Manchester United gospodarzem na… Anfield Road

11 zawodników w czerwonych strojach wychodzi na murawę. Z The Kop słychać gromkie oklaski. Na Anfield taki obrazek nikogo nie dziwi. 20 sierpnia 1971 nie wszystko się jednak zgadzało. Nie chodzi wyłącznie o brak You’ll Never Walk Alone, zwykle lecącego z głośników. Ubraną na czerwono jedenastkę gospodarzy stanowili piłkarze…Manchesteru United.

„W Anglii sobie poradzili”

Tak zwykło się mówić w kontekście stadionowych wybryków polskich pseudokibiców. Dzisiaj nawet najgorętsze sektory przy angielskich boiskach rzeczywiście emanują spokojem. Nie ma bójek, racowisk, a zorganizowane oprawy czy sektorówki to kompletna egzotyka. Wspieranie swoich i obrażanie gości ogranicza się do wymyślnych przyśpiewek. Jeśli już jakiś kibic wbiegnie na boisko, to po to żeby spróbować kopnąć piłkę albo zrobić sobie spacer z chorągiewką. W latach 70. było zdecydowanie inaczej. To uzbrojeni w kije i noże, bez przerwy szukający okazji do bitki kibole byli niesławną wizytówką brytyjskiej piłki.

W domowym meczu przeciwko Newcastle w sezonie 1970/1971, ̶k̶i̶b̶i̶c̶e̶ sympatyzujący z Manchesterem United chuligani urządzili sobie konkurs rzucania w sektory gości przeróżnymi przedmiotami. Wśród nich były m.in. scyzoryki. Jeden z nich trafił bramkarza Newcastle Iana McFaula. Dzisiaj oznaczałoby to pewnie rozgrywanie kolejnych spotkań przy pustych trybunach. Wówczas wiązało się z całkowitym zamknięciem obiektu na dwa pierwsze mecze kolejnego sezonu. United musieli szukać stadionu, na którym mogli rozegrać mecze z Arsenalem i West Bromwich Albion.

Kibice United postanowili „podbić Anfield” i poczuć murawę.

Pomocną dłoń wyciągnął Bill Shankly, który zaproponował by areną pierwszego meczu było Anfield. Z dzisiejszej perspektywy, gdy kibice bojkotują nawet bezpośrednie transfery na linii Liverpool – United, wydaje się to nieprawdopodobne. Wtedy tak do tego nie podchodzono. Najbardziej znienawidzonym przez fanów The Reds klubem był sąsiedni Everton (który zresztą grał na Anfield do 1892 roku). Nienawiść do United przyszła wraz z sukcesami tego klubu, więc jakieś 20 lat później.

Koniec ery Busby babes

W United nie brakowało wtedy głośnych nazwisk: Bobby Charlton, George Best, Brian Kidd. Trzy lata wcześniej właśnie ta trójka strzeliła cztery gole w zwycięskim finale Pucharu Europy przeciwko Benfice. W 1971 to już nie był ten sam zespół. Odeszli: Pat Crerand, Bill Foulkes i Nobby Stiles – filary ekipy Matta Busby’ego. Sam Busby pożegnał się z klubem właśnie w 1971. Legendarnego trenera zastąpił Frank O’Farrell. Na Old Trafford przychodził jako 44-letni szkoleniowiec, który właśnie wprowadził Leicester do First Division. Wchodził w buty legendy i miał przed sobą duże wyzwanie, bo dwa ostatnie sezony United kończyli na 8. miejscu w lidze.

George Best był oczywiście bardzo „rozchwytywany” przez tych, którzy wtargnęli na murawę.

Na Anfield ich rywalem był Arsenal, czyli aktualny mistrz i zdobywca Pucharu Anglii. W składzie: Pat Rice, Alan Ball czy Peter Simpson. Do meczu z United przystępowali po bardzo dobrym otwarciu sezonu: zwycięstwach nad Chelsea i Huddersfield Town (to był ostatni sezon Huddersfield na najwyższym szczeblu rozgrywek w Anglii aż do obecnego sezonu). Jeśli dodać do tego, że mecz był rozgrywany na neutralnym gruncie – to Arsenal był faworytem. Mecz został rozegrany w piątek. Pora nietypowa jak na angielskie rozgrywki, ale o taki termin mocno zabiegał Everton, który w sobotę rozgrywał swój domowy pojedynek z Sheffield United. The Toffees nie obawiali się ewentualnej konfrontacji kibiców, a utraty części zysków z biletów. Gdyby mecze rozgrywane były równolegle, część mniej zagorzałych fanów Evertonu mogłaby wybrać się na Anfield, żeby zobaczyć w akcji aktualnych mistrzów Anglii.

Wyjątkowy mecz…

Jeszcze zanim rozbrzmiał pierwszy gwizdek, winni jego przeniesienia z Old Trafford znów dali o sobie znać i wbiegli na murawę. Jeśli wierzyć relacji korespondenta „Guardiana” Erica Todda, kiedy zgromadzeni na The Kop fani United zobaczyli swoich idoli rozgrzewających się po drugiej stronie boiska, chcieli zmienić trybunę. Próba zakończyła się zdziesiątkowaniem szeregów Red Army – policja wyłapała ponad 100 nadmiernie rozentuzjazmowanych kibiców.

„Co ja robię tu?” – Denis Law oczekujący na pierwszy gwizdek.

Nieco inaczej to wydarzenie wspominają fani Liverpoolu. Przypisują sobie pogonienie z The Kop przyjezdnych z Manchesteru. Utrzymują, że przyszli na mecz właśnie po to, żeby pilnować swojej świętej trybuny przed wizytą dopingujących inną drużynę. Piłkarze z Manchesteru rozpoczęli mecz znacznie spokojniej niż kibice. W czwartej minucie Frank McLintock dał prowadzenie Arsenalowi. Kanonierzy dowieźli je do przerwy, ale druga połowa była dla nich zupełnie nieudana. Najpierw podanie George’a Besta wykorzystał Alan Gowling, lobując bramkarza Arsenalu. Później z rzutu wolnego celnie przymierzył Bobby Charlton. W samej końcówce na 3:1 podwyższył Brian Kidd.

…wyjątkowo zapomniany

Dzisiaj United mogą żartować, że są lepszymi gospodarzami Anfield niż Liverpool, ale wówczas nie było to wydarzenie o dużym ładunku emocjonalnym. Świadczą o tym wspomnienia uczestników tego starcia, którym nieszczególnie zapadło ono w pamięć.

Brian Kidd strzela gola na 3:1 i przesądza o wyniku spotkania

– Domowy mecz na Anfield? Nie ma mowy – odpowiada pytany o mecz Alan Gowling, który przecież strzelił pierwszego gola.
– Do tej pory sądziłem, że brałem udział w jednym wygranym meczu United na Anfield – 4:1 z Liverpoolem w 1969. Teraz okazuje się, że wygrałem tam dwa razy – mówi Alex Stepney. A przecież to jedyny bramkarz w historii klubu, który zamiast gwizdów mógł słyszeć z The Kop doping.

Spotkanie doskonale pamięta George Sephton, spiker z Anfield. Ale bynajmniej nie z powodów kibicowskich czy sportowych.

Po pierwsze bardzo przeżywałem to, że pracowałem na Anfield dopiero tydzień. Po drugie nie co dzień widzi się nasze trybuny zapełnione tylko w połowie. Rywalizacja z United nie była wtedy jeszcze tak gorąca, więc dla mnie była to po prostu dobra okazja do obejrzenia dobrego meczu i zarobienia paru groszy.

Gra się tam, gdzie kibice pozwolą

Trzy dni po meczu na Anfield United podjęli West Bromwich na nieistniejącym już Victoria Ground w Stoke. Tam również zwyciężyli 3:1, między innymi po dwóch trafieniach Besta. Sześć lat później kibole Czerwonych Diabłów znowu załatwili swoim piłkarzom domowy mecz na neutralnym obiekcie. W meczu pierwszej rundy Pucharu Zdobywców Pucharów rywalem United było francuskie Saint-Étienne. Jeszcze przed spotkaniem pięciu angielskich kibiców zostało aresztowanych za powybijanie szyb w kilku sklepach oraz splądrowanie hotelowego lobby. Okazało się to ledwie przygrywką przed wydarzeniami na stadionie. Doszło tam do regularnej bójki i można mówić o dużym szczęściu, że nikt nie zginął. Francuscy kibice zostali bowiem stłoczeni przy płocie okalającym boisko. Nikomu nie trzeba przypominać jak skończył się podobny napór fanów na Hillsborough…

12 lat po wydarzeniach we Francji, 96 kibiców zginęło w wyniku złej organizacji półfinałowego meczu Pucharu Anglii pomiędzy Liverpoolem i Nottingham Forest.

Po meczu, zakończonym remisem 1:1, UEFA wyrzuciła United z pucharów. Apelacja klubu i wstawiennictwo m.in. Matta Busby’ego sprawiły, że europejska federacja zmieniła swoją decyzję. United mogli przystąpić do rewanżu, ale mecz musiał zostać rozegrany na stadionie oddalonym od Manchesteru o co najmniej 200 km. Początkowo miał to być Londyn, ale na takie rozwiązanie nie zgodziła się angielska federacja, obawiając się… kibiców United mieszkających w Londynie. Ostatecznie spotkanie rozegrano w Plymouth. United wygrali 2:0. Stadion był wypełniony po brzegi: zasiadło na nim 32 tysiące kibiców. 38 tysięcy oglądało mecz na przygotowanym na Old Trafford telebimie.

MICHAŁ BANASIAK

Michał Banasiak
O Michał Banasiak 7 artykułów
Fan pozytywnych ludzi, dobrych treści i emocji. Z biegiem czasu pasjonat fenomenu piłki i historii okołofutbolowych bardziej niż samej gry. Obserwator.