Wywiad: Nikola Kavazović – azjatycką piłkę rujnują działacze

Nie ma wątpliwości, że triumf w Premier League czy Bundeslidze jest bardziej prestiżowy niż mistrzostwo Polski i Litwy – nawet razem wzięte. Są jednak tacy, którzy mierzą siły na zamiary i decydują się kolekcjonować trofea w ligach śledzonych tylko przez zagorzałych lokalsów i piłkarskich geeków. Do tego grona można zaliczyć Nikolę Kavazovicia. 41-letni Serb pracował już w sześciu krajach. Dwukrotnie wygrał ligę, prowadził dwie reprezentacje. Poznajcie człowieka, który obrał bardzo alternatywną drogę po trenerskie sukcesy.

Pana zespół wywalczył niedawno awans do bangladeskiej Premier League. Gratuluję.

To był prawdziwy piłkarski cud, bo klub powstał 2 miesiące przed startem ligi. Kiedy podpisywałem kontrakt ustaliliśmy, że o awansie będziemy myśleć za rok. Praca całego zespołu dała jednak efekty już teraz i kolejny sezon zaczniemy w elicie.

To już piąta liga i szósty kraj w pana trenerskim dorobku.

I był to najtrudniejszy sezon w mojej karierze. Rywalizacja była niesamowicie wyrównana. Graliśmy mecze co 3-4 dni. Nie miałem dostępu do nagrań z meczów rywali ani sztabu skautów, którzy analizowaliby grę rywali. Nigdy wcześniej nie pracowałem w takich warunkach, ale okazało się to dodatkowym bodźcem do osiągnięcia sukcesu.

Bangladesz, Malediwy i Laos w niespełna rok. Wcześniej Sri Lanka i Tadżykistan.Wygląda na to, że zgrabnie łączy pan futbol z pasją podróżowania.

Nie jestem piłkarskim turystą. Pracuję tam, gdzie oferują mi dobre warunki. Oczywiście praca daje mi możliwość odwiedzania miejsc, o których wiele osób jedynie słyszało, ale nie jest to dla mnie główną motywacją. Kiedy byłem ze Sri Lanką na 8-dniowym zgrupowaniu na Seszelach, ani razu nie wybrałem się popływać, chociaż to przecież miejsce stworzone do wypoczynku. Na pierwszym miejscu zawsze jest praca.

Obejmując reprezentację Tadżykistanu miał pan 37 lat. Dzisiaj jest pan w Azji rozpoznawalnym szkoleniowcem z kilkoma sukcesami na koncie, a przecież przygoda z tamtejszą piłką rozpoczęła się zaledwie 5 lat temu.

Z mistrzem Tadżykistanu FC Istiqlol zdobyłem superpuchar tego kraju i wygrałem Puchar Prezydenta AFC. W 46 meczach odnieśliśmy 36 zwycięstw. Przez 13 miesięcy byliśmy niepokonani. Prezydent Tadżyckiej Federacji zaproponował mi pracę z kadrą. Mój wiek nie miał znaczenia, liczyły się umiejętności.

Wyniki z reprezentacja nie były jednak tak dobre jak te klubowe.

Byłem za młody na rozpoczęcie pracy z reprezentacją. Takie rzeczy robi się pod koniec kariery.

Co znaczy „za młody”? Za mało doświadczony?

Nie chodzi o doświadczenie. Z mojego punktu widzenia, prowadzenie drużyny narodowe jest łatwiejsze niż praca w klubie. Ale wszystko musi mieć swój czas. Młodzi trenerzy potrzebują dynamiki, meczów rozgrywanych tydzień w tydzień, codziennej pracy z piłkarzami. Bez tego nie można się rozwijać i zostać klasowym szkoleniowcem. „Za młody” to po prostu za młody.

A jednak następnym przystankiem znowu była praca z kadrą. Ze Sri Lanką odpadł pan w dwumeczu eliminacji mistrzostw świata z Bhutanem – ostatnią wówczas drużyną rankingu FIFA.

Wynik zaskoczył tylko tych, którzy na co dzień nie śledzą piłki azjatyckiej i sugerowali się jedynie pozycjami w rankingu. A przecież rankingi nie grają. Drużyna Sri Lanki przeszła wtedy dużą metamorfozę. Podziękowałem za grę wielu zawodnikom, którzy przez 6 czy 7 lat  gry w kadrze niczego nie osiągnęli i postawiłem na młodych chłopaków. Średnia wieku wynosiła mniej niż 23 lata. Bhutan był zdecydowanie lepszy. Przegrana w takiej fazie zamyka drogę do finałów mistrzostw, ale też do Pucharu Azji.

Nikola Kavazović

Reprezentacje odpadające tak wcześnie są skazane na wegetację?

W Azji jest dużo regionalnych rozgrywek zarówno dla reprezentacji, jak i klubów. Każdy ma szanse nie tylko regularnie grać, ale realnie walczyć o zdobycie trofeum. Sri Lanka na przykład co dwa lata bierze udział w mistrzostwach Południowej Azji, gdzie walczy z Bangladeszem, Bhutanem, Indiami, Malediwami, Nepalem i Pakistanem.

Futbol na Sri Lance nie należy do najpopularniejszych sportów.

Sri Lanka liczy się w krykiecie i to jedyny sport, który cieszy się zainteresowaniem kibiców. Mieszkają tam 22 miliony ludzi, a na trybunach zasiadło 3000 osób z czego 2800 to bhutańscy studenci, uczący się na Sri Lance.

A jak jest w innych krajach?

Generalnie Azjaci kochają futbol. Pamiętam jak bardzo Bhutańczycy cieszyli się po zwycięstwie nad nami i awansie do kolejnej rundy eliminacji. Stadion był pełny, część kibiców oglądała mecz siedząc na drzewach wokół. Ale fani są bezradni wobec kompletnej dezorganizacji i ignorancji działaczy. Nie ma szkółek, obiekty są w złej kondycji. Piłką zajmują się nieodpowiedzialni ludzie. W moim debiucie w roli selekcjonera Tadżykistanu, graliśmy z Katarem towarzyski mecz w Niemczech. Wiceprezydent naszej federacji przyleciał do Europy, ale zamiast na stadion udał się na zakupy do Włoch. Stwierdził, że nie ma po co oglądać meczu, skoro i tak przegramy. Wygraliśmy 2:1.

Mimo sukcesów na boisku, nie ma pan zbyt pozytywnej opinii o tym kraju.

Tadżykistan to świetne miejsce do życia, pod warunkiem, że w pełni dopasujesz się do tamtejszej rzeczywistości i wyłączysz myślenie. Są bardzo hermetycznym krajem, który  mentalnie jest w innej epoce. Fakt, że szefem federacji jest syn prezydenta wiele mówi o tamtejszym podejściu. Szczególnie, że chłopak ma 30 lat, a kiedy obejmował stanowisko miał 25.

Niewielu kibiców regularnie obserwuje zmagania w tej części świata. Warto zwrócić uwagę któregoś z zawodników? Możliwe, że za kilka lat o jakimś piłkarzu usłyszymy w Europie?

Nie ma tu żadnego zawodnika, który poradziłby sobie w najsilniejszych ligach europejskich. Może niektórzy mogliby grać w Serbii, Rumunii, Polsce, Czechach czy na Węgrzech. Szczytem marzeń dla tych chłopaków jest mały klub w Rosji. Pewnego poziomu nigdy nie przeskoczą.

Z jakiego powodu? Nie chcą tak ciężko trenować? Są mniej utalentowani od rówieśników z innych części świata?

Istnieje mit, że Azjaci nie mają talentu do piłki. Ale prawda jest taka, że futbol tutaj nie rozwija się nie ze względu na piłkarzy, ale działaczy, którzy nie potrafią zarządzać. Jak można oczekiwać wyników od chłopaków, zaczynających poważne granie w wieku 16 lat? Nie mówmy o braku talentu, jeśli ich przygoda z futbolem zaczyna się 10 lat później niż u rówieśników z innych części świata. Mamy osiemnastolatków, którzy nie mają podstawowej wiedzy o piłce. Trzeba zaczynać od kompletnych podstaw: co należy jeść, kiedy trzeba spać… Do tego dochodzi brak dyscypliny, zarówno na boisku jak i poza nim i tutejsza mentalność -gdyby któryś z moich piłkarzy trafił do Barcelony, co dwa tygodnie chciałby dostawać wolne na powrót do domu. A taki Messi opuścił rodzinę, gdy był jeszcze dzieckiem.

Nikola Kavazović

Powiedział pan kiedyś, że piłka nożna to nie nauka, że nauka tylko wspiera futbol. Patrząc na tabuny analityków i statystyków, którzy zatrudnieni są dzisiaj w klubach piłkarskich, można odnieść inne wrażenie. Każdy stara się wszystko wyliczyć, zostawiając jak najmniejszy margines na czynnik ludzki.

Podtrzymuję swoje zdanie. Najlepsze zespoły zawsze będą się opierały na talencie piłkarzy i wiedzy trenerów. Wszystko inne to tylko wsparcie.

Wsparcie bardzo kosztowne, z którego korzystają głównie właśnie najlepsi. Statystki potrafią zadecydować o być albo nie być danego zawodnika.

Ale wciąż to tylko dodatek. Czy drużyna, w której nie ma dobrych piłkarzy zaprząta sobie głowę takimi rzeczami? Nie. Tak więc obstaję przy tym, że nauka to tylko pomoc. Nie zaprzeczam, że to bardzo ważny element futbolowej układanki, ale nie pomoże mi w wyćwiczeniu pewnych elementów. Tylko zrozumienie gry przez trenera pozwala na odpowiednie poprowadzenie treningu i poprawienie gry zespołu.

A co z powtórkami wideo?

Ich wprowadzenie jest dla mnie koniecznością. Przez lata gra się rozwinęła, jest zdecydowanie bardziej dynamiczna, zawodnicy są szybsi. Wprowadzanie dodatkowych sędziów niczego nie rozwiązuje, bo w niektórych meczach mamy na boisku 5 arbitrów, a błędy wciąż się zdarzają. Jeden challenge w ciągu połowy dla każdej z drużyn. Nie zakłóciłoby to tempa gry, a w decydujących sytuacjach rozstrzygnęło wątpliwości.

Pana trenerskim wzorem jest Carlos Queiroz. Dlaczego akurat on?

Stworzył periodyzację taktyczną, którą stosuję w swoich treningach. Miałem przyjemność go poznać i usłyszeć kilka wskazówek bardzo pomocnych w moim życiu zawodowym. W zeszłym roku na swoim facebookowym profilu skomplementował moje osiągnięcia i wróżył dalsze sukcesy. Napawa mnie to ogromną dumą i daje energię do pracy.

Trafiłem na informację, że w tym sezonie najbardziej podziwia pan grę OGC Nice. Jaka jest tajemnica ich sukcesu?

Wciąż nad tym pracuję i z meczu na meczu jestem coraz bliżej odkrycia ich recepty. Ale tak naprawdę to nie jest dla mnie najważniejsze. Przyjemność sprawia mi samo oglądanie gry tego zespołu. To tak jak z piękną kobieta: nie zastanawiasz się, dlaczego taka jest. Po prostu podziwiasz jej urodę.

Gdyby mógł pan dzisiaj zacząć pracę w dowolnym klubie na świecie. Na jaki padłby wybór?

Inter. Choćbym bardzo chciał, nie zdołałbym zaszkodzić tej drużynie bardziej niż zrobili to ostatni szkoleniowcy. Byli to przecież uznani w Europie fachowcy, a jednak z europejskiej potęgi zrobili ligowego średniaka. Mógłbym też poprowadzić Panathinaikos. Kibicuję im od dziecka i nie rozumiem jak to możliwe, że tak bardzo dali się zdominować Olympiakosowi. Chciałbym to zmienić.

Polska wydaje się panu ciekawym kierunkiem?

Nie powiedziałbym „nie” ofercie z Polski. Macie świetnewarunki do gry w piłkę. Słyszałem co mówił o Polsce mój rodak Miroslav Radovic. Zawodnik jego klasy nie grałby tak długo w kraju, w którym nie byłoby klimatu do kopania piłki. Szansa pracy w Polsce na pewno by mnie ucieszyła. Jestem przekonany, że wniósłbym do polskiej piłki coś nowego. Wasze kluby mają możliwości, żeby co roku grać w Lidze Mistrzów i Lidze Europy, notując przy tym dobre wyniki, a jednak nie ma to miejsca. Jestem przekonany, że są kluby z dołu tabeli, a nawet z drugiej ligi, które stać na dużo lepsze rezultaty.

MICHAŁ BANASIAK

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl