Wszystkie baraże o Euro

Kolejna przerwa reprezentacyjna już się rozpoczęła. Polacy ze spokojem oczekują spotkań z Islandią i Czechami w trakcie, których będzie można próbować już pierwszych francuskich win. Nie wszyscy mają jednak taki komfort. Reprezentacje Szwecji, Danii, Węgier, Norwegii, Irlandii, Bośni, Ukrainy i Słowenii stoczą w najbliższych dniach mordercze dwumecze. Stawką ostatnie cztery przepustki na EURO 2016. Będą to już kolejne baraże, przypomnijmy sobie jak wyglądały one w trakcie poprzednich eliminacji.

MISTRZOSTWA EUROPY 1960 i 1964

Pierwsze Mistrzostwa Europy odbyły się w 1960 roku we Francji. Wzięły w nich udział tylko 4 zespoły, a nad Sekwaną rozegrano zaledwie 4 mecze (2 półfinały i mecze medalowe). Eliminacje obowiązywały wszystkie drużyny, nawet gospodarze startowali od 1/8 finału. Kwalifikacje odbywały się wedle dobrze znanej nam zasady z europejskich pucharów – dwumecz, w którym każdy zespół jest gospodarzem jednego spotkania. Dlatego w tym wypadku nie możemy mówić o istnieniu eliminacyjnych baraży. Identyczne zasady kwalifikacji obowiązywały 4 lata później. Wtedy to organizatorzy 4 ostatnich meczów Francuzi zaczynali walkę o Puchar Henriego Delanuaya od rundy przedwstępnej.

MISTRZOSTWA EUROPY 1968

Pierwszy raz pewnego sensu baraże pojawiają się w roku 1968. Eliminacje do włoskiego turnieju rozpoczynały się od starć w 8 grupach, których zwycięzcy wychodzili do dalszych gier. Ósemkę szczęśliwców stworzyły cztery pary ćwierćfinałowe/barażowe, które zmierzyły się dwumeczu o awans do półfinału.

Pierwszą parę stworzyła broniąca tytułu Mistrza Europy Hiszpania i ówczesny Mistrz Świata Anglia. Było to najciekawiej zapowiadające się starcie tej fazy gier. 3 kwietnia 1968 roku na legendarnym Wembley gospodarze prowadzeni przez sir Alfa Ramseya wygrali 1-0. Strzelcem zwycięskiej bramki był w 84 minucie sir Bobby Charlton. Rewanż odbył się miesiąc później, 8 maja, na Santiago Bernabeu. Hiszpanie byli uważani za faworytów do awansu. W 47 minucie gry Amancio Amaro wyprowadził La Roja na prowadzenie i wydawało się, że kwestią czasu będą kolejne gole dla gospodarzy. Anglicy odpowiedzieli jednak trafieniami Martina Petersa i Normana Huntera. Wynik 1-2 utrzymał się do ostatniego gwizdka sędziego Josefa Krnaveka i to dumni Synowie Albionu mogli szykować się do wyjazdu do Włoch.

Drugą parę barażową stworzyli Mistrzowie Europy 1960 Francuzi i Jugosłowianie. Pierwsze spotkanie rozegrano na Stade Velodrome w Marsylii. Padł remis 1-1, szczęśliwy dla gospodarzy. To Jugosłowianie byli stroną wiodącą, to Jugosłowianie wyszli na prowadzenie po golu Vahidina Musemica. Tricolores potrafili jednak w końcówce wyrównać za sprawą trafienia Fluery Di Nallo, dzięki któremu można było jechać z nadziejami na rewanż do Belgradu. Nadzieja, która jednak błyskawicznie prysła. 14 minut potrzebowali gospodarze, żeby prowadzić w drugim meczu3-0. Wynik już po 120 sekundach otworzył Ilja Petković, w 13 minucie trafił Musemić a w 14 Dragan Dżajić. Spotkanie ostatecznie skończyło się wynikiem 5-1 (bramki strzelali jeszcze Petković i Musemić oraz Di Nallo dla Francji).

Organizatorzy meczów półfinałowych i medalowych Włosi w meczach barażowych mierzyli się z Bułgarami. Pierwszy mecz odbył się na stadionie Vasila Lewskiego w Sofii. Gospodarze już w 11 minucie objęli prowadzenie po golu z rzutu karnego Nikoli Kotkova. Na koleje trafienia musieliśmy czekać do drugiej połowy. Italii dowodzonej przez Giacinto Facchettiego udało się wyrównać po godzinie gry, za sprawą samobójczego trafienia Dimitara Peneva, który wyręczył takie tuzy ataku jak Mazzola, Rivera czy Prati. Chwilę później gospodarze ponowie wyszli na prowadzenie, i to dwubramkowe. Najpierw gola strzelił Dinko Dermendzhiev, a na 3-1 podwyższył Petar Zhekov. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się takim wynikiem, bramkę kontaktową zdobył Piero Prati. Na rewanż w Neapolu do bramki Włochów wrócił Dino Zoff, a szybki gol 1-0 autorstwa Pratiego spowodował, że Włosi byli o krok od awansu. Szczelna obrona ekipy trenera Ferruccio Valcareggiego nie pozwoliła się pokonać, a w drugiej połowie awans do półfinału przypieczętował golem na 2-0 Angelo Domenghiniego.

Ostatni dwumecz ćwierćfinałowo-barażowy stoczyły między sobą ekipy Związku Radzieckiego i Węgier. Nasi bratankowie już bez Puskasa, Csibora czy Kubali w pierwszym meczu na stadionie w Budapeszcie całkowicie zdominowali zespół ZSRR. Po bramkach Jánosów: Farkasa i Göröcsa wygrali 2-0 i wydawali się pewnymi awansu do półfinałów ME 1968. Radziecki zespół nie zamierzał jednak składać broni i dokonał rzeczy trudniej, ale jak się okazało nie niemożliwej. ZSRR wygrało 3-0 i dokonało wspaniałej remontady. Wszystko rozpoczęło się od samobójczego trafienia Ernő Solymosi w 22 minucie, potem już po zmianie stron trafiali Murtaz Khurtsilava i Anatoli Byshovets.

MISTRZOSTWA EUROPY 1972

Eliminacje do ME 1972 roku w Belgii rozegrały się według identycznego schematu, co cztery lata wcześniej. Błyskawicznie przechodzimy do przybliżenia czterech par, które stoczyły z sobą boje o ten turniej

Obrońcy Mistrzostwa Europy Włosi zmierzyli się z późniejszym gospodarzem, czyli drużyną Belgii. W pierwszym meczu rozegranym na San Siro w Mediolanie padł bezbramkowy remis, który w lepszej sytuacji przed rewanżem stawiał zespół Italii. Nie bywałym wydawał się być fakt, że tacy zawodnicy jak Luigi Riva, Sandro Mazzola czy Robberto Boninsegna rozegrają drugi mecz na zero z przodu. Tak też było, w 86 minucie rewanżowego meczu gola z karnego strzelił Riva, był to jednak tylko i wyłącznie gol pocieszenia. Bramki dla Belgów strzelali wcześniej, bowiem Wilfried Van Moer i Paul Van Himst. Tym samym doszło do dużej niespodzianki i Włosi zostali pozbawieni szans na obronę tytułu.

W drugiej parze doszło do meczu klasyku europejskiej sceny reprezentacyjnej Niemcy-Anglia, kolejny rewanż na finał MŚ 1966. W składzie Synów Albionu w pierwszym składzie był Geoff Hurst, ale nie pomógł on swojej ekipie w starciu z naszymi zachodnimi sąsiadami, w których składzie byli już tacy zawodnicy jak Breitner, Beckenbauer, Netzer czy Müller. Niemcy do przerwy prowadzili 1-0 po golu innego wielkiego piłkarza Uli Hoenessa. Po zmianie stron do 78 minutywynik nie ulegał zmianie. Wtedy to do bramki Seppa Maiera trafił Francis Lee i wydawało się, że Anglicy pojadą do Berlina z niezłym wynikiem z pierwszego meczu. Niemcy zanotowali jednak piorunującą końcówkę. Najpierw rzut karny w 84 minucie wykorzystał Netzer, a 360 sekund później wynik na 3-1 ustalił Gerd Müller. W rewanżu padł bezbramkowy remis, dzięki któremu Niemcy mogli spokojnie szykować się do półfinału.

W trzeciej parze doszło do starcia Jugosławii z ZSRR. Podobnie jak cztery lata wcześniej zespół Radziecki nie zanotował dobrego meczu na wyjeździe. Tym razem w Belgradzie udało się jednak nie stracić bramki i do Moskwy przywieźć remis 0-0. Na Łuzhnikach historia sprzed czterech lat się powtórzyła. Wtedy Rosjanie pokonali 3-0 Węgrów, teraz w takim samym stosunku ich wyższość uznać musieli Jugosłowianie. Wszystkie bramki padły dopiero po przerwie, a ich autorami byli kolejno Viktor Kolotov, Anatoli Banishevski i Eduard Kozynkevych.

Największe emocje kibice przeżywali w ostatniej parze barażowej, w której zmierzyli się Węgrzy i Rumuni. Pierwszy mecz odbył się w Budapeszcie. Zakończył się on wynikiem 1-1 po bramkach László Branikovitsa oraz Lajosa Sătmăreanu. Rewanż w Bukareszcie również zakończył się remisem. Tym razem było 2-2. W dzisiejszych czasach to Węgrzy cieszyliby się z awansu, dzięki zasadzie goli wyjazdowych. Wtedy jednak ten przepis ten nie egzystował i o awansie miał przesądzić trzeci mecz. Ten odbył się w Belgradzie i…znowu było o włos od remisu. Długo utrzymywał się wynik 1-1 po golach Lajosa Kocsisa i Alexandru Neagu. Gdy oba zespoły już szykowały się do dogrywki, w 89 minucie sprawy ostatecznie rozstrzygnął István Szőke, strzelając gola na 2-1 dla Węgier.

MISTRZOSTWA EUROPY 1976

To trzecie z rzędu,i zarazem ostatnie, Mistrzostwa Europy, w których baraże odbywały się w ramach ćwierćfinałów. Po raz trzeci w tej fazie rozgrywek można było obserwować Jugosławię, Węgry i ZSRR. Z kolei po raz pierwszy ekipy Walii czy Holandii.

W pierwszej parze barażowej spotkały się reprezentacji Jugosławii i Walii. Pierwszy mecz rozegrano nie w Belgradzie, a na stadionie Maksimira w Zagrzebiu. Gospodarze byli zdecydowanym faworytem tego dwumeczu, co zresztą szybko udowodnili na boisku. Po niespełna 60 sekundach Jugosłowianie prowadzili już 1-0, autorem gola był Momčilo Vukotić. Wydawało się wtedy, że spotkanie skończy się pogromem przybyszy z Wysp Brytyjskich. Rzeczywistość okazała się trudniejsza, bo przez pozostałe 89 minut gospodarzom udało się już tylko raz pokonać Daia Daviesa- bramkarza Walii. Zrobił to w 55 minucie gry Danilo Popivoda. 2-0 to była jednak bardzo dobra zaliczka przed rewanżem. W Cardiff Jugosłowianie szybko przypieczętowali swój awans. Bo w 19 minucie gola na 1-0 zdobył Josip Katalinski. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1-1.

W drugiej parze barażowej doszło do pojedynku Czechosłowacji ze Związkiem Radzieckim. Dobrze znamy już historię. ZSRR w meczach tej fazy rozgrywek na wyjeździe nie strzela goli i stawia się w trudniej sytuacji przed rewanżem. Tak było i tym razem. Na Tehelnym Polu w Bratysławie gospodarze wygrali 2-0 po bramkach Jozefa Módera i Antonina Panenki. O ile Rosjanie na wyjazdach grali przeciętnie, o tyle u siebie byli trudni do pokonania. Areną rewanżu nie były jednak Łuzhniki, a Stadion Olimpijski w Kijowie, a Rosjanie nie uciekli po raz trzeci z rzędu spod topora. To nasi południowi sąsiedzi dwa razy wychodzili na prowadzenie po golach Josefa Módera. Co prawda gospodarze odpowiedzieli golami Leonida Buryaka i Oleha Blokhina. Remis 2-2 dał jednak awans do półfinałów Czechosłowakom.

W trzeciej parze barażowej doszło do derbowego starcia pomiędzy Holendrami i Belgami. W tej parze faworyt był tylko jeden.Naszpikowana gwiazdami reprezentacja Oranje, srebrni medaliści mistrzostw Świata 1974 mieli przejechać się po Belgach. Przewidywania okazały się celne i ekipa prowadzona przez Georga Knobela już po pierwszym meczu była pewna awansu. Na Feijenoord Stadion w Rotterdamie padł wynik 5-0. Bohaterem meczu okazał się Rob Rensenbrink, który skompletował hat-tricka. Po golu dołożyli jeszcze Johan Neeskens i Wim Rijsbergen. Rewanż w Brukseli był formalnością. Zakończył się rezultatem 2-1 dla Holandii.

W ostatniej parze znalazł się zespół mistrzów Świata 1974 i mistrzów Europy 1972, czyli Niemcy, a ich rywalem była Hiszpania. La Roja marzyła o powrocie na szczyty europejskiego futbolu. Marzenia te były jak najbardziej uzasadnione, w końcu naprzeciwko RFN stanąć mieli tacy zawodnicy jak Carlos Santillana, Migueli, Quini czy Vicente del Bosque, którymi z ławki trenerskie dyrygował Ladislao Kubala. Pierwszy mecz odbył się na Vicente Calderon. Rozpoczął się on ja z najpiękniejszych hiszpańskich snów. Już po 60 sekundach gospodarzy na prowadzenie wyprowadził Santillana. Niemcy jednak nie dali się złamać, przetrwali ataki La Roja i w drugiej połowie w swoim stylu doprowadzili do remisu za sprawą gola Ericha Beera. Sprawa awansu pozostawały jednak otwarte, miała się ona rozstrzygnąć na Stadionie Olimpijskim w Monachium. Wierzący w awans zawodnicy z południa Europy zostali sprowadzeni na ziemię już w pierwszej połowie. Dwa gola autorstwa Uli Hoenessa i Klausa Toppmöllera skończyły emocję i zagwarantowały awans Niemcom.

MISTRZOSTWA EUROPY 1980-1992

W latach 1980-1992 nie rozgrywano meczów barażowych. UEFA rozszerzyła Mistrzostwa Europy i zamiast dwumeczu ćwierćfinałowo-barażowego zdecydowano się podzielić zespoły na 2 grupy po 4 drużyny. Dzięki temu więcej meczów rozgrywanych było w kraju, który organizował turniej, a same zespoły w fazie ośmiu grały trzy spotkania, a nie dwa. Na powrót meczu barażowego czekaliśmy aż do 1995 roku.

MISTRZOSTWA EUROPY 1996

W 1996 zwiększono liczbę drużyn uczestniczących w Mistrzostwach Europy z 8 do 16. W związku z tym zmieniono również format kwalifikacji. W eliminacjach 47 zespołów podzielono na 8 grup. Bezpośredni awans do angielskiego turnieju uzyskiwali zwycięzcy grup oraz 6 najlepszych reprezentacji z drugich pozycji. O ostatnie 16 miejsce powalczyć w meczu barażowym miały dwie najgorsze drużyny z drugiej miejsc w grupach. Po rozegraniu wszystkich spotkań okazało się, że w szrankach w meczu barażowym staną ekipy Holandii i Irlandii.

Spotkanie zaplanowano na 13 grudnia 1995. Zasady zakładały, że obie drużyny rozegrają jeden mecz na neutralnym gruncie – Anfield Road. Faworytem była Holandia, której jedenastka opierała się na graczach Ajaxu. W podstawowym składzie na Anfield wyszli m.in. Edwin van der Sar, Danny Blind, Edgar Davids, Dennis Bergkamp czy Clarence Seedorf. Bohaterem został jednak Patrick Kluivert, który w 30 i 89 minucie pokonał Alana Kelly’iego i zapewnił Oranje zwycięstwo 2-0 i awans na angielskie Euro.

MISTRZOSTWA EUROPY 2000

Eliminacje do holendersko-belgijskiego turnieju to kolejna zmiana zasad. 49 zespołów zostało tym razem podzielonych na 9 grup. Zwycięscy każdej bezpośrednio kwalifikowały się na Euro. Ten sam zaszczyt spotkał najlepszą drużynę z drugich miejsc. Osiem kolejnych spotkało się w dwumeczach barażowych. Do grona reprezentacji, które musiały przystąpić do tej fazy, znalazły się Anglia, Szkocja, Słowenia, Ukraina, Izrael, Dania, Irlandia i Turcja.

Bitwa o Wielką Brytanię odbyła się w pierwszej parze baraży do ME 2000 roku. Anglia, którzy w grupie rywalizowali m.in. z Polską i Szwecją o awans, musieli zmierzyć się ze Szkocją. Pierwszy mecz odbył się na słynnym Hampden Park. Anglicy już w pierwszej połowie za sprawą Paula Scholesa objęli prowadzenie 2-0 i zapewnili sobie znaczącą przewagę przed rewanżem. Szczególnie że w składzie prowadzonej przez Kevina Keegana roiło się od gwiazd – Beckham, Owen, Scholes, Shearer czy Seaman po prostu musieli awansować do turnieju finałowego. Rewanż na Wembley nie ułożył się jednak po myśli gospodarzy. Anglicy nie kontrolowali gry i tuż przed przerwą stracili gola na 1-0, którego strzelił Don Hutchison. Szkoci nabrali wiatru w żagle i do samego końca nacierali, szukając bramki na 2-0. Wynik jednak nie uległ zmianie i awans do niderlandzkiego turnieju zapewnili sobie dumni Synowie Albionu.

W drugiej parze o awans walczyły dwa zespoły, które nigdy wcześniej nie grały pod swoją flagą w finałach Mistrzostw Europy. Słowenia w starciu z Ukrainą opartą na graczach Dynama Kijów skazywana była na porażkę. Cały świat drżał wtedy przed parą napastników Shevchenko-Rebrov. W obronie wspierali ich Gusin i Holovko, a bramki już wtedy strzegł nieśmiertelny Olexandr Shovkovskiy. Słoweńcy nie zamierzali się jednak poddawać i w pierwszym meczu w Ljubljanie wypowiedzieli podopiecznym Jochefa Sabo prawdziwą wojnę. Wojnę, z której na dodatek wyszli zwycięsko. Co prawda do przerwy to Ukraińcy prowadzili 1-0 po golu Shevchenki, ale po zmianie stron na boisku istnieli już tylko gospodarze. Do wyrównania doprowadził lider Słowenii Zlatko Zahović w 53 minucie. Chwilę później z boiska po czerwonej kartce wyleciał Dmytro Parfyonov. Gdy wydawało się, że Ukraińcy wywiozą z Ljubljany remis, duży błąd popełnił Shovkovskiy. Piłka po jego nie najlepszym wybiciu z bocznej strefy wylądowała pod nogami Milenko Acimovica. Słoweński rezerwowy nie zastanawiał się ani chwili i dokładnym strzałem z połowy boiska ustalił wynik meczu na 2-1. Na domiar złego tuż przed ostatnim gwizdkiem los Pafyonova podzielił Andriy Gusin.

Rewanż w Kijowie odbywał się w anormalnych warunkach. Na boisku zamiast trawy mieliśmy śnieg (tj. Polska-Słowacja w 2009 roku). Taki stan nawierzchni ułatwiał obronę Słoweńcom, którzy długo skutecznie odpierali ataki gospodarzy. Dopiero w 68 minucie udało się Ukraińcom wyjść na prowadzenie. W polu karnym faulowany był Shevchenko, a jedenastkę na bramkę pewnie zamienił Rebrov. Wynik 1-0 dawał awans Ukrainie, wszystko układało się dobrze jednak tylko przez 10 minut. Wtedy to Słoweńcy mieli rzut wolny z ok. 20 metrów. Uderzenie Zahovica ze stałego fragmentu gry trafiło w mur, ale dobitka w wykonaniu Mirana Pavlina była idealna, 1-1. Pomimo desperackich ataków gospodarzy wynik nie uległ już zmianie i to Słowenia awansowała na ME 2000.

Powszechnie uważano, że najsłabszą drużyną przystępująco do baraży jest Izrael. Każdy z rozstawionych zespołów chciał trafić na ekipę prowadzoną przez Shlomo Sharfa. Szczęście uśmiechnęło się do reprezentacji Danii, która w bezlitosny sposób tą okazję wykorzystała. Rozpisywanie się o tym dwumeczu nie ma większego sensu. Podopieczni Bosse Johanssona zaaplikowali w 180 minut aż 8 goli rywalom i pewnie awansowali na holendersko-belgijski turniej. Dla porządku. W pierwszym meczu w Ramat Gan padł wynik 0-5, a bramki strzelali Jon Dahl Tomasson dwie, Martin Jørgensen, Brian Nielsen i Stig Tøfting. Rewanż w Kopenhadze był formalnością. Na Parken Duńczycy wygrali 3-0, trafiali ponownie Tomasson i Nielsen, a trzecią bramkę dołożył Ebbe Sand.

W ostatniej parze barażowej zmierzyły się drużyny Turcji i Irlandii. Pierwszy mecz odbył się w Dublinie na Lansdowne Road. Zgodnie z przewidywaniami spotkanie było bardzo wyrównane. Długo utrzymywał się wynik bezbramkowy. Impas został przełamany dopiero 79 minucie. Wtedy to podanie Davida Conolly’ego z zimną krwią wykorzystał Robbie Keane. Turcy nie załamali jednak rąk i szybko doprowadzili do wyrównania. W polu karnym faulowany był Hakan Sukur, a wapno na gola zamienił Tayfur Havutçu. Tym samym przed rewanżem w Stambule to ekipa znad Bosforu była w komfortowej sytuacji. Rewanż w Bursie był bardzo zamkniętym spotkaniem, obie drużyny dobrze grały w obronie. Jeszcze w pierwszej połowie Turcy stracili swojego podstawowego bramkarza. Kontuzjowanego Rüştü Reçbera zastąpił Engin Ipekoglu, ale jego również Irlandczycy nie potrafili pokonać. Mecz zakończył się wynikiem bezbramkowym i awansem Turcji na ME.

MISTRZOSTWA EUROPY 2004

Zasady kwalifikacji do turnieju w Portugalii ponownie zostały zmienione. Grono 50 ekip aspirujących do gry w finałach podzielono na 10 grup, z których bezpośredni awans uzyskiwała tylko najlepsza drużyna. Do baraży z kolei mogły stanąć reprezentację z drugich miejsc. Z tych stworzono 5 par, które na zasadzie dwumeczu rywalizowały o awans na Mistrzostwa Europy.

W pierwszej parze los zetknął ze sobą drużyny Szkocji i Holandii. Zdecydowanym faworytem do awansu byli zawodnicy Oranje, którzy jednak w meczu na Hampden Park musieli przełknąć gorzką pigułkę. Rozpoczęło się od dobrej sytuacji Patricka Kluiverta, ale po 22 minutach i kombinacyjnej akcji Jamesa McFaddena i Paula Dickova, ten pierwszy pokonał Edwina Van Der Saara i otworzył wynik meczu. Wydawało się, że to tylko złe dobrego początki, bo Holendrzy stwarzali sobie bardzo dobre sytuacje. Zawsze jednak coś stawało na drodze podopiecznym Dicka Advocaata. A to fantastycznie interweniował Robert Douglas, a to piłka minimalnie mijała cel, a to lądowała na poprzeczce. Ostatecznie Szkoci dowieźli 1-0 do końca meczu i z nadziejami jechali na rewanż do Amsterdamu. Szanse na awans do ME Szkoci na ArenieA stracili już jednak po pierwszych 45 minutach gry. Tym razem Holendrzy byli już skuteczni w wykańczaniu swoich akcji. Wynik otworzył Wesley Sneijder, potem do bramki Douglasa trafiali jeszcze Ooijer i Ruud Van Nisterlooy. Po zmianie stron Holendrzy dołożyli kolejne 3 gole, dwa autorstwa Van Nisterlooya i jeden Francka De Boera. Ostatecznie po wygranej 6-0 u siebie Holendrzy zabukowali sobie bilety do Portugalii, bilety na które w pełni w tym dwumeczu zasłużyli.

W kolejnej parze barażowej naprzeciw siebie stanęły drużyny Walii i Rosji. Był to moment, w którym najbliżej wyjazdu na wielką imprezę był Ryan Giggs. Walia dysponowała mocnym składem. Oprócz wspomnianego skrzydłowego Manchesteru m.in. John Hartson, Robie Savage czy Gary Speed. Rosja jednak też dysponował ciekawym składem, w którym znaleźć możemy m.in. Alenicheva, Mostovoia, Onopkę czy Sycheva. Pierwszy mecz rozegrano na stadionie Lokomotivu Moskwa. Całe 90 minut przebiegało pod dyktando gospodarzy. Przed dobrymi okazjami stawali wspomniany Mostovoi, Bulykin czy Gusev. Dobrze bronił jednak Paul Jones, a dodatkowo szczęście sprzyjało przybyszom z Walii. Bezbramkowy remis dawał nadzieję na awans przed własną publicznością. Millenium Stadium w Cardiff wypełniło się w 100% i głośno dopingowało swoich pupili. Chwilę po rozpoczęciu gry w dobrej sytuacji spudłował John Hartson. Niewykorzystane sytuacja potężnego Walijczyka szybko się zemściła. Centrę z rzutu wolnego Rolana Guseva celnym strzałem głową wykończył Vadim Evseev, stawiając gospodarzy w bardzo trudnej sytuacji. Walijczycy potrzebowali do awansu dwóch goli. Tuż przed przerwą w słupek trafił Ryan Giggs, a po zmianie stron ataki gospodarzy były skutecznie rozbijane przez rosyjską obronę. Kibice w Cardiff więcej goli już nie zobaczyli i to Rosjanie zapewnili sobie awans na ME.

Słoweńcy po 4 latach od wyeliminowania w barażach do ME 2000 Ukraińców ponownie stanęli przed trudnym zadaniem. Tym razem los skojarzył ich z inną bałkańską ekipą – Chorwacją. Pierwszy mecz rozgrywano na stadionie Maksimira w Zagrzebiu. Wypełniony po brzegi obiekt Dinama bardzo szybko eksplodował. Po zaledwie 240 sekundach gospodarze wyszli na prowadzenie. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Niko Kovac, piłkę na długim słupku zgrał Ivica Mornar, na 3 metrze dopadł do niej Dado Prso. Długowłosy napastnik nie miał żadnych problemów, żeby otworzyć wynik. Wydawało się wtedy, że Chorwaci pójdą za ciosem i zapewnią sobie awans już w pierwszym starciu. Słoweńcy potrafili się jednak otrząsnąć i postawić bardziej utytułowanemu rywalowi. Jeszcze przed przerwą po rzucie wolnym Zahovica do remisu strzałem głową doprowadził Ermin Šiljak. W drugiej części gry bramki już nie padły i to Słoweńcy przed rewanżem byli w lepszej sytuacji. Drugi mecz na stadionie Bežigrad był zamrożony. Gospodarze, ku uciesze licznie zgromadzonej publiczności, długo nie pozwalali Chorwatom na stwarzanie zagrożenia pod bramką Mladena Dabanoviča. Gdy w 59 minucie boisko po czerwonej kartce opuścić musiał Igor Tudor wydawało się, że Słoweńcy są o krok od sprawienia kolejnej barażowej niespodzianki. Wtedy jednak w ich szeregi wdało się rozprężenie. 120 sekund po tym jak Tudor udał się do szatni, Dado Prso otrzymał prostopadłą piłkę od Tomo Šokoty i w sytuacji sam na sam pokonał Dabanoviča. Gospodarze rzucili się do odrabiania strat, ale tym razem los był po stronie Chorwatów, którzy utrzymali prowadzenie i awans na portugalski turniej.

Czwarta para barażowa przed ME 2004 została stworzona przez, pogromców reprezentacji Polski w grupie, Łotwę oraz Turcję. W powszechnej opinii panowało przekonanie, że reprezentacja znad Bosforu wygrała los na loterii. Nikt nie wyobrażał sobie, że trzeci zespół MŚ 2002 w Korei i Japonii może ulec w barażu totalnym gołowąsom z Łotwy. Pierwszy mecz na Stadionie Skonto był wielkim wydarzeniem dla całego kraju. Tym bardziej, że podopieczni Aleksandrsa Starkovsa postawili Turkom bardzo ciężkie warunki. Żelazna defensywa i groźne kontry spowodowały, że Łotysze wygrali u siebie 1-0. Bohaterem został Māris Verpakovskis, który w 29 minucie strzelił jedynego gola w tym pojedynku. W drugiej połowie Turcy stracili po bezpośredniej czerwonej kartce Emre Aşıka. Mimo wszystko ich sytuacja przed rewanżem nie wyglądała najgorzej. Pełen fanatycznych fanów stadion Besiktasu miał ponieść brązowych medalistów Mistrzostw Świata do łatwego i pewnego awansu. Gospodarze od pierwszej minuty rzucili się do huraganowych ataków. Raz po raz zagrażali bramce strzeżonej przez Aleksandrsa Koļinko. Turcy dopięli swego w 20 minucie, wtedy to gola na 1-0 zdobył Ilhan Mansiz. Po zmianie stron na 2-0 podwyższył, bożyszcze fanów nad Bosforem, Hakan Şükür. Wydawało się wtedy, że nic złego nie może się stać gospodarzom. I wtem nastąpiło trzęsienie ziemi. Zaledwie 60 sekund po trafieniu Şüküra, kontaktowego gola dla Łotwy bezpośrednio z rzutu wolnego zdobył Juris Laizāns. Gospodarze znowu potrzebowali strzelić gola, żeby awansować na Mistrzostwa Europy. Kolejne ataki nie przynosiły jednak efektów, a w 76 minucie wszelkie nadzieje Turków zostały zabite. Aleksandrs Koļinko wybił piłkę z własnego pola karnego, ta przeleciała całe boisko i trafiła do Mārisa Verpakovskisa. Szybki napastnik wyszedł sam na sam z Ömerem Çatkıç i przypieczętował awans swoje kraju na Mistrzostwa Europy.

Bardzo łatwo było również wskazać faworyta do awansu w ostatniej parze barażowej. Hiszpania w teorii miała poradzić sobie z Norwegią bez większych problemów. Piłka Nożna jest jednak przewrotna i zaledwie po kwadransie gry na Mestalla w Walencji na prowadzenie wyszli Wikingowie. Gola po błędzie obrony zdobył Steffen Iversen. Po zaledwie minutach wszystko wróciło do normy. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Reyes, a bramkę zdobył Raul Gonzalez. Wynik 1-1 utrzymywał się do samej końcówki meczy. Na 5 minut przed końcem dużego miał były szkoleniowiec Legii Warszawa Henning Berg. Norweski stoper został tak niefortunnie trafiony piłką po strzale Rubena Baraja, że skierował ją do własnej siatki. Po porażce 1-2 Wikingowie przystępowali do rewanżu na Ullevaal Stadion ze sporymi nadziejami. Remis bezbramkowy utrzymywał się do 34 minuty. Wtedy to kapitalnym prostopadłym podaniem do Raula popisał się Juan Carlos Valeron. Napastnik Realu Madryt nie zwykł takich sytuacji marnować i pewnie pokonał Espena Johnsena. Po przerwie Hiszpanie przypieczętowali awans w przeciągu 6 minut. Najpierw w 50 bramkę strzelił Vicente, a w 56 Joseba Etxeberria. Wynik 5-1 w dwumeczu dał La Roja pewny awans na Portugalskie Euro.

MISTRZOSTWA EUROPY 2008

Tradycyjnie już przed startem eliminacji do kolejnego Euro zmieniono zasady kwalifikacji. Tym razem 50 zespołów startujących w szranki podzielono na 7 grup. Wolnych miejsc w Mistrzostwach Europy było 14. Dlatego zrezygnowano z rozgrywania baraży, premiując bezpośrednio dwa najlepsze zespoły z każdej z grup.

MISTRZOSTWA EUROPY 2012

Kwalifikacje do imprezy w Polsce i Ukrainie znowu zostały zmienione. Tym razem 51 reprezentacji podzielono na 9 grup. Zwycięzca każdej uzyskiwał bezpośredni awans na Euro. Taki samo prawo otrzymywała najlepsza drużyna spośród vice mistrzów (Szwecja). Osiem pozostałych zostało dobranych w pary, które stoczyły ze sobą barażowe dwumecze.

W pierwszej parze barażowej zmierzyły się ze sobą reprezentacje Bośni i Herzegowiny oraz Portugali. Stadion Bilino Polje w Zenicy wypełnił się po brzegi. Jednym z powodów był na pewno Cristiano Ronaldo, ale Bośnia w starciu z Portugalią nie pozostawała bez szans. W końcu w drużynie Safeta Sušića można było znaleźć takich zawodników jak Edin Dżeko, Miralem Pjanić czy Zvjezdan Misimović. Faworytem oczywiście byli goście, ale w pierwszym meczu CR7 i spółka nie potrafili pokonać Asmir Begović. Bośniacy na rewanż do Lizbony jechali będąc w dobrej sytuacji. Na Estadio Da Luz Portugalczycy szybko sprowadzili jednak rywali na ziemie. Już w piątej minucie wynik otworzył Ronaldo, chwilę później poprawił Nani i sprawa awansu była rozstrzygnięta. Co prawda jeszcze przed przerwą gola kontaktowego z 11 metrów strzelił Misimović. Po zmianie stron Portugalia wcisnęła pedał gazu mocniej, strzelając 4 kolejne bramki (Ronaldo, Helder Postiga dwie i Miguel Veloso). Gości stać było tylko na trafienie Amira Spahića.

Druga para zapowiadała się wyjątkowo wyrównanie. Turcy mieli skrzyżować piszczele z Chorwatami. Wydawało się, że szala awansu będzie wahać się do ostatnich minut rewanżu. Tymczasem już po pierwszym mecz w Stambule było jasne, kto pojedzie na Polsko-Ukraiński turniej. Chorwaci wygrali na Ali Sami Yen 0-3. Wynik już w 2 minucie otworzył Ivica Olić, potem bramki zdobywali jeszcze Mario Mandżukić i Verdan Corluka. Turcy w tym meczu wyglądali jak dzieci we mgle, a do Zagrzebia na remis mogli jechać już tylko na wycieczkę. Na obiekcie Maksimira padł bezbramkowy remis, ale było to spotkanie, o którym nie warto wspominać.

W kolejnej barażowej parze los skojarzył ze sobą reprezentację Czech i Czarnogóry. Czarnogóra była jedną z większych niespodzianek kwalifikacji i nie pozostawała bez szans w dodatkowym starciu z drużyną Michala Bílka. Pierwszy mecz rozegrana na Letnej w Pradze. 63 minuty zajęło naszym południowym sąsiadom rozmontowywanie obrony drużyny z Bałkanów. Wtedy to ślicznym strzałem z 25 metrów popisał się Vaclav Pilar. Wynik 1-0 utrzymywał się do doliczonego czasu gry. Wtedy to Tomas Sivok najwyżej wyskoczył w polu karnym i skierował piłkę głową do bramki po centrze Tomasa Rosickiego. Dwubramkowe zwycięstwo to była bardzo dobra zaliczka dla Czechów przed rewanżem na gorącym terenie w Podgoricy. W Czarnogórskim kotle Czesi nie dali się ugotować. Grali bardzo rozważnie i uważnie. Najważniejsze było zachować zero z tyłu i to podopiecznym Michala Bílka się udało. W tej sytuacji gol Petra Jiráčka z 81 minuty jawi się, jako stempel pieczętujący awans ma Euro 2012.

W ostatniej parze barażowej udział wzięła największa niespodzianka eliminacji Euro 2012 – Estonia, która w grupie w pokonanym polu pozostawiła Serbie, Słowenie i Irlandie Północną. Ostatnią przeszkodą do uzyskania awansu była druga Irlandia. Pierwszy mecz zaplanowany został na Lilleküla Stadium w Tallinie. Dzielni Estończycy źle weszli jednak w najważniejszy mecz w historii piłki nożnej w ich kraju. Już po kwadransie przegrywali 1-0 po trafieniu Keitha Andrewsa. Jeszcze przed przerwą drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną obejrzał Andrei Stepanov. Sytuacja gospodarzy już była nienajlepsza. Po zmianie stron Irlandczycy podwyższyli prowadzenie po golach Jonatana Waltersa i dwóch Robbiego Keana. 0-4 to był wynik, który rozwiewał wszelkie wątpliwości przed rewanżem. Dodatkowa w 76 minucie los Stepanova podzielił kapitan Estończyków Raio Piiroja. Rewanż na Aviva Stadium w Dublinie był formalnością. Irlandczycy nie podeszli do niego ze 100% koncentracją i tylko zremisowali 1-1. Gola dla gospodarzy zdobył Stephen Ward, a honorowego gola dla Estonii znany z Polskich boisk Konstantin Vassiljev.

IGOR WÓJTOWICZ


 

 

Redakcja
O Redakcja 353 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl