Tragiczny przypadek Serhija Perchuna

Dynamikiev.ua

Sierpień 2001 roku – piłkarska reprezentacja Ukrainy rozpoczyna przygotowania do decydującej fazy eliminacji do przyszłorocznego mundialu. Dla selekcjonera „Żółto-Błękitnych”, legendarnego Walerego Łobanowskiego, największym problemem była obsada reprezentacyjnej bramki. Wobec kontuzji Ołeksandra Szowkowskiego trener gorączkowo poszukiwał kandydata do gry przeciwko drużynom Białorusi i Armenii. Łobanowski i jego najbliżsi współpracownicy pokładali wielkie nadzieje w 23-letnim golkiperze CSKA Moskwa, Serhiju Perchunie i to ten gracz był faworytem do występów w ukraińskiej bramce. Niestety, tragiczny splot wydarzeń sprawił, iż obiecujący zawodnik nie dożył do ogłoszenia listy powołań.

Lata 80. XX wieku nie bez przyczyny były przez wiele lat uważane przez kibiców Dnipro Dniepropietrowsk za najlepszy okres w dziejach ich ukochanego klubu. W ostatniej dekadzie istnienia ZSRR ekipa znad Dniepru aż sześciokrotnie stawała na podium sowieckiej Wyższej Ligi, dokładając przy tym triumf w Pucharze ZSRR w 1989 roku. W tym okresie tysiące chłopców z Dniepropietrowska podziwiało swych lokalnych idoli – Serhija Krakowskiego, Ołeha Protasowa, Hennadija Łytowczenkę – garnąc się przy tym do treningów w szkółce piłkarskiej Dnipro-75. Wśród młodych adeptów futbolu był również Serhij Perchun. Chłopiec urodzony 4 września 1977 już jako dziecko zapewnił rodziców, że w przyszłości chce zostać profesjonalnym bramkarzem. – Gdy oglądaliśmy całą rodziną jego pierwsze mecze czuliśmy dumę. Jedynie dziadek, po którym Serhij otrzymał imię, niepokoił się patrząc na popisy wnuka. Mówił, że bramkarz jest najbardziej narażony na kontuzje. „Przecież nic nie chroni jego głowy” – mówił w rozmowie z portalem Sport.ua ojciec piłkarza, Wołodymyr.

Mimo obaw dziadka, młody Serhij kontynuował treningi w miejscowej szkółce. Jego pierwsi trenerzy – Witalij Musienko i Anatolij Burchanow – wysoko oceniali umiejętności bramkarskie tego szczupłego nastolatka, wróżąc mu karierę na ligowych boiskach. Równie dobre recenzje zbierał kolega Perchuna, środkowy obrońca Ołeksandr Perszyn. Nawiasem mówiąc szkoleniowcy juniorów trafnie przewidzieli przyszłość, gdyż obaj zawodnicy zdołali się przebić do seniorskiego zespołu Dnipro. Młodzieżowcy z Dniepropietrowska należeli do najlepszych w kraju, co potwierdzili wygrywając w 1992 roku juniorskie mistrzostwa Ukrainy. Serhij do zespołowego trofeum dołożył także indywidualne wyróżnienie – nagrodę dla najlepszego bramkarza turnieju.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku, we wszystkich republikach dawnego Imperium rozpoczęto prace nad tworzeniem narodowych lig piłkarskich. Ukraińska Premier Liha ruszyła 6 marca 1992 roku. Pierwsze dwa sezony gry w nowopowstałych rozgrywkach zwiastowały kibicom z Dniepropietrowska udaną przyszłość. Ich ulubieńcy finiszowali kolejno na trzecim i drugim miejscu. Latem 1993 roku ówczesny szkoleniowiec Dnipro, Mykoła Pawłow, w imię odmłodzenia zespołu postanowił dokonać małej rewolucji w składzie. Zgodę na transfer otrzymał między innymi bramkarz Walery Hodorow, jeden z ostatnich zawodników Dnipro pamiętający mistrzostwo ZSRR w 1988 roku. Hodorow w trakcie sezonu przegrał rywalizację o miejsce między słupkami z 20-letnim Mykołą Medinem i po zakończeniu rozgrywek skorzystał z atrakcyjnej finansowo oferty z Maroka. Na transferze weterana zyskał Perchun, który w wieku niespełna 16 lat stał się graczem zespołu seniorów.

Mykoła Pawłow umiejętnie wprowadzał nastolatka do dorosłego futbolu. Młodzian został zmiennikiem Medina i robił wszystko, by zapracować na debiut w ekstraklasie. Okazja nadarzyła się szybko. 8 października 1993 roku Dnipro podejmowało na własnym boisku Krywbas Krzywy Róg. – Przed meczem nasz podstawowy bramkarz Mykoła Medin dowiedział się, że jego mieszkanie zostało okradzione. Doznał szoku i nie był zdolny do tego, by wyjść na boisko. Miałem dylemat kim go zastąpić. Musiałem wybierać między Perchunem a innym niedoświadczonym wychowankiem. Postanowiłem zaryzykować i wystawiłem w pierwszym składzie Serhija. Rozegrał wtedy dobre zawody, nie zawinił przy puszczonym golu i ostatecznie zwyciężyliśmy 2:1. Po meczu doszło do zabawnej sytuacji. Osobiście rozdawałem piłkarzom premie za wygraną i gdy nadeszła kolej na wypłatę dla Sierioży na chwilę się zawahałem. To dla szesnastolatka była olbrzymia kwota. Zadzwoniłem więc do jego ojca i zapytałem go czy mogę dać młodemu pieniądze. Ten odpowiedział, że w stu procentach ufa synowi. Później dowiedziałem się, że Serhij oddawał rodzicom każdą wypłatę – wspominał po latach Pawłow.

Serhij zapisał się w historii Dnipro jako najmłodszy bramkarz, który wystąpił w spotkaniu tej drużyny (16 lat 1 miesiąc 4 dni). Jesienią 1993 roku Perchun rozegrał jeszcze dwa ligowe mecze – przeciwko Szachtarowi Donieck (1:2) oraz Metalurhowi Zaporoże (7:0). W pozostałych kolejkach nastolatek był zmiennikiem Medina, lecz cierpliwie czekał na swoją szansę. Okazją do zaprezentowania swoich umiejętności były Mistrzostwa Europy do lat 16, które odbyły się na przełomie kwietnia i maja 1994 roku w Irlandii.

Młodzi Ukraińcy nie byli zaliczani do faworytów tej imprezy, jednak podopieczni Wołodymyra Kijanczenki sprawili kibicom miłą niespodziankę, sięgając po brązowy medal. Perchun walczył o bluzę z numerem 1 z golkiperem UOR Dniepropietrowsk Ołehem Ostapienką. Nasz bohater wygrał rywalizację i to on wyszedł w pierwszym składzie na mecz z Belgią. Jego szczęście nie trwało długo, ponieważ trening przed kolejnym spotkaniem turnieju zakończył się dla Serhija fatalnie. Kijanczenko zarządził konkurs rzutów karnych. Koledzy podpuścili Perchuna, by założył się z napastnikiem Ołehem Fedorukiem o to, kto lepiej poradzi sobie z jedenastkami. Fedoruk był pewien, że wykorzysta wszystkie pięć prób. „Dasz radę strzelić mi tylko dwa razy” – odparował Perchun. Po czterech strzałach był remis 2:2, więc teoretycznie to bramkarz był zwycięzcą zakładu. Teoretycznie, gdyż jego kolega z pola chciał udowodnić swą wyższość. Fedoruk uderzył z całej siły, lecz Perchun odbił piłkę. Serhij nie mógł się jednak cieszyć, ponieważ przy interwencji doznał kontuzji ręki. Prześwietlenie wykazało złamanie kończyny, więc resztę turnieju golkiper obejrzał z trybun.

Perchun miał czego żałować, bo po remisie z Turcją i pokonaniu Islandii jego drużyny wywalczyli awans do ćwierćfinału. Tam nasi sąsiedzi po dramatycznym boju pokonali po rzutach karnych Anglię (dogrywka zakończyła się remisem 2:2). W półfinale Ukraińcy trafili na Duńczyków i podobnie jak kilka dni wcześniej do rozstrzygnięcia losów spotkania potrzebne były rzuty karne. Tym razem górą okazali się gracze ze Skandynawii i to oni otrzymali szansę gry o złoto. W „finale pocieszenia” ekipa ze Wschodu wygrała z Austrią 2:0, tym samym osiągając największy sukces w krótkiej historii ukraińskiej piłki nożnej.

Powrót Sierioży do Dniepropietrowska oznaczał dla niego również powrót na ławkę rezerwowych. Na domiar złego latem 1994 roku do grona jego konkurentów dołączył kolejny zawodnik, Światosław Syrota. Perchun spadł w hierarchii bramkarzy Dnipro na trzecie miejsce. W międzyczasie w klubie znad Dniepru doszło do roszady na stanowisku trenera. Miejsce Mykoły Petrowa zajął były selekcjoner reprezentacji NRD Bernd Stange. Niemiec wyżej cenił umiejętności duetu Medin – Syrota, wobec czego w marcu 1995 roku Perchun wybrał wypożyczenie do trzecioligowego Metalurha Nowomoskowsk. Niestety w tym czasie po raz kolejny dało o sobie znać wątłe zdrowie niedawnego medalisty. Piłkarz więcej czasu spędzał w gabinetach lekarzy niż na boisku i na swoje kolejne występy w Premier Lidze musiał czekać aż do kwietnia 1996 roku. Dobra passa szybko się zakończyła i urazy wykluczyły Perchuna z gry przez cały sezon 1996/1997. Najwięcej bólu sprawiała kontuzjowana ręka. Lekarze oznajmili wręcz, że piłkarz ma jedynie 10-15% szans na powrót do pełnej sprawności. Diagnoza na szczęście okazała się błędna. Leczenie zajęło młodemu bramkarzowi równy rok. Przez ten czas Dnipro zdążyło zmienić trenera, zaś nowy szkoleniowiec, którym został Wiaczesław Hrozny sprowadził do drużyny kolejnych golkiperów – Ilję Blizniuka i Ołeksandra Homeniuka. W latach 1997-1998 Perchun wystąpił w 14 ligowych spotkaniach, ale nie zdołał wywalczyć sobie pewnego miejsca w wyjściowej jedenastce Dnipro. Serhij został głównym kozłem ofiarnym sierpniowej klęski w Doniecku. Szachtar rozbił wtedy swojego rywala aż 6:0. Dwa tygodnie później Perchun zagrał jeszcze w przegranym starciu z CSKA Kijów. Był to 23. i zarazem ostatni występ 21-letniego bramkarza w lidze ukraińskiej.

Na początku 1999 roku Perchun zaczął szukać sobie nowego klubu. Jego usługami był zainteresowany trener Dynama Kijów, Walery Łobanowski. Serhiowi nie uśmiechało się jednak być rezerwowym, więc grzecznie podziękował. Propozycję wystosowała też Worskła Połtawa, ale wtedy bramkarz zdecydował się na zagraniczny wyjazd. – Z synem skontaktował się były bramkarz Dnipro Serhij Krakowski, który szukał wtedy zawodników chętnych do gry w lidze mołdawskiej. Sheriff Tyraspol potrzebował solidnego bramkarza i wybór właściciela klubu padł na Sieriożę. Pojechał do Mołdawii zobaczyć jak wyglądają warunki do treningu i po kilku dniach wrócił do domu z półtorarocznym kontraktem w kieszeni. – relacjonował ojciec zawodnika.

Piętnaście lat temu Sheriff Tyraspol dopiero budował swoją markę w mołdawskiej piłce. Krajowym hegemonem było wówczas Zimbru Kiszyniów, lecz właściciel ekipy z Naddniestrza, milioner Wiktor Guszan (były oficer służb specjalnych ZSRR), jasno określał wizję przyszłości klubu – celem Sheriffa jest zdominowanie rozgrywek w Mołdawii. Drogę na szczyt mieli torować młodzi i ambitni zawodnicy z krajów byłego ZSRR, tacy jak Serhij Perchun. Minęło jeszcze sporo wody w Dniestrze nim do Tyraspola zaczęli zjeżdżać piłkarze z Brazylii, Burkina Faso i Nigerii. Ukraiński bramkarz podjął ryzykowną decyzję, ale egzotyczny transfer zdawał się być dobrym krokiem w jego karierze. Ponieważ drużyna prowadzona przez Białorusina Siarhieja Barouskiego nie miała żadnych szans na mistrzostwo Mołdawii (liderem tabeli było oczywiście Zimbru), trener postawił przed swoimi zawodnikami bardziej realne zadanie do wykonania – zdobycie krajowego pucharu. Zespół z Naddniestrza uporał się w ćwierćfinałowym dwumeczu z Zimbru Kiszyniów, a w półfinale ograł innego stołecznego rywala – nieistniejący już klub Moldova-Gaz. Piłkarze Barouskiego stanęli więc przed szansą wywalczenia historycznego – bo pierwszego w dziejach Sheriffa – trofeum. 27 maja 1999 roku na Stadionie Republikańskim w Kiszyniowie tyraspolczycy z Serhijem Perchunem w bramce stanęli do boju przeciwko Constructorulowi Kiszyniów. Do przerwy spotkania utrzymywał się bezbramkowy remis, w czym dużą zasługę miał Serhij Perchun. Wcześniej Ukrainiec kilkakrotnie powstrzymywał szarże najskuteczniejszego gracza Constructorulu, Władimira Dovghiiego. Po zmianie stron ten sam zawodnik znalazł jednak sposób na pokonanie Perchuna i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Gdy wydawało się już, że przegrana Sheriffa jest nieunikniona, w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry Tamaz Pertia doprowadził do wyrównania, co zarazem oznaczało rozegranie dogrywki. W 109. minucie gol Jurija Romaniuka dał ekipie z Tyraspola zwycięstwo. Sheriff rozpoczął tym samym marsz na szczyt mołdawskiej piłki klubowej (Do dziś klub ten wywalczył 12 mistrzostw, 7 Pucharów Mołdawii i 5 Superpucharów Mołdawii), zaś Serhij Perchun zapewnił sobie miejsce w wyjściowej jedenastce.

Waża Tarkniszwili (kapitan Sheriffa): – Tego wieczoru Sierioża bronił jak w transie. Bez niego na pewno nie sięgnęlibyśmy po ten puchar. Imponowało mi jego opanowanie, bo w najtrudniejszych momentach nigdy nie panikował.

Po euforii związanej z triumfem w Pucharze Mołdawii piłkarzy Sheriffa czekała – często (jak w przypadku Perchuna) pierwsza w życiu – przygoda z europejskimi pucharami. W rundzie eliminacyjnej Pucharu UEFA Mołdawianie wylosowali Sigmę Ołomuniec. W pierwszym spotkaniu rozegranym w Kiszyniowie padł remis 1:1, natomiast w rewanżu kibice nie oglądali bramek. Dzięki trafieniu zdobytemu na wyjeździe do dalszej rundy awansowała czeska drużyna. Miesiąc później, we wrześniu 1999 roku, Siarhiej Barouski stracił posadę trenera Sheriffa. W tej roli zastąpił go Iwan Danillant – dotychczasowy selekcjoner reprezentacji Mołdawii. Nowy szkoleniowiec nie zamierzał jednak dokonywać zmian przy obsadzie pozycji bramkarza. Serhij zagrał w 29 (na 36 możliwych) meczach mołdawskiej ekstraklasy, a jego drużyna do ostatniej kolejki biła się o mistrzostwo kraju. Ostatecznie Sheriff finiszował na drugim miejscu, dając się wyprzedzić Zimbru o zaledwie jedno oczko.

Latem 2000 roku Serhij Perchun zdecydował o nieprzedłużeniu kontraktu z Sheriffem i zaczął sobie szukać nowego klubu w ojczyźnie. Poważne zainteresowanie bramkarzem wykazywali działacze Dynama Kijów i Szachtara Donieck, lecz rychło okazało się, że Perchun wcale nie jest wolnym zawodnikiem. W przeciwieństwie do reszty Europy Mołdawianie „nie znali” Prawa Bosmana i uporczywie odmawiali wydania certyfikatu Serhija. Wraz z końcem sierpnia zamknęło się okno transferowe i młody golkiper został na lodzie. Wtedy znów pomocną dłoń podał mu Serhij Krakowski, będący wówczas drugim trenerem CSKA Kijów. Przez kilka kolejnych miesięcy Perchun trenował ze stołecznym zespołem.

Wraz z nadejściem nowego roku ukraiński bramkarz wyjechał do Rosji i tam starał się o angaż w jednym z pierwszoligowych klubów. Wielkim entuzjastą sprowadzenia Perchuna był szkoleniowiec Torpedo-Ził Moskwa Jewhen Kuczerewski. Na przełomie lat 80. i 90. Kuczerewski pracował w Dnirpo Dniepropietrowsk i już wówczas zwrócił uwagę na utalentowanego juniora. Po latach postanowił sprowadzić swojego rodaka do Moskwy, ale weto postawili działacze Torpedo. Ostatecznie Sierioża znalazł zatrudnienie „za miedzą” – jego nowym pracodawcą był od tego momentu zespół CSKA Moskwa.

Na przełomie wieków fani CSKA nie mieli zbyt wielkich powodów do zadowolenia. Od rozpadu ZSRR ich ukochana drużyna ani razu nie wyprzedziła na mecie rozgrywek ligowych odwiecznego rywala – Spartaka. W latach 1992-2000 „Miaso” zdobyli osiem mistrzostw Rosji, natomiast „Wojskowi” tylko dwa razy kończyli sezon na podium. Od czasu triumfu w Pucharze ZSRR w 1991 roku CSKA nie sięgnął po żadne trofeum. W tym czasie stołeczny zespół nie mógł sobie pozwolić na przeprowadzania wielomilionowych transferów, stąd też przez rozpoczęciem sezonu 2001 (w Rosji obowiązywał wówczas system rozgrywek wiosna-jesień) szukano głównie tanich zawodników. Poza Jurisem Laizansem ze Skonto Ryga, za którego ósma drużyna minionych rozgrywek zapłaciła około milion dolarów, trener „Wojskowych” Paweł Sadyrin nie wydał na wzmocnienia ani kopiejki.

Zbieżność interesów Sadyrina i Perchuna była aż nadto widoczna. Sadyrin chciał jak najmniejszym kosztem pozyskać bramkarza. Z kolei Perchun musiał natychmiast znaleźć pracodawcę, który zapewni mu stały dochód. Młody golkiper miał już wtedy na utrzymaniu żonę i półtoraroczną córkę, Katię. Negocjacje nie trwały długo i pod koniec stycznia 2001 roku Ukrainiec został zaprezentowany jako zawodnik CSKA. Nowy golkiper wybrał sobie bluzę z numerem 16.

kanonir.com
kanonir.com

Niektórzy powątpiewali w sens tej transakcji. Bezrobotny od sześciu miesięcy bramkarz, mający do tego niewielkie doświadczenie? To nie może się udać – narzekali kibice moskiewskiego zespołu. A jednak stało się inaczej.

W dwóch pierwszych meczach nowego sezonu CSKA poniósł dwie porażki – 0:2 z Czornomorcem Noworosyjsk oraz 0:3 z Kryljami Sowietow Samara. Sadyrin chcąc zmienić na lepsze grę swojego zespołu postawił na zmiany w wyjściowym składzie. Jedną z nich było postawienie na Serhija Perchuna kosztem Andrieja Nowosadowa. Nowy bramkarz do tej pory rozegrał dwa spotkania w zespole rezerw, za każdym razem zachowując czyste konto. Zbliżały się derby z pretendentem do zdobycia tytułu mistrzowskiego, Spartakiem – dzień debiutu Perchuna w lidze rosyjskiej.

31 marca 2001 roku oczy całej piłkarskiej Rosji były zwrócone na Łużniki. Derby Moskwy zgromadziły przed telewizorami dziesiątki milionów widzów. Serhij nie odczuwał jednak debiutanckiej tremy, lecz wyszedł na boisko i robił to co umiał najlepiej – chronił swą drużynę od utraty bramki. Debiut przebiegał pomyślnie do 33. minuty. Wtedy to bramkostrzelny pomocnik Spartaka Wasyl Baranau popisał się precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego. Futbolówka kopnięta przez Białorusina wpadła do siatki obok ręki rozpaczliwie interweniującego Perchuna. W dalszej fazie meczu debiutant był już niepokonany. Wielokrotnie wygrywał pojedynki z gwiazdami Spartaka; Jegorem Titowem i Luisem Robsonem. Wynik meczu nie uległ już zmianie i Spartak dowiózł skromne prowadzenie do końca.

Choć CSKA przegrał trzeci kolejny mecz w lidze, to pod adresem Perchuna padały wyłącznie pozytywne komentarze. Dziennikarze zauważyli, że debiutant gra bardzo odważnie na przedpolu i nie czuje lęku przed rzucaniem się pod nogi rywali. Media nie poświęciły jednak występowi Ukraińca tyle czasu co wydarzeniom na trybunach i w okolicach stadionu. Jak zwykle przy okazji derbów Moskwy nienawidzące się grupy fanatyków obu klubów stoczyły regularne potyczki na ulicach wokół Łużnik. Już w trakcie meczu wrogie ekipy obrzuciły się krzesełkami i materiałami pirotechnicznymi. Dopiero po interwencji OMON-u spotkanie zostało dokończone.

Dla Sierioży nastał trudny czas rywalizacji o miejsce w składzie. Co prawda Ukrainiec wystąpił w kolejnej ligowej potyczce CSKA przeciwko Torpedo, zakończonej porażką jego zespołu 0:1, lecz w kolejnych grach między słupki „Wojskowych” powrócił Nowosadow. Perchun zacisnął zęby i rozpoczął tytaniczny bój o miejsce w pierwszym składzie. Okazja nadarzyła się po dwóch miesiącach – 11 czerwca. Wykorzystując kontuzję Andrieja Nowosadowa ukraiński zawodnik wskoczył do bramki i nie opuścił jej aż do tragicznej śmierci.

Po fatalnym początku sezonu sympatycy moskiewskiego zespołu mogli wreszcie odetchnąć z ulgą. Między 14 kwietnia a 11 sierpnia 2001 roku CSKA zanotował znakomitą passę 17 spotkań bez porażki (9 zwycięstw i 8 remisów). Odkąd w bramce „Wojskowych” stanął Perchun, drużyna ta straciła zaledwie 5 bramek w 11 meczach. Spokój piłkarzy mąciła jednak informacja o pogarszającym się stanie zdrowia ich trenera. Paweł Sadyrin od kilkunastu miesięcy walczył z nowotworem prostaty i mimo nalegań onkologów nie chciał zrezygnować z pracy.

Dobra gra Perchuna (ze średnią 6,29 awansował do pierwszej piątki najwyżej ocenianych graczy w lidze), wychwalanego przez rosyjskich dziennikarzy i kibiców za świetne występy w lidze, nie umknęła uwadze selekcjonera reprezentacji Ukrainy Walerego Łobanowskiego, który kompletował kadrę na wrześniowe mecze eliminacji do mistrzostw świata. Po siedmiu kolejkach jego podopieczni mieli na swoim koncie dziesięć punktów, tracąc dwa „oczka” do Białorusi. Poza zasięgiem w grupie 5 byli już Polacy, którzy w siedmiu meczach zainkasowali aż 17 punktów. Ból głowy Łobanowskiego był tym większy, gdyż jego podstawowy bramkarz Ołeksandr Szowkowski znów był niedysponowany z powodu kontuzji i wiadomo było, że nie zdąży wrócić na jesienne mecze eliminacyjne. Grono potencjalnych zastępców było szerokie – Mykoła Medin, Witalij Rewa, Jurij Wirt, Walery Worobiow. Żaden z tych graczy nie gwarantował jednak takiej jakości jak Szowkowski. Wobec tego zdecydowano się sprawdzić duet zawodników z ligi rosyjskiej.

15 sierpnia 2001 roku Ukraińcy mieli rozegrać w Rydze towarzyski mecz z Łotwą. Łobanowski powołał na to spotkanie dwóch golkiperów grających na co dzień w Rosji – Maksyma Lewickiego ze Spartaka (4 występy w kadrze) oraz absolutnego debiutanta, Serhija Perchuna.

W pierwszym składzie na mecz w Rydze wyszedł Lewicki i zgodnie z umową został w przerwie zastąpiony przez Perchuna. Dla bramkarza CSKA był to pierwszy kontakt z kadrą po niemal trzech latach przerwy – w październiku 1998 roku Perchun zagrał w meczu młodzieżówki przeciwko Armenii. Jego koledzy z pola zapakowali wówczas rywalom aż osiem bramek. Na Łotwie gra nie wyglądała tak obiecująco. Ukraińcy wyszli na prowadzenie w 20. minucie po trafieniu Ołeksandra Mełaszczenki, lecz nie potrafili dobić słabszego rywala. Serhij nie miał po przerwie zbyt wiele pracy, zanotował kilka interwencji i po końcowym gwizdku mógł cieszyć się z debiutu „na zero z tyłu”.

Asystent Łobanowskiego, Leonid Burjak, tak zapamiętał swoją rozmowę z Perchunem. – Serhij chciał jak najszybciej dostać się na lotnisko i wrócić do Moskwy. Pół żartem pół serio narzekał, że już za trzy dni czeka go wyjazd na mecz ligowy do Dagestanu. Na koniec zapytał mnie: Trenerze, czy mogę liczyć na to, że zadzwonicie do mnie przed meczami z Białorusią i Armenią? Widziałem błysk w jego oczach i odpowiedziałem: Tak, Sierioża. Nie musisz się martwić o powołanie na wrześniowe spotkania, bo na to zasługujesz.

18 sierpnia wieczorem stadion Dynamo w Machaczkale pękał w szwach. Choć oficjalna pojemność obiektu wynosiła 16000 miejsc, to na spotkanie z CSKA wybrało się więcej osób. Stołeczny zespół przyjechał do Dagestanu osłabiony. Trener Sadyrin nie mógł liczyć na uzbeckiego pomocnika Dawrona Fajziewa, który nie zdął wrócić z meczu swojej reprezentacji. Poza kadrą meczową znaleźli się też Predrag Randjelović i Elvir Rahimić. Obaj jeszcze niedawno byli zawodnikami Anży. Teraz na skutek umowy między działaczami obu klubów nie mogli wziąć udziału w spotkaniu.

Po piłkarzach CSKA widać było zmęczenie. Niemal cała jedenastka w tygodniu uczestniczyła w zgrupowaniach swoich reprezentacji narodowych. Anży zaatakowało ze zdwojoną siłą, lecz Serhij Perchun dwoił się i troił między słupkami. Tylko w pierwszej połowie wybronił cztery stuprocentowe okazje jakie stworzyli sobie gospodarze.

Nadeszła feralna 75 minuta… Nebojša Stojković posłał daleką piłkę pod pole karne rywala. Tam już ruszył do niej najgroźniejszy zawodnik Anży, Budun Budunow. Perchun nie zamierzał stać bezczynnie we własnej szesnastce, lecz ruszył do przodu próbując wybić futbolówkę głową. Doszedł do niej pierwszy, ale sekundę później został staranowany przez Budunowa. Piłkarze zderzyli się ze sobą głowami, po czym obaj upadli na murawę. Koledzy natychmiast przywołali lekarzy do poszkodowanych. Budunow podtrzymywany przez medyków zszedł powoli z boiska, natomiast stał Perchuna był cięższy – nieprzytomny bramkarz trafił na nosze.

Jeszcze w karetce Serhij odzyskał przytomność. Pojazd wiózł go na rutynowe badania w Republikańskim Szpitalu Klinicznym w Machaczkale – najlepszej placówce medycznej w tym mieście. Lekarze szybko zbadali zawodnika, zszyli mu ranę na głowie i zaaplikowali kilka zastrzyków przeciwtężcowych. Do szpitala dotarł prezydent CSKA, Jewgienij Giner. – Syn spytał go o wynik meczu. Ucieszył się z remisu swojej drużyny. Porozmawiał z Ginerem, zapewniając go, że czuje się już dużo lepiej. Poprosił go, aby samolot z piłkarzami poczekał na niego chwilę. – mówił ojciec Perchuna, Wołodymyr.

Lekarze z Machaczkały uznali, że nie ma żadnych przeciwwskazań, by piłkarz udał się wraz z prezydentem Ginerem na lotnisko. Obaj wsiedli do vana. Podróż nie trwała jednak długo, bo już po kilku minutach Perchun dostał drgawek i zaczął tracić przytomność. Samochód zawrócił do szpitala, a gdy już tam dotarł rozpoczęła się akcja ratunkowa. Zanim medycy przeprowadzili reanimację Serhij przez siedem minut znajdował się w stanie śmierci klinicznej.

Przez całą noc najlepsi neurolodzy z Dagestanu badali nieprzytomnego zawodnika. Wyniki były zatrważające – otwarty uraz głowy, obrzęk mózgu, śpiączka drugiego stopnia. W niedzielę rano stan piłkarza nieco się ustabilizował i lekarze wydali zgodę na to, by przetransportować go drogą lotniczą do Moskwy. Tam mieli się nim zająć specjaliści z Moskiewskiego Instytutu Neurologii imienia Budrenki.

W tym czasie do stolicy Rosji przybyli też załamani rodzice Serhija Perchuna i jego młodsza siostra. Dramat przeżywała też małżonka zawodnika, Julia, będąca wówczas w piątym miesiącu ciąży. Włodarze CSKA zapewnili swojemu bramkarzowi najlepszą opiekę medyczną jaką można sobie wyobrazić, lecz stan zdrowia nadal nie ulegał poprawie. Mimo wysiłków Jewgienija Ginera nie udało się też przełożyć ligowego meczu „Wojskowych” z zespołem Torpedo-Ził. 24 sierpnia wieczorem atmosfera na stadionie była daleka od piłkarskiego święta. Trenerzy, piłkarze, kibice, a przede wszystkim najbliżsi krewni Perchuna, siedzący w loży honorowej, myślami byli przy szpitalnym łóżku. Fani ułożyli na krzesełkach żółte bluzy z numerem 16 na plecach – chcąc tak dodać otuchy swojemu ulubieńcowi.

28 sierpnia o godzinie 5.25 rano serce Serhija Perchuna przestało bić. Ukrainiec zmarł na tydzień przed swoimi 24. urodzinami. Oficjalny komunikat lekarzy brzmiał: Śmierć nastąpiła na skutek silnego krwotoku wewnątrzmózgowego.

Działacze moskiewskiego klubu naprędce urządzili ceremonię pożegnalną swojego zawodnika. Wzięło w niej udział ponad 10000 kibiców – nie tylko CSKA, ale i Dynama, Lokomotiwu, czy nawet Spartaka. Przy trumnie emocje udzieliły się trenerowi Lokomotiwu, Jurijowi Siominowi, który wybuchł płaczem. Jeszcze tego samego dnia Jewgienij Giner zakomunikował o zastrzeżeniu numeru 16.

Pogrzeb Perchuna odbył się w jego rodzinnym Dniepropietrowsku. Trumnę odprowadzili do grobu jego koledzy z CSKA. Na cmentarzu zgromadziły się dziesiątki tysięcy osób – kibiców, znajomych, a także zwyczajnych ludzi, którzy nie mogli uwierzyć w tragiczny splot okoliczności. Mowy pogrzebowe wygłosili między innymi kapitan CSKA Siergiej Siemak oraz Paweł Sadyrin. Ten drugi nie wiedział wówczas jeszcze, że przegra z chorobą i ma przed sobą ledwie trzy miesiące życia.

– Po śmierci Serhija przez rok nie mogłem oglądać meczów piłkarskich. Setki razy zadawałem sobie pytanie jak mogło dojść do takiego zdarzenia. Nie znalazłem odpowiedzi. Budunow nigdy do mnie zadzwonił. Choć minęło już sporo lat od tamtej to nigdy nie zdobył się na to, by wybrać numer. Chyba już nie doczekam się tego telefonu – ocenił po latach Perchun senior w rozmowie z Dmytro Moskalenką z portalu sport.ua.

14 grudnia 2001 roku na świat przyszła druga córka Serhija Perchuna, Nastia. Nie było jej dane poznać swojego ojca. Najbliższa rodzina piłkarza, a zwłaszcza jego ojciec nie potrafili pogodzić się ze śmiercią swojego Sierioży.

W czwartą rocznicę śmierci Serhija, Wołodymyr Perchun wydał książkę „Mój syn – bramkarz”. Oto krótki fragment. – W swoim ostatnim wywiadzie dla „Sowieckiego Sportu” Serhij powiedział: – W czasie gry nie mam żadnego poczucia zagrożenia. To po prostu znika. Gdy wychodzę na boisko to myślę tylko o tym jak powstrzymać przeciwnika. – Po śmierci syna jego kolega z drużyny, obrońca Oleg Kornauchow powiedział, że w boiskowym słowniku Serhija nie było słowa „strach”. Myślę, że to bardzo trafne zdanie.

 

Autor: Mateusz Stanaszek

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl