Wywiad: Marcin Lisiak

Po wywiadzie, który przeprowadziłem z trenerem reprezentacji Polski Bezdomnych – Jackiem Karczewskim (przeczytać go możesz tutaj), odzew społeczeństwa był spory. Dlatego też postanowiłem porozmawiać z jednym z tych, którym się udało. Poznajcie Marcina, którego historia dla szarego człowieka brzmi nieprawdopodobnie. Na szczęście udało mu się uciec od całego „bagna” i wyjechać za granicę. We wrześniu w barwach reprezentacji Niemiec zagra w Amsterdamie na Mistrzostwach Świata Bezdomnych. 

 

Opowiedz nam swoją historię.

W 2011 roku pracowałem na budowie przy zbrojeniach. Realia były takie, że nie miałem żadnej umowy, a więc pracowałem „na czarno”. Były pieniądze, byli koledzy: imprezki, palenie trawy, alkohol, przeważnie na kacu chodziłem do pracy.

W domu relacje z mamą były przeciętne, aczkolwiek trzeba było wytrzymać. Rządził alkohol, stosunki były często napięte. Wylądowałem na ulicy trochę z mojej winy i przez alkohol. Szef wiedząc, że nie mam domu, zaczął oszukiwać z godzinami pracy i pieniędzmi. Byłem bez środków do życia, prosiłem o zaliczkę kilka razy, aby móc funkcjonować.

Sprzedałem telefon, żeby mieć na chleb. Spałem na ogródkach działkowych „na dziko”, gdy brakowało jedzenia kradłem jabłka, szczypior czy marchew. Pewnego dnia zaspałem do pracy z braku budzika i zostałem zwolniony.

Oczywiście zarobionych pieniędzy nie miałem szans zobaczyć, więc dostałem od szefa jakieś śmieszne pieniądze, bym dał mu spokój. Od tamtej pory moje życie bardzo się zmieniło. Myłem się w jeziorku, bo nie było szans na nic innego. Trochę czasem jeden kolega pomagał, spałem u niego w aucie, czasami kromkę chleba mi dał. Następnie zacząłem przebywać z nieodpowiednim towarzystwem  – alkohol narkotyki itd. Wieczorami szukaliśmy wrażeń, prościej mówiąc szukaliśmy rozróby.

Miałem przez to kłopoty z policją i prawem. Chodziło między innymi o kradzież. Tak udawało się żyć przez długi czas, gdy nastały chłodne dni i zima spałem na klatce schodowej. Było coraz gorzej z jedzeniem. Gdy chciało się palić, zbierałem papierosy z ziemi. Zdarzyło się z kubła wyciągnąć knysze. Gdy człowiek nie je 3 dni, jest w stanie się posunąć się i do tego. Nastał czas mrozów. Nogi nie wytrzymywały. Wiele nocy przepłakałem, nigdy nie chciałem iść do noclegowni, śmiejąc się z ludzi, że są inni, gorsi ode mnie.

W końcu nie dałem rady i na w pól żywy poszedłem tam. Zostałem przyjęty do noclegowni. Musiałem podporządkować się regułom. Nie potrafiłem tego zrobić, bo piłem nadal i kombinowałem. Uczęszczałem do psychologa, aby mi pomógł. Poznałem kierownika Maćka Gudra. Jest to człowiek, który stara się pomóc, wyciągnął nie raz do mnie pomocna dłoń, chodź nie zawsze byłem w porządku. Zmieniłem zdanie na temat ludzi, poznałem ich. Znalazłem pracę, sadziłem drzewka przy sklepach Biedronka.

Jak to się stało, że zacząłeś grać w piłkę?

Brat Albert ma również piłkarską drużynę. Z racji tego, że kiedyś grałem w piłkę w klubach i na podwórku, postanowiłem spróbować. Gramy tutaj w odmianę uliczną. Boisko jest mniejsze, ale nie brakuje walki, ani sportowej rywalizacji. Pojechałem na turniej do Poznania. Nie będę ukrywał, że liczyłem po cichu na reprezentację. Nie udało się.

Nie ma co ukrywać, byłem przeciętny. Następnie moja siostra dowiedziała się gdzie jestem i postanowiła zabrać mnie do Niemiec. Tutaj dowiedziałem się o drużynie, która również bierze udział w tej odmianie piłki. Dzięki grze zwiedziłem Monachium, Lubeck, Karsluhe i Aachen.

W tym roku wraz z drużyną udało nam się zdobyć brązowe medale mistrzostw Niemiec. Byłem szczęśliwy, bo nigdy nie udało mi się osiągnąć podobnego sukcesu. Przed meczem o 3 miejsce, zawołał mnie mój trener mówiąc, że szuka mnie menadżer reprezentacji.

Dostałem kopertę do ręki, po czym ręce zaczęły mi się trząść do tego stopnia, że miałem problem by ją otworzyć. Gdy udało mi się, ujrzałem coś, czego nigdy bym nie spodziewał. Otrzymałem powołanie do reprezentacji Niemiec. Miałem łzy w oczach. Reprezentowanie barw narodowych to cudowna sprawa. Nie będę ukrywał, że na mistrzostwach Polski w Częstochowie marzyłem o powołaniu do reprezentacji Polski, nie udało się, bo byli lepsi ode mnie.

Choć będę grał dla Niemiec, będę mocno trzymał kciuki i kibicował Polsce w Amsterdamie. Jestem Polakiem i kocham swój kraj. Nie jest dane mi go reprezentować, ale nie załamuję się. Chciałbym tutaj wspomnieć o osobie Jacka Karczewskiego, trenera reprezentacji Polski. Jest bardzo pomocny, potrafi udzielić wskazówek i bardzo się cieszę, że mogę z nim utrzymywać kontakt.

Na jakiej grasz pozycji?

Odkąd jestem w Niemczech, postanowiłem powrócić do bramki. Z racji tego, że kiedyś broniłem w Polsce. Robię to, co potrafię, czyli zasłaniam bramkę własnym ciałem. Usłyszałem kiedyś od kapitanów drużyn przeciwnych, że poruszam się jak kot.

Jak wyglądało Twoje leczenie?

Leczenie trwało niecały rok. Poznałem wiele osób w tej noclegowni. Bardzo dużo pomogli mi opiekunowie. Są to ludzie, którzy starają się za wszelką cenę. Swoją cegiełkę dołożył też kierownik. Na początku nie chciałem dać sobie pomóc. Sprawiałem problemy, nie chciałem psychologa. W końcu wziąłem do serca słowa kierownika, który powtarzał mi, że muszę „się ogarnąć”. Podjąłem pracę przy wykończeniach Sky Towera, zacząłem jeść normalnie, kupować sobie ciuchy i ograniczyłem alkohol. A sytuacja całkiem odmieniła się, gdy siostra z Niemiec wysłała mi pieniądze na bilet mówiąc, że tutaj znajdę pracę i odmienię swoje życie.

Czy podczas leczenia często myślałeś o porzuceniu go?

Owszem. Nie raz myślałem o tym, żeby wyjść z noclegowni i żyć jak wcześniej, bez obowiązków. Prawda jest taka, że cała historia mogłaby się skończyć gorzej.

Jaką Twoim zdaniem w całym tym procesie rolę odgrywa futbol. Czy to na prawdę jest narzędzia do poprawienia Waszych przyzwyczajeń i zachowań?

Myślę, że odgrywa kluczową rolę. Jak wspomniał pan Karczewski, ludzie podczas zgrupowań przebywają razem wiele godzin, poznajemy swoje zachowania, czasem są sytuacje złe. Mnie piłka pomogła wiele. Była odskocznią od problemów. Podczas grania nie myślimy o problemach. Dzięki futbolowi poznałem wiele osób z problemami.

Z perspektywy czasu kto ponosi największą winę tego, co działo się w Twoim życiu. Ty czy koledzy?

Nie chciałbym nikogo tutaj obwiniać, bo dzieckiem nie jestem. Uważam, że winę za to ponoszę tylko ja. Nikt nie zmuszał mnie, bym przebywał z tymi ludźmi i żebym brał narkotyki i pił.

A co brałeś?

Amfetaminę, marihuanę.

