Złota Jedenastka: Feyenoord Rotterdam

Niedawno przedstawiłem Wam moją subiektywną jedenastkę najlepszych piłkarzy w historii KV Mechelen. Tym razem opiszę graczy mojej ulubionej drużyny z sąsiedniego kraju. Feyenoord Rotterdam to pierwszy i ostatni zdobywca europejskiego pucharu spośród zespołów Eredivisie. Właśnie piłkarze ekip z 1970 i 2002 roku zdominowali moją jedenastkę. Wybrałem ustawienie 4-4-2, zamiast najpopularniejszego w Holandii 4-3-3, ale tylko ze względu na to, żeby dopasować zawodników. Zapraszam do zapoznania się z subiektywną „Złotą Jedenastką” Feyenoordu Rotterdam.

Bramkarz: Eddy Pieters Graafland

Przypuszczam, że 99% czytających dużo lepiej zna Eda de Goeija, ale to Eddy PG (tak go nazywano) jest zdecydowanie najlepszym bramkarzem w historii Portowców. Wśród holenderskich golkiperów, tylko Hans van Breukelen i Edwin van der Sar są bardziej renomowani. Eddy PG, dzięki ojcu który znajdował się w radzie nadzorczej Ajaksu, zaczynał karierę właśnie w drużynie z Amsterdamu. Mógł też rozpocząć treningi o rok wcześniej, niż . zezwalały przepisy, czyli w wieku 11 lat. Gdy miał ich 17, zadebiutował w pierwszym zespole Joden. Siedem lat później, w 1958 roku, sezon po zdobyciu mistrzostwa Holandii, przeszedł za rekordową wtedy sumę 134 000 guldenów do Feyenoordu. To nie był w tamtych czasach tak medialny transfer, jak niedawny Vermeera. Dla fanów Feyenoordu ważniejszym rywalem była lokalna Sparta. Jednak dla ojca Eddy’ego był to policzek i jak mówił po latach – przez trzy miesiące nie mógł pokazywać się w rodzinnym domu. W drużynie z Rotterdamu rozegrał we wszystkich rozgrywkach ponad 500 gier i zawsze występował w szarym swetrze, zrobionym ręcznie przez jego matkę. Przez 10 lat występował również w reprezentacji Holandii, w której rozegrał 47 meczów. Cztery tytuły mistrzowskie i przede wszystkim Puchar Europy zdobyty w 1970 roku potwierdzają, że dokonał słusznego wyboru, przywdziewając trykot Feyenoordu. Eddy PG był wybitnym specjalistą od bronienia rzutów karnych. Tak wspominał po latach:

Zawsze byłem przygotowany, chciałem być lepszy od innych. Miałem notes, w którym przez wiele lat wpisywałem wszystkich, którzy strzelali karne w Holandii i Europie. W której minucie meczu, jaką nogą i w którą część bramki strzelali.

Lewy obrońca: Giovanni van Bronckhorst

Urodzony w Rotterdamie obecny trener Portowców – jest Feyenoorderem z krwi i kości. Wprawdzie, jako sześciolatek, treningi rozpoczynał w amatorskim LMO, ale już rok później reprezentował barwy Feyenoordu. W Eredivisie zadebiutował jednak w wieku 18 lat, jako piłkarz RKC Waalwijk. Później wrócił do ukochanego klubu, gdzie grał przez cztery sezony. Będąc piłkarzem Feyenoordu, rozegrał pierwszy mecz w reprezentacji Oranje w 1996 roku. Reprezentował ją na wszystkich mistrzowskich turniejach w latach 1998-2010 (oprócz MŚ 2002, na które Holandia nie pojechała). Uzbierał 106 występów w kadrze narodowej. Strzelił 6 goli, w tym wspaniałego w półfinale MŚ 2010 z Urugwajem. W 1998 odszedł z Feyenoordu do Glasgow Rangers. Następnie reprezentował barwy Arsenalu i Barcelony, z której w 2007 powrócił do Rotterdamu. Pograł trzy sezony, potem był asystentem trenera, a od 2015 prowadzi drużynę jako pierwszy coach. W każdym klubie zagranicznym, który reprezentował, zdobywał mistrzostwo kraju. Nie udało mu się to tylko z Feyenoordem. Teraz, już jako trener ukochanego klubu, walczy o spełnienie swoich marzeń.

Środkowy obrońca: Rinus Israël

Amsterdamczyk z urodzenia, a Feyenoorder z wyboru. Na zdjęciach wyglądał na spokojnego księgowego, tymczasem na boisku pojawiał się „Żelazny Rinus”. Obrońca twardy, zdecydowany, znakomicie czytający grę i świetnie się ustawiający. Razem z Theo Laseromsem, zwanym „Czołgiem”, tworzyli najlepszą parę stoperów w Holandii na przełomie lat 60. i 70. Israël był kapitanem Feyenoordu w 1970, gdy zdobywali Puchar Europy. Co ważniejsze, w finałowym meczu na San Siro z Celtikiem, był najlepszym piłkarzem na boisku. Z holenderskim zespołem zdobył prawie wszystko, co było do zdobycia: Puchar Europy, Puchar Interkontynentalny, Puchar UEFA, trzy razy mistrzostwo Holandii i raz Puchar Holandii. W 1974 roku przeniósł się do lokalnego rywala, czyli Excelsioru. W reprezentacji Oranje rozegrał 47 meczów, w których strzelił 3 gole. Jest wicemistrzem świata z 1974. Podczas swojej kariery znany był z tego, że zawsze wypełniał swój kontrakt do końca, ponieważ jest człowiekiem, dla którego dane słowo jest droższe od pieniędzy.

Środkowy obrońca: John de Wolf

Wśród fanów, jest to jeden z najpopularniejszych piłkarzy Feyenoordu. Słynął z waleczności i nieustępliwości, a długie włosy i gęsta broda potęgowały efekt twardego bojownika. Początek na De Kuip miał trudny. Zaraz po przeprowadzce doznał poważnej kontuzji, która wykluczyła go z gry na cały sezon. Jednak w następnych latach, to właśnie on stał się symbolem powrotu Dumy Południa do czołówki Eredivisie. W latach 1991-1994 zdobył z Feyenoordem mistrzostwo kraju, trzy Puchary i jeden Superpuchar Holandii. Niestety jego odejście z klubu nastąpiło w dość nieprzyjemnych okolicznościach. Podczas obozu kadry, przed MŚ94, de Wolf oszukiwał podczas gry w karty z kolegami, wśród których był jego przyjaciel z Feyenoordu, Rob Witschge. To wydarzenie miało negatywny wpływ na atmosferę w szatni na De Kuip i odegrało znaczącą rolę w decyzji de Wolfa o odejściu z klubu.

Prawy obrońca: Ulrich van Gobbel

Urodzony w stolicy Surinamu prawy obrońca – jest jednym z tych piłkarzy Feyenoordu, do których mam największy sentyment. Gdy na początku lat 90., dzięki antenom satelitarnym, wreszcie można było w Polsce oglądać europejskie rozgrywki ligowe, był tym piłkarzem Portowców, który momentalnie zwracał na siebie uwagę. Potężnie zbudowany, a przy tym piekielnie szybki boczny defensor. Podczas swojego dwukrotnego pobytu w Rotterdamie, rozegrał ponad 300 spotkań. Plotka głosi, że potrafił przebiec 100 metrów w 10,4 sekundy. Jego wadami były: słaba technika oraz duża podatność na kontuzje. Zdobył z Feyenoordem dwa tytuły mistrzowskie, cztery Puchary i dwa Superpuchary Holandii, a na zakończenie kariery Puchar UEFA.

Środkowy pomocnik: Paul Bosvelt

Mimo, że do Feyenoordu trafił dopiero w wieku 27 lat, to szybko stał się idolem publiczności na De Kuip. Jego styl gry najlepiej oddaje przyśpiewka rotterdamskich Legioen: He’s here, he’s there, he’s f*cking everywere, Paultje Bosvelt, Paultje Bosvelt. Chyba nie trzeba tłumaczyć. Nie Pierre van Hooijdonk, nie Jon Dahl Tomasson a właśnie Paul Bosvelt był dla fanów ikoną wielkiego Feyenoordu przełomu wieków. To on na De Kuip wznosił w górę Puchar UEFA, po pokonaniu Borussii Dortmund. Mimo że w reprezentacji Oranje zadebiutował dopiero w wieku 30 lat, zdążył zagrać tam 24 mecze i wystąpić na dwóch turniejach ME: 2000 i 2004. Wielu postronnych kibiców go nawet nie pamięta, ponieważ był jednym z wielu pracowitych pomocników środka pola, ale dla fanów Feyenoordu to ktoś dużo ważniejszy. Piłkarz, którego kochali, a on to odwzajemniał. Gdy po 6 latach odchodził z klubu w wieku 33 lat, wywiesił na helikopterze lądującym na De Kuip, podczas dnia otwartego – flagę, której treści też chyba nie trzeba tłumaczyć Bedankt, 4 ever kameraden: Paul.

Środkowy pomocnik: Willem van Hanegem

Obok Coena Moulijna – największa legenda Feyenoordu i jeden z najlepszych holenderskich piłkarzy w historii. Ze względu na swój sposób chodzenia, nosił pseudonim „De Kromme”, czyli „Krzywy”. Przezwisko to określało jego styl na boisku. Van Hanegem słynął ze znakomitej gry lewą nogą, a w szczególności z podań i strzałów zewnętrzną częścią stopy, po których piłka dostawała niesamowitych rotacji. Urodził się w 1944 roku w Breskens i zanim skończył roczek, 11 września 1944 w alianckim bombardowaniu stracił: ojca, brata i siostrę. Po tej tragedii nienawiść do Niemców pozostała mu na całe życie. Wychowywał się w Utrechcie i tam zaczynał swoją piłkarską karierę. Przez wiele lat przylgnęła do niego łatka, że jest za wolny i zbyt jednostronny, jak na gracza środka pola. Z tego powodu Rinus Michels nie ściągnął go do Ajaksu. Jak bardzo się mylił, pokazały kolejne lata. Z Feyenoordem wygrał prawie wszystko, co jest do zdobycia w piłce klubowej. Z reprezentacją zajął drugie miejsce na MŚ74 i trzecie na ME76. W 1972 był bliski transferu do Olympique Marsylia. Nie potrafił podjąć decyzji, więc zrobił głosowanie wśród domowników. Wynik brzmiał 2:2 i o wszystkim miał zadecydować pies. Jeżeli zaszczekałby na hasło „Marsylia”, to Willem miał zdecydować się na wyjazd do Francji. Niestety dla OM – pies nie zaszczekał.

Lewoskrzydłowy: Coen Moulijn

Najwybitniejszy piłkarz w historii Feyenoordu. Jego pomnik stoi przed De Kuip. Nazywano go „Mister Feyenoord”, co dobitnie pokazuje, kim był dla klubu z Rotterdamu. Niski (172 cm) i szczupły (62 kg) Moulijn debiutował w Xerxes, ale już w 1955 został ściągnięty za 28 tys. Guldenów do Feyenoordu. Był zjawiskowym dryblerem. Mijał rywali dzięki technice i balansowi ciała. Gdy tylko rywal krzywo spojrzał na Coena, Legioen (fani Feyenoordu) robili niesamowity hałas. Nikt nie miał prawa dotknąć małego magika. To dla jego popisów, przez 17 lat dziesiątki tysięcy kibiców przychodziły na De Kuip. Rozegrał w czerwono-białej koszulce 487 spotkań ligowych. Gdy zmarł w 2011 roku, kondukt żałobny jechał przez całe miasto, a na stadionie fani Feyenoordu pożegnali go w taki sposób.

Prawoskrzydłowy: Dirk Kuijt

Interesuje się piłką już ponad 30 lat i przez ten czas niewielu piłkarzy ceniłem bardziej od obecnego kapitana Feyenoordu. Jest to w dużej mierze spowodowane tym, że przedstawia on swoją grą wszystkie te cechy, które starałem się prezentować, gdy jako nastolatek ganiałem za piłką od rana do wieczora. Nie jest artystą futbolu, ale jego serce do gry, charyzma, ambicja, nieustępliwość, wytrzymałość i inteligencja boiskowa, czynią z niego piłkarza, którego kochali kibice każdego klubu, w którym występował. Idealny zawodnik dla każdego trenera zrobi wszystko dla dobra drużyny i jeszcze przez cały mecz będzie zachęcał do walki kolegów. W Eredivisie zwrócił na siebie uwagę w barwach Utrechtu, gdzie „Mr. Duracell”, jak na niego wołają ze względu na niespożyte siły, strzelał bramki jak na zawołanie. W 2003 roku trafił na De Kuip i praktycznie od samego początku stał się jedną z czołowych postaci zespołu, prowadzonego wtedy przez Ruuda Gullita. O jego pozycji w Utrechcie i Feyenoordzie najlepiej świadczy fakt, że od marca 2001 do 12 kwietnia 2006 rozegrał 179 kolejnych meczów w Eredivisie.

Latem 2006 roku, za 18 mln euro, trafił do Liverpool FC. Na wyspach występował przez sześć sezonów, podczas których zagrał wiele wspaniałych meczów, a w 2007 roku wystąpił nawet w finale LM. Następnym klubem w jego karierze było tureckie Fenerbahce. W drużynie ze Stambułu grał przez trzy lata, po czym 10 kwietnia 2015 podpisał roczny kontrakt z Feyenoordem i wrócił na De Kuip. Wielu zastanawiało się co może dać 35-letni wtedy Kuijt ekipie Portowców, a on odpowiedział na to w najlepszy możliwy sposób, czyli występami na boisku. Kapitan i ulubieniec widowni był w minionym sezonie najlepszym egzekutorem zespołu, a strzelając hattricki w dwóch kolejnych meczach ligowych, powtórzył osiągnięcie Pieta Kruivera z 1964. Oby spełnił swoje marzenie i zdobył tytuł mistrzowski z Feyenoordem. Dirk jest również wybitnym reprezentantem Oranje. W pomarańczowej koszulce rozegrał 104 mecze, w których zdobył 24 gole. Reprezentował Holandię na wszystkich turniejach finałowych w latach 2006-2014.

Napastnik: Ove Kindvall

Ove Kindvall jest legendą, nie tylko dla fanów Feyenoordu, ale przede wszystkim dla innych napastników drużyny z De Kuip, którzy mieli za zadanie zbliżyć się do jego osiągnięć. Jeden po drugim nie potrafili wytrzymać porównań do wspaniałego Szweda. Kindvall w 144 ligowych meczach zdobył dla Feyenoordu 129 bramek, co daje średnią 0,9 gola na mecz. Jest uznawany za najlepszego snajpera Portowców w historii. Dodając, że w okresie zimowym zazwyczaj strzelał bardzo rzadko (tłumaczył to tym, że w Szwecji zimą się odpoczywa i jego organizm już się do tego przyzwyczaił), to jego statystyki wyglądają jeszcze bardziej imponująco. Ove nie był wirtuozem futbolu, ale jego szybkość na pierwszych 10 metrach, skuteczność i umiejętność znajdowania się zawsze tam, gdzie spadała piłka, powodowały, że był niezwykle bramkostrzelnym napastnikiem. Być może jego słynny sposób przewidywania toru lotu piłki wziął się stąd, że w młodości był utalentowanym bramkarzem w piłce ręcznej (występował nawet w mistrzostwach Szwecji juniorów). Jego gole w dużej mierze zadecydowały o tym, że Feyenoord zdobył Puchar Europy i Puchar Interkontynentalny. W szczycie kariery, jako 28-letni piłkarz zadecydował, że wraca do Szwecji, ponieważ rodzina tęskni za domem, a żona źle znosi klimat w Holandii.

Napastnik: Pierre Van Hooijdonk

Mistrz rzutów wolnych. Jeden z najlepiej wykonujących ten fragment gry piłkarzy, jakich w życiu dane było mi oglądać. W Feyenoordzie rozegrał podczas dwóch pobytów raptem trzy i pół sezonu, a mimo to zdecydowałem się umieścić go w tej jedenastce. Tak to już jest, że do niektórych piłkarzy ma się słabość a „Pi-Air” właśnie do takich należy. Swój przydomek „Pi-Air” zawdzięcza kibicom NAC Breda, którzy nadali mu go ze względu na sposób okazywania radości po strzelonych golach. Van Hooijdonk zawsze rzucał się na brzuch i z rozpostartymi ramionami ślizgał się w stronę trybun. O jego klasie świadczy też to, że strzelał mnóstwo bramek we wszystkich klubach, które reprezentował i nie sprawiało mu różnicy to, czy jest to liga holenderska (NAC, Vitesse, Feyenoord), szkocka (Celtic), angielska (Nottingham), portugalska (Benfica) czy turecka (Fenerbahce). Również w reprezentacji potrafił w 46 meczach zdobyć 14 goli. Jego trafień w finale Pucharu UEFA z BVB nigdy nie zapomnę i choćby za ten jeden wieczór muszę go umieścić w tej jedenastce.

Wielu wspaniałych piłkarzy nie zmieściło się w tej drużynie, dlatego też stworzyłem zespół rezerwowy:

Ed de Goeij – Cor Veldhoen, Theo Laseroms, Wim Rijsbergen, Ben Wijnstekers – Puck van Heel, Wim Jansen, Ruud Gullit – Simon Tahamata, Cor van der Gijp, József Kiprich

15129839_1232620726781608_555975730_n


MARIUSZ MOŃSKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE.

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl