Peru – Austria i skandal na igrzyskach w Berlinie

Wątpliwości

Tak naprawdę co gazeta, to inna wersja wydarzeń. Polska prasa w ogóle nie wspominała o wtargnięciu Peruwiańczyków na murawę. Informacja to pojawiła się dopiero po decyzji o ponownym rozegraniu meczu. Trenerem Austrii był wówczas Anglik James Hogan. Był znany ze swojego zamiłowania do czystej gry i raczej mało prawdopodobne, żeby uciekał się do takich sztuczek, jak zamiana kontuzjowanego zawodnika na zdrowego.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że peruwiańscy kibice jednak wtargnęli na boisko. Mecz obserwowało ledwie pięć tysięcy widzów, więc sił porządkowych też za dużo nie było. Wątpliwości nasuwają się, kiedy spojrzymy na rzekomą liczbę Peruwiańczyków. Mało prawdopodobne, żeby z tak biednego kraju, jakim było wówczas Peru, aż tylu kibiców zdecydowało się na podróż do Europy. Wyjazd do Berlina był wielkim logistycznym wyzwaniem dla całej reprezentacji. Do Europy przypłynęła ona na parowcu Orazio, a sama podróż trwała półtora miesiąca. Prezydent Peruwiańskiego Komitetu Olimpijskiego Eduardo Dibós Dammert musiał się mocno starać, żeby uzbierać wystarczające fundusze na berlińską wyprawę. Dla przeciętnego kibica tak daleka podróż była praktycznie nieosiągalna. W 1976 r. w czterdziestą rocznicę berlińskich igrzysk zorganizowano w Peru specjalną ceremonię upamiętniającą tamtą imprezę. Eduardo Dibós Dammert rozmawiał wtedy z kilkoma zawodnikami i każdy potwierdził, że peruwiańscy kibice byli bardzo nieliczni.

Ciekawe jest też to, że prawdopodobnie nie zachowało się żadne zdjęcie, które dokumentowałoby tę rzekomą inwazję setek rozgorączkowanych kibiców na boisko. Fotografii z samego meczu trochę jest, więc dlaczego nikt nie uwiecznił tak donośnego wydarzenia?

W cytowanym wyżej artykule ze Sport-Tagblatt znajdziemy też informację, która każe inaczej spojrzeć na zachowanie kibiców:

Fanatycy znowu wtargnęli na boisko i zaczęli całować zawodników. Pod koniec było naprawdę źle. My, cywilizowani mieszkańcy Europy Środkowej, współczuliśmy graczom! Wysiłek dwóch godzin gry na boisku nie był naszym zdaniem tak wielki, jak ceremonia całowania po wygranej. Każdy gracz był całowany przez każdego z obecnych Peruwiańczyków – pisano.

Być może to, co dla kibiców z Ameryki Południowej były czymś względnie normalnym, w Europie budziło zdziwienie i przerażenie. Być może ktoś nieco podkoloryzował prasową relację i ukazał gości z Peru jako nieokrzesanych dzikusów. Nie byłby to zresztą pierwszy ani ostatni raz, kiedy Europejczycy z wyższością patrzyliby na przybyszy z drugiej strony Atlantyku. Prawdy o berlińskich wydarzeniach nie sposób dzisiaj dociec.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…