Strona główna Sportowa historia Historia turniejów piłkarskich Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Górnik w ćwierćfinale

Po dwumeczu z Dynamem o sukcesie Górnika szeroko pisano w europejskiej prasie. Po raz pierwszy polski klub zameldował się w ćwierćfinale Pucharu Mistrzów i po raz pierwszy mógł kontynuować pucharową przygodę w tych rozgrywkach na wiosnę. Klasę zabrskich piłkarzy doceniano nie tylko w kraju. Pod koniec roku Polacy po raz pierwszy zostali sklasyfikowani w prestiżowym plebiscycie France Football. W wyścigu o Złotą Piłkę Lubański zebrał cztery punkty i zajął 16. miejsce, a Szołtysik z jednym punkcikiem na koncie zamykał stawkę razem z młodym Johanem Cruijffem. Cieszy fakt, że polscy piłkarze zyskali uznanie poza granicami kraju, ale trzeba wspomnieć, że szybciej od nas swoich reprezentantów na tej liście miały takie futbolowe „potęgi” jak NRD czy Rumunia, nie wspominając o Węgrzech, Jugosławii, Czechosłowacji czy ZSRR, których gracze bili się o najwyższe laury.

Po awansie do kolejnej rundy i tak już duże zainteresowanie pucharowymi bojami Górnika wzrosło jeszcze bardziej. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że włodarze katowickiego oddziału Polskiego Radia po raz pierwszy zdecydowali się na przeprowadzenie bezpośredniej transmisji z ceremonii losowania. W grze zostały same wielkie kluby. Górnik mógł trafić na Juventus, Benficę, węgierski Vasas, madrycki Real, niemiecki Eintracht Brunszwik, praską Spartę i Manchester United. Kapitan Stanisław Oślizło liczył po cichu, że trafią na Hiszpanów, bo jak stwierdził pewna kasa, a dalszy awans równie prawdopodobny. Kibice z kolei mieli nadzieję, że uda się uniknąć prażan, z którymi w przeszłości gracze Górnika mieli spore kłopoty.

W poniedziałek 18 grudnia w Zurychu stało się jasne, że ćwierćfinałowym przeciwnikiem zabrzan będzie mistrz Anglii. Prowadzony przez legendarnego Matta Busby’ego zespół stanął w końcu na nogi po monachijskiej tragedii i miał ambicję potwierdzić swoją klasę na arenie międzynarodowej. W drodze do ćwierćfinału United w pokonanym polu zostawili maltański Hibernians FC w pierwszej i FK Sarajevo w drugiej rundzie. Rywali nie mieli więc najsilniejszych i prawdziwym sprawdzianem dla ekipy z Manchesteru miało być starcie z Górnikiem.

O sile angielskiego zespołu nikogo nie trzeba było przekonywać. Ton grze nadawała dwójka mistrzów świata sprzed niespełna dwóch lat Bobby Charlton i Nobby Sitles. W ataku błyszczał Dennis Law wspomagany przez Briana Kidda, a na skrzydle swoimi umiejętnościami czarował George Best. Obronę w ryzach trzymali Bill Foulkes, którego jednak zabraknie w starciach z Górnikiem i Tony Dunne. Z ławki kierował zespołem wspomniany już Matt Busby.

Szkot zdawał sobie sprawę, że jego zespół ma nad zabrzanami sporą przewagę. United ciągle byli w rytmie meczowym, a Górnik z powodu przerwy zimowej w Polsce przez kilka miesięcy nie rozgrywał meczów o punkty. Anglicy chcieli ten fakt wykorzystać i naciskali na kierownictwo zabrzan, żeby rozegrać spotkania jak najszybciej. Początkowo proponowali termin w połowie stycznia, ale działacze Górnika zdecydowanie odrzucili ten pomysł. Po długich negocjacjach udało się dojść do porozumienia. Pierwszy pojedynek zaplanowano 28 lutego w Manchesterze, a rewanż dwa tygodnie później w Chorzowie. Od listopadowych bojów z Dynamem do pierwszego starcia z United Górnik rozegrał jedno oficjalne spotkanie – 3 grudnia 5:0 pokonali w Pucharze Polski Wawel Kraków. Anglicy od rewanżu z FK Sarajevo na boisko w oficjalnych meczach wybiegali aż trzynaście razy. Różnica w ograniu była więc dosyć znaczna.

Exit mobile version