czy też ponownie Benfica i Porto, a nawet reprezentacja Austrii-wszędzie tam nie wytrwał długo i nie osiągnął już takich sukcesów jak z „Orłami”. Jego nowatorskie podejście do futbolu wpłynęło na sukcesy piłki węgierskiej, jak i brazylijskiej, o czym wspominał po latach Ferenc Puskas. „Galopujący Major” wiedział co mówi-taneczne wykształcenie, dyplom z psychologii, przeżyty holocaust-wszystko to w jakimś stopniu wpłynęło na postać Beli Guttmana. Dziś, „gdybologię” ze wstępu można traktować z przymrużeniem oka, ale nie próbujcie przekonać do tego kibiców Benfiki. Oni do dziś modlą się nad grobem zmarłego w 1981 roku trenera i proszą o „odpuszczenie klątwy”.

_______________________________________________________________________________________________________

Podobał Ci się tekst? Zachęcamy do komentowania razem z nami, wszak piszemy właśnie dla Was.

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl