Włodzimierz Smolarek – piłkarz z charakterem

Bohater tego tekstu nigdy nie odniósł w zachodnim klubie aż takich sukcesów jak Zbigniew Boniek. Być może też nie nie urodził się z naturalnym talentem i charyzmą Dariusza Dziekanowskiego. Miał jednak inne cechy, które zaprowadziły go z Aleksandrowa Łódzkiego na największe piłkarskie stadiony. Nieustępliwość, waleczność i serce wkładane w boiskową rywalizację sprawiły, że stał się ulubieńcem kibiców. Przez wiele lat był prawdziwą ostoją wielkiego Widzewa i reprezentacji Polski lat osiemdziesiątych. Włodzimierz Smolarek, czyli prawdziwa definicja piłkarza z charakterem.

Niedoszły cukiernik

Historia początków tej kariery jest podobna do wielu innych i zaczyna się od pasji małego chłopca do biegania za piłką. Naturalny talent oraz szybkość sprawiły, że mały Włodek wyróżniał się na tle kolegów w czasie podwórkowych meczów i lekcji wychowania fizycznego. Futbol odziedziczył w genach. Ojciec Ryszard kopał piłkę w lokalnym Włókniarzu Aleksandrów Łódzki praktycznie do czterdziestego roku życia, a później został nawet prezesem klubu. To właśnie tata, po namowach kolegi z zespołu, zaprowadził syna na pierwszy trening do drużyny młodzików. Tam Włodek ćwiczył między innymi pod okiem Mirosława Westfala, który jeszcze później odciśnie spore piętno na karierze piłkarza. Tak po latach Wesfal wspominał Smolarka:

Rzucało się w oczy już na tle tego boiska szkolnego, że Włodzimierz to nieprzeciętny chłopak o szczególnym darze jeśli chodzi o lewą nogę. Co by się nie powiedziało – błyszczał na tym boisku.

Pomiędzy treningami uczył się do zawodu cukiernika. Umiejętność wypiekania ciast szlifował będąc czeladnikiem u mistrzów Antczaka i Balcerka. Tak się jednak stało, że talent do piłki nożnej miał  znacznie większy niż do fachu cukiernika. Włodzimierz we Włókniarzu gra początkowo na pozycji napastnika już w wieku piętnastu lat, często występując na boisku wraz z ojcem. W tym czasie łódzkie kluby organizują konsultacje i treningi dla najzdolniejszej młodzieży z regionu. Smolarek czuje, że stać go na więcej niż Włókniarz i próbuje się pokazać na tego typu spotkaniach. Problem w tym, że był cichym i nieco skrytym młodzieńcem.

Szczęście uśmiechnęło się do Smolarka nieco później. Tak się stało, że trenerem młodzieży w Widzewie Łódź został wspomniany wcześniej Westfal. To właśnie on zabrał Włodka na trening i namówił działaczy do pozyskania zdolnego młodzika z Aleksandrowa. Widzew był wtedy jeszcze nieco anonimową drużyną, pozostającą w cieniu Łódzkiego Klubu Sportowego. Zarządzał tam jednak Ludwik Sobolewski. Jak wspominał po latach Smolarek – każdy piłkarz, który się wahał czy ma grać dla Widzewa, po rozmowie z Sobolewskim tych wątpliwości już nie miał. Bohater tekstu przeprowadził się więc do Łodzi. Tam został królem strzelców w rozgrywkach juniorów, a później trafił do drugiego zespołu. Od razu dał się zapamiętać jako ten, który w grę wkłada całe serce i biega od szesnastki do szesnastki. Do pierwszej drużyny Widzewa wciąż jednak jeszcze jest daleko.

Służba wojskowa w Legii, czyli „bieganie z końmi”

Specyfika ustroju sprawiała, że często o barwach klubowych danego piłkarza decydowały rzeczy zupełnie odmienne niż dzisiaj. Obowiązkowa służba stawała się okazją dla wojskowych klubów na sprowadzenie z różnych regionów Polski  utalentowanych graczy. W Widzewie zastanawiano się jak zatrzymać u siebie najzdolniejszych – między innymi Pawła Janasa czy przede wszystkim Zbigniewa Bońka. Kogoś jednak trzeba „poświęcić”. Wojsko upominało się o innego perspektywicznego gracza, w tym przypadku Smolarka. W ten sposób wylądował w Legii.

Włodzimierz Smolarek w barwach Legii Warszawa. Źródło zdjęcia: legia.com

W stolicy zagrał w pierwszej drużynie co prawda osiemnaście meczów, ale pobyt ukształtował go piłkarsko i mentalnie. Po odbyciu obowiązkowej „unitarki” (gdzie wyróżniał się między innymi talentem lekkoatletycznym), trafił pod skrzydła trenerów Andrzeja Strejlaua i Lucjana Brychczego. Boiskowym mentorem Smolarka został kapitan zespołu, czyli sam Kazimierz Deyna. Miał się od kogo uczyć. Zaangażowanie oraz praca na treningach zaowocowały debiutem w lidze. 16 kwietnia 1978 roku Włodzimierz zaliczył spotkanie z Łódzkim KS (przegrane 1:3). Przed rozpoczęciem kolejnego sezonu Legia pojechała na obóz do Francji. Podczas tego pobytu okazało się, że Smolarka na grę na zachodzie namawia ojciec Didiera Sixa, czyli przyszłej gwiazdy reprezentacji Trójkolorowych. Polak nie decyduje się jednak podjąć tego ryzykownego kroku – oznaczałoby to dezercję z wojska i potencjalne poważne konsekwencje dla rodziny.

Sezon 1978/79 Smolarek rozpoczął w pierwszej jedenastce stołecznej drużyny. Kolejne udane występy sprawiły, że Legia zaproponowała mu kontrakt na zawodowego żołnierza i pozostanie w klubie. Przystał na to i podpisał umowę. W tym samym jednak czasie o powrót zdolnego piłkarza walczył Widzew. Działacze łódzkiego klubu szukali różnych „furtek” i sposobów rozwiązania zawartej już umowy. Okazało się, że w kontrakcie z Legią istnieje punkt o okresie próbnym, w czasie którego piłkarz może się wycofać. Smolare skorzystał z pomysłu Widzewa. Zapomniał jednak, że nadal obowiązywała go służba wojskowa. Mając nieuregulowany status przynależności klubowej zdecydował się zagrać w meczu w barwach łódzkiego klubu. Pomysł ten w zasadzie był „samowolką” i ucieczką z jednostki. Napastnikowi grożą poważne konsekwencje prawne przed sądem wojskowym. Dzięki wstawiennictwu trenera Strejlaua udało się uniknąć kary za dezercję. Smolarek został jednak usunięty z drużyny Legii. Resztę służby musi odbyć w sekcji jeździeckiej w Starej Miłosnej. Z tego pobytu powstała legenda, według której Smolarek miał zamiast grania w piłkę… ścigać się z końmi i sprzątać stajnie. Historia ta jednak została mocno podkoloryzowana przez dziennikarzy – w rzeczywistości otrzymywał piłki i miał indywidualne treningi.

Początek wielkiego Widzewa

Trzeba było wówczas potrafić dostrzec tę chęć w oczach wszystkich w klubie, aby zbudować coś wielkiego. Mieli wizję ligowego klubu, który później rozwinął się tak szybko, że nawet oni się nie spodziewali się takich świetnych wyników swojego działania – Włodzimierz Smolarek o Widzewie przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

Opisanie ówczesnej drużyny Robotniczego Towarzystwa Sportowego słowem „legendarna” nie jest przesadą. O sile Widzewa najlepiej świadczyły wyniki w europejskich pucharach. Trudno sobie wyobrazić, żeby dzisiaj jakikolwiek polski zespół w ciągu paru sezonów był w stanie wyeliminować Manchester United, Liverpool, Manchester City oraz Juventus. Włodzimierz Smolarek, powracając do Widzewa na wiosnę 1979 roku, stał się podstawowym zawodnikiem być może najlepszej klubowej drużyny w dziejach naszego futbolu. Początki nie były jednak łatwe. W pierwszej rundzie zaliczył jedynie cztery ligowe spotkania i nie strzelaił nawet bramki. Później jednak już tylko się rozwijał. Rok 1980 stał się przełomowy dla Smolarka. Widzew skończył ligę ponownie jako wicemistrz, a Włodek zdobył dziewięć bramek. Dla Łodzian drugie miejsce jest przepustką do gry w Pucharze UEFA. W pierwszej rundzie Widzew wyeliminował Manchester United, dzięki strzelonej na wyjeździe bramce. Kolejny rywal to również najwyższa możliwa półka – Juventus. Bramki Starej Damy strzegł w tamtym czasie wielki Dino Zoff. W Łodzi niespodziewanie pada wynik 3:1. Smolarek, mimo naciągnięcia stawu kolanowego, „gryzie trawę” do końca. Strzelił w tamtym meczu ostatnią bramkę dla Widzewa.

Rewanż w Turynie musiał być piekielnie trudny, Włosi odrobili straty. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia i zwycięzcę dwumeczu miały wyłonić rzuty karne:

Nigdy wcześniej ani już później nie przeżyłem czegoś takiego, podchodząc do piłki. Wyczuł to dobrze Boniek i szepnął mi do ucha: „Strzelaj spokojnie – tak jak to robiłeś na treningu”. Strzeliłem pewnie, zeszło ze mnie powietrze i wtedy też przełamałem się, uwierzyłem mocno w siebie.

Smolarek pokonał Dino Zoffa, a konkurs jedenastek skończył się wynikiem 4:1 dla łodzian. Choć później Widzew odpadł z Ipswich Town, to jednak zyskał niewątpliwe uznanie w Europie. Na krajowym podwórku ponadto zdobył pierwszy w historii tytuł Mistrza Polski. Znakomity sezon 1980/1981 zaowocował tym, że waleczność i nieustępliwość Smolarka została dostrzeżona również przez trenera Ryszarda Kuleszę. 12 października 1980 Włodzimierz zadebiutował w koszulce z orzełkiem na piersi.

Debiut z Maradoną i afera na Okęciu

Dla Smolarka, podobnie jak wówczas dla milionów innych chłopców w Polsce, Włodzimierz Lubański był największym piłkarskim idolem. Choć było to marzeniem piłkarza z Aleksandrowa, to niestety obu zawodnikom nigdy nie było dane zagrać razem w kadrze. Lubański pożegnał się z reprezentacją w ostatnim meczu przed debiutem młodszego kolegi. Debiut Smolarka przypadł na spotkanie z wielkim rywalem – mistrzami świata, Argentyną. W czasie spotkania w Buenos Aires pokazał się z dobrej strony. Po szarży w polu karnym wywalczył jedenastkę. Samo spotkanie skończyło się wynikiem 2:1 dla gospodarzy, a rezultat ustalił sam Diego Maradona. Dla Smolarka to dopiero początek długiej przygody w biało-czerwonych barwach.

Włodzimierz Smolarek w kadrze zdobył 13 bramek w 60 występach

Został powołany na eliminacje do mundialu 1982. W wyjazdowym meczu z Maltą strzelił swoją pierwszą bramkę dla reprezentacji, a samo spotkanie zostało przerwane przez chuligańskie wybryki miejscowej publiczności. Ważniejsze jednak były wydarzenia, które miały miejsce tuż przed wylotem na południe Europy. O tak zwanej „aferze na Okęciu” opowiedziano już chyba wszystko. Smolarek brał również w niej udział. To własnie on towarzyszył koledze z klubu, Józefowi Młynarczykowi, w nocnej eskapadzie po mieście na noc przed odlotem. Bohater tekstu nie został co prawda ukarany tak surowo jak Terlecki, Żmuda, Młynarczyk i Boniek, jednak PZPN wymierzył mu karę dwóch miesięcy dyskwalifikacji, w zawieszeniu na pół roku.

