Timmy Simons – dziadek belgijskiego futbolu

Zdjęcie główne: clubbrugge.be

W piłce nożnej spotykamy się z wieloma przypadkami wiekowych piłkarzy, którzy kontynuują karierę nawet po czterdziestce. Przeważnie są to bramkarze, dla graczy z pola jest to rzadkość. Około trzydziestego roku życia ich kolana, stawy skokowe oraz ścięgna nie są już tak sprawne. W Holandii z podziwem przypatrujemy się 36-letniemu Dirkowi Kuytowi, który nadal nie składa broni, pokazując młodzieży, jak powinna wyglądać gra na wysokim poziomie. Napotkać można jeszcze dziwniejsze przypadki i nie musimy ich szukać w egzotycznych krajach, gdzie 90-letnie osoby żyjące na dietach rybnych biegają maratony szybciej niż przeciętny człowiek. Wręcz przeciwnie. Zaledwie kilka kilometrów za belgijsko-holenderską granicą, a dokładniej w Brugii, gra jeden bardzo znany „emeryt”, a nazywa się Timmy Simons!

Zardzewiała perła flamandzkiej niziny ma obecnie 39 lat. Wielkimi krokami zbliża się do okrągłej liczby, jaką jest 40. Jesteście sobie w stanie wyobrazić, że ten człowiek nadal jest ważną postacią w swoim zespole? Zapewne wielu kojarzy go z PSV, gdzie święcił największe triumfy. Kiedy w 2005 roku przechodził z Club Brugge do Holandii, najgłośniejszą sprawą był jego wiek. Ludzie pytali, dlaczego klub z Eindhoven ściąga „starego” (tak naprawdę dopiero 28-letniego piłkarza), a nie kogoś perspektywicznego? Na przekór wszystkim, Timmy pokazał się z jak najlepszej strony. Mając 32 wiosny opuścił PSV, aby przeżyć jeszcze piękną przygodę w niemieckiej Norymberdze. Oczekiwano, że będzie to ostatni przystanek w karierze tego środkowego pomocnika. Nic z tych rzeczy – Timmy powrócił do Brugii. Można powiedzieć, że stary Trabant nadal nie ustępował Porsche i Ferrari.

Zagubiony skaut

Swoją przygodę z piłką nożną Simons zaczął stosunkowo późno. Dopiero w wieku 21 lat podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt, z drugoligowym klubem Lommel. Do tamtej pory grał w prowincjonalnym KTH Diest. Jego przyszłość z góry była już zaplanowana. Z wykształcenia był stolarzem, miał ładną dziewczynę, a weekendami grał w piłkę nożną razem z przyjaciółmi. Praktycznie nic nie stało na drodze ku statecznemu stylowi życia. Nic, aż do chwili, gdy zagubiony skaut trafił na mecz drużyny Diestu – klubu, o którym zapewne niewielu słyszało. Jednak dla prawdziwych skautów to nie ma znaczenia, chcą tylko oglądać futbol i wyszukiwać perełki. Mecz, na który się wybrał, już dawno się rozpoczął. Stadion Diest był przytulnym miejscem popołudniowych spotkań miejscowej społeczności, również dla zagubionego pracownika Lommel, który przyjeżdżając tutaj, nie oczekiwał zbyt wiele.

Przez 90 minut skaut przyglądał się ze zdziwieniem tylko jednemu zawodnikowi, Timmy’emu. Nie zwracał uwagi na nikogo innego, nawet niewiele pamiętał z przebiegu spotkania, tylko gra Simonsa go obchodziła. Młody stolarz wpadł w oko tylko jemu. Od najmłodszych lat nazywano go „drewnianym cieniem”, ponieważ poruszał się na boisku w prawie niewidoczny sposób. Tak naprawdę było to tylko złudzenie optyczne. Zaangażowanie, pasja i serce, które Belg wkładał w grę, były nieocenione. Pojawił się znikąd, odbierał, podawał, a jego prostopadłe piłki zamieniały się w asystę. Był prawdziwym mózgiem zespołu z Diestu. Nikt nie wiedział, że Timmy jest obserwowany i prawdopodobnie opuści zespół. Nikt prócz zagubionego gościa, schowanego za zniszczonymi przez pogodę planszami reklamowymi w Diest.

Pierwszy profesjonalny kontrakt

W ten sposób Timmy wylądował w profesjonalnej piłce. Późno dojrzewający piłkarz nie trafił rzecz jasna od razu do Anderlechtu ani innego wielkiego klubu. W indywidualnych testach, które dla niego zaplanowano, nie zaprezentował się zbyt dobrze. Jego podania wówczas nie imponowały, a strzały na bramkę były słabe. Zwrotność? Żartobliwie mówiono, że nawet ciężarówka potrafiłaby płynniej wchodzić w zakręt. Simons nie był zmartwiony całą sytuacją, lecz dla skauta, który go znalazł – był to spory problem. Przecież chciał znaleźć mu klub i załatwić młodemu piłkarzowi zawodowy kontrakt. Po tygodniach oczekiwania, gdy myślano już, że nic z tego nie będzie, pojawiła się nadzieja. Lommel, klub na skraju bankructwa, pilnie szukał niedrogich piłkarzy. Zainteresował się bohaterem tekstu i podjął ryzyko, które po czasie pokazało, iż było warto.

Drużyna sportowo nie była zła, lecz klepała przysłowiową biedę. Zostać i porzucić bezpieczny byt, czy przenieść się do drugoligowca, który oferuje niezbyt wysokie wynagrodzenie? Była to szansa, aby spróbować swoich sił i zaistnieć w belgijskim futbolu, ale również wielkie ryzyko. Diest nie miał jednak wątpliwości. Na wycieraczce przed domem rodziny Simonsów pojawił się list z informacją, że nikt Timmy’ego nigdy więcej nie kupi, jeśli nie skorzysta z obecnej propozycji. Starsi mieszkańcy belgijskiego miasteczka zaoferowali się z pomocą transportu na trening do Lommel. Chłopak nie miał wyjścia, musiał spróbować swoich sił przez jeden sezon, a gdyby się nie udało, miał wrócić do domu.

Timmy został więc nowym nabytkiem klubu, który grał w pobliżu Eindhoven. To właśnie tam rozpoczęła się jego wspaniała kariera. W pierwszym sezonie rozegrał od razu 32 mecze ligowe w pierwszej drużynie. Gołym okiem dało się zauważyć to, jak słabo zespół prezentował się, gdy Simons siedział na ławce rezerwowych. Nie uszło to uwadze wielu skautów renomowanych klubów. Po dwóch sezonach odszedł do Clubu Brugge, z którym dwukrotnie świętował mistrzostwo Belgii, a także dwa razy wygrał krajowy puchar. W 2002 roku został nawet piłkarzem roku w kraju. Timmy wspominał po latach:

Mistrzostwo z 2002 roku było moim pierwszym w karierze. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Wspaniała chwila w moim życiu.

Król na należnym mu miejscu. Na tronie
Król na należnym mu miejscu. Na tronie

Niewiele później Timmy zrobił furorę w PSV, z którym trzykrotnie wygrał mistrzostwo kraju i raz superpuchar Holandii. Po świetnym okresie w klubie z Eindhoven, wszyscy myśleli, że przejdzie na emeryturę. Tak się jednak nie stało, a defensywnym pomocnikiem zainteresował się klub z Norymbergi.

Priorytetem dla nas było ściągnięcie tego doświadczonego zawodnika z PSV Eindhoven. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego transferu. Uważamy, że Timmy będzie ważną postacią w Norymberdze – wypowiedź Martina Badera, dyrektora sportowego na stronie klubu z Bawarii.

Kapitan Norymbergi
Kapitan Norymbergi

Norymberga była świetnym miejscem do spokojnej gry. Klub, który był za słaby na włączenie się do gry o najwyższe cele i nie był również kandydatem do spadku. Po dobrym okresie zaproponowano Simonsowi nowy, dwuletni kontrakt.

Timmy to gracz z osobowością i doświadczeniem na pozycji defensywnego pomocnika. Chciałem mieć takiego piłkarza w swoim zespole. Mam nadzieję, że nadal będzie przekazywał swoje doświadczenie młodszym zawodnikom – Dieter Hecking, trener klubu

Spory wpływ na decyzję o przedłużeniu kontraktu miały rozmowy z Georgesem Leekensem, który twierdził, że tylko regularna gra może zapewnić mu powołanie na mundial w Brazylii, który miał się odbyć w 2014 roku. Wielkie znaczenie miało również to, iż rodzina Timmy’ego dobrze czuła się w Niemczech, co było dla niego najważniejszym argumentem do pozostania jeszcze przez dwa lata na poziomie Bundesligi.

Simons – lider na wieki

Timmy był niekwestionowanym liderem każdej drużyny, w której się znalazł. Kapitan, który zawsze był raczej cichym człowiekiem. Nie miał w swoim nawyku spektakularnych zwodów ani pięknych bramek, był nieoceniony. Typowy defensywny pomocnik – jego brak widać dopiero wtedy, gdy go nie ma.

Simons kończy 40-stkę i najwyraźniej nie ma dość, jeśli wierzyć doniesieniom jego trenera Michela Preud’hommea, który był niegdyś świetnym piłkarzem.„Nie do wiary” – mówił Franky Van der Elst, który grał „tylko” do 38 roku życia, dodając na koniec: „chapeau bas”.

Czy w trakcie swoich przygód piłkarskich Simons pamiętał o Diest? Oczywiście! Timmy nie afiszował się swoimi sukcesami, tylko inwestował zarobione pieniądze w każdego, kto mu wcześniej zaufał. Nastąpił ogromny przepływ kapitału z Dexii, głównego sponsora Club Brugge, do małego belgijskiego miasteczka. Nawet dom starców w Norymberdze mógł liczyć na jego pomoc. „Drewniany cień” był niezastąpiony dla swoich drużyn, wzbudzał respekt kibiców, ale miał również na uwadze dobro swojego otoczenia. Dzisiaj bardzo ceni się skromnych piłkarzy, którzy swoją sławę zrzucają na drugi tor. Często nie dostrzegamy pracy defensywnych graczy na boisku. Po latach o nich się zapomina, bo nie strzelają 30 bramek w sezonie.

Powrót na stare śmieci

Latem 2013 roku Timmy powrócił do zespołu Club Brugge. To ta drużyna pozwoliła mu wypłynąć na szerokie wody. Spotkał wiele znajomych twarzy, a niektórym wydawało się, że nigdy się stąd nie ruszył. Nawet powolnie zbliżanie się do czterdziestki, nie wykazało spadku formy. Fizycznie ciągle był nazywany „bestią”. Powrót miał być powolną emeryturą, do której niewątpliwie Simons zbliża się wielkimi krokami. Zapowiedział, że obecny sezon będzie jego ostatnim w profesjonalnej karierze.

Byłem bardzo zadowolony z przedłużenia umowy. Timmy to wisienka na torcie. Jest liderem tej grupy i wciąż udowadnia swoją wartość. Jego doświadczenie procentuje na boisku i pomaga innym – trener Michel Preud’homme po przedłużeniu kontraktu z Simonsem w 2016 roku

Zakończenie rozdziału pod tytułem „Czerwone Diabły”

Mark Wilmots nie zabrał go na mistrzostwa w Brazylii. Tłumaczono tę decyzję tym, iż Timmy był po prostu za stary. Forma nie przekonywała belgijskiego selekcjonera. Tak naprawdę, po prostu o nim zapomniano. Belgia odpadła. Czy Simons mógł wpłynąć w jakiś sposób na zespół? Zapewne tak, lecz tego się nie dowiemy. To był już definitywny koniec reprezentacyjnej kariery. Tym samym uczestnik mistrzostw świata 2002 nie zdołał zostać samodzielnym rekordzistą pod względem występów w narodowej kadrze, a jego licznik zatrzymał się na 94 występach.  Zabrakło dwóch, żeby zrównać się z Janem Ceulemansem.

Wielokrotnie był też kapitanem reprezentacji
Wielokrotnie był też kapitanem kadry narodowej

Tęsknię za „Czerwonymi Diabłami”. Ale rozdział pod tytułem „reprezentacja”, został już zakończony – wypowiedź po mundialu w Brazyli, sporza.be

Piłkarze tacy jak Simons są cenieni, dopiero gdy znajdą się na boisku. Timmy jest takim przypadkiem. Tak się stało w PSV i w Norymbedze, tak samo może stać się w Club Brugge. Człowiek, zwany „dziadkiem” belgijskiego futbolu pewnie się nie obrazi, tylko usunie w cień, w końcu jest do tego przyzwyczajony. Wróci do miejsca, którego brakuje każdemu piłkarzowi, gdy jest w rozjazdach, czyli do domu. Wszędzie pewnie o nim zapomną. Wszędzie, z wyjątkiem Diest.

Źrodła: psv.netwerk.to, fcn.de, clubbrugge.be
Podziękowania dla Adama Gawędy za pomoc w tłumaczeniu holenderskiego

MARIUSZ ZIĘBA

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE.

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 57 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.