Wielkie powroty do Teatru Marzeń

Piłkarze, którzy związali swoją całą karierę z jednym klubem, to gatunek, który z roku na rok staje przed coraz poważniejszą wizją wymarcia. Zwłaszcza wśród piłkarskich elit niestabilność piłkarskiego kontraktu z klubem jest szczególnie widoczna. Oczywiście są wyjątki, których apoteozy spisane są w kronikach klubów i pamięciach kibiców. Zdarzają się również sytuacje, w których piłkarze, pomimo przenosin do innego klubu, są wciąż silnie związani obustronną relacją wzajemnego szacunku, często miłości, z kibicami i opuszczoną drużyną.

Swojego czasu Manchester United był uważany za zespół niezwykle stabilny personalnie. Monolit, u którego podstawy stał menadżer w osobie sir Alexa Fergusona, był jednym z argumentów przemawiających do serc kibiców. Wielu pasjonatów drużyny mającej swoją siedzibę przy sir Matt Busby Way szczyciło się tym, jakie wartości prezentuje klub. W szczególności sławione były wzajemny szacunek i niemal rodzinna atmosfera w szatni, potwierdzane w licznych wywiadach, udzielanych przez aktywnych oraz byłych reprezentantów ekipy z Old Trafford. Ten idylliczny obraz nie jest bez skaz i nie można popadać w jego zachwyt. Oczywiście nie sposób utrzymać tej samej ekipy piłkarzy przez całą karierę, a odejścia do innych drużyn są naturalnym cyklem kariery większości piłkarzy. W ogromnej przewadze takie odejścia wiązały się jednak ze zrozumieniem i szacunkiem ze strony kibiców, a powroty na Old Trafford w trykocie rywala zwykły być wydarzeniem niezapomnianym zarówno dla piłkarza, jak i kibiców.

Bratobójcze strzały

Z pewnością dziwnym uczuciem dla byłego gracza Manchesteru United jest przyjechanie na Old Trafford i skierowanie swoich kroków do szatni gości. Niestety próżno jest szukać wiarygodnych danych statystycznych, które pokazywałyby skalę takich powrotów. Są jednak piłkarze, którzy zapisali się w historii przez strzelone bramki przeciwko swojemu byłemu pracodawcy. Jednym z najsłynniejszych jest Cristiano Ronaldo, który w 2013 roku dwukrotnie pokonał bramkarza Manchesteru i wraz z Realem Madryt wyrzucił Czerwone Diabły z fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Portugalczyk po strzelonych bramkach studził nastroje i starał się nie okazywać nadmiernej radości, co jeszcze mocniej związało go z kibicami Manchesteru. Całkowicie odmienne podejście do celebrowania bramek przeciwko byłemu pracodawcy pokazał natomiast Paul Ince, który po 6 letniej przygodzie z United i 2 letnim międzylądowaniu w Interze, wylądował w Liverpoolu. Jego trafienie w meczu z 5 maja 1999 roku dało The Reds remis, natomiast Ince w ramach celebrowania zdobytego trafienia podbiegł do trybun i dał upust swojej radości.

Starcia Manchesteru z Liverpoolem to temat, na który można napisać dziesiątki ciekawych artykułów. Pozostając jednak przy obranej konwencji, nie sposób nie wspomnieć sylwetki Petera Beardsleya – jest to jedyny były piłkarz Manchesteru United, który zdobył przeciwko Czerwonym Diabłom hat-tricka. Dokonał tego w 1990 roku w przegranym 4-0 starciem z Liverpoolem. Należy jednak zauważyć, że niewielu kibiców utożsamia tego zawodnika z Manchesterem, gdyż ten nigdy nie zagrał oficjalnego meczu ligowego w trykocie z diabłem na piersi.

Historie byłych piłkarzy Manchesteru United, którzy zdołali zdobyć bramkę w bezpośrednim starciu z Czerwonymi Diabłami, często są barwione nutą dodatkowej pikanterii za sprawą powiązań klubowych. Chwilę wcześniej wspomniałem o piłkarzach grających w Liverpoolu. Oprócz tego analogiczne sytuacje miały miejsce między innymi w przypadku Chelsea (Mark Hughes i Harold Halse), czy Manchesteru City. To lokalny rywal jest źródłem historii najciekawszych i często najbardziej dramatycznych. Postać Briana Kidda łączy historię klubów z Manchesteru. Wychowanek United nie tylko występował na Old Trafford i Maine Road, ale również w obu klubach rozwijał swoje umiejętności trenerskie. Pomimo kluczowej roli, jaką Kidd odgrywał w Manchesterze City po swoich przenosinach, kibice United nie zmienili do niego swojego pozytywnego nastawienia, nawet gdy ten strzelił bramki w obu meczach derbowych sezonu 1977/78.

Gdy w 1906 roku Billy Meredith przenosił się z Manchesteru City do Manchesteru United, był uważany za kluczowego zawodnika klubu z Maine Road. Nie przeszkodziło to jednak w szybkim zaaklimatyzowaniu się w drużynie lokalnego rywala. Dosyć szybko Meredith zyskał sympatię kibiców, którzy przypisywali mu zasługi zdobycia dwóch tytułów mistrzowskich oraz FA Cup. Dużym szokiem było, gdy po 15 latach Meredith postanowił wrócić do City. 47 letni wówczas zawodnik przyczynił się do wygranej City 4:1 w derbach na Maine Road. Była to największa wygrana w bezpośrednim starciu, a rekord został pobity dopiero po 23 latach. Więcej o Meredithu możecie przeczytać tutaj.

Jednak to nie Meredith, Brian Kidd ani Tevez (o którym kilka słów trochę później) są symbolem wśród piłkarzy, którzy grali w United i trafili do Manchesteru City. Tym symbolem stał się Denis Law, który jest uważany za jednego z najważniejszych piłkarzy w historii United. Gdy Law odszedł do City, Manchester United zmagał się z kryzysem. Były to bardzo trudne lata dla kibiców Czerwonych Diabłów, a sezon 1974 był szczególnie dramatyczny. Niemal do ostatniej kolejki piłkarze United walczyli o utrzymanie. Gdy w przedostatnim meczu sezonu Czerwone Diabły podejmowały na własnym stadionie lokalnego rywala, wygrana była jedyną szansą na utrzymanie się w lidze. Nadzieja ta została utracona po bramce Denisa Lawa, który skierował piłkę do bramki United. Tym sposobem legenda klubu, której pomnik dumnie zdobi plac przed Old Trafford, ostatecznie odebrała kibicom nadzieję. Historia pokazała, że bramka Lawa nie miała znaczenia dla utrzymania drużyny w lidze (United nie utrzymałoby się nawet pomimo zwycięstwa, gdyż rywale w walce o utrzymanie nie przegrali swoich spotkań), natomiast trafienie stało się symbolem. Na uwagę zasługuje zachowanie Lawa po trafieniu – piłkarz wiedział jaka jest waga jego gola i nie okazywał radości.

Miłość kibica

We wstępie wspomniałem o tym, jak bardzo kibice są związani z piłkarzami ich ukochanej drużyny. Często miłość ta narażona jest próbę czasu, gdy zawodnik odchodzi do innego klubu. Wśród najsłynniejszych przedstawicieli Manchesteru, który nie zakończył swojej kariery na Old Trafford, jest David Beckham. Angielski pomocnik był jednym z czynników, które kształtowały marketingową wielkość Manchesteru United. Im większy stawał się Manchester, tym większy stawał się David Beckham. Wielu kibiców doszukuje się genezy swojej miłości do United właśnie w sylwetce Beckhama. Gdy w 2010 roku leciwy już pomocnik powrócił na Old Trafford w barwach AC Milan w ramach Ligi Mistrzów, kibice zgotowali mu prawdziwie królewskie przywitanie. Niewielu byłych piłkarzy United mogło liczyć na takie względy. Równie pięknie trybuny przyjęły wspomnianego wcześniej Cristiano Ronaldo, czy Rio Ferdinanda.

Ciężko określić zasadę, którą kierują się kibice przy swoich reakcjach wobec byłych piłkarzy United, gdy ci odwiedzają Old Trafford w barwach przeciwnika. Zaszczytu gromkich owacji ze strony Stretford End nie dostąpił Danny Welbeck, który był związany z klubem od najmłodszych lat. Wydaje się więc, że to nie kwestia związania z klubem, a jakości zawodnika decyduje o reakcji trybun. Im wyższa klasa piłkarza, tym większa sympatia kibiców. Gdy Peter Schmeichel trafił do Manchesteru City, kibice wciąż głośno oklaskiwali byłego Czerwonego Diabła. Z duńskim bramkarzem wiąże się ciekawa historia – wszystkie derby Manchesteru, w których występował, kończyły się zwycięstwem lub remisem Manchesteru United. Swoją serię braku porażek w derbach kontynuował również po przejściu do Manchesteru City.

Kibice nie zawsze są tak neutralni wobec piłkarzy odchodzących do największego rywala. Tutaj oczywiście nasuwa się postać Carlosa Teveza, który w Manchesterze United był bardzo ceniony i lubiany przez kibiców. Jego przenosiny na Etihad Stadium były jednak związane z niezwykle negatywną i ofensywną kampanią marketingową, która dodatkowo została spotęgowana pozaboiskowym zachowaniem i komentarzami Argentyńczyka. Tevez stał się dla kibiców Manchesteru uosobieniem wszelkiego zła. Każde starcie derbowe było rozgrywane przy akompaniamencie niezwykle obraźliwych przyśpiewek atakujących bezpośrednio znienawidzonego piłkarza.

„Who’s that twat from Argentina? Who’s that money-grabbing whore? Carlos Tevez is his name,And he hasn’t got a brain, And he won’t be winning trophies anymore!”

Historie transferem pisane…

Często zdarzało się, że byli piłkarze United trafiali do klubu, w którym odgrywali kluczowe role. Tak było w przypadku Johny’ego Gillesa. Irlandzki pomocnik występował w jednym składzie razem z takimi zawodnikami jak Charlton czy Law. Piłkarz w swoich wywiadach niepochlebnie wypowiadał się na temat ówczesnego trenera Czerwonych Diabłów – Matta Busby’ego, który miał go prześladować. Zawodnik czuł, że nie może się rozwijać pod skrzydłami Busby’ego. Z tego powodu poprosił o transfer i przeniósł się do jednego z największych rywali – Leeds United. W czasie, gdy Giles występował dla Leeds, Manchester United zdołało wygrać zaledwie 3 z 25 bezpośrednich spotkań. Irlandczyk był jednym z kluczowych zawodników Pawi, a po wielu latach sam Matt Busby przyznał, że popełnił ogromny błąd, pozwalając odejść utalentowanemu pomocnikowi. Innym przykładem piłkarza, którzy zmienił Manchester United na Leeds, był Gordon Strachan. Nie był to jednak szczęśliwy ruch dla zawodnika, który nigdy nie zdołał zwyciężyć w starciu z Manchesterem United.

Gdy w 1975 roku Jim McCalliog opuszczał Manchester United na rzecz Southampton, raczej nie spodziewał się, jak kluczową rolę odegra w meczu przeciwko swojemu byłemu pracodawcy. Podczas finału FA Cup w 1976 roku, pomocnik popisał się fenomenalnym podaniem do Bobby’ego Stokesa, który swoim strzałem zapewnił Świętym historyczny tryumf. Szkot był jednym z setek młodych piłkarzy, którzy nie zdołali się przebić do kadry Manchesteru, ale też jednym z niewielu, którzy mieli możliwość zdecydować o tryumfie swojego nowego pracodawcy w meczu przeciwko United. Innym przykładem piłkarza, który również zdecydował o wyeliminowaniu United z FA Cup, jest Danny Welbeck. Były napastnik United w marcu 2015 roku strzelił zwycięskiego gola dla Kanonierów. To trafienie było bardzo bolesne dla kibiców Czerwonych Diabłów.

Często młodzi piłkarze pokazywali swój potencjał dopiero po odejściu z United. Tak było w przypadku Danny’ego Higginbothama, który zapewnił Derby County utrzymanie, czy Fraizera Campbella, który strzelał bramki w barwach Sunderlandu czy Cardiff. O sporym szczęściu może mówić Jonathan Spector – obrońca, który ukarał Manchester United 2 trafieniami w ramach Pucharu Ligi w 2010 roku. Również Gerard Pique nie został doceniony przez sztab Manchesteru United i musiał odejść z Old Trafford. Co ciekawe, jego pierwszym występem przeciwko Manchesterowi United był finał Ligi Mistrzów w 2009 roku. 2 lata później Pique ponownie święcił tryumf nad Czerwonymi Diabłami w kolejnym finale tych rozgrywek.

Jeśli mówimy o piłkarzach, którzy nie zdołali wywalczyć miejsca w składzie Manchesteru, należy również napisać o tych, którzy byli prawdziwymi weteranami Manchesteru, natomiast ostatnie lata swoich karier spędzali w innych klubach. Takimi piłkarzami byli Gary Pallister czy Mark Hughes – zwłaszcza walijski napastnik może miło wspominać swój wybór, jakim było przejście do Chelsea. Okazało się, że 32 letni zawodnik wciąż był bardzo przydatny drużynie, czego dowiódł strzelając w barwach The Blues 3 bramki w meczach przeciwko United. Podobnym przykładem był Kevin Moran czy Paul McGrath.

Po wygranym meczu spytano mnie, jak czułem się po wygranej na Old Trafford. Odpowiedziałem, że zwykłem robić to tydzień w tydzień, podczas mojej gry w Manchesterze
– Gary Pallister na temat swojego pierwszego starcia przeciwko Manchesterowi United w barwach Middlesbrough.

Lista byłych Czerwonych Diabłów, którzy występowali przeciwko Manchesterowi w późniejszych latach swoich karier, wydaje się nieskończona. Warto wspomnieć Phila Neville’a, Denisa Irwina, Andy’ego Cole’a czy Dwighta Yorke’a. Kibice wciąż ciepło przyjmują na Old Trafford Wesa Browna i Johnego O’Shea.

Piłkarze, którzy związali swoją całą karierę z jednym klubem to gatunek, który z roku na rok staje przed coraz poważniejszą wizją wymarcia. Zwłaszcza wśród piłkarskich elit niestabilność piłkarskiego kontraktu z klubem jest szczególnie widoczna. Oczywiście są wyjątki, których apoteozy spisane są w kronikach klubów i pamięciach kibiców. Zdarzają się również sytuacje, w których piłkarze pomimo przenosin do innego klubu, są wciąż silnie związani obustronną relacją wzajemnego szacunku, często miłości, z kibicami i opuszczoną drużyną. Dla niektórych piłkarzy przygoda z United to tylko część piłkarskiej kariery. Inni wiążą z Old Trafford mnóstwo ciepłych wspomnień. Niewielu dostąpiło szczęścia i zaszczytu zakończenia kariery na Old Trafford, ale nawet ci mieli okazję zapisać się w gronie legend klubu. Chwała tym, którzy utrzymali piłkarski kunszt i doskonałą formę w swoich dalszych przygodach z futbolem.

BARTŁOMIEJ MATULEWICZ

 

Bartłomiej Matulewicz
O Bartłomiej Matulewicz 43 artykuły
Od lat związany z publicystyką - kiedyś o Manchesterze United, dziś o historii futbolu. Anonimowy Korespondent. Strzelałem w Manchesterze, Mediolanie, Monako, Monachium, Marsylii, Liverpoolu, Londynie i wielu innych... fotki. Czasami złapiesz mnie na trybunach prasowych. Poza studiami i pracą pochłaniam Premier League oraz Ekstraklasę