Wywiad: Tomasz Pikul, autor monografii GKS-u Katowice

Monografia GKS Katowice

O tym jak trudno opracować monografię piłkarską i ile wymaga to czasu – opowiedział nam Tomasz Pikul. Jest on autorem bardzo obszernego materiału o GKS-ie Katowice. Jego praca ukazała się do tej pory w trzech tomach, a planowane są jeszcze dwa kolejne wydania. Z pewnością jest to jedna z najlepszych i najbardziej dopracowanych monografii klubowych w Polsce. Należy bić brawo Tomaszowi Pikulowi. 

Skąd wziął się pomysł, żeby napisać serie książek o GKS Katowice?

Jestem kibicem tego klubu i chciałem, żeby taka książka powstała. Pamiętam, jak Andrzej Gowarzewski seryjnie wydawał książki o różnych klubach, ale nie o GKS-ie. Dzięki temu, że działałem blisko klubu, miałem dobre kontakty i nie byłem dla piłkarzy człowiekiem anonimowym. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Przyznam, ze na początku miała to być jedna książka, ale jak zacząłem wgłębiać się w archiwa i rozmawiać z piłkarzami, to przyszedł moment, że musiałem to rozbić na kilka tomów. Coś mnie tchnęło, żeby zrobić to na zasadzie kroniki, która za 30-40 lat może być jedynym źródłem, które opowiada tak szczegółowo o dawnych latach. Dla pewnej rzeszy kibiców dużo rzeczy też odkryłem. Później fani mówili mi, że wydawało im się, że dobre czasy dla GKS zaczęły się w latach 80., a tutaj przeczytali o tym, jak GKS już w latach 60. mógł mieć trzecie miejsce w lidze i otarł się o finał Pucharu Polski. Kto wie, gdyby wtedy udało się osiągnąć sukces, być może już wtedy kurek z pieniędzmi by się odkręcił i Gieksa szybciej zaistniałaby w polskiej piłce.

Jak długo pracowałeś nad tą książką?

Zbieranie informacji trwało od momentu, kiedy pomysł zakiełkował w mojej głowie. Kiedy już podjąłem decyzję o rozbiciu tego projektu na kilka tomów, praca zajmowała około dwóch lat na jeden tom.

Jak zdobywałeś informacje do tej książki?

Oprócz tego, że przeprowadzałem wywiady z piłkarzami, trenerami i działaczami i korzystałem z archiwum, rozmawiałem też z kibicami. Z późniejszych czasów korzystałem również z archiwum video. To było bardzo pomocne. Pamiętam taką sytuację, kiedy rozmawiałem z Darkiem Grzesikiem i wspominaliśmy jego gola w półfinale Pucharu Polski z Zawiszą, w której Darek strzelił bramkę. Tłumaczył mi, że podawał mu Andrzej Lesiak, a materiał video wyraźnie pokazał, że to był Piotr Świerczewski, chociaż on mówił, że to niemożliwe.

Ciekawi mnie, jak podchodziłeś do trudnych tematów w rozmowach z piłkarzami, bo wiadomo, że wielu z nich grało w trudnych czasach, kiedy korupcja była czymś równie naturalnym jak dobranocka o 19…

Podam taki przykład – Marka Świerczewskiego nie znałem osobiście. Spotkaliśmy się na gali klubowej. Podszedłem do niego, przedstawiłem się i umówiliśmy się na spotkanie następnego dnia. Samego nagrania z tego spotkania mam cztery godziny. Rozmawialiśmy o trudnych rzeczach. Pytałem o mecze, które mogły być ustawione i mówiłem, że wcale nie muszę tego publikować, ale chciałbym wiedzieć. Zapytałem go na przykład o spotkanie z Ruchem Chorzów, po którym pojawiły się podejrzenia o nieczystą grę. Odpowiedział: Słuchaj, powiedziałem ci rzeczy, których wcale nie musiałem mówić. Dlaczego miałbym teraz kłamać? Strzeliłem samobója, ale z tego co wiem, to nikt tego meczu nie puścił.

W tych trzech książkach jest bardzo wiele anegdot. Jesteś w stanie wybrać tę najlepszą z Twojego punktu widzenia?

Nie, to dla mnie zbyt trudne. Chociaż, gdybym miał wybrać pierwszą, która przychodzi mi teraz do głowy, to opowiem o zgrupowaniu w Gruzji. Opowiadał mi o tym Andrzej Lesiak. Zespół już tam był, ale kilku zawodników, którzy byli na kadrze, dojechało później. Wyjechał po nich na lotnisko jakiś facet, który palił w aucie papierosa. W bagażniku wiózł kilka kanistrów benzyny i zapachy gryzły się ze sobą przez całą drogę. Później, kiedy weszli do pokoju, Lesiak się zdziwił, że tam jest tak zimno. Okazało się, że nie było szyby w oknie. Ciekawą historię z Erewania opowiedział mi też Zdzisław Strojek. Piłkarze siedzieli w restauracji hotelowej i w pewnym momencie pojawiło się kilka osób z kałasznikowami. Weszli, odłożyli broń i zasiedli do stołu.

W niektóre z tych anegdot aż trudno uwierzyć…

To prawda, ale weryfikowałem je u wielu osób, nie naprowadzając ich na temat. Opowieści różniły się tylko detalami. Dużo anegdot opowiedział mi Wojciech Spałek. Na przykład podczas wyjazdu do wspomnianej Armenii, gdzie drużyna wzięła własne jedzenie, bo nie wiadomo było co w tej Armenii będzie. Ktoś zaczął kraść jedzenie z lodówki, wyrzucając wszystko przez okno. Wojtkowi udało się go powstrzymać. Żeby sytuacja nie miała więcej miejsca, powiedział miejscowym, że to, co zostanie po meczu, mogą sobie zabrać, jednak do tego czasu mają już niczego nie ruszać.

Dużą wartość w Twoich monografiach GKS-u Katowice stanowią zdjęcia. Jak je zdobyłeś?

Paweł Czado fajnie to opisał – skarb znaleziony w pudełku po butach – bo właśnie w takim pudełku, leżącym sobie w magazynie na stadionie, o którym nikt nie miał pojęcia, znalazłem wiele archiwalnych zdjęć. One były dla mnie prawdziwym skarbem. Pozostałe fotografie dostałem od moich rozmówców, część znalazłem w redakcji Sportu, dostałem też wiele zdjęć od zaprzyjaźnionych fotografów. Kiedyś Jerzy Kleszcz powiedział mi, że przyszło do niego pudło z Warszawy. Ktoś z „Przeglądu Sportowego” uznał, że te jego zdjęcia są im niepotrzebne i zapytał Pana Jerzego czy mają mu je wysłać czy wyrzucić. Wysłali i dzięki temu kilka z nich trafiło do książki.

Planujesz czwartą część monografii. Kiedy możemy się jej spodziewać?

Książka miała wyjść na 50-lecie w 2014 roku, ale to nie byłby dobry pomysł. Znałem się z wieloma osobami, będącymi w tym czasie w klubie i nie chciałem na gorąco pisać o pewnych rzeczach. Teraz jest inaczej, bo trochę czasu już minęło. Czasem trzeba poczekać, żeby niektóre fakty mogły ujrzeć światło dzienne. Jestem słowny, jeśli powiedziałem komuś, że coś nie wypłynie bez jego wiedzy, to tak będzie. Premierę tomu IV, który opisuje lata 2004-2014, przesuwałem już kilkakrotnie, również z tego powodu, że w ostatnich latach nie ma do tego dobrego klimatu. Kibice są rozgoryczeni tym, że Gieksa od lat nie potrafi wrócić do ekstraklasy, więc czytanie o trudnym okresie nie jest tym, o czym w tej chwili kibic GKS-u marzy. Poza tym, nie ukrywam, że wydanie, sfinansowanie i promocja książki przez jedną osobę jest szalenie trudne. Dlatego nie zamierzam wydawać tomu IV „na wariata”. Jednak mogę obiecać, że na pewno trafi on do rąk czytelników. Podobnie jak tom V, który też już jest w miarę na bieżąco opracowywany.

ROZMAWIAŁ: GRZEGORZ IGNATOWSKI

Zobacz też: Monografia GKS Katowice – recenzja

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 110 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.