Teodor Napierała – kapitan przez wielkie „K”

O Teodorze Napierale można powiedzieć to, że w Lechu Poznań był zawodnikiem pomostowym. Grał w czasach pomiędzy pierwszymi, jeszcze nieśmiałymi, sukcesami klubu i kolejnym pasmem tryumfów. Niestety nie było mu dane posmakować tych pierwszych, gdy na przełomie lat 40. i 50. klub dwa razy zajął trzecie miejsce w I lidze. Nie załapał się też na te drugie, gdy w latach 80. KKS Lech Poznań dwukrotnie zdobywał Mistrzostwo Polski oraz trzykrotnie krajowy puchar. W pierwszym przypadku Teodor Napierała był jeszcze zbyt młody, a w drugim był już na piłkarskiej emeryturze. Mimo że przyszło mu w Lechu grać głównie w latach „chudych”, odegrał bardzo istotną rolę: to właśnie dzięki takim zawodnikom jak on – Wielkopolanom, niebojącym się żadnych wyzwań boiskowych oraz lojalnym kolejowemu klubowi, powstawał etos Lecha Poznań.

Chłopak z Grodziska

Teodor Napierała urodził się w 1945 roku w Grodzisku Wielkopolskim. Karierę rozpoczynał w trampkarzach lokalnej Dyskobolii. Późniejszy hojny mecenas grodziskiego klubu, Zbigniew Drzymała, był jeszcze nastolatkiem, a w Dyskobolii nie marzono jeszcze o występach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Napierała występował w juniorach oraz klasie okręgowej i międzywojewódzkiej. W sezonie 1964-65 Dyskobolia spotkała się z Lechem w trzeciej lidze, a młody Napierała zrobił tak dobre wrażenie, że działacze Lecha postanowili go ściągnąć. Poznaniacy zajęli pierwsze miejsce w lidze i awansowali poziom wyżej. Teodor w wieku 19 lat przeszedł więc do Lecha, a cenę transferu stanowiło… dziesięć piłek. Można śmiało powiedzieć, że była to jedna z najlepszych inwestycji w historii klubu.

Zadebiutował w drugoligowym meczu ze Startem Łódź, w 1965 roku. Była to trzecia kolejka, ale Lech dopiero w tym spotkaniu odniósł pierwsze zwycięstwo w sezonie. Można więc powiedzieć, że debiut Napierała miał udany, mimo że było to 45 minut rozegranych na pozycji obrońcy. W rundzie jesiennej swojego debiutanckiego sezonu, rozegrał jedynie cztery mecze – próbowano go jeszcze w ataku, pomocy i ponownie w obronie. Na stałe do składu wdarł się dopiero w rundzie wiosennej, gdy po odejściu trenera Słomy, trenerzy: Białas, a potem Brzozowski, na stałe ustawili młodego zawodnika na środku boiska. Pierwszą bramkę zdobył głową, w czerwcu 1966 roku przeciw Cracovii na dębieckim stadionie Lecha. Gospodarze jednak przegrali ten mecz 1:2, a już wkrótce spadli do trzeciej ligi. Mimo wdarcia się do pierwszej jedenastki oraz zdobycia pierwszego gola, Napierała nie mógł więc być w pełni usatysfakcjonowany z pierwszego sezonu.

W pierwszych latach występów Napierały w Poznaniu, Lech zdecydowanie nie mógł zagrzać miejsca w jednej klasie rozgrywkowej. Po wspomnianym spadku do trzeciej ligi, zespół po roku wrócił na zaplecze ekstraklasy. Napierała z dwunastoma bramkami był najlepszym strzelcem drużyny. Po dwóch latach, Lech znowu spadł na trzeci poziom, by po kolejnych dwóch znowu awansować do drugiej ligi. W tym okresie bycia klubem „jo-jo”, warto też wspomnieć o sezonie 1967-68, gdy drugoligowy Lech, z Napierałą w pomocy, doszedł do półfinału Pucharu Polski.

W inauguracyjnym meczu pucharowym pokonali Lechię Szczecinek 1:0, a kolejne trzy mecze: z trzecioligową Avią Świdnik oraz pierwszoligowymi Śląskiem Wrocław i GKS Katowice poznaniacy wygrywali dopiero w rzutach karnych. W półfinale do Poznania przyjechał wielki Górnik Zabrze, ówczesny mistrz Polski i późniejszy triumfator rozgrywek pucharowych. Na dębiecki stadion przybyło 20 tysięcy Poznaniaków, głodnych wielkiego futbolu i po cichu liczących na sensację. Niestety hegemon z Górnego Śląska nie dał szans kopciuszkowi z Wielkopolski i po samobójczym trafieniu Mroczoszka oraz bramce Lubańskiego, to Górnik zapewnił sobie awans do finału, który zresztą wygrał z Ruchem Chorzów.

Po awans do ekstraklasy

Przełom przyszedł w sezonie 1969-70, w którym Lech występował w trzeciej lidze. Po czterech meczach, Kolejorz miał na koncie trzy porażki. Ze stanowiska zrezygnował trener Stanisław Malczyk, przedwojenny reprezentant Polski i dwukrotny mistrz Polski z Cracovią. Zespół został objęty przez legendarnego napastnika Edmunda Białasa. Ten mozolnie zaczął budowę drużyny, której przeznaczeniem był awans do pierwszej ligi. Zespół oczywiście oparty był o swojego kapitana, niezastąpionego pomocnika Teodora Napierałę. Mimo braku porażki w całej rundzie wiosennej, Lechowi nie udało się przegonić lokalnego rywala, Warty Poznań. Zespół zajął drugie miejsce, niedające awansu.

W kolejnym sezonie Lechici spisywali się bardzo dobrze na własnym stadionie, gdzie potrafili rozgromić Przemysława Poznań 5:1, Darzbór Szczecinek 8:0 czy Arkę Gdynia 7:0 i wygrywając wszystkie pozostałe mecze na Dębcu. Gorzej szło ekipie Białasa na wyjazdach. Po pierwszym zwycięstwie w Świnoujściu z miejscową Flotą, zremisowali pozostałe siedem meczów. W efekcie w przedostatnim meczu sezonu, drugi w tabeli Lech podejmował lidera, Lechię Gdańsk, mając do niej punkt straty. Na dębieckim stadionie zebrało się aż 25 tysięcy kibiców, którzy obejrzeli jednobramkowe zwycięstwo swoich pupili. W ostatnim meczu w Bydgoszczy, przeciw Budowlanym, Lech pod wodzą Napierały przypieczętował awans do drugiej ligi, nie przegrywając meczu przez cały sezon.

Poznaniacy kontynuowali znakomitą passę od razu po powrocie do drugiej ligi i gdy 21 listopada 1971 roku przegrali na wyjeździe z Zawiszą 1:2, była to ich pierwsza porażka od 61 (!) meczów. W przerwie zimowej zespół zasilili Wielkopolanie grający dotychczas w Pogoni Szczecin: Włodzimierz Wojciechowski oraz Roman Jakóbczak. Występy znakomicie grającego Kolejorza przyciągały taką publikę, że włodarze podjęli decyzję o przeniesieniu meczów na największy obiekt sportowy w mieście – stadion Warty. Na pierwszy mecz rundy wiosennej „u siebie” z Uranią Kochłowice przyszło 45 tysięcy widzów. W drugiej części sezonu, Lech ponownie spisywał się zdecydowanie słabiej na wyjazdach, gdy wygrał tylko pierwszy mecz z Arką Gdynia, pozostałe remisując lub wracając do Poznania na tarczy. W przedostatnim meczu sezonu Lechici przegrali na wyjeździe klubem AKS Niwka, a w 65. minucie meczu czerwoną kartkę ujrzał sam Napierała.

