José Piendibene – Maestro z Montevideo

Czas czytania: 11 m.

Piendibene vs. Zamora

W lipcu 1926 r. w Urugwaju gościł Español Barcelona. Największą gwiazdą zespołu był znakomity bramkarz Ricardo Zamora. 14 lipca goście z Hiszpanii pokonali 1:0 zespół Nacionalu, który w składzie miał kilku mistrzów olimpijskich. Cztery dni później zaplanowano spotkanie z Peñarolem. Zawodnicy Los Carboneros byli bardzo zmotywowani i chcieli za wszelką cenę pokazać, że wcale nie są gorsi od tych, którzy w Paryżu oczarowali swoją grą Europę. Poza tym bronili honoru urugwajskiego futbolu, a kibice liczyli, że wezmą rewanż na gościach z Barcelony. 18 lipca na Parque Central próżno było szukać wolnych miejsc i wszyscy czekali na pojedynek Piendibene z Zamorą.

Zamora wiedział, jak wyjść z bramki jak skrócić kąt, był odważny i potrafił zachować spokój. To przede wszystkim. Ponadto czuł ogromne zaufanie i pewność siebie, co dawało mu dużą przewagę – komplementował Zamorę Piendibene.

Mecz zgodnie z oczekiwaniami był bardzo wyrównany. Żadna ze stron nie była w stanie stworzyć sobie przewagi i pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. W czasie przerwy Piendibene przez kilka minut siedział w milczeniu na ławce. W końcu jednak wstał i zwrócił się do kolegów:

Sposób, w jaki gramy, nie da nam wygranej. Musimy wrócić do naszej najlepszej gry i sprawić, żebyśmy znów mieli kontrolę nad piłką. To nasza główna zaleta – mówił.

Peñarol z minuty na minutę radził sobie coraz lepiej, ale Zamora dzielnie trwał na posterunku. Hiszpanie coraz częściej grali na czas i powoli odliczali już minuty do końcowego gwizdka. Wreszcie jednak na kwadrans przed końcem Urugwajczycy przeprowadzili akcję, która na zawsze zapisała się w pamięci świadków tego widowiska.

Urugwajczycy nie potrafili sobie utorować drogi do bramki świetnie broniącego Zamory. W końcu Anselmo ograł dwóch obrońców, przerzucił piłkę do Suffiatiego i ruszył pędem w oczekiwaniu na podanie. Ale w to wszystko wmieszał się Piendibene: poprosił o futbolówkę, dostał ją, minął Urquizú i zbliżył się do bramki rywala. Zamora zobaczył, jak składa się do strzału w krótki róg, i rzucił się w tym kierunku. Tymczasem Piendibene, zamiast huknąć ile sił, posłał piłkę leciutkim uderzeniem w długi róg. Zamora zdołał jeszcze poderwać się na nogi i rzucić w przeciwną stronę, ale jedynie musnął palcami futbolówkę nieuchronnie zmierzającą do siatki – opisywał tamto trafienie Eduardo Galeano w swojej książce „Blaski i cienie futbolu”.

Zamora wstał, otrzepał się z kurzu i pogratulował swojemu znakomitemu rywalowi. Rozradowana publiczność skanowała Piendi! Piendi! Peñarol! Peñarol! Peñarol wygrał i w następnym roku wybrał się na tournée po Europie. W ciągu trzech miesięcy stoczyli dziewiętnaście pojedynków. Organizacyjnie sporo było do poprawy i szwankowała skuteczność. Nie bez wpływu na to był pewnie fakt, że w kraju został dochodzący do zdrowia po kontuzji Piendibene.

Bartosz Dwernicki
Bartosz Dwernicki
Pierwsze piłkarskie wspomnienia to dla niego triumf Borussii Dortmund w Lidze Mistrzów i mecze francuskiego mundialu w 1998 r. Później przyszła fascynacja Raúlem i madryckim Realem. Z biegiem lat coraz bardziej jednak kibicuje konkretnym graczom niż klubom. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego, gdzie szuka pozostałości futbolowego romantyzmu. Ciekawych historii poszukuje też w futbolu za żelazną kurtyną. Lubi podróże i górskie wędrówki.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...