Wywiad: Joanna Tokarska

Kobieca piłka nożna w Polsce to ciekawy temat. Czy nasze zawodniczki boją się wyjechać z kraju, czy po prostu się nie nadają? W dobie ostatnich afer związanych z podróżowaniem nasuwają się kolejne pytania – czy PZPN należycie wspiera żeńską kadrę narodową? Na te pytania, oraz wiele innych odpowiedzi postanowiła udzielić Joanna Tokarska – była reprezentantka Polski, obecnie ekspert Eurosportu oraz Polsatu. 

 Jak to jest, że nie ma o Tobie nic w Internecie?

Bo w czasach kiedy ja grałam, nie było internetu (śmiech). To znaczy jako taki był, ale o piłce kobiecej nie pisało się wtedy prawie nic.  Przyznam, że ze mną nie było jeszcze nawet wywiadu. Stałam się w ostatnich latach osobą, do której wielu dziennikarzy się odzywa, gdy potrzebuje dowiedzieć się czegoś o kobiecej piłce, dlatego można znaleźć dużo moich wypowiedzi w sieci, ale o mnie jako piłkarce prawie nic. Jeśli w sieci znajdziesz coś na temat Joanny Tokarskiej – piłkarce, to nie będę ja, tylko zawodniczka Olimpii Szczecin.

Wszyscy kojarzą Cię głównie z Twittera, ale coraz więcej osób słyszy Twój głos podczas komentowania spotkań kadry narodowej. Jak trafiłaś do telewizji?

To był początek 2014 roku. Zadzwonił do mnie mój znajomy – Michał Zawacki. Znaliśmy się z Konina. Był tam młodym dziennikarzem, pracującym w lokalnych mediach. Grałam też z jego żoną w piłkę. Pewnego dnia zadzwonił do mnie i zapytał, czy chciałabym spróbować swoich sił w Eurosporcie jako ekspert. Powiedziałam mu, żeby spadał i nie zawracał mi głowy. Nie dał za wygraną i kazał wszystko przemyśleć. Po konsultacji ze znajomymi, zgodziłam się.

Czułaś lekki stres przed pierwszym skomentowanym meczem?

Mój debiut przypadł na mecz towarzyski Belgia – Holandia. Może nie tyle stres, ale czułam wstyd. Wypadłam fatalnie… Każdy komentator powie, że jego pierwszy mecz to masakra. Nie dość, że trafiłam na nudne spotkanie, nie miałam o czym za bardzo mówić, to na moje nieszczęście często retransmitowali go w Eurosporcie. Pomyślałam: „fajna wycieczka, spoko, no i cześć”. Ale ktoś zauważył, że coś ze mnie będzie i pracuję tutaj już piąty rok. W międzyczasie pojawił się też Polsat, który wziął pod swoje skrzydła spotkania kobiecej reprezentacji i teraz komentuję w tych dwóch stacjach. Dobrze, że mam spore wsparcie od kolegów, do tego praca w telewizji to fajne doświadczenie. Ale jeśli chcesz być rzetelnym dziennikarzem/ekspertem, to musisz jeździć po świecie, żeby nie bazować tylko na informacjach z Internetu. Ja sama swoje wyjazdy za granice podporządkowuję w dużej mierze meczom piłkarskim, wyjeżdżam gdzieś, a przy okazji oglądam chociażby jakiś hit w Bundeslidze.

Futbol pochłania większość Twojego czasu?

Trochę tak jest, ale traktuję to wszystko bardziej jako przygodę, po prostu sprawia mi to przyjemność. Prywatnie pracuję w biurze, to dla mnie totalna odskocznia. Zajmuje się kwestiami administracyjnymi w średniej firmie, na szczęście nie jest to korporacja, więc nie jestem uwięziona w Excelu. Bardzo sobie to chwalę. Nie mogłabym pracować w piłce tylko i wyłącznie. Uważam, że dobrze mieć coś zupełnie innego, miejsce, w którym można odciąć się od tego całego środowiska.

Wracając do Twittera – fajna zabawka?

Twitter spowodował, że jak jest jakiś ważny mecz, to wszyscy mają mnie pod ręką. Jak jest mecz kadry, czy inne ważne spotkanie, w którym gra polska piłkarka, jak np. finał Ligi Mistrzyń, to ciągle odbieram wiadomości i telefony. To dla mnie także podstawowe źródło informacji o europejskiej piłce kobiecej, światowej również. W polskich mediach tego nie ma, ciężko o większa zainteresowanie żeńskimi klubami w Polsce, a co dopiero pisać o innych. Moje przygotowanie do meczu, to nie zerkanie 10 minut przed na składy i główne ciekawostki, które można gdziekolwiek znaleźć. To właśnie na tym portalu znajduję sporo informacji, które po prostu codziennie czytam

Pamiętasz półfinał Niemcy – USA z Mundialu 2015? Sam byłem zachwycony intensywnością tego spotkania. Spokojnie mogłyby rywalizować z niektórymi męskimi zespołami.

To był fantastyczny mecz! Zgadzam się w zupełności. Dokładność, intensywność, piękne akcje i walka do samego końca. Piłkarki były fizycznie przygotowane na piątkę. Ale nie będę porównywać pod żadnym względem piłki kobiecej do męskiej. To największa wada, kiedy ludzie zestawiają sport damski z męskim. W innych grach zespołowych tego nie ma. To piłkarki równa się do piłkarzy, nie widziałam jeszcze porównań siatkarek do siatkarzy, koszykarek do koszykarzy. To kwestie biologiczne, fizjologiczne, których się nie przeskoczy. A to bardzo ciąży piłkarkom. Potem ludzie się śmieją, że seniorki przegrały z młodzieżówką, czy jakimiś 15-latkami. Ale to inna fizjologia, motoryka, dajmy spokój.

Wszyscy znają Cię jako „eksperta”. Przybliżysz jak wyglądała Twoja kariera sportowa?

Zaczęło się od Zagłębianki Dąbrowa Górnicza, utytułowanego klubu w latach 90-tych. Zapisałam się do niego w 1993 roku, kiedy miałam 13 lat. Znajomy rodziny zawiózł mnie na pierwszy trening. Byłam przekonana, że to ćwiczenia jakiejś grupy młodzieżowej. Okazało się, że w tym klubie nie było czegoś takiego jak sekcja juniorska. A, że byłam dość utalentowaną środkową pomocniczką, mówiąc nieskromnie, włączono mnie do drużyny seniorskiej.

finał Pucharu Polski, Stilon Gorzów-Czarni Sosnowiec. Po prawej Joanna Tokarska. Rok 2000

W wieku 13 lat grałaś już w pierwszym zespole?  Joanna Tokarska

Przyznam szczerze, jestem pierwszą piłkarką, która grała na lewych papierach. To były dzikie lata 90-te, a ja jestem tego potwierdzeniem. Wyrobiono mi kartę, zmieniając wiek na 14 lat. Inaczej nie mogłabym grać w lidze, bo wtedy takie były przepisy. Pół roku później pojechałam na reprezentację młodzieżową. Wtedy była tylko kadra U-21, a ja byłam tak młoda. Jestem chyba jedyną piłkarką, której „przebili blachy” ale w tę drugą stronę.

Tych sukcesów było sporo, patrząc na to, jak krótko trwała Twoja przygoda z piłką.

Przygoda – to dobre określenie. Bo karierę to robi Katarzyna Kiedrzynek czy Ewa Pajor. W Zagłębiance grałam do 1997 roku, a potem przeszłam do Medyka Konin. W Dąbrowie Górniczej zaczęłam jeździć na zgrupowania także pierwszej reprezentacji, w wieku 17 lat. W 1997 roku Medyk nie był tak utytułowanym klubem. Dobijali się do czołówki i mieli świetną drużynę juniorek. A trzeba przypomnieć, że dopiero w drugiej połowie lat 90-tych powstały młodzieżowe rozgrywki kobiece. Po 3 latach w Koninie zmieniłam klub na Czarnych Sosnowiec (2000 rok). To była najlepsza drużyna w Polsce, posiadająca najwięcej kadrowiczek. Miałam blisko do domu, nie chciałam „szwendać się” po Polsce. Nie chciałam też wyjeżdżać za granicę, bo tam też piłka wyglądała zupełnie inaczej niż teraz. Jakbym urodziła się 20 lat później to na pewno bym wyjechała i to szybko.

Dzisiaj zawodniczki Ekstraligi także niechętnie wyjeżdżają…

Ale to były inne czasy! Nie było wtedy Unii Europejskiej. Piłka na zachodzie nie była taka jak teraz. Poziom wiadomo, lepszy od naszej rodzimej ligi, ale nie wsiadało się w tanie linie lotnicze czy samochód. Telefony komórkowe były wielkości cegły. W Sosnowcu spędziłam niecałe 4 lata. Mając 24 lata stwierdziłam, że czas skończyć z piłką. Zdobyłam 3 Puchary Polski, mistrzostwo Polski z Czarnymi, zagrałam w kadrze A ponad 20 razy. Z jednej strony komuś może się wydawać, że krótko grałam w piłkę, ale 10 sezonów w lidze to dużo. Zdążyłam się ”nagrać”.

Czym spowodowane było tak szybkie zakończenie kariery?

Przyczyn było kilka, zbiegły się w jednym czasie. Nie widziałam perspektyw sukcesu, rozwoju dyscypliny w Polsce. Byłam tym zmęczona, pamiętam jak graliśmy finał Pucharu Polski w jakiejś małej miejscowości, gdzieś między stodołą a remizą. Kibice pili wódkę ze szklanek i tradycyjnie głośno wyrażali swoje oczekiwania dotyczące wymiany koszulek po meczu. Folklor typowy dla tamtych czasów i tak było na każdym kroku. Osiągnęłam w lidze to co było do osiągnięcia. Grałam w reprezentacji, a nie chciałam wyjeżdżać na siłę za granicę. Stwierdziłam, że co za różnica, czy zakończę teraz, czy za 5 lat. Zdobędę kilka tytułów więcej, ale co z tego? To nie wpłynęłoby nijak na moje życie.

Patrząc na przestrzeni lat – wiele się zmieniło? Chociażby finansowo czy organizacyjnie?

Przechodząc do Medyka w 1997 roku, dostałam 400 zł stypendium i mieszkanie. To było dla 17-latki całkiem sporo. Nie mogę powiedzieć złego zdania, bo miałam dobrze jak na tamte czasy. Mało osób też wie, że w 1999 roku ówczesny selekcjoner reprezentacji kobiet Leszek Baczyński załatwił pieniądze dla kadrowiczek. Tak zwane dniówki na zgrupowaniach. To był czas kiedy nie było płacone w ogóle. Zwrot za bilet – PKP 2 klasa, jedynie pracujące zawodowo piłkarki miały zwrot kosztów zarobków. Ktoś miał urlop na tydzień, brał zaświadczenie i związek zwracał mu pieniądze. Selekcjoner Baczyński jednym wyjazdem do Warszawy, do prezesa Mariana Dziurowicza, załatwił dniówki 150 zł brutto. Wtedy to były naprawdę solidne pieniądze. Jednak szeroko pojętą organizacja w tamtym czasie to już zupełnie inna historia. Wyjazdy na zgrupowania autokarem i ponad 20-godzinna podróż to była norma. Nie było pieniędzy na obiady więc na drogę dostawałyśmy po kilka bułek, ze dwie konserwy turystyczne i kabanosy. Autokar zatrzymywał się gdzieś na parkingu i my dresach z napisem POLSKA jadłyśmy te bułki. Brakowało tylko, żeby rozpalić grilla i położyć na nim kaszankę.

Masz wrażenie, że futbol kobiecy w Polsce zauważono dopiero po sukcesie kadry U-17, kiedy to zdobyliśmy złoty medal na mistrzostwach Europy?

Wydaje mi się, że w Polsce istnieje przeświadczenie, ze kobiecy futbol funkcjonuje dopiero jakieś 10 lat. Rok 2013 był dla nas przełomowym. Złoty medal, który był sensacją. Sam awans do finału był czymś niesamowitym. Polskie media oszalały na punkcie piłkarek. TVN24 przyjeżdżało na stadion Medyka albo do rodzinnej miejscowości Ewy Pajor, gdzie wręcz przesłuchiwano jej rodziców. Liderka naszych „złotek” była przez dziennikarzy wyciśnięta jak cytryna. Ogólnie z perspektywy czasu trzeba podziękować tamtym piłkarkom i sztabowi, który z nimi pracował bo bardzo przyczynili się do popularyzacji piłki kobiecej w Polsce. Chwilę później przyszedł czas Katarzyny Kiedrzynek w PSG. Nazwa klubu jest tutaj istotna. Gdyby wyjechała do innej drużyny, odnoszącej sukcesy ale z mniej znaną marką, to pewnie nie byłoby takiego rozgłosu. W dużej mierze te dwie piłkarki pokazały, że polskie zawodniczki mogą wyjechać do czołowych, wielkich europejskich marek. Mogę się założyć, że jeśli zapytamy zwykłego „Janusza” o te dwa nazwiska, to większość powie, że obiło im się o uszy.

Sporo tych złotych medalistek trafiło szybko do kadry seniorskiej. W dużej mierze teraz to one ciągną ten wózek do przodu.

Tak, to prawda, było ich dużo. Część z nich była wkomponowywana trochę na siłę. Dziś niektórych dziewczyn już nie ma. W przypadku piłki młodzieżowej tak już jest. Inne się pogubiły, a w zasadzie wypadły z powodów kontuzji, tak jak np. Ula Wasil. Inne, jak Dżesika Jaszek znowu się odbudowały i zadebiutowały w kadrze A. W kobiecym futbolu podobnie jak w męskim, jest też tak, że sporo tych zawodniczek osiąga swoje maksimum w wieku 17-18 lat. Nie mają szans na późniejsze zaistnienie, bariera nie do przeskoczenia.

Teraz drugi raz w historii zakwalifikowaliśmy się w tej samej kategorii wiekowej na wielki turniej. Czy kadra Niny Patalon ma szansę osiągnąć sukces na Litwie?

Przed turniejem ta drużyna to była duża niewiadoma. Teraz po remisie z Anglią można ocenić, że jest potencjał. Wcześniej miały dobre losowanie w Elite Round, jest tam kilka ciekawych dziewczyn, ale nie ma aż takiego talentu jakim była Ewa Pajor kilka lat wcześniej. O niej każdy w środowisku słyszał już przed Euro, a tutaj jest na spokojnie. Ewelina Kamczyk w 2013 była totalnym „no name”, a na Euro odpaliła, dopiero później zaczęła grać w  Unii Racibórz. Sama jestem ciekawa, jak to wyglądało. W naszej reprezentacji jest dużo piłkarek z rocznika o rok młodszego, to też wyzwanie. Liderkami są Paulina Tomasiak z UKS Staszówka Jelna – 2 liga, a druga to Adrianna Ahcińska z Miedzi Legnica. Według mnie sukcesem będzie, jeśli jeszcze zapunktujemy, a wyjście z grupy potraktuje jako niespodziankę. Warto tutaj nadmienić parę słów na temat Niny Patalon. To wielki trenerski talent, pierwsza kobieta, która w Polsce zaczęła kurs UEFA PRO. Nie można tego pominąć, że turniej takiej rangi to dla niej także duże doświadczenie.

Kadra seniorek ostatnim spotkaniem ze Szkocją, prawdopodobnie zaprzepaściła szansę awansu na Mundial. Jak oceniasz nasze szanse?

Mocno sobie skomplikowaliśmy sytuacje o awans do baraży. Awansują do nich tylko 4 najlepsze zespoły z drugich miejsc. Według mnie w końcówce tych eliminacji powinniśmy skupić się nad tym, abyśmy dobrze grali, zapunktowali ze Szkocją czy też Szwajcarią i wypracowali swój styl. Dla nas na dzisiaj awans to MŚ z pierwszego miejsca to utopia, obecna formuła nam na to jeszcze nie pozwala. Powinniśmy wszystkie siły skupić na nachodzących eliminacjach do Mistrzostw Europy i budować ranking. Losowanie z drugiego koszyka byłoby dla nas szalenie istotne. Na ME 2021 zagra 16 zespołów, to jest nasza szansa. Często pytają mnie, kiedy w końcu zakwalifikujemy się do wielkiej imprezy. Odpowiadam – 2021 rok.

Naszą największą bolączką jest mentalność? Podczas ostatniego spotkania ze Szkotkami, po czerwonej kartce wszystko runęło…

Kobiety mają specyficzną psychikę. U facetów czerwona kartka, nie powoduje takiego zawirowania, no może nie aż tak często. Tutaj wszystko obróciło się o 180 stopni. Nie ma nic gorszego dla komentatora, niż skomentowanie przegranego meczu reprezentacji Polski. No chyba, że się nie angażujesz emocjonalnie, ale moim zdaniem takie osoby nie powinny wtedy pracować przy kadrze narodowej. Wracając do pytania, problemem także jest przygotowanie fizyczne. Druga połowa meczu ze Szwajcarią pokazała jak odstają piłkarki z polskiej ligi właśnie pod względem motoryki. Powinniśmy pójść drogą Austrii i Szwajcarii, które w ostatnich latach bardzo się rozwinęły. Pomimo, że ligi były takie sobie, to piłkarki wyjechały masowo do topowych rozgrywek w Europie, co spowodowało podniesienie poziomu motorycznego. To największy problem w Polsce. Ekstraliga nie przygotowuje w takim stopniu do międzynarodowej kariery.

Powiedziałaś na antenie, że Ewa Pajor powinna brać odpowiedzialność, być liderem. Karny w tak ważnym momencie ją przerósł?

Nie pamiętam kiedy Ewa wykonywała jedenastki w Medyku czy w kadrze, w Wolfsburgu też strzela ktoś inny. Spróbowała i się nie udało. To jest w głównej mierze głowa – prosty element piłkarski, strzał ze stojącej piłki z 11 metrów. Jedna ze Szkotek ją prowokowała, Ewa na pewno się trochę zagotowała i to miało moim zdaniem spore znaczenie, ale nie tacy piłkarze pudłowali. Oczywiście od Ewy Pajor musimy oczekiwać, że będzie liderką na boisku i jestem pewna że tak będzie.

Czy w takim razie, można nazwać naszą reprezentację europejskim średniakiem?

Zdecydowanie tak. Na Mistrzostwach Europy zagrała Portugalia, która w mojej opinii nie jest lepszym zespołem od nas. To kwestia rozwoju niektórych piłkarek, bo dołączyć szybko do ścisłej czołówki czyli Niemek czy Amerykanek jest niemożliwym. Do tego bardzo daleka droga. Leo Bennhakker powiedział kiedyś, że powinniśmy wyjść z drewnianych chatek. Musimy w siebie uwierzyć. Jest w Polsce pomysł stworzenia Akademii Narodowej, wszystko jest we wstępnej fazie, w jednych krajach się to sprawdza, w drugich nie, ale może to jest jakiś pomysł?

Kadra A przed meczem Polska-Irlandia 1998 rok

Nie możemy się wstydzić : Ewa Pajor, Katarzyna Kiedrzynek, Paulina Dudek i parę innych zawodniczek pokazało, że wyjazd za granicę to nic strasznego. W takim razie jaki jest sens naturalizowania na siłę, poszukiwana zawodniczek, które są za słabe na inne kadry? Można to porównać w jakimś stopniu do poszukiwać Franciszka Smudy przed Euro 2012?

Jestem zwolenniczką tego, co obecnie praktykuje się w kadrach U-15 i U-17. Poszukujemy piłkarek, które chcą dla nas grać od najmłodszych lat, które przede wszystkim mówią po polsku. Jest tych dziewczyn sporo, za kilka lat będzie można ocenić na ile ten projekt wypalił. Było kilka przypadków w piłce seniorskiej, że ściągnięte do Polski zawodniczki dawały sobie szybko z tym spokój. Najpierw prosiło się je, namawiało, a one później przyjeżdżając do nas traciły chęci, nie jesteśmy przecież żadną gwarancją wyjazdu na wielką imprezę, albo windą do lepszego klubu. Jeśli ktoś przyjeżdża, nie umie a nawet nie chce uczyć się polskiego języka, to podziękujemy. Kilka lat temu była pewna naturalizowana kadrowiczka. Miała dużą nadwagę gdy bywała na kadrze, długo nie grała też w piłkę bo za bardzo nie miała gdzie, tylko jeździła po Europie na wycieczki, a przy okazji wpadała na zgrupowania kadry. Niedopuszczalne. Najlepsza pod względem sportowym była środkowa obrończyni Nicole Krzysik, która teraz znana jest jako Phillips. Była mistrzynią USA w lidze amerykańskiej. Naprawdę świetna piłkarka.  Jednak po jakimś czasie sama odpuściła, później została mamą i tak ten temat się zakończył.

Pomimo przykładów niektórych dziewczyn. Nadal widzimy bojaźń przed wyjazdem do lepszych lig.

W Polsce wbrew pozorom tym najlepszym piłkarkom dobrze się płaci, co sprawia, że nie chcą się stąd ruszać. Nie chcę ich oceniać, bo to ich życie. Z punktu kibica, jest mi przykro. Widzę fajną zawodniczkę, ale ona nie chce się rozwijać, bo nie chce zmienić klubu na lepszy. Bardzo pomogły ostatnie wyjazdy Dudek czy Kiedrzynek. Kiedy reszta widzi na kadrze jakie warunki mają w PSG, Wolfsburgu i innych dużych klubach nasze przedstawicielki za granicą, to widzą przepaść. Myślę, że jak to u kobiet, wzbudzają iskierkę pozytywnej zazdrości. To powinno motywować.

A kto obecnie ma największe szanse na transfer?

Wcale nie jestem taka pewna, że Ewelina Kamczyk teraz wyjedzie, jestem w stanie sobie wyobrazić, że Górnik Łęczna namówi ją na pozostanie w Polsce. Może Dominika Grabowska w końcu się zdecyduje na wyjazd.

PZPN wspiera piłkarki w każdej kwestii?

Ostatnio pojawiło się dużo głosów na ten temat. Nie mając wiedzy jakie warunki mają nasze kadrowiczki, tzn. kwestie finansowe, transport czy sprzęt, ludzie tworzą sporo legend. Co do ostatniego wyjazdu naszych dziewczyn do Szkocji i opóźnienia samolotu – zazwyczaj nie latamy tanimi liniami. Z Bydgoszczy do Glasgow nie ma innych opcji. Ktoś się doczepi i powie, że mogły lecieć z innego miejsca i będzie miał sporo racji. Takie detale są do poprawy. To nie są kwestie organizacyjne, których nie można ogarnąć. Trzeba  zminimalizować ryzyko takich wpadek. Na mecz z Albanią nie zgłoszono 6 piłkarek do meczowej kadry – to błędy ludzkie, teraz pewnie będzie większa kontrola i czuwanie nad wszystkim. Tego przynajmniej powinnismy wymagać i oczekiwać.

Nasze piłkarki mają płacone dniówki, 250 złotych za dobę przy okazji meczów eliminacyjnych. Są federacje, które płacą mniej, są takie które dają więcej, a są też takie które utrzymają kadrowiczki na kontraktach i płacą im co miesiąc solidne pieniądze. Można powiedzieć, że dniówki kadrowiczek u nas oddają nasz poziom sportowy. Oczywiście jest trochę niedociągnięć. Według mnie powinny częściej dostawać koszulki na wymianę, ale to jest kwestia dogadania się. Spać w lepszych hotelach. Dlaczego jeżeli wytyczne związku mówią o tym, że kadra A kobiet ma spać w hotelu minimum 4- gwiazdkowym, a kadrowiczki śpią w 3-gwiazdowych i to takich gdzie 3 gwiazdki widzi się najwyżej przez okno jak jest ciemno. Takich niby drobnych spraw, które można poprawić jest kilka i osoby, które za to odpowiadają powinny się temu dokładniej przyjrzeć. Odnoszę wrażenie, że u nas też jest problem niezbyt dobrej komunikacji pomiędzy piłkarkami a działaczami. W naszej kadrze tylko jedna osoba nie boi się wypowiadać na takie tematy – Katarzyna Kiedrzynek. Tylko ona potrafi powiedzieć, że chciałybyśmy np. mecze z lepszymi przeciwnikami… tylko może lepiej spotkać się wspólnie wyjaśnić sobie pewne warunki współpracy na lini piłkarki- PZPN. Wracając do pieniędzy, one zawsze będą problemem, bo piłka kobieca „żyje” w jakimś stopniu z pieniędzy z męskiej piłki, sukces może to zmienić. Potrzebne jest większe zainteresowanie dyscypliną. Tutaj apel do kibiców. Przyjeżdżajcie na mecze kadry, wspierajcie, to im wiele daje mentalnie, to zawsze mały kamyczek do sukcesu. Na ostatnim meczu we Włocławku było 1900 ludzi. Ktoś powie – fajna liczba jak na takie zawody, ale gdyby było ich 5-10 tysięcy? Wiele by to zmieniło.

Wspominałaś o akademii narodowej. Związek w inny sposób wspiera szkolenie młodych adeptek?

Są, jak wszędzie zresztą reprezentacje u-15, u-17 i u-19. Jest letnia i zimowa akademia młodych orlic, tam są powoływane młode piłkarki na zgrupowania. Są ligi młodziczek. Ale to oczywiście ciągle mało, żeby to mocniej odpaliło. Wsparcie dla klubów pod względem tego szkolenia, to też duże pole do działania. Nie mamy czegoś takiego jak Pro Junior System w męskiej piłce, które wspomaga kluby. A przydałoby się.  Kluby też powinny jasno się określić, jakiej pomocy oczekują. Powinno wystąpić się z konkretnym projektem. Zbigniew Boniek już o tym wspominał w jednym z wywiadów, że czeka na ruch klubów. Jak prezes publicznie coś takiego deklarował, to działacze powinni usiąść do roboty i przedstawić jakieś projekty. Bo takie przekrzykiwanie dajcie nam, pomóżcie, nic nie daje.

Dlaczego silne sekcje męskie typu Legia Warszawa czy Lech Poznań, nie chcą założyć damskich odpowiedników? Już jakiś czas temu prezes Boniek wspominał, że proponował to różnym działaczom. Niestety bez pozytywnego odzewu.

W sumie, to poza GKS-em Katowice i Miedzią Legnica nie ma takich klubów, to prawda. Jeśli myślicie, że Górnik Łęczna jest odpowiednikiem męskiej drużyny, to nie, nie jest. To całkowicie inny klub, wspólną mają tylko nazwę. Hania Urbaniak z Gazety Wyborczej wyliczyła, że tylko 3 ligi w Europie nie mają takich odpowiedników. Moim zdaniem to kwestia mentalności i oczywiście pieniędzy. Często są to kluby prywatne, które mają jeden cel zarabiać, czy też się bilansować. W momencie kiedy trzeba te pieniążki wydawać, powstaje problem. Każdy liczy na inwestycje, a tutaj nie wiadomo, czy by to się zwróciło. PSG czy Olympique Lyon przeznaczają mniej więcej 1% budżetu aby stworzyć silne sekcje. Ale to inna kasa, o wiele większy budżet. U nas milion złotych jak widać,  lepiej wydać na przeciętnego Słowaka czy Czecha, dać mu kontrakt, a ten i tak nic nie wnosi. Nie mam przekonania, że duże polskie kluby ruszą w tym temacie. Może to zadanie dla PZPN, aby zachęcić jakimś dofinansowaniem czy projektem? Bo jakie jest prawdopodobieństwo, że właściciel Lecha pan Rutkowski, z własnej inicjatywy wyciągnie trochę kasy i założy kobiecą sekcje? Chyba żadne.

Patrząc na to co wcześniej pisałaś o klubach Ekstraligi, równie dobrze drużyny z Ekstraklasy mogłyby zapukać do PZPN z jakimś projektem na temat kobiecych drużyn.

Pewnie. W końcu mają Ekstraklasę S.A. która ich reprezentuje. Ale żeby z tego skorzystać, to druga strona medalu. Brakuje mi ludzi, którzy byliby zwolennikami piłki kobiecej i to zdanie podtrzymuje. Dla przykładu podam chociażby Lyon i jego właściciela Jean Michela Aulasa, który jest wielkim fanem żeńskiego futbolu. Bogaty człowiek, który wydaje na to mnóstwo pieniędzy, ale ma z tego coś czego nie można przeliczyć na pieniądze, czyli wielką satysfakcję bo sekcja kobieca w Lyonie to jego oczko w głowie i  właśnie Aulas to przykład na to, że nie wszystko trzeba przeliczać na pieniądze. Pomimo tego, że są najlepsze w Europie to wątpię, że ta inwestycja się zwraca. Jak jest taka potrzeba, na pewno do tego dokłada i nie narzeka. Trzeba pamiętać o jeszcze jednym aspekcie: kobiety w piłce to coraz większa grupa, zostawiamy pieniądze w szeroko pojętym biznesie piłkarskim. Setki tysięcy piłkarek w Europie kupuje chociażby sprzęt, ogląda na co dzień piłkę płacąc za bilety czy dostęp do TV. Do tego duże turniej kobiece mają naprawdę wysoką oglądalność w telewizjach. Ostatnie kobiece EURO przebiło pod tym względem EURO U-21 mężczyzn. Sponsorzy zaczynają to dostrzegać.

Nie można stworzyć mocnej ligi bez tych męskich odpowiedników największych klubów?

Nie ma takiej możliwości. Jest jeszcze jeden problem. Liga kobieca jest mniej więcej w tym samym miejscu gdzie liga męska w Europie.  Zestawmy Ekstraklasę z Primera Division. Przepaść? Jest. Czy to się zmieni? Pewnie nie. Zawsze to będą miliony kontra miliardy, a u kobiet zachowując proporcje jest tak samo. Wiadomo, że sekcje kobiece w dużych klubach sporo by ułatwiły, byłaby szansa podnieść poziom i zwiększyć zainteresowanie. Na dzisiaj musimy mieć narzędzia i pomysł, żeby produkować dobre piłkarki, promować je za granicę. Wtedy będzie sukces reprezentacji, masowość dyscypliny więc podniósłby się poziom. Temat rzeka.

Kadra A, przed meczem Polska-Belgia w Koninie. Rok 2000 Joanna Tokarska

Za Twoich czasów na topie byli Czarni Sosnowiec. W jaki sposób Medyk Konin z zespołu dobijającego się do czołówki, stał się tym przodującym przez kilka lat?

Na bazie piłkarek, które już w Koninie były i tych utalentowanych stworzono super, jak na nasze realia, zespół. Wokół Anny Gawrońskiej, Anny Szymańskiej, Natalii Pakulskiej, Aleksandry Sikory i  Ewy Pajor można było stworzyć fajna grupę, mając  stabilizacje finansową. W taki sposób rośli w siłę, oczywiście co miało duże znaczenie wcześniej wykruszyła się Unia Racibórz, niektóre piłkarki  przeszły do Medyka, a wtedy to już była tylko autostrada do dominacji w lidze. Ale to charakterystyczne dla kobiecej piłki klubowej. Przychodzi taki klub, że ma kilka mistrzostw, potem zmienia się lider na kilka lat. Stilon Gorzów, Czarni Sosnowiec, Medyk Konin, a teraz chyba czas Górnika Łęczna.

Ekstraklasa to loteria, każdy może wygrać z każdym. W Ekstralidze chyba poziom nie jest aż tak wyrównany.

Jakiś czas temu czwarty w tabeli Wałbrzych urwał punkty liderowi. To duża niespodzianka. Tak jak mówisz, ktoś miał wygrać, to wygrywał, ale powoli to się zmienia. U nas tego wcześniej nie było. A dobrze, jeśli by się utrzymało, bo liga stałaby się ciekawsza.

W kobiecej szatni nie jest tak ostro, jak w męskiej. Nie ma tylu przekleństw, wyzwisk, nawet w przerwie spotkań. A jak jest z tolerancją? Spotkałaś podczas swojej kariery zawodniczkę innej orientacji?

To prawda, szatnia nie jest taka jak u facetów. Wiadomo, czasem ktoś podniesie głos, ale zazwyczaj trener przekazuje swoje sugestie i na tym się kończy. Nie ma przesadnego gwiazdorzenia, to nie są celebrytki z rozbudowanym ego. Bywają konflikty wewnątrz, ale to normalne. Co do tematu orientacji homoseksualnej to bardzo ciekawy temat. Oczywiście, że w piłce i sporcie jest bardzo dużo takich osób. Piłkarki w Polsce nie mają szans na wyoutowanie się. Poziom nietolerancji jest ogromny. Taka piłkarka czy sportowiec nie miałby później życia. W ogóle w polskim sporcie to temat tabu, a przecież przykład innych nacji pokazuje, że tacy sportowy są i jest ich wielu, u nas także są, w naprawdę wielu dyscyplinach, ale dopóki te osoby nie chcą się do tego przyznać to trzeba to szanować bo to ich prywatne życie. Ciekawym przypadkiem jest u nas męska piłka, która jest bastionem, w którym wszystkim wydaje się, że Ci ludzie nie istnieją. Czy to się zmieni? Nie ma na to żadnych szans. Piłkarz, który publicznie przyznałby się, że jest gejem mógłby na następny dzień iść skoczyć z mostu. Nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić co by się działo w okół niego po takiej deklaracji.

Czytałaś już „Kobiety i futbol” Jareda Burzynskiego? Polski rynek w końcu otworzył się na pozycję związaną kobiecym futbolem.

Jeszcze nie zdążyłam po nią sięgnąć. Pojawienie się większej liczy książek o piłce kobiecej musi równać się z sukcesami. Czekam na autobiografie Kasi Kiedrzynek za 12-15 lat. Tam byłoby sporo ciekawych historii. Ogółem nie ma zbyt wielu pozycji na takie tematy. Najwięcej jest w USA, gdzie możemy przeczytać fajną książkę  Abby Wambach, u której oczywiście przewijał się alkohol i inne używki, a jak wiadomo takie pozycje kibice czytają najchętniej. Druga książka Hope Solo, największej skandalistki żeńskiej piłki byłaby ciekawa. Ostatnio Marinette Pichon, legenda francuskiej piłki wydała swoją biografie. Chociaż, nie ma co się załamywać, kilkanaście lat temu o męskiej piłce też było w śladowych ilościach.  Szczerze, poczytałabym o polskim kobiecym futbolu w latach 80/90. Wiadomo jak było – folklor, mnóstwo anegdot, oczywiście jeżeli w męskiej piłce alkohol lał się strumieniami to u pań tez tego było sporo. Dużo ciekawych osobowości do opisania i może kiedyś ktoś się tym zajmie.

Joanna Tokarska Joanna Tokarska Joanna Tokarska Joanna Tokarska Joanna Tokarska Joanna Tokarska

ROZMAWIAŁ: MARIUSZ ZIĘBA

Fotografie pochodzą ze zbiorów prywatnych. Joanna Tokarska Joanna Tokarska

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 71 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.