Strona główna Sportowa historia Historia turniejów piłkarskich Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Mecz, który zrehabilitował Puchar Europy

United miało sporą przewagę, która szczególnie uwidaczniała się w środku pola, gdzie jak w ukropie uwijali się Stiles i Crerand. Nie znaczy to jednak, że Górnik cały czas był skazany na rozpaczliwą obronę. Od czasu do czasu zdarzało się im zawitać w pole karne rywala, ale klasa Lubańskiego, który tego dnia obchodził 21. urodziny, była już coraz szerzej znana, więc obrońcy jak tylko mogli, starali się mu przeszkadzać. Nie zawsze jednak byli w stanie go upilnować.

Nie zapomnę takiej sytuacji, kiedy parę minut przed końcem meczu, po świetnej akcji ofensywnej doszedłem do sytuacji strzeleckiej w odległości szesnastu metrów od bramki Manchesteru i uderzyłem piłkę – nie waham się powiedzieć – perfekcyjnie. Zmierzała prosto do siatki – tak się przynajmniej wydawało… Nie wiem, jak Stepney zdołał to zrobić… Dotknął jej dosłownie końcem palucha i piłka wyszła na rzut rożny – opowiadał Lubański.

Skromna, jednobramkowa porażka byłaby dla Górnika dość dobrym wynikiem w perspektywie rewanżu rozgrywanego na swoim terenie. Czas płynął, do końcowego gwizdka pozostawało go coraz mniej i wydawałoby się, że nic wielkiego już się nie wydarzy. Niestety w ostatnich minutach na jeszcze jedną przebojową akcję zdecydował się rozgrywający wielki mecz George Best. Ile sił w nogach popędził z piłką w narożnik boiska i nie zastanawiając się, dośrodkował przed bramkę Kostki. Piłkę przejął Dunne, który natychmiast oddał ją do Kidda. Młody napastnik trącił futbolówkę piętą, a ta ku rozpaczy polskiej defensywy przekroczyła linię bramkową. Dopiero wtedy poddenerwowany Busby mógł spokojniej odetchnąć.

Kilka chwil później pochodzący z Kraju Basków sędzia José María Ortiz de Mendíbil zagwizdał po raz ostatni. Mimo porażki polska drużyna swoją postawą wzbudziła duży szacunek. Jej klasę docenili zarówno piłkarze Manchesteru, jak i zwykli kibice. Na łamach prasy nad poziomem pojedynku zachwycało się wielu fachowców. Francuska L’Équipe prasową relację ze spotkania zatytułowała słowami: Mecz, który zrehabilitował Puchar Europy. W sprawozdaniu podkreślano, że mimo ogromnej stawki pojedynku, był on toczony bardzo fair. Sportowa, czysta walka obu ekip była miłym zaskoczeniem w czasach, kiedy gra stawała się coraz bardziej ostra, a nierzadko wręcz brutalna.

Górnik ściągnął na swoją połowę ośmiu zawodników, jednak zastosowana przez niego taktyka defensywna nosiła znamiona tak wysokiej klasy, że przez 90 minut nie było ani jednej nudnej chwili – chwalono Polaków na łamach Daily Telegraph.

Najwięcej pochwał płynęło pod adresem Huberta Kostki. Angielska prasa nazwała go diabłem w żółtym swetrze i mimo przepuszczenia dwóch, dość przypadkowych bramek, mógł być po meczu naprawdę zadowolony ze swojego występu. Wielokrotnie ratował swój zespół w wydawać by się mogło beznadziejnych sytuacjach, a jego występ został na długo zapamiętany.

Przegraliśmy 0:2, ale rzeczywiście wybroniłem wtedy wiele bardzo trudnych strzałów. Pamiętam, że podczas spotkania publiczność, która siedziała tuż za bramką, rzucała we mnie pensówkami. Zaraz po meczu zacząłem je wybierać z trawy. Nazbierało się jakieś pięćdziesiąt monet. Podczas zbierania uniosłem głowę i okazało się, że… przeciwnicy czekają, aż zejdę z boiska! Gospodarze zeszli z murawy przed nami i utworzyli szpaler przed wejściem do korytarza, żeby nagrodzić nas brawami. Brawo bili nam Bobby Charlton, George Best i Nobby Stiles… To było niezwykłe – opowiadał Kostka Pawłowi Czado w książce „Górnik Zabrze. Opowieść o złotych czasach”.

Komentatorzy podkreślali, że na takim poziomie podobne gesty zdarzają się niezmiernie rzadko. Oklaskami nagrodzili zabrzan również miejscowi kibice. Kiedy Kostka schodził z boiska, miał łzy w oczach. Nikt ich jednak nie dostrzegł, bo rozpłynęły się one w błocie pokrywającym zmęczoną twarz reprezentacyjnego bramkarza.

Nikt nigdy nie wymaże z pamięci wspomnień o jednym z największych pokazów bramkarskiej sztuki w wykonaniu Huberta Kostki – pisano w Daily Express.

W podobnym tonie o polskim golkiperze wypowiadano się na łamach Timesa:

Oglądaliśmy pirotechniczne sztuczki Kostki, jednego z najlepszych bramkarzy, jakich Old Trafford oglądał od wielu, wielu lat. Po końcowym gwizdku największe brawa publiczności zarezerwowane zostały dla ostatniego polskiego gracza opuszczającego scenę. Był nim Kostka, który miał co najmniej sześć interwencji nie z tego świata!

Exit mobile version