Wywiad: Michał Gelata

Napisał do nas sam, a my stwierdziliśmy, że podjął bardzo dobrą decyzję i warto napisać o jego pasji, którą jest kolekcjonowanie autografów piłkarzy. W swoich zbiorach ma ich obecnie ponad 1200, zarówno tych dość „pospolitych”, jak i znacznie rzadziej spotykanych. O swoim hobby mógłby opowiadać bardzo długo i uwierzcie – ten wywiad jest naprawdę krótki. Jego zbiory możecie oglądać tutaj. Przed wami Michał Gelata.

Skąd pomysł, by do nas napisać?

Chciałbym, żeby osoby interesujące się piłką nożną miały świadomość, że istnieje forma kontaktu z ich idolami z dzieciństwa, piłkarzami, których cenili w przeszłości, o których czytają teraz artykuły. Retro Futbol to jedyny magazyn w Polsce skupiający się stricte na historii piłki nożnej, która jest mi bliska i jest ściśle związana z moim zainteresowaniem – kolekcjonowaniem autografów.

Jak w takim razie wygląda ten „proces” zdobywania autografów?

Opiera się on na korespondencji listownej z piłkarzem. Po zdobyciu adresu (niektórzy odpowiadają również z adresów klubowych), wysyłam do niego list z prośbą o autograf. Załączam zdjęcie, na którym ma złożyć swój podpis, kopertę zwrotną, a czasami też znaczek zwrotny, żeby zwiększyć w ten sposób szanse na odpowiedź.

Często zdarza się, że ta odpowiedź nie nadchodzi?

Stosunkowo często. Zależy to m.in. od tego, czy piszę na adresy sprawdzone wcześniej przez innych kolekcjonerów, czy ryzykuję, wysyłając listy na niesprawdzone adresy, choćby w bardziej egzotyczne rejony świata. Skuteczność odpisów zwykle waha się na poziomie 40-50%, więc mniej więcej na połowę wysłanych przeze mnie listów odpowiedzi nie nadchodzą. Pisanie listów na niesprawdzone adresy wiąże się jednak z o wiele większą frajdą, gdy dany piłkarz odpisze.

Jak myślisz, czy ludzie zdają sobie sprawę, że komunikacja z idolami i zdobycie ich autografów może być tak łatwa (oczywiście chodzi o samo wysłanie listu)? Czy też jest całkiem inaczej i często powstrzymuje ich od zbierania takowych myśl, że będą musieli się znacznie bardziej wysilać?

Myślę, że ludzie nawet nie wiedzą, że istnieje coś takiego, jak możliwość kontaktu listownego. Obecnie wysyłanie listów samo w sobie zanika, staje się zapomniane. Gdyby mieli tę świadomość, to znalezienie informacji na ten temat w Internecie, dotarcie do osób, które się tym zajmują, nie jest większym problemem. W zeszłym roku napisała do mnie pewna osoba, której idolem z dzieciństwa jest Roberto Baggio. Spytała, czy byłaby szansa zdobycia od niego podpisu. Po chwili rozmowy zdecydowałem się podarować mu adres do Baggio, co nie zdarza mi się często. To było jego marzenie, po prostu nie mogłem mu odmówić. Sam chciałbym mieć autografy swoich idoli z dzieciństwa, a niestety ich nie posiadam. Po niedługim czasie Baggio odpisał, co niezmiernie go uszczęśliwiło. Później nawet wysłał mu listownie życzenia urodzinowe. Dla mnie to jest niesamowite, że dajmy na to Peter Schmeichel albo Diego Maradona otwierają mój list, czytają i podpisują zdjęcie. Chciałbym zamontować na tym liście jakąś mikrokamerkę i móc to wszystko zobaczyć.

Co jest najważniejsze w tym, nazwijmy to w ten sposób, „zawodzie”?

Cnotą kolekcjonera autografów jest cierpliwość. To nie jest hobby dla osób, które jej nie posiadają. Czasami na odpis czeka się kilka dni, czasem latami – nie ma żadnej reguły. Nie zawsze jest tak, że siedzisz sobie w hotelu na wygodnej sofie, w ciepełku i czekasz na piłkarzy. Często stoi się pod budynkiem na mrozie po parę godzin w oczekiwaniu np. na powrót drużyny z treningu. Zdarza się też, że hotel lepszej klasy nie pozwala sobie na obecność w środku kolekcjonerów i zwyczajnie jesteśmy wypraszani. Niekiedy też piłkarze nie chcą współpracować – gdy zbierałem autografy Tottenhamu, zawodnicy nie rozdawali autografów, bo „koncentrowali się przed meczem”. A w kadrze byli wtedy Modrić, Bale, Lennon, Zokora, Gomes, dos Santos i inni. Zdobyłem jedynie podpis Juande Ramosa, niewiele, ale przynajmniej nie wracałem z pustymi rękami. Po prostu trzeba mieć zacięcie do tego wszystkiego i to lubić – osoby nieposiadające tych cech mogą się szybko zniechęcić. Kolekcjonowanie autografów czasami wymaga też poświęcenia. W 2013 roku, w Gliwicach, kadra Włoch do lat dwudziestu rozgrywała mecz Turnieju Czterech Narodów. Dzień po rozegranym spotkaniu wylatywali wcześnie rano z lotniska Balice. Żeby zdobyć ich autografy, musiałem wstać o 5:30. Jednak było warto – w sztabie szkoleniowym znajdowały się dwie byłe gwiazdy włoskiej piłki – Francesco Toldo i Luigi Di Biagio. Spotkanie takich osobistości w moim rodzinnym mieście nie należy do codzienności – nie mogłem przepuścić takiej okazji. Jako nagrodę za włożony trud, dostałem od kierownika kadry pamiątkową odznakę.

Ile – w przybliżeniu pieniędzy włożyłeś już w zbudowanie swojej kolekcji? Ile trzeba wydać na pojedyncze listy w różne rejony świata?

Poczta Polska w ostatnich latach drastycznie zwiększyła ceny znaczków. Obecnie koszt jednego znaczka priorytetowego do dowolnego kraju świata wynosi 5,20 zł. Jeszcze parę lat temu było to 3 zł, więc cena wzrosła niemal o 100%. Kiedyś starałem się wysyłać ok. 100 listów rocznie (co nie jest jednak zawrotną ilością w porównaniu z innymi kolekcjonerami). Obecnie, po podrożeniu znaczków wysyłam ok. 60 listów rocznie. Każda pasja pociąga za sobą koszty finansowe. W przypadku mojej dochodzi jeszcze koszt wywołania zdjęć. Nie liczę skrupulatnie wydanych złotówek, ponieważ nie rozpatruję tego w tych realiach. Cieszę się z każdego otrzymanego listu-satysfakcja zdecydowanie dominuje nad wkładem finansowym włożonym w budowanie kolekcji.

charltonb3
Z kolekcji Michała: Sir Bobby Charlton

Piszesz o innych kolekcjonerach. Spotykacie się, znacie osobiście, wymieniacie doświadczenia i autografy? Jak wygląda ten „świat”?

Wymiana autografów jest bardzo ważnym aspektem w ich kolekcjonowaniu. Zdarza się, że jest to jedyny sposób na zdobycie podpisu piłkarza, na którym Ci zależy. Gdy zbieram autografy osobiście, często daję więcej fotek do podpisania, aby mieć je na wymianę i dzięki niej uzyskać ciekawe sygnatury. Zalążkiem nawiązywania znajomości pomiędzy osobami zbierającymi podpisy jest forum kolekcjonerów pamiątek sportowych. Dzięki niemu poznałem wielu ludzi z podobną pasją, z którymi utrzymuję częstsze lub rzadsze kontakty. Spotykamy się ze sobą podczas zbierania autografów osobiście, lub w mniej „formalnych” momentach. Kolekcjonerstwo jak widać nie polega tylko na kontakcie z piłkarzem, ale również na poznawaniu nowych osób. Co do wymiany doświadczeń-powstał blog kolekcjonerski, będący integralną częścią forum. Gdy do Polski przyleci jakaś ciekawa drużyna, opisujemy tam relacje z naszych „łowów”. W Krakowie raz na kwartał organizowane są również Giełdy przez Polski Klub Kolekcjonerów Sportowych. Dominują przede wszystkim osoby z odznakami. Kolekcjonerów autografów jest bardzo niewielu, a napływ nowych twarzy jest niewielki.

Osoby z odznakami?

Może źle to ująłem. Kolekcjonerzy odznak, takich, jakie można przypiąć do marynarki, z zatyczką z tyłu – mają ich naprawdę dużo. Swoją drogą sam posiadam ich ok. 110.

Wracając do tematu-każda nowa osoba, która chciałaby wejść w ten „świat” mogłaby z miejsca liczyć na pomoc i wskazówki bardziej doświadczonych kolegów „po fachu”?

Myślę, że jak najbardziej. Zdarzało się, że wprowadzałem początkujących kolekcjonerów w arkana tej sfery zainteresowań. Jednak w naszej pasji ceniona jest samodzielność, a nie podawanie wszystkich informacji na tacy. Dobrym przykładem jest kwestia wyszukiwania adresów do klubów, które są ogólnodostępne na stronach oficjalnych – wystarczy wejść w wyszukiwarkę, poświęcić 10 sekund i można taki adres znaleźć samemu. Bardzo często początkujący pytają o takie rzeczy, zupełnie nie wykazując własnej inicjatywy. Oczywiście zadawanie pytań jest wskazane, w końcu „kto pyta, nie błądzi” – każdy od czegoś zaczynał.

Wydaje się, że to słuszna postawa. W końcu nic nie cieszy tak, jak coś, co zdobędziemy sami, własną pracą. A jak to było z Tobą, kiedy wpadłeś na pomysł stworzenia kolekcji i zacząłeś zbierać autografy?

Początki mojego kolekcjonowania sięgają 2006 roku. Oglądałem wtedy program „Eureko, ja to wiem!”, w którym jeden z uczestników przyniósł ze sobą segregator z autografami znanych osób. Pamiętam, że skupiał się jednak na aktorach, piosenkarzach-miał między innymi autograf Johna Travolty. Zacząłem się zastanawiać, czy, gdybym napisał list lub e-mail do klubu piłkarskiego albo federacji, przysłaliby mi jakiś gadżet, autograf? Następnego dnia zrobiłem research na ten temat w Internecie. Znalazłem parę forów, gdzie kolekcjonerzy wymieniali się informacjami na temat zdobytych pamiątek. Pierwszym poważnym źródłem wiedzy był temat dotyczący pamiątek sportowych na www.pilkanozna.pl. Przeczytałem go parę razy od deski do deski, chociaż był dość obszerny. Dzięki niemu zorientowałem się, kto może odpisać, a kto nie. Ułożyłem wzór listu i wysłałem go przez pocztę elektroniczną do paru klubów i federacji piłkarskich. Po trzech dniach przyszła pierwsza odpowiedź-od Scottish Football Association. Przysłali mi pocztówkę ze składem i karteczkę z pozdrowieniami. Choć nie było to jakąś mega przesyłką, byłem wniebowzięty. Po jakimś czasie zaczęły przychodzić kolejne podpisy, a miesiąc po rozpoczęciu „zajawki” trafiłem na forum kolekcjonerskie, o którym już wspomniałem. I tak to się zaczęło.

Czyli wszystko to swój początek bierze od pocztówki ze składem. A pierwszy autograf pojedynczego piłkarza, to…?

Najlepsze jest to, że nie pamiętam. Wtedy przywiązywałem mniejszą wagę do autografów, na których szczególnie skupiłem się w 2008 roku. Ale najprawdopodobniej był to odpis od Jerzego Engela. Chociaż zapytałeś o piłkarza-Engel za dużo się w piłkę nie nagrał. Możliwe, że pierwszym piłkarzem z krwi i kości był Emiliano Moretti.

Szczerze powiem, że takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. Który autograf cenisz w takim razie najbardziej?

Nie przepadam za tym pytaniem. Mam w kolekcji podpisy wielu znakomitych piłkarzy, ciężko jest wybrać ten jeden konkretny. Można to jednak rozpatrywać pod wieloma względami. Najlepszy autograf zebrany osobiście, najcenniejszy, ponieważ dany gracz w piłce osiągnął wiele, najbardziej wartościowy, bo bardzo ciężko go było zdobyć…

Może inaczej… którego nie oddałbyś nikomu za nic? Znów będzie ich wiele?

Jeśli miałbym wybrać, to skłoniłbym się ku autografowi Niltona Santosa. Bardzo dużo czasu poświęciłem, żeby go zdobyć. Zależało mi na posiadaniu w kolekcji podpisu uczestnika finału Mistrzostw Świata w 1950 roku-było to jedno z moich marzeń. O autograf któregokolwiek z Urugwajczyków było bardzo ciężko (obecnie żyje jedynie Ghiggia, który nie odpisuje), a z drużyny Brazylii ostatnim żyjącym był właśnie Nilton Santos. Nie odpisał mi na dwa listy z adresu, z którego przychodziły kiedyś odpowiedzi. Nie dałem jednak za wygraną. Zacząłem intensywnie szukać informacji na jego temat. Dowiedziałem się, że choruje na Alzheimera i Parkinsona, i od paru lat przebywa w ośrodku pod Rio de Janeiro, gdzie jest pod stałą opieką. Pobyt opłacało mu w całości Botafogo, którego był legendą. Po wielu dniach poszukiwań i tłumaczenia stron z języka portugalskiego na polski znalazłem wreszcie, który jest to ośrodek. Wysłałem tam list w dwóch wersjach-po angielsku i portugalsku, dołączyłem też kupon międzynarodowy (można go wymienić na znaczek w kraju, do którego wysyła się list). Odpis przyszedł po 59 dniach, a trzy miesiące później Nilton Santos niestety zmarł. Mam duży sentyment do tego autografu.

Nilton Santos - autograf
Z kolekcji Michała: Nilson Santos

Patrząc na sam podpis… można zobaczyć te choroby, o których mówisz.

Dokładnie. Najbardziej „rozbroił mnie” ten narysowany piłkarz kopiący piłkę. Gdy się przyjrzysz, widać, że rysował go bardzo starannie, milimetr po milimetrze. Można to dostrzec w kropkach powstałych z zatrzymania markera. Naliczyłem ich, z tego co pamiętam, blisko 15.

Nawiązując jeszcze do tego autografu – szczerze wyznam, że jestem zdumiony, że odpisał. W grę wchodzą tu nie tylko choroby, ale i słynne Maracanazo.

Z drugiej strony, on na tym mundialu nie zagrał żadnego meczu. Dopiero w późniejszych trzech mistrzostwach brał czynny udział. Jednak był wtedy na Maracanie, zapewne przeżywał mecz równie mocno, jak koledzy na boisku.

Wyjdę na pesymistę, ale mogli mu po prostu podsunąć kartkę i powiedzieć, by podpisał. Nie wiadomo, ile pamiętał, jak samodzielny był.

Myślę, że gdy przeczytali mu list ode mnie, to był zadowolony. Naprawdę był on trochę osobisty. Opisałem, że dowiedziałem się o jego postaci z biografii Garrinchy, że cenię fakt, iż był pierwszym obrońcą z zadatkami ofensywnymi. Wymieniłem członków drużyny z 1958 i 1962, których mam autografy. On zachowywał dobrą formę do końca swoich dni. Z tego, co widziałem na zdjęciach w Internecie. Niestety dopadło go zapalenie płuc, a w wieku 88 lat już z tego nie wyszedł. Swoją drogą, ostatnio spełniło się moje marzenie – mam wreszcie w kolekcji autograf mistrza świata 1950.

Kogo?

Zdobyłem z wymiany autograf Anibala Paza. Bramkarz, który zagrał na mundialu jeden mecz przeciwko Szwecji, który był jego ostatnim rozegranym spotkaniem w reprezentacji. Zmarł dwa lata temu w wieku 96 lat.

W kwestii pocztówek (przyjmując taką nazwę) – takowe również jakoś zdobywasz, czy po prostu znajdujesz w Internecie zdjęcie i samodzielnie drukujesz?

Co do zdjęć – znajduję je w Internecie, obrabiam w programie graficznym i wywołuję jak normalne zdjęcia w formacie 10×15. Czasem się zdarza, że piłkarze dołączają swoje oficjalne karty klubowe, z czasów kariery. Choćby Jose Parra Martinez – ostatni żyjący uczestnik MŚ 1950 z Hiszpanią – wysłał mi swoją oficjalną kartę z Espanyolu z sezonu 1951-52, co uważam za rarytas. Teraz śmiało możemy sobie zadać pytanie – kiedy w Polsce ukazały się pierwsze klubowe karty? W Hiszpanii mieli je już na początku lat 50. Wiem, że Orły Górskiego miały swoje pocztówki wydane na MŚ 1974, a np. piłkarze Wisły Kraków, dopiero na początku XXI wieku.

Skoro powiedziałeś, że niektórzy piłkarze wysyłają więcej, niż się spodziewasz… zdarzyło się, że nawiązałeś z jakimś kontakt (spotkanie, kolejne listy itd.), czy zawsze kończyło się to tylko na odesłaniu autografu?

Kiedyś napisałem list z prośbą o autograf do Leo Rodrigueza-byłego piłkarza Borussii Dortmund, uczestnika MŚ 1994 z Argentyną. Odesłał podpisaną fotkę i dołączył list, w którym napisał, że nigdy nie spodziewał się, że dostanie taką przesyłkę, a tym bardziej z tak odległego kraju. Poprosił mnie również o przysługę – chciał, żebym wysłał mu to zdjęcie, bo bardzo mu się spodobało i pragnął je mieć. To chyba jedyny taki przypadek.

Zdobywanie autografów często jest utrudnione przez temat, który kilka razy przewinął się w naszej rozmowie… czyli śmierć zawodników. Są jacyś gracze, którzy już nie żyją, a ich autograf chciałbyś zdobyć?

Jest wielu takich piłkarzy. Bardzo chciałbym mieć autograf uczestnika pierwszych mistrzostw świata w 1930 roku. Ostatnim żyjącym, który z chęcią odpisywał na listy, był Lucien Laurent-zdobywca pierwszej bramki w historii mundiali. Zmarł w wieku 98 lat, niestety na chwilę przed tym, jak zacząłem zbierać autografy. Chciałbym mieć też w kolekcji podpisy Stanleya Matthewsa, George’a Besta, Ferenca Puskasa… byłbym w stanie długo wymieniać. Skoro już jesteśmy przy temacie śmierci, to wiąże się z nim pewna ciekawa historia. W zeszłym roku wysłałem list do Ferdinando Rivy-uczestnika MŚ 1954 ze Szwajcarią. Zrobiłem to miesiąc przed jego śmiercią. Niestety nie zdążył już odpisać. Po paru miesiącach przyszła jednak odpowiedź ze Szwajcarii, a w kopercie… zdjęcie z autografem Rivy! Podpisaną fotkę (inną niż tę, którą mu wysłałem), przysłała mi jego córka. Napisała w liście, że niestety tata zmarł, lecz wysyła zdjęcie, które wcześniej podpisał. Dołączyła również kserokopię klepsydry.

Jeśli dobrze kojarzę, to nie żyje już żaden z uczestników pierwszych mistrzostw świata?

Ostatnim żyjącym uczestnikiem MŚ 1930 był Francisco Varallo. Na listy nie odpisywał, zmarł w wieku 100 lat.

Czy masz jakichś faworytów, jeśli chodzi o zdobywane autografy? Na stronie wyróżniłeś m.in. zawodników, którzy zdobywali MŚ, coś poza tym?

Tak jak powiedziałem wcześniej, w różnych aspektach można to rozpatrywać. Wymienię np. teraz takie osobistości jak Franz Beckenbauer, Johan Cruyff, Gerd Muller-zna ich cały świat, a dla mnie nie są aż tak bardzo wartościowi. Dlaczego? Bardzo wiele osób ma ich autografy, odpisują praktycznie każdemu, są stosunkowo łatwi do zdobycia. Jednym z moich celów jest posiadanie jak największej ilości autografów piłkarzy z listy FIFA100. Jest to subiektywna lista najlepszych 125 piłkarzy według Pelego, ustanowiona na stulecie FIFA. Mam z niej obecnie 87 podpisów i jest coraz trudniej o każdy kolejny.

Dla przykładu – kogo brakuje?

Choćby Ronaldo i Rivaldo – moich idoli z dzieciństwa, których autografy są moim marzeniem. Niestety ciężko jest je zdobyć. Do tego paru nieżyjących piłkarzy jak wspomniany Puskas, czy Omar Sivori. Wracając jeszcze do poprzedniego pytania – dla mnie ilość autografów nie jest wyznacznikiem wartości kolekcji. Mógłbym zbierać podpisy piłkarzy, którzy zagrali jeden mecz w Ekstraklasie. Ale po co? Moim profilem kolekcji są autografy uczestników mistrzostw świata. Nigdy nie wysłałem listu do piłkarza nieuczestniczącego w tym turnieju. Gdy zbieram podpisy osobiście, to minimalnym kryterium, by dołączyć autograf do kolekcji, jest jeden mecz w reprezentacji. Niżej nie schodzę.

O który autograf starałeś się najdłużej? Ile poświęciłeś na to czasu i papieru?

Starałem i staram się do dziś o autograf Pelego. Odpisuje na listy bardzo wybiórczo, pisałem do niego już cztery razy – nigdy jeszcze nie odpisał. Ale nie poddaję się, będę próbował dalej. Pamiętam, że wysłałem też trzy listy do Zico-do Fenerbahce, Olympiakosu i CSKA, ale nie miałem szczęścia. W każdym razie udało mi się go kupić za kilkanaście złotych.

Czas na krótki przerywnik w postaci testu. Sprawdźmy, czy regularnie zaglądasz na RF. Spróbuj przypomnieć sobie jakichś bohaterów artykułów, które ukazywały się na naszej stronie, a których podpisy posiadasz.

Na myśl przychodzi mi Zinedine Zidane, Michel Platini, Dino Zoff. Był też artykuł o finałowym meczu RFN z Węgrami-mam autografy pięciu mistrzów świata z 1954 roku: Ottmara Waltera, Herberta Erhardta, Horsta Eckela, Hansa Schafera i Ulricha Biesingera. Z ówczesnej drużyny Węgrów perełką w mojej kolekcji jest autograf Nandora Hidegkutiego.

Test zaliczony. Wróćmy do właściwej rozmowy. Poza podpisami Polaków, jakiej nacji zawodników masz w swej kolekcji najwięcej?

Poza Polakami mam bardzo dużo Anglików. Sam nie wiem czemu, ale obrałem sobie za cel posiadanie jak największej ilości autografów Synów Albionu z MŚ 1958, 1962 oraz 1966. Mam tez dużo podpisów Brazylijczyków, szczególnie z lat 50., 60., 70. Ale do nich zawsze miałem sentyment. Lata 50., 60., mundiale rozgrywane w tych czasach, są moim ulubionym fragmentem w historii piłki nożnej. Może dlatego, że mam wiele autografów piłkarzy z tych lat, ale chyba również przez to, że wtedy futbol był bardziej romantyczny. Powstawały nowe taktyki, miało miejsce wiele przełomowych chwil, jak przywołany mecz finałowy MŚ 1954, nie mówiąc już o Maracanazo. Wtedy też Antonio Carbajal wystąpił na swoim piątym mundialu, a na mundialu 1954 Austriacy rozegrali ze Szwajcarami słynny mecz, zakończony wynikiem 7:5, w którym Theodor Wagner zdobył hat-tricka.

carbajal
Z kolekcji Michała: Antonio Carbajal

W pełni zgodzę się co do romantyczności futbolu. Co do reszty wypowiedzi… szczerze powiem, że mnie zaskoczyłeś, myślałem, że odpowiedź będzie brzmiała „Niemców”, ze względu na siłę ligi, reprezentacji i bliskość tego kraju. Czy zdarzyło Ci się osobiście zbierać autografy od piłkarzy spoza Polski?

W Krakowie, jeśli chodzi o piłkę nożną, ostatnio nie dzieje się wiele ciekawego. Od pewnego czasu zbieram jedynie drużyny Ekstraklasy, które odwiedzają moje miasto. Jednak istnym rajem dla mnie było EURO 2012, kiedy to w Krakowie i Wieliczce mieszkały drużyny Anglii, Holandii i Włoch. Poświęciłem wtedy wiele czasu na poszerzanie kolekcji. Czekanie pod hotelami, wypady na lotnisko, do Wieliczki, pod centrum prasowe, gdzie odbywały się konferencje, były dla mnie codziennością. Do tego wszystkiego wypadła wtedy sesja na uczelni, więc nie było łatwo. Bardzo miło wspominam ten czas. Udało mi się zebrać 2/3 kadry Włochów, w tym największe gwiazdy – Pirlo, Buffona, De Rossiego i Barzagliego. Do tego większość najlepszych piłkarzy holenderskich, na czele ze Sneijderem, Robbenem, Huntelaarem. Jedynym niesmakiem są tylko dwa autografy z drużyny Anglii – złożyli je Roy Hodgson i Alex Oxlade-Chamberlain. Niestety, Anglicy nie byli skorzy do rozdawania podpisów. „Dorwać” ich można było jedynie przez dwa dni, gdy mieli wolne i wychodzili na miasto. Wtedy zatrzymały mnie jednak obowiązki. Teraz w Krakowie dzieje się więcej, jeśli chodzi o inne dyscypliny sportowe. Gdy mam czas, to jadę po autografy medalistów olimpijskich, np. siatkarzy brazylijskich czy rosyjskich, Marii Szarapowej, koszykarek. Stanowią oni pewnego rodzaju dodatek do mojej kolekcji, a często trafia się okazja wymienić ich podpisy na inne, często ciekawe, zwłaszcza te związane z piłką nożną.

Który z zawodników (zwłaszcza idoli) zawiódł Cię przy okazji zbierania podpisów najbardziej?

Jeśli chodzi o zbieranie osobiście, to raczej nie miałem takich przypadków, że ktoś faktycznie zachowuje się nieprzyjemnie i nie chce dać autografu. Przypominam sobie jedynie Jasona Culinę – Australijczyka, do którego podchodziłem trzy razy. Dwa razy powiedział słynne „Later”, a po słowach „No, no my friend” odpuściłem. Dodać można jeszcze Gary’ego Neville’a. To jest niezły przypadek. Gdy Anglicy odlatywali z Polski po odpadnięciu z mistrzostw Europy, wszedł do autokaru, usiadł na pierwszym siedzeniu i tak już został. Pokazywaliśmy mu zdjęcia, markery, wołaliśmy go – nic. Przesiedział pół godziny w autokarze, czekając na resztę drużyny. Na drugim biegunie znajduje się obecny trener Legii-Henning Berg, z którym Neville grał niegdyś w jednej drużynie. Po wzięciu od niego autografu podziękował, a gdy już rozsiadł się w autokarze i czekał na resztę drużyny, poprosiliśmy go o wspólne zdjęcie. Z uśmiechem odłożył gazetę, wyszedł z autokaru, zapozował, podziękował po raz kolejny. Klasa sama w sobie.

distefano2
Z kolekcji Michała: Alfredo di Stefano

Wejdźmy na tematy kibicowskie, bo te same nasuwają mi się na myśl, gdy słyszę „Legia” lub „Lech”. Powiedziałeś, że zbierasz podpisy ludzi, którzy występowali na MŚ czy w reprezentacji, ale czy sprzyjasz konkretnemu klubowi i czy autografy piłkarzy, którzy w nim grali, mają przez to szczególne znaczenie?

Od dzieciństwa kibicuję Wiśle Kraków i FC Barcelonie, choć nie jestem jakimś bardzo zagorzałym fanem. Mam w kolekcji wiele autografów byłych i obecnych Wiślaków, ale jako że jestem z Krakowa, to dostęp do nich mam ułatwiony (np. przez mecze oldbojów). Są jednak kolekcjonerzy, którzy zbierają tylko autografy piłkarzy swojej ukochanej drużyny, choćby jeden z nich, który ma w kolekcji sygnatury ponad 200 zawodników Borussii Monchengladbach.

Warto poruszyć temat strony technicznej. Masz jakieś specjalne „klasery” na autografy, wybierasz dobry jakościowo papier, w inny sposób dbasz o swoje zbiory?

Staram się wywoływać zdjęcia na papierze premium – jest trochę grubszy od zwykłego. Autografy trzymam w zwykłych albumach na zdjęcia, po 200 sztuk w jednym. Mam ich obecnie siedem, ten ostatni jest już „na wyczerpaniu”. Fotografie w większych formatach przechowuję w koszulkach w segregatorze.

Planowałeś kiedyś wystawić wszystkie autografy, lub przynajmniej ich część, na widok publiczny? Oczywiście „na żywo”?

Raz miałem nawet taką okazję. Przed paroma latami zaproszono mnie na Festiwal Ludzi Pozytywnie Zakręconych w Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce.

A poza tym, jako stała „ekspozycja”?

Szczerze mówiąc, nigdy o tym nie myślałem. Myślę, że ciężko byłoby wystawić moją kolekcję od strony technicznej – zdjęć nie powinno się trzymać w ramce za szkłem, ponieważ autograf może „zostać” na szybce, gdy zechcemy go wyciągnąć.

Jak wygląda kwestia podróbek? Jak odróżnić oryginalny autograf od podrobionego czy kserowanego?

Oprócz oryginalnego autografu zdarzają się niestety nadruki, stampy i autopeny. Nadruk to po prostu autograf naskanowany na kartę klubową. Patrząc pod światło, nie odróżnia się od powierzchni karty, jak normalny podpis. Stamp to wyrobiona pieczątka wyglądająca jak autograf. Można ją odróżnić od oryginalnej sygnatury po śladach pęcherzyków powietrza w środku kreski, których nie zostawia normalny marker. Najnowszym wynalazkiem w tej dziedzinie są autopeny – maszyny, w których ustawia się wygląd autografu i podpisują one zdjęcia za piłkarzy, normalnym markerem. Ostatnio dość głośnym tematem w światku kolekcjonerskim jest wysyłanie autopenów przez Bayern Monachium, który od kilkudziesięciu lat słynął z przysyłania oryginałów. Takie autografy można rozpoznać po dokładnie takim samym wyglądzie, odchyleniach czy odległościach między danymi fragmentami podpisu. Autograf podrobiony można rozpoznać z doświadczenia, lub poprzez porównanie z oryginałami, np. zbieranymi osobiście przez innych kolekcjonerów. Czasem jest to jednak aż zbyt oczywiste, dla przykładu: na zdjęciach różnych piłkarzy da się zauważyć ten sam charakter pisma. Klubami przodującymi w wysyłaniu podróbek są, niestety, FC Barcelona i AC Milan.

Pomysł na stworzenie strony internetowej z zebranymi autografami przyszedł sam z siebie, czy ktoś Ci go podsunął?

Galerie autografów w Internecie są dość popularne wśród kolekcjonerów, wiele osób je posiada. Ktoś jako pierwszy takową założył i tak to się zaczęło. Wcześniej miałem podobną na fotopic.net, ale niestety padł tam serwer i wszystkie galerie skończyły swój żywot. Obecną mam od dwóch lat i sprawuje się – jak na razie – bez zarzutu.

Masz jakąś inną pasję?

Moją drugą pasją, której poświęcam się jednak w mniejszym stopniu, jest fotografowanie. Mam dwa aparaty: półprofesjonalny i analogowy, którymi fotografuję głównie przyrodę oraz architekturę. Poza tym lubię czytać książki, ale nie tylko te o futbolu. Moja biblioteczka piłkarska to ponad 50 książek poświęconych piłce nożnej. Jedną z ciekawszych pozycji w niej jest książka, którą dostałem od Gennadiego Gusarova, z autografem i dedykacją. Jest to jego autobiografia, napisana cyrylicą. Gusarov to były piłkarz ZSRR, grał na mundialach 1958 i 1962. Swoją drogą, zmarł dwa lata temu.

Dotarliśmy do kresu pytań, które miałem przygotowane na tę okazję. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Również dziękuję.

SEBASTIAN WARZECHA

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl