Wywiad: Grzegorz Sandomierski

Urodził się 5 września 1989 roku w Białymstoku. Swoją karierę piłkarską rozpoczynał w klubie MOSP Jagiellonia Białystok. W naszej Ekstraklasie zadebiutował 1 marca 2008 roku w spotkaniu „Jagi” z Cracovią. Później była nieudana przygoda za granicą, gdzie w przeciągu trzech lat rozegrał łącznie 19. spotkań.  Teraz wraca do Polski i zamierza pokazać wszystkim, którzy go skreślili na co go stać.  Zapraszamy na wywiad z Grzegorzem Sandomierskim. Grzegorz jest sympatycznym rozmówcą, który ma dużo ciekawych rzeczy do przekazania, więc rozmowa jest długa. Polecam zaparzyć sobie popołudniową kawę i delektować się historią piłkarza Zawiszy Bydgoszcz.

Gratulacje za zdobycie Superpucharu Polski. Czy jest to już taki Zawisza, którego w meczach Ligi Europy chcieliby oglądać zarówno kibice jak i działacze?

Grzegorz Sandomierski: Dziękuję bardzo. Nie jest to na pewno najwyższa forma wszystkich zawodników, wiadomo to dopiero początek, co by nie było jeszcze tych meczów za wiele nie rozegraliśmy. Jednak przerwa między sezonami nie trwa za długo, wydaje się, że tej formy nie można było tak szybko stracić, jednak teraz mieliśmy ciężkie treningi, które miały przygotować nas na cały sezon, a nie tylko na ten początek. Wydaje się, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby ten szczyt formy osiągnąć już niedługo.

Jak ocenisz fakt, że Legia zagrała z Wami w dosyć „okrojonym” składzie, czy miało to dla Was jakieś znaczenie?

Szczerze mówiąc naszym celem było zdobycie Superpucharu Polski, a tak jak Legia podeszła do tego spotkania nas nie interesowało. Kto może wiedzieć, co by się wydarzyło, gdyby Legia wyszła tak zwanym „pierwszym składem”, też przecież nie podejrzewam, że tego spotkania byśmy nie wygrali, więc takie gdybanie jest moim zdaniem bez sensu. Mamy Superpuchar i to się liczy dla nas najbardziej, morale poszło w górę, jest to fajny początek dla nas i naszego nowego sztabu szkoleniowego, który dopiero przeciera szlaki w polskiej piłce. Jest to na pewno dodatkowy bodziec do pracy dla nas wszystkich i nie ma co umniejszać naszych zasług, bo tak naprawdę my ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, żeby ten Superpuchar zdobyć, a to co zrobił przeciwnik to tylko i wyłącznie ich sprawa.

Oczywiście, nikt nie ma zamiaru Wam tego sukcesu umniejszać. Wyobrażasz sobie sytuację, w której taki mecz jest rozgrywany na stadionie w Bydgoszczy, a Zawisza nie wychodzi na to spotkanie w najmocniejszym dostępnym danego dnia zestawieniu?

Gra się o trofea, trzeba więc wszystko zrobić, żeby te trofea zdobywać gdy nadarza się taka okazja. Powiedzmy sobie szczerze, że Zawisza co roku grać o Superpuchar nie będzie. Wiadomo, że wszyscy będziemy do tego dążyć. Nie jest to łatwe zadanie, więc nie wyobrażam sobie, żeby taka sytuacja miała miejsce. Legia jest w innym położeniu, wszyscy mówią, że skupiają się na eliminacjach do Ligi Mistrzów. Moim zdaniem taki mecz o Superpuchar jest fajnym przetarciem przed rundą kwalifikacyjną  na pewno lepszym niż mecz sparingowy dla 200 osób. Ten mecz już za nami i już się nie liczy, jeżeli ma to przynieść Legii efekt w postaci awansu, to życzę im powodzenia. Fajnie byłoby zobaczyć w końcu polską drużynę w Lidze Mistrzów.

Jak wszyscy wiemy, nie poszczęściło Ci się za bardzo w zagranicznych wojażach. Gdybyś mógł cofnąć czas, wyjechałbyś ponownie za granicę w tak młodym wieku?

Nie. Jestem przekonany, że jeszcze rok powinienem zostać w Polsce,  by nabyć jeszcze doświadczenia. Nie byłem przygotowany pod względem mentalnym. Nie czułem, żebym umiejętnościami jakoś mocno odstawał, jednak przegrałem rywalizację na starcie przygody w Genk. Drużyna odniosła duży sukces  i ja przekonany tym, że nie będę grał, popadałem coraz bardziej w rozmyślanie na temat tego co zrobiłem i to mnie zgubiło. Po wypożyczeniu w Jagiellonii powracałem z zupełnie innym nastawieniem i to było widać w każdym aspekcie mojego treningu i podejścia do całego tego położenia.
Na pewno nie załamałem się w tej sytuacji, trzeba przede wszystkim wyciągnąć pozytywne wnioski. Rozegrałem przecież kilka fajnych meczów, ocierałem się o naprawdę wysoki poziom. Fajnie to wszystko sobie powspominać, jednak nie ma się czym zachwycać. Sukcesu za granicą tak naprawdę nie było  i tych parę meczów będzie tylko dobrym wspomnieniem dla mnie. Nie będę się jednak oszukiwał i „mydlił komuś oczu”.

Nawiążę teraz do wypożyczenia do Blackburn Rovers. Wszyscy wiemy jak liga Championship (druga w hierarchii liga angielska) jest postrzegana. Mówi się o niej, że jest ligą twardych mężczyzn. Masz jakąś ciekawą anegdotkę związaną z grą na wyspach?

Owszem liga angielska ma renomę ligi brutalnej, jednak do końca nie jest to prawdą. Tak może było kiedyś. Dziś gra tam wielu wybitnych zawodników z wielkimi CV i na pewno nie jest takie typowe kick&rush. Zagrałem tam osiem spotkań i w tych meczach grało się na prawdę. Widziałem tam wiele technicznej gry i kilka niekonwencjonalnych zagrań.

Wróciłeś do Polski. Dlaczego akurat Zawisza? 

Nie ukrywam, że miałem jeszcze dwie inne opcje. Sam byłem zdziwiony, gdyż wydawało się, że większość czołowych drużyn pozycję bramkarza ma pewną i raczej nikt nie będzie szukał nikogo na moją pozycję. Udało się podpisać kontrakt z Zawiszą. Na pewno pewną rolę odegrał mój były manager, obecnie właściciel klubu Radek Osuch, który namówił mnie, żeby przyjść do Zawiszy i tutaj się odbudować, więc generalnie nie zastawiałem się specjalnie długo. To była kwestia naszego dogadania się i załatwienia wszystkich papierów z belgami, którzy sami wyszli z opcją rozwiązania tego kontraktu.  Mocno nie rozważałem tego wszystkiego, decyzja została podjęta szybko. Nie ukrywam, że z moim obecnym agentem (Ireneusz Hurwicz, przyp. redakcja) planowaliśmy powrót do Polski, wiadomo w takim celu, żeby rozegrać więcej spotkań niż średnia sześć na sezon. Pojawiła się oferta z Zawiszy, trzeba było tylko przestawić nawigację i udać się  z Białegostoku do Bydgoszczy. Było kilka czynników, które wpłynęły na moją decyzję.

Grzegorz w barwach Zawiszy
Grzegorz w barwach Zawiszy

Dobrze z powrotem widzieć Ciebie i Wojtka Pawłowskiego w kraju. Zapewne nie było osoby, która interesuje się piłką nożną, której nie byłoby Was szkoda. No niestety wyjechaliście do wielkiego świata i nic tam nie ugraliście, więc fajnie będzie zobaczyć Was znowu w naszej rodzimej Ekstraklasie. 

Ja bym tego tak nie odbierał.  Wiadomo, że wszyscy, jeżeli mają okazję wyjechać, to próbują tych sił.
Później sami byśmy sobie „pluli w brodę”, jeżeli nie spróbowalibyśmy ruszyć za granicę. Nie ma co porównywać mnie i Wojtka.
On jednak trafił do dużo silniejszej drużyny i ligi, więc być może ja idąc do Genku oczekiwałem od siebie więcej i tego, że od razu wskoczę między słupki. Wojtek miał w perspektywie rok może półtora ogrywania się i dopiero wtedy wejścia do bramki.  Ja przede wszystkim chciałem od razu grać w wyjściowej 11. No niestety nie udało mi się, dostałem obuchem w głowę. Wracamy do naszej ekstraklasy, można ją krytykować i mówić wiele złego, ale na końcu i tak wiele zawodników będzie ją doceniać, bo to właśnie z niej udało nam się wyjechać, poznać i zwiedzić, czasami pograć na naprawdę wysokim poziomie.

Wiadomo – jest to nasze, jest to polska liga i trzeba ją szanować taką jaka jest. 

Dokładnie jestem tego samego zdania. Nie będę nikomu mydlił oczu, że jest to świetny produkt, jednakże jest bardzo fajnie pokazywana, stadiony są świetne, gra się z dużą przyjemnością. Poziom może nie jest tak bardzo wysoki ale na pewno jest wyższy niż liga w Chorwacji.

Jakie priorytety wyznaczyliście sobie z klubem w tym sezonie? 

Wiadomo, że każdy chce się załapać do pierwszej ligowej ósemki. Jest to spokój i przy okazji szansa powalczenia o coś fajnego, jest przecież podział punktów, odległości będą się zmniejszać i można ugrać niezły wynik. Tak naprawdę można z 7 czy 8 miejsca wskoczyć wyżej. Jeszcze nie usiedliśmy przed sezonem z drużyną, pewnie takie spotkanie nastąpi. Drużyna ma potencjał by grać o wysokie cele. Nie ma co się rozgadywać, trzeba to przenieść na boisko i pokazać, że zeszły sezon nie był przypadkiem.
Na pewno drugi sezon dla byłego już beniaminka jest cięższy ale potencjał w drużynie jest. Mamy nowy sztab szkoleniowy, który jest bardzo nastawiony na sukces, który jest bardzo wymagający i musimy iść jedną drogą wszyscy razem, a na pewno będzie dobrze. Pozycję w lidze możemy budować tylko i wyłącznie ciężką pracą oraz małymi krokami. Każdy mecz musimy traktować jakby to był najważniejszy i zarazem ostatni mecz w naszym życiu, a wtedy to na co wszyscy liczymy przyjdzie.

Grałeś w Belgii. Masz jakieś wspomnienia dotyczące Waszym przyszłych rywali w Lidze Europejskiej –  Zulte Waregem?

Grać tak naprawdę nie grałem. Rozegrałem tylko jeden mecz w pucharze, więc obserwowałem tę ligę z perspektywy ławki i trybun. Zulte jest zespołem, który co roku walczy o wysokie cele łącznie z mistrzostwami kraju. Z tego co słyszałem nastąpiło tam trochę zmian kadrowych, odeszło kilku kluczowych zawodników, jednakże nie można się tym za bardzo sugerować, ponieważ kilku też na pewno pozyskali. Przed nami jeszcze analiza Belgów. Póki co nie mamy ich rozpracowanych ale w dużej mierze musimy się skupiać na sobie, bo to jednak od nas dużo zależy. To my będziemy podawać, dośrodkowywać i strzelać, więc chcemy się skupić na naszej grze. Wiadomo dobrze jest znać słabe strony przeciwników ale w głównej mierze to nasza gra będzie najważniejsza w tym spotkaniu.

Po losowaniu większość ekspertów uważa, że to Zawisza trafił najgorzej ze wszystkich Polskich klubów. Uważasz, że macie szansę?

Wydaje mi się, że jest to najsilniejszy zespół jaki mógł się nam trafić. To jest dwumecz, to jest początek sezonu, wszystko może się wydarzyć. Jedna akcja może zdecydować o wyniku całej rundy. Musimy podejść do tego meczu bardzo skoncentrowani i z wiarą we własne możliwości, ponieważ wszyscy jesteśmy tacy sami. Belgowie nie biegają przecież szybciej i tym podobne. Wszystko może rozegrać się w głowie. Musimy uważać, żeby nie „spalić się” na początku. Musimy grać swoją piłkę, którą niewątpliwie potrafimy grać.
Cała rywalizacja jest w naszych rękach i nogach, wiadomo, że sezon będzie długi, ale zwycięstwo w Superpucharze i zwycięstwo z Zulte może nas „pchnąć” do przodu i później możemy już być  już ciężko nas zatrzymać.

Jaki jest Twoim zdaniem najmocniejszy punkt Zawiszy?

Na pewno mamy bardzo silne skrzydła, solidnych skrzydłowych grających dobrze jeden na jeden, mogących zrobić przewagę. Mam nadzieję, że będziemy tworzyć kolektyw. Wiadomo, że część zawodników jest z Portugalii, tak jak sztab szkoleniowy. Stworzymy jedność, która będzie się razem broniła i atakowała oraz pójdzie za sobą „w ogień”. Zespołem łatwiej jest wygrać niż oprzeć grę na jednym czy dwóch zawodnikach. To w zespole, a nie indywidualnościach jest wielka siła.

Już w przyszłym tygodniu początek ligi. Gdybyś miał wytypować zespoły walczące o mistrzostwo i spadek, kto to by był?

Szczerze mówiąc, nie bawię się w takie rzeczy i nie odpowiem na to pytanie. Nie w mojej gestii jest ocenianie innych zespołów, chcę się skupić na swojej drużynie i swojej osobie.

Na koniec pytanie od fana. Jakim jeździsz samochodem?

Samochód nie jest ważny. Najważniejszy jest kierowca. Nie ma się czym chwalić. Na białostockich numerach na pewno.

DAMIAN BEDNARZ

 

 

 

 

Damian Bednarz
O Damian Bednarz 83 artykuły
Redaktor naczelny Retro Futbol. Jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku romantyków futbolowych. Wyznawca kultu Erica Cantony.