Teodor Napierała

Przed ostatnią kolejką sezonu drużyna nadal znajdowała się na premiowanym awansem drugim miejscu. Przewaga nad trzecim w tabeli Górnikiem Wałbrzych wynosiła jeden punkt. Żeby zapewnić sobie awans, trzeba było pokonać u siebie bydgoskiego Zawiszę. Działacze Lecha zrobili wszystko, by w meczu mógł zagrać Teodor Napierała, który początkowo został ukarany miesięczną dyskwalifikacją. Ostatecznie udało się ją zawiesić, jednak Napierała stracił funkcję kapitana drużyny, do której powrócił rok później. Okazało się, że umożliwienie gry „Profesorowi” było kluczową decyzją. W meczu, który oglądało 60 tysięcy kibiców, Zawisza szybko objął prowadzenie, by zaraz potem podwyższyć na 2:0. Czyżby ekstraklasa wymykała się kibicom po dziewięcioletniej tułaczce w niższych ligach? Czy Teodor Napierała po siedmiu latach gry w Poznaniu miał nigdy nie dostąpić zaszczytu gry w najwyższej klasie rozgrywkowej?

Mimo że nasz bohater nie był już formalnie kapitanem zespołu, to właśnie w tym meczu pokazał, co znaczy charyzma, zawziętość i odpowiedzialność za losy klubu. Po tym, jak Roman Jakóbczak zdobył kontaktowego gola, Napierała najpierw wyrównał stan meczu tuż przed przerwą, by po upływie kwadransa drugiej połowy wyprowadzić drużynę na prowadzenie. Jedna z tych bramek była wyjątkowej urody. Strzał w samo okienko bramki nie pozostawił golkiperowi Zawiszy żadnych szans. Ostatnią bramkę dorzucił jeszcze Ryszard Szpakowski. Napierała i spółka zwyciężyli 4:2. Dla niego był to sezon z największą liczbą bramek – zdobył ich pięć. Poznań odzyskał ekstraklasę.

Pierwszoligowe występy

Po powrocie do ekstraklasy, życie znowu nie rozpieszczało kolejowego klubu. W pierwszym sezonie Lech zajął 12. miejsce, tuż nad strefą spadkową czternastozespołowej ligi. W następnych latach klubowi wiodło się już lepiej, gdyż regularnie plasowal się w środku tabeli. Napierale ponownie przyznano obowiązki kapitańskie. „Profesor” w każdym sezonie zdobywał też kilka bramek dla swojej drużyny. Jednak jego siła tkwiła gdzie indziej. Jak mówił w klubowej telewizji Lech TV:

Ja byłem piłkarzem od biegania, od trudnej roboty. Miałem dość dobrą technikę i przegląd pola. Zawsze widziałem gdzie i komu zagrać piłkę, kto wychodzi na pozycję. Podobno byłem na tyle niezły w tym wszystkim, że nawet dali mi przydomek Profesor.

W końcu nastąpił przełom. Jednak żeby wyrwać się z ligowego marazmu i wkroczyć do czołówki, Kolejorz musiał najpierw być bliski katastrofy. Sezon 1976-77 Lechici rozpoczęli fatalnie. W pierwszych 12 meczach, aż dziewięć razy musieli uznać wyższość rywali, trzykrotnie remisując. Do Lecha przyszedł wtedy trener Jerzy Kopa i zaczął od zabrania drużyny do podpoznańskiego ośrodka. To, co wydarzyło się potem, do dziś określane jest mianem „cudu w Błażejewku”.

Pracowaliśmy podczas tego zgrupowania bardzo ciężko, trzy razy dziennie. Bardzo często przyjeżdżali do nas specjaliści z AWF, którzy przeprowadzali badania. Wiedzieliśmy wszystko o kondycji piłkarzy, wspomina tamte trzy tygodnie trener Kopa.

Gra drużyny znacznie się poprawiła, do remisów i porażek nareszcie zaczęły dochodzić zwycięstwa w tym tak okazałe, jak 5:0 z Pogonią Szczecin czy 4:0 z ROW Rybnik i Górnikiem Zabrze. Lech zakończył sezon na 14. miejscu, po raz drugi tuż nad linią oddzielającą spadek od bezpieczeństwa.

Napierała jako trener oldbojów

Podbudowani cudownym uniknięciem spadku oraz zmotywowani wspaniałą atmosferą, jaka wytworzyła się w zespole, nawiązali do swoich pięknych tradycji sprzed blisko 30 lat i zakończyli kolejny sezon na podium – na trzecim miejscu. Oczywiście pomógł im w tym wówczas młody zawodnik, który przed sezonem dołączył z Gwardii Koszalin, czyli Mirosław Okoński. Zasadnicza różnica pomiędzy rokiem 1950, gdy Lech po raz ostatni skończył ligę na trzecim miejscu, a rokiem 1978, gdy ten wyczyn został powtórzony, polegała na tym, że tym razem zespół dostał okazję debiutu w europejskich pucharach.

Dwumeczu tego jednak Napierała i spółka nie będą wspominać bardzo dobrze – nie dość, że dwukrotnie przegrali z bardziej doświadczonymi Niemcami z Duisburga – 0:5 na wyjeździe i 2:5 u siebie – to jeszcze pierwszy w historii klubu mecz pucharowy rozegrali… w zielonych strojach pożyczonych od Warty. Tuż przed wyjazdem do Niemiec, kierownictwo drużyny dowiedziało się, że MSV Duisburg, jako gospodarz, ma pierwszeństwo wyboru barw, w jakich wystąpi. Gospodarze postanowili oczywiście zagrać w swoich tradycyjnych niebiesko-białych pasiakach, a Lechici w opustoszałych magazynach nie mieli koszulek w innym kolorze. Na szybko więc pożyczono koszulki od lokalnego rywala, a kierownik drużyny Lecha, zaklejał „W” z przodu koszulek klubowym emblematem.

Zejście ze sceny

Były to jednak trudne początki dość miłych czasów, w których Lech miał zdobywać mistrzostwa i puchary polski, a w europejskich pucharach tylko po karnych przegrywać z wielką Barceloną. Teodor Napierała nie dotrwał jednak jako piłkarz, ponieważ w 1980 roku, w wieku 35 lat, zawiesił buty na korku. Symboliczną klamrą niech pozostanie to, że otwarcie stadionu przy ulicy Bułgarskiej w sierpniu 1980 roku, było ostatnim meczem Napierały przed poznańską publicznością. Potem wystąpił jeszcze w jednym wyjazdowym meczu Pucharu Polski i na tym zakończył swoje 15-letnie występy dla poznańskiej publiczności. Nie zakończył jednak swoich związków z Lechem, do którego powrócił potem jako asystent trenera oraz kierownik. W roku 1987, pod nieobecność Bronisława Waligóry, w trzech meczach prowadził poznański klub nawet jako pierwszy trener. Zaangażowany był też w Oldbojów Kolejorza jako zawodnik oraz jako trener.

Flaga legend Lecha Poznań. Jest na niej oczywiście Napierała.

Teodor Napierała rozegrał w Lechu 406 meczów, z czego 206 w pierwszej lidze. Przez 15 lat aż 10 trenerów od niego zaczynało ustalanie składu. Należy go zapamiętać jako piłkarza, który przeprowadził Lecha przez trudne czasy, służył jako mentor dla zawodników dołączających do zespołu i walczył za dwóch w każdej sytuacji. Był reżyserem gry oraz egzekutorem. Ogólnie z Lechem związany był przez blisko 32 lata, o czym nie zapomnieli kibice Lecha, umieszczając Napierałę na swojej fladze „Legendy”.

Patryk Maliński
O Patryk Maliński 8 artykułów
Kibic Lecha Poznań na emigracji. Sympatyk angielskiego futbolu