Hubert Kostka – diabeł w żółtym swetrze

Czas czytania: 12 m.

Monachijski złoty sen

Na szczęście Polacy pojechali do Monachium. Świetne występy w Górniku, zarówno na krajowym podwórku, jak i na europejskiej arenie, zapewniały mu już od kilku lat pewne miejsce w reprezentacyjnej bramce. Nie inaczej było na igrzyskach. Kostka zagrał we wszystkich meczach i walnie przyczynił się do największego sukcesu polskiej piłki.

Doświadczenie Huberta nabyte podczas gry w Górniku Zabrze spowodowało, że Kazimierz Górski miał do niego bardzo duże zaufanie. To, że na nie zasłużył, Kostka potwierdził swoimi występami na igrzyskach olimpijskich. Grał bardzo równo. Nie miał żadnych wpadek i rzeczywiście pomógł nam w osiągnięciu sukcesu. Był bramkarzem o dużym doświadczeniu międzynarodowym, bo przecież rozegrał mnóstwo meczów z zagranicznymi zespołami zarówno w reprezentacji kraju, jak i w Górniku Zabrze. Hubert Kostka był gwarantem tego, że nie będzie jakiejś wielkiej wpadki – wspominał kapitan olimpijskiej reprezentacji Włodzimierz Lubański w „Życiu jak dobry mecz”

Polacy w drugiej rundzie spotkali się z Duńczykami. Mieliśmy swego rodzaju kompleks tego zespołu. Przypominano porażkę 0:8 z 1948 r. i przegrane pojedynki z igrzysk w Helsinkach i w Rzymie. Kostka w bramce spisywał się dobrze. Kilkukrotnie pokazał wielkie umiejętności, ratując nas przed stratą gola. Niestety w 29. minucie wobec uderzenia Hansena z rzutu wolnego był bezradny. Polacy zdołali wyrównać, ale nasz bramkarz nie był zadowolony.

Nawet wyrównująca bramka, zdobyta przez Kazia Deynę, nie dawała pełnej satysfakcji. Remis urządzał nas tylko połowicznie. Nam zależało na pełnym rewanżu. Byłem okropnie zły na Duńczyków. To po to człowiek się męczył przez tyle lat, wygrywał eliminacje z przeciwnikami i losem, pokonywał w trudnej walce reprezentację NRD, by stracić cenny punkt w potyczce z potomkami Hamleta? Miałem wszystkiego dosyć… – opowiadał w książce „Wielki finał”

Sam najwyżej cenił zwycięstwo ze Związkiem Radzieckim. Nie jest to tylko jego opinia, bo zarówno Lubański, jak i Deyna przyznali, że Kostka przy stanie 0:1 uratował nasz zespół przed utratą kolejnych bramek, świetnie broniąc groźnie strzały Błochina, Kołotowa i innych.

Odejście w glorii mistrza

Po zwycięskim pojedynku w finałowym meczu z Węgrami, kiedy Polacy wrócili do kraju czekało na nich wiele powitań, spotkań z oficjelami czy kibicami. Kreślono już plany przygotowań do mistrzostw świata, bo w 1973 r. zaczynaliśmy eliminacje do turnieju w RFN. Wtedy Hubert Kostka powiedział dość.

Panowie, nie gniewajcie się, ale eliminacje rozgrywać będziecie beze mnie. Jestem już za stary, trzydziesty trzeci krzyżyk na karku, nie podołam trudnym zadaniom. Bramkarz szybciej spala się nerwowo. Nie wytrzymuję już ogromnego napięcia, tych dośrodkowań, sytuacji sam na sam, oko w oko z Sabo, Varadim, Cruyffem. Można dostać kręćka… – fragment książki „Wielki finał”

Odszedł w chwale po największym sukcesie w karierze ze złotym medalem olimpijskim na szyi. Przez 14 lat spędzonych w Górniku rozegrał dla zabrzańskiego klubu 301 oficjalnych meczów, z czego 221 na poziomie ekstraklasy. Zdobył z klubem osiem tytułów mistrza Polski, sześciokrotnie wznosił w górę Puchar Polski.

Grał w finale Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City, bronił strzały zawodników AS Romy w trzymeczowym thrillerze, zbierał świetne noty za występy przeciwko kijowskiemu Dynamu, Manchesterowi United, szkockim Rangersom czy Lewskiemu Sofia.

Miewał też trudne momenty, kiedy przepuszczał cztery bramki w meczach z Duklą Praga czy CSKA Sofia. W ciągu dziesięciu lat gry w narodowych barwach zaliczył 32 oficjalne występy, a do najlepszych jego występów w kadrze zalicza się mecze przeciwko Belgom (1967), Holendrom (1969) i Bułgarom (1969). Czterokrotnie przypadł mu zaszczyt wyprowadzenia reprezentacji na boisko jako kapitan. Futbol w jego życiu ciągle jednak odgrywał bardzo ważną rolę.

kostka 5 ok
Hubert Kostka w swoim żółtym swetrze;
źródło: przegladsportowy.pl
Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...