Złota Jedenastka: Boca Juniors

Dzisiejsza Złota Jedenastka przenosi nas do Ameryki Południowej, konkretnie do Argentyny, gdzie poznamy najlepszą drużynę w historii Boca Juniors. 

BRAMKARZ: 

Hugo Gatti – Xeneizes zawsze mieli szczęście do bramkarzy. Co dekada to spłodzony prosto od Boga geniusz dwóch słupków i poprzeczki. W starciu tym wygrał, ale minimalnie nad Antonio Romą, Carlosem Montoyą czy Oscarem Cordobą wyłącznie dzięki stażowi. Przez 12 lat z dumą strzegł bramki Boca, kończąc karierę w wieku… 44 lat. Fenomen, który aktywnie grał przez 26 lat, był mistrzem przedpola i nie najgorszy na linii bramkowej. Przydomek El Loco jest nieprzypadkowy – znany ze swojego ekstrawaganckiego życia oraz roli buntownika obyczajowego ulic Buenos Aires.

OBROŃCY: 

Silvio Marzolini – „Adonisowy dynamit o długim loncie”. Te dwa ostatnie słowa dopisywały zachwycone nim kobiety, które widziały… Ekhm. Najlepszy lewy obrońca w dziejach argentyńskiego futbolu, ale w wymiarze wyłącznie ligowym. Na arenie międzynarodowej poległ z kretesem z Passarellą, ale nie ustępował mu w samych umiejętnościach. Elegancja, wdzięk oraz skuteczność gwarantowały mu status legendy Bosteros. Jego metody na powstrzymanie rywala był o dziwo banalne – szybciej dobiegał do piłki. Faulował tylko w ostateczności, w większości przypadków czysto. Po zakończeniu kariery dał się uwieść młodemu i krewkiemu czarowi Maradony, będąc jego trenerem w Boca. Z wzajemnością.

Vicente Pernia – Patyk w przeręblu Menottiego i najbardziej strawna potrawa dla kibiców Bosteros. Nigdy nie doczekał się udziału w mundialu z powodu jego antyjuntowego nastawienia. Smaczku dodawał też fakt, że był niezwykle brutalnym piłkarzem, który wielbił artyzm wypadających zębów i dźwięków łamanych kości. Ale był bez wątpienia jednym z najlepszych prawoskrzydłowych, który pobił w moim rankingu Hugo Ibarrę czy Carmelo Simeone. Jako miłośnik prędkości po karierze piłkarskiej przesiadł się do samochodów wyścigowych. Z pewnymi sukcesami w latach 90-tych w TC (jedne z najpopularniejszych w Argentynie). A skoro nie zagrał na mundialu, to w zastępstwie zrobił to za niego syn Mariano. Tyle, że w barwach Hiszpanii.

Roberto Mouzo – Wpadłeś w kłopoty finansowe? Kobieta goni cię z tłuczkiem do ziemniaków? Dzwoń do Robcia, on ci pomoże. Rekordzista pod względem liczby występów w barwach Xeneizes (426) i człowiek obdarzony kultem przez kibiców za nieszablonowy styl gry. Nigdy nie odstawiał nogi a głową walił w słupki. Potwornie trudny do obejścia w obawie przed staranowaniem, posiadał diabelską siłę, ale jednocześnie… anielską duszę. Samarytanin, rzadko się z kimś wykłócający. Stąd z kadrą zagrał tylko raz, na Copa America w 1983 roku, będąc już niemal emerytem. Okazjonalnie występuje w roli fizjoterapeuty w Boca Juniors w sekcjach młodzieżowych.

Orlando – Może to być wyjątkowo kontrowersyjny wybór, ale nie z powodu jego pierza kanarkowego. Raptem przez cztery lata, ale były to jedne z udanych dla Xeneizes dni (trzy tytuły mistrzowskie). Gdzie przychodził do klubu jako jeden z brakujących puzzli. Był tak charyzmatyczny w szatni, że został nawet kapitanem Bosteros, co było dość nietypowym zjawiskiem. Mistrz świata z 1958 roku pobytem w Buenos Aires sprawił, że został wyrzucony z kadry Selecao, a wrócił do niej gdy opuścił Boca. Był tytanem pracy, czego efektem była jego siła oraz mądrość boiskowa w celu przewidywania ruchów rywala. Wyjątkowy Brazylijczyk dla swojego narodu i barw Boca.

POMOCNICY:

Antonio Rattin – Był w Argentynie taki ktoś, co kandydatem na najlepszego pomocnika był od samego urodzenia. Jego sylwetkę streściliśmy już w Najlepszej Jedenastce Argentyny.

Natalio Pescia – Z wyglądu dziadek Andresa Iniesty, ale z gry lepszy od wnuczka. Kolejny przykład piłkarza wiernego barwom niebiesko-żółtym przez całą karierę. El Leoncito (Lwiątko) było dynamiczne, szybkie, przebiegłe, precyzyjne i uzdolnione technicznie. Pożerał rywali wzrokiem, a Ci zlęknieni nawet do niego nie podchodzili, wiedząc w jak beznadziejnej są sytuacji. Prywatnie jeden z najsympatyczniejszych ludzi chodzących na ziemi. Nie uciekał od imprez, ale nie nadużywał alkoholu. Chłop do rany przyłóż. Profesjonalista w każdym calu, którego czczą fanatyczni kibice Boca z La Doce.

Juan Roman Riquelme – Jeden z najbardziej niedocenionych piłkarzy w historii futbolu. Niezrozumiany wszędzie, a doceniony tylko na La Bombonerze. Wizjoner, który urodził się w nie tych czasach co trzeba. Najlepsza żywa retrospekcja klasycznego enganche’a. Muzealny zabytek wpisany do listy światowego dziedzictwa UNESCO. Wirtuoz techniki o nikczemnym charakterze. Oddany Xeneizes, akceptował jedynie porządek wyobrażony przez samego siebie. Choć dziś cień maga, to ten człowiek godnie zasłużył na pomnik i założenie kościoła romanistów. To właśnie o nim śpiewała Paktofonika w utworze „Jestem Bogiem”.

NAPASTNICY

Roberto Cherro – Masakryczne długowieczne pióro Machiavelliego. Złota główka o niewyobrażalnej wydolności i sile fizycznej. Piłkarz tak kompletny, że nie trzeba go składać jak meble z IKEI. Pozornie nie wyróżniał się niczym, ale sekret tkwił w momencie wyjścia na boisko. Obdarzony talentem wykozystał go w pełni, by móc sięgać z Albicelestes po srebro na olimpiadzie w Amsterdamie i zagrać dwa lata później na mundialu w Urugwaju. Drugi najlepszy strzelec w historii klubu, w momencie pisania tych słów zajmuje się wykładaniem lekcji futbolu na anielskim uniwersytecie.

Francisco Varallo – Legenda przez duże L. Lata 30-ste należały do niego i nikt mu nie podskoczył. Pseudonim El Canoncito (mała armata) zawdzięczał atomowym kopnięciom, któregom zazdrościły stada byków z Pampy oraz firmy rozbiórkowe. Oprócz tego był jednak niesamowitym technikiem, który potrafił zaskoczyć swojego rywala niekonwencjonalnym dryblingiem. Obiekt erotycznych marzeń kobiet, które widziały w nim typowego odpowiednika Seana Connery’ego, czyli kopcącego smakosza win, który czasem wykonywał wyroki na wrogich piłkarzach innych barw. Aktualnie uczy św. Piotra strzelać do złotych bram.

Martin Palermo – Zonk. Pechowy i najbardziej nietypowy, który otrzymał wejście do jedenastki za sprawą wyjątkowego czynu, jakim jest bycie najlpszym strzelcem w historii Boca Juniors. Choć piłkarsko odstępował od Varallo czy Cherro to posiadał instynkt zabójcy w polu karnym. Piłka szukała go tęsknym wzrokiem i nigdy jej nie odmówił kopnięcia. Jeden z niedocenianych mistrzów gry głową, którego gole strzelane dla Boca miały wymiary czysto epickie. Jedyny w swoim rodzju autor goli „Na nietoperza” (podciągał się na poprzeczce i uderzał spadającą z góry piłkę). El Loco Titan, to przykład niepozornego drwala, który rąbał i rżnął w tartaku jak należy. Aktualnie szkoleniowiec Godoy Cruz.

 

MICHAŁ BOROWY 

 

 

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl