Miodrag Belodedici – po drugiej stronie rzeki

Znad rzeki do armii

Belodedici zaczął grać w piłkę dopiero w wieku 15 lat. Jego talent dostrzeżono jednak bardzo szybko. Niespełna dwa lata później trafił do największego lokalnego klubu Minerul Moldova Noua. Spędził tam zaledwie rok, ponieważ zainteresował się nim Luceafarul Bukareszt, do którego ściągano najzdolniejszych młodych graczy z całego kraju. Poza Belodedicim futbolu uczyli się tu m.in. Mircea Rednic, Gavril Balint, Gheorghe Popescu, a nawet sam Gheorghe Hagi.

Adeptów piłki z Luceafarulu bacznie obserwowali wysłannicy najważniejszych rumuńskich drużyn. Belodedici spodobał się ludziom ze Steauy. Klubem zarządzała armia, a w komunistycznej Rumunii służba wojskowa była obowiązkowa. 18-latek nie miał więc wyboru i w 1982 r. dołączył do Czerwono-Niebieskich.

Narodziny potęgi

W tamtym czasie Steaua nie była numerem jeden w rumuńskiej piłce. W lidze prym wiodło Dinamo Bukareszt, wspierane przez znienawidzoną tajną policję Securitate. Wyżej stały też notowania Universitatei Craiova. Potęga spod znaku gwiazdy (rumuńskie słowo steaua oznacza gwiazda) dopiero się rodziła.

Do Steauy sukcesywnie ściągano wyróżniających się piłkarzy rumuńskich. W 1982 r. do klubu, oprócz Belodediciego, sprowadzono bramkarza Helmutha Duckadama, w 1983 – Victora Piturcę, Mariusa Lăcătușa, a w 1984 – Ilie Barbulescu, Adriana Bumbescu, László Bölöniego czy Marina Radu. Wszyscy stali się potem ważnymi elementami układanki trenera Emericha Jenei, który poprowadził ekipę z Bukaresztu do największego sukcesu w historii rumuńskiej piłki.

Gdy przybyłem do Steauy, zespół był wiekowy. Grali w lidze i w Europie, mieli wielkie aspiracje, ale byli za starzy. Klub rozesłał swoich ludzi po całym kraju w poszukiwaniu zawodników i miałem szczęście, że mnie zauważyli. Działacze chcieli młodych i silnych. Między 1982 a 1984 rokiem nastąpiła zmiana pokoleń – wspomina Belodedici.

Istotnym momentem było przybycie do klubu w 1983 r. Valentina Ceausescu, syna przywódcy kraju Nicolae.

Kochał piłkę nożną. Był dla nas przykładem. Był bardzo miły i uprzejmy. Nie angażował się w taktykę, nie mówił nam, jak mamy grać. Stał się łącznikiem między nami a generałami […] Kiedy Valentin siedział na trybunach, mieliśmy pewność, że sędzia nas nie oszuka, nawet wtedy, gdy graliśmy z Dinamo, które miało złą sławę, ponieważ wspierało je Securitate – opowiadał Belodedici.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…