Nie brakuje Ci czasem tego stanu ekstazy?

Szczerze mówiąc nie tęsknie za tymi klimatami. Po wszystkim człowiek czuje się jak dętka. Nie chce rozwiązywać swoich problemów przez narkotyki. To nie jest wyjście.

Czyli wszystko już jest w porządku?

Tak, obecnie pracuję w drukarni. Mam stałą umowę, mieszkanie. Gram również w piłkę w drużynie, którą założyliśmy z mieszkającymi tu Polakami. Nie będę ukrywał, że to, co mnie spotkało, pozostawiło rysę na psychice. Często wracam do tych sytuacji i robi mi się wtedy smutno.

Utrzymujesz kontakt z matką?

Tak, chociaż wcześniej nie był on najlepszy.

Jak wyglądają zgrupowania reprezentacji Niemiec? Trener Karczewski narzeka, że w Polsce nie mają pieniędzy na najprostsze potrzeby. Jak to jest u Was?

I tutaj muszę powiedzieć, że jest podobnie. Choć Niemcy to bogaty kraj, są o tutaj problemy. Takie prawdziwe zgrupowanie mamy 27 sierpnia i trwa ono 3 dni plus turniej, nad którym patronat objął HSV Hamburg. Z tego co wiem, z pieniędzmi nie jest za wesoło. Na początku mieliśmy mieć tylko jeden komplet strojów na turniej, bo Anstoss (stowarzyszenie zajmujące się reprezentacją bezdomnych) nie ma pieniędzy w tym roku dla nas. W poprzednim nie było z tym problemu, gdy jechali do Chile.

Jak oceniasz Wasze szanse na tegorocznym turnieju?

Muszę przyznać, że gdybym miał oceniać szanse po drużynach, które dostaliśmy do grupy B, to z grupy wyjść możemy. Zapewne Meksyk zajmie 1 z 2 miejsc, jest jeszcze mocna Belgia. Nie ma co jednak ukrywać, że z roku na roku są nowi piłkarze. Nigdy nie wiadomo kto jeszcze zaskoczy.

Co zrobisz, gdy dojdzie do meczu Polska – Niemcy?

Obawiałem się tego pytania. Myślałem o tym wiele razy i myślę czasem wieczorami. Dla mnie osobiście to będzie ciężka próba. Znam możliwości reprezentacji Polski i osobę trenera Karczewskiego. Chłopaki walczą zawsze do ostatnich sekund. Według mnie, są faworytem tych mistrzostw. Na pewno będzie to dla mnie trudna sytuacja. Chociaż, gdy będą hymny obu państw z szacunku do kolegów i reprezentacji Niemiec, nie zaśpiewam hymnu Polski. Nie zaśpiewam również hymnu Niemiec, ponieważ jestem Polakiem. Na boisku sentymentów nie będzie i będę walczył o wygraną.

Myślisz, że koledzy z Polski będą mieli Ci to za złe, że nie zaśpiewasz hymnu Polski?

Na pewno będą wyrozumiali. Dla mnie jest to ciężka sytuacja.

Wrócisz kiedyś do Polski?

Nie przewiduję tego. Nie będę ukrywał, że tutaj moje życie wygląda lepiej. Wiem na co pracuję i za jakie pieniądze. Niestety rząd w Polsce nie potrafi zapewnić obywatelowi godnej płacy. Odwiedzam swój kraj w wolnych chwilach. W przyszłym roku również przyjadę na mistrzostwa Polski, jeżeli znajdę drużynę, która będzie potrzebowała bramkarza.

Masz coś do przekazania młodym, zagubionym ludziom?

Tak. Zawsze słuchajcie rad starszych osób. Nie szukajcie rozwiązania problemów w narkotykach. Życie na ulicy nie jest takie piękne jak niektórzy myślą. Idźcie z głową do góry przez życie. Załóżcie rodziny, spełniajcie marzenia.

DAMIAN BEDNARZ
 

 

 

Damian Bednarz
O Damian Bednarz 81 artykułów
Redaktor naczelny Retro Futbol. Jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku romantyków futbolowych. Wyznawca kultu Erica Cantony.