Kanada i jej debiut na mundialu

Światełko w tunelu

Nadzieje na podniesienie poziomu w kanadyjskim futbolu, a co za tym idzie lepsze wyniki reprezentacji, pojawiły się wraz z rozwojem ligi NASL. Choć głównymi aktorami tych rozgrywek byli piłkarze z Europy i Ameryki Południowej, to całkiem dobrze radziły sobie w nich kluby kanadyjskie, w których rodzimi gracze odgrywali coraz ważniejsze role. W 1976 r. mistrzostwo ligi zdobył zespół Toronto Metros-Croatia, a trzy lata później sukces ten powtórzyła drużyna Vancouver Whitecaps.

Niestety wyniki, jakie The Canucks osiągali na przełomie lat 70. i 80. delikatnie mówiąc, nie napawały optymizmem. Dość powiedzieć, że rywalizację o awans na igrzyska w Moskwie zakończyli już na samym początku, przegrywając w dwumeczu z Bermudami 2:8. Wynik ten oznaczał również absencję w Igrzyskach Panamerykańskich w 1979 r. Nieco lepiej Kanadyjczycy zaprezentowali się w mistrzostwach strefy CONCACAF. Awans uzyskali z pierwszego miejsca w grupie – przed Meksykiem, z którym dwukrotnie zremisowali, i USA.

Na rozgrywanym w listopadzie 1981 r. w Hondurasie turnieju dali swoim sympatykom cień nadziei, że wkrótce nadejdą dla nich lepsze czasy. Dzięki bramce w ostatniej minucie Momčilo Stojanovicia wygrali w pierwszym meczu z Salwadorem 1:0, a następnie zremisowali 1:1 z Haiti. Z gospodarzami, którzy dysponowali wówczas naprawdę silną drużyną przegrali tylko 1:2. Remis 1:1 w kolejnym meczu z Meksykiem oznaczał, że ciągle są w grze o awans na mistrzostwa świata w Hiszpanii. W kończącym zmagania spotkaniu z Kubą musieli jednak wygrać. Niestety źle weszli w mecz, tracąc bramkę już na samym początku. Tuż po przerwie zdołali co prawda wyrównać, ale potem raz jeszcze musieli gonić wynik. Wyrównującego gola uzyskali dopiero w końcówce i na więcej zwyczajnie zabrakło im czasu.

Wiosną 1983 r. rozpoczęli kolejną batalię o wyjazd na igrzyska. W pierwszej rundzie rywalem Kanady znów były Bermudy. Tym razem jednak górą byli Kanadyjczycy. Już w pierwszym spotkaniu w Burnaby w Kolumbii Brytyjskiej praktycznie rozstrzygnęli losy dwumeczu, wygrywając 6:0. W rewanżu zremisowali 1:1 i mogli szykować się do jesiennych meczów z Meksykiem. Na własnym terenie The Canucks wygrali 1:0, ale w rewanżu w Toluce ulegli Meksykanom 1:2. O awansie decydował trzeci mecz, który rozegrano 20 grudnia na Florydzie. Kanada okazała się wówczas minimalnie lepsza i dzięki wygranej 1:0 zameldowała się w fazie finałowej. Tam jej rywalami były drużyny Kostaryki i Kuby. Z grona trzech ekip awans na igrzyska uzyskiwały pierwsze dwie. Najpierw w marcu dwa mecze między sobą rozegrały Kostaryka i Kuba. Pierwsza z tych ekip wygrała na własnym terenie 1:0, a na wyjeździe zremisowała 0:0. Kanada do gry wkroczyła 1 kwietnia. W San José bezbramkowo zremisowała z gospodarzami, a po dwóch tygodniach pewnie 3:0 wygrała u siebie z Kubą. Po drugim remisie 0:0 z Kostaryką, tym razem u siebie, stało się jasne, że Kubańczycy zajmą ostatnie miejsce w grupie i rewanżu pomiędzy Kanadą i Kubą nie rozgrywano. Do występu w USA mogły szykować się Kostaryka i Kanada.

Kanadyjczycy trafili do grupy B, która swoje mecze rozgrywała w Bostonie i Annapolis, czyli na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Jej rywalami były drużyny Jugosławii, Kamerunu i Iraku. W pierwszym spotkaniu mierzyli się z Irakijczykami. Długo utrzymywał się bezbramkowy rezultat, ale w końcu w 70. minucie bramkarza rywali zdołał pokonać Gerry Gray. Niestety na kilka minut przed końcem Irak zdołał wyrównać i ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 1:1. W drugim spotkaniu z Jugosławią, która była jednym z faworytów turnieju, kibice również długo musieli czekać na pierwsze trafienie. Kanada postawiła twarde warunki drużynie z Europy i dopiero na kwadrans przed końcem gola na wagę zwycięstwa uzyskał Jovica Nikolić. Trzeci mecz decydował o tym, która z ekip oprócz Jugosławii wyjdzie z grupy. Kamerun po wygranej z Irakiem potrzebował tylko remisu, ale Kanadyjczycy zwietrzyli swoją szansę i nie zamierzali odpuszczać. Jeszcze przed przerwą prowadzenie dała im bramka Dale’a Mitchella. W drugiej części gry Kamerun, który w składzie miał kilku graczy występujących na co dzień we Francji (na czele z Rogerem Millą), nie miał wyjścia i musiał się bardziej otworzyć. Wykorzystali to rywale, a konkretnie urodzony w Bratysławie Igor Vrablic, który w 72. minucie podwyższył na 2:0. Cztery minuty później kontaktową bramkę uzyskał co prawda Louis-Paul M’Fédé, ale to było ostatnie słowo graczy z Afryki w tym meczu. Wynik ustalił w 82. minucie Dale Mitchell. Kanada wygrała 3:1 i zameldowała się w ćwierćfinale.

Po raz pierwszy od 80 lat byli o krok od strefy medalowej. Na drodze stanęła im jednak reprezentacja Brazylii. W składzie Canarinhos było kilku utalentowanych zawodników, ale po latach okazało się, że zdecydowanie największą karierę spośród nich zrobił Carlos Dunga. Faworytami byli oczywiście Brazylijczycy, ale Kanada pokazała już, że nie powinno się jej lekceważyć. Po bezbramkowej pierwszej połowie to właśnie The Canucks jako pierwsi wyszli na prowadzenie. W 58. minucie kolejnego gola na turnieju zdobył Dale Mitchell. Kilka minut później Kanadyjczycy zdobyli drugą bramkę, ale nie została ona uznana. Sędzia w tej sytuacji dopatrzył się spalonego, ale jak się później okazało, pomylił się. Trener Kanady Tony Waiters przyznał jednak potem, że nawet jeśli bramka została zdobyta prawidłowo, to padała po rzucie wolnym, którego arbiter nie powinien dyktować. Chwilę po nieuznanym golu Kanadyjczyków Brazylijczycy zdołali wyrównać, a strzelcem gola został w 72. minucie Gilmar Popoca. Do końca drugiej połowy bramki już nie padły. Również w dogrywce publiczność nie zobaczyła goli i żeby wyłonić półfinalistę, potrzeba było konkursu rzutów karnych. Te lepiej wykonywali mający większe obycie w świecie futbolu Canarinhos i po wygranej 4:2 to oni awansowali do półfinału.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…