Afera przyniosła za sobą w konsekwencji również zmianę na stanowisku trenera reprezentacji. Posadę po Kuleszy objął Antoni Piechniczek. Pochodzący ze Śląska selekcjoner również postanowił stawiać w kadrze na Smolarka. Powołania dla zawodnika Widzewa okazały się prawdziwym „strzałem w dziesiątkę”. Na najważniejszy i najtrudniejszy mecz nasza kadra musiała wyjechać do NRD. Włodzimierz Smolarek zagrał w Lipsku być może swój najlepszy mecz w reprezentacji. W pamięci kibiców szczególnie zapisał się rajdem i dryblingiem przy bramce na 2:0. Trzecia bramka dla Polaków to kolejny jego popis, gdzie w swoim stylu przebiegł z piłką praktycznie pół boiska.

Następnie dołożył jeszcze kolejne dwa trafienia w rewanżu z Maltą. Stał się bohaterem tych eliminacji. To w dużej mierze dzięki jego postawie Biało-czerwoni wywalczyli przepustkę na hiszpański mundial. Polacy wyszli z nietypowej, siódmej grupy, w której grały tylko trzy zespoły (w pozostałych grało po pięć), jednak w naszej do mistrzostw wchodził tylko zwycięzca, a w sześciu pozostałych można było awansować z drugiej pozycji.

Taniec w narożniku

Osiągnął niesamowicie dużo – moim zdaniem wycisnął ze swojego potencjału wszystko, co tylko mógł. To dzięki charakterowi – Smolarek podejście do piłki miał wspaniałe. Ambicja wręcz kipiała uszami – Andrzej Iwan w książce „Spalony”.

Polityczne wydarzenia w Polsce miały duży wpływ na kadrę przed mistrzostwami świata. Z powodu wprowadzonego stanu wojennego, reprezentacja przed turniejem nie rozegrała żadnego oficjalnego sparingu. Nikt nad Wisłą do końca nie wiedział jakiego wyniku można się spodziewać po naszych piłkarzach. Smolarek oczywiście został powołany na mundial i od pierwszego meczu grał w wyjściowym składzie. Remis 0:0 z Włochami został przyjęty dobrze. Niestety, drugi bezbramkowy rezultat, tym razem z Kamerunem, jest w Polsce już oceniany jako rozczarowanie. Reprezentacja do meczu z Peru przystępuje z nożem na gardle, wiedząc, że to spotkanie trzeba po prostu wygrać. Wyraźna przewaga Polaków w pierwszej połowie nie przynosi jednak żadnego gola. Na szczęście druga odsłona spotkania to prawdziwy popis Biało-czerwonych i być może jedna z najlepszych połówek w naszej historii. Worek z bramkami otworzył nie kto inny jak Smolarek, a sam mecz zakończył się wynikiem 5:1.

Druga runda mistrzostw zaczęła się od wspaniałego zwycięstwa z Belgią po trzech golach Zbigniewa Bońka. Rezultat ten oznaczał, że w meczu ze Związkiem Radzieckim naszym piłkarzom wystarczy do awansu remis. Z politycznych względów spotkanie miało nie tylko sportowy charakter. Ciężki bój w Barcelonie skończył się dla nas zwycięskim remisem. Włodzimierz Smolarek zaprezentował tam niesamowitą technikę i ze swoim „tańcem” w narożniku stał się symbolem tego meczu. Jak wspominał w swojej biografii, tej sztuczki uczył się w Legii od Kazimierza Deyny.

Asekuracyjnie ustawiona drużyna bez Andrzeja Szarmacha w składzie nie potrafiła przeciwstawić się w półfinałowym boju Włochom. Po latach Smolarek zarzucił Piechniczkowi, że kadra być może została źle przygotowana mentalnie na ten mecz. Z Hiszpanii udało się jednak przywieźć trzecie miejsce, co jest i tak wielkim sukcesem.

Nowy Widzew

Tuż przed mistrzostwami Widzew drugi raz z rzędu zdobył mistrzowski tytuł. Drużyna jednak przed startem nowego sezonu została mocno przebudowana. Przede wszystkim klub opuścili Boniek i Żmuda. Smolarek, pomimo namowy niektórych kolegów, postanowił jeszcze nie starać się o wyjazd na zachód. Rok wcześniej, choć Włodzimierz strzela dwie bramki Anderlechtowi, nie udało się przejść pierwszej rundy Puchary Europy. Sezon 1982/1983 okazał się zupełnie inny. Po wyeliminowaniu mistrza Malty oraz Rapidu Wiedeń (w rewanżu padł niecodzienny wynik 5:3, Smolarek nie grał z powodu kontuzji), Widzewowi przyszło stanąć naprzeciwko Liverpoolu. Pierwszy mecz ćwierćfinałowy w Łodzi skończył się sensacją – po golach Trokińskiego i Wragi gospodarze wygrali 2:0. Rewanż na Anfield Road przeszedł do legendy Widzewa. Łodzianie, chociaż przegrali w tamtym meczu 2:3, to pokazali się ze znakomitej strony.

Smolarek wywalczył najpierw rzut karny (gol Tłokińskiego), a potem sam strzelił bramkę. Polacy byli żegnani przez angielską publiczność brawami. Oprócz znakomitych wspomnień, Włodek z tego meczu ma jeszcze jedną pamiątkę. Angielski policjant, w przypływie emocji, wcisnął mu na głowę hełm, z którym napastik parodiował na Anfield. Potem zabrał przedmiot do Polski. Półfinał Pucharu Europy to mecz z Juventusem, gdzie występował były gracz Widzewa, Zbigniew Boniek. Ambitni Polacy tym razem musieli uznać wyższość rywali.

Włodzimierz Smolarek najpiękniejsze lata swojej kariery spędził w Widzewie Łódź. Źródło zdjęcia: widzewlodz.pl

Łodzianom nie udało się obronić tytułu mistrzowskiego. Drużyna się przebudowywała, piłkarze przychodzili i odchodzili. Z klubem pożegnali się między innymi Tłokiński, Młynarczyk i Surlit. W kadrze bez zmian stale pozostawało jednak jedno nazwisko – Smolarek. W klubie pojawił się Dariusz Dziekanowski – niesamowicie utalentowany gracz, ale również z trudnym charakterem. Mentalnie jest on przeciwieństwem spokojnego Smolarka, jednak obaj stanowili o sile łódzkiej drużyny. Widzew nadal był w czołówce ligi, ale nie wygrał ligi. Sam Smolarek zdobył tytuł polskiego Piłkarza Roku 1984, lecz w tym samym czasie leczył poważną kontuzję łękotki. Powoli zaczynają się pojawiać się u Włodzimierza rozważania o wyjeździe na zachód. Pierwsza poważna propozycja to PSG. Okazało się jednak, że wszelkie rozmowy z Francuzami ucinał Sobolewski, o co Smolarek miał do prezesa pretensje. Wreszcie udało mu się wyjechać dopiero w wieku 29 lat, w roku 1986. Opuścił Widzew jako prawdziwa legenda – 181 ligowych meczów, 61 bramek, dwa mistrzostwa Polski, Puchar Polski i cztery lata gry z opaską kapitana.

Gol warty 1 250 000 dolarów

Wcześniej jednak kadra wywalczyła awans na kolejne mistrzostwa świata. Pomimo wpadki z Albańczykami (remis 2:2), Biało-czerwonym udało się uzyskać przepustki do Meksyku. Włodzimierz Smolarek to nadal ważne ogniwo reprezentacji. Strzelił trzy bramki w tych kwalifikacjach. Sam mundial pokazał jednak, że czasy chwały i glorii polskiej piłki powoli się kończą. W czterech meczach Polacy strzelają zaledwie jedną bramkę. Autorem wspomnianego gola z Portugalią jest oczywiście Smolarek. Gol warty 1 250 000 dolarów – tyle bowiem zyskuje PZPN za wyjście z grupy.

Smolarek dalej był podstawowym zawodnikiem kadry, jednak eliminacje do ME 1988 okazały się kompletnie nieudane. W tym czasie napastnik grał już na zachodzie. Dwa sezony spędzone w Eintrachcie Frankfurt były stosunkowo niezłe – grając między innymi u boku przyszłej gwiazdy kadry Niemiec, Andreasa Möllera, wywalczył Puchar Niemiec. Klub jednak nie chciał przedłużyć kontraktu z Polakiem na dłużej niż rok. Włodek zdawał sobie sprawę, że powinien zdecydować się na zagraniczny wyjazd dużo wcześniej. Postanowił wyjechać do Holandii i podpisać umowę z Feyenoordem Rotterdam. Kolejny klub w jego karierze to FC Utrecht. To właśnie grając w tej drużynie przyszło mu rozegrać ostatni mecz dla reprezentacji narodowej. Z kadrą pożegnał się dopiero w 1992 roku. Niespodziewanie, w wieku 35 lat, otrzymał powołanie od trenera Strejlaua na mecz eliminacji MŚ przeciw Holandii w Rotterdamie. Wszedł za Wojciecha Kowalczyka i nawet miał okazje odmienić losy meczu – niestety, w sytuacji sam na sam trafił wprost w Stanleya Menzo i mecz skończył się wynikiem 2:2. Co ciekawe, zaledwie trzy dni później Włodzimierz pokonał tego samego bramkarza w meczu ligowym z Ajaxem.

Bilans reprezentacyjny Smolarka to 60 meczów w narodowych barwach i trzynaście goli. Co ciekawe, wszystkie strzelone tylko i wyłącznie w meczach o punkty.

Pamięć

Smolarek grał w piłkę bardzo długo, podobnie jak ojciec. Swój ostatni sezon w FC Utrecht rozegrał mając już… 39 lat. Po definitywnym odstawieniu korków nie zerwał jednak z futbolem. Został trenerem grup młodzieżowych w Feyenoordzie i pracował na tym stanowisku aż przez 13 lat. W tym samym czasie szkolił się tutaj jego syn, Euzebiusz. Włodzimierz pracował jeszcze później jako skaut w PZPN. Mógł być dumny z syna, który stał się bohaterem eliminacji Euro 2008, pokonując między innymi faworyzowaną Portugalię. Włodek wraz m.in. z Jerzym Dudkiem i selekcjonerem Leo Beenhakkerem reprezentował nasz kraj w Cardiff, gdzie wygraliśmy organizację Euro 2012.

Niestety, Włodzimierz Smolarek odszedł niespodziewanie 7 marca 2012. Nie doczekał się początku wielkiego turnieju w Polsce ani wydania biografii autorstwa Jacka Perzyńskiego. Jego śmierć była szokiem dla całego polskiego środowiska piłkarskiego. Zbieg okoliczności sprawił, że w pierwszy weekend po śmierci Smolarka Feyenoord grał w meczu ligowym FC Utrecht. Uczczono jego pamięć minutą ciszy i czarnymi opaskami na ramionach piłkarzy.

W Polsce również nie zapomina się o legendzie Smolarka. Numer 11 jest obecnie w Widzewie zastrzeżony, a przy nowym stadionie nazwano ulicę na cześć piłkarza.

BŁAŻEJ DAWIDOWICZ

Błażej Dawidowicz
O Błażej Dawidowicz 9 artykułów
Wyznawca futbolowego kościoła Johanna Cruyffa. Przedstawiciel pokolenia, dla którego pierwszym turniejem była Francja '98. Lokalny bydgoski patriota, miłośnik Mazur, Bałkanów oraz Carlesa Puyola. Słuchacz The Beatles i Pink Floyd.