Ruch Chorzów-Podbeskidzie Bielsko-Biała. Epicki mecz z rekordem frekwencyjnym w tle

Czas czytania: 11 m.
5
(1)

12 września 2026 roku w meczu 9. kolejki Betclic 1. Ligi Ruch Chorzów podejmował na Superauto.pl Stadionie Śląskim Podbeskidzie Bielsko-Biała. Było to już 24. oficjalne spotkanie tych drużyn. Jak widać, rywalizacja między tymi zespołami jest relatywnie bogata, szczególnie zważywszy na fakt, że mierzyły się ze sobą tylko w XXI wieku. „Niebiescy” pragnęli potwierdzić swoje wysokie aspiracje sięgające ekstraklasy, natomiast „Górale” liczyli na pierwszy komplet punktów w tym sezonie Betclic 1. Ligi.

Jeszcze kilkanaście lat temu ekstraklasa była chlebem powszednim zarówno dla piłkarzy Ruchu Chorzów, jak i Podbeskidzia. Czasy jednak się zmieniły i dziś obie ekipy grają w niższej klasie rozgrywkowej. Zanim przejdę do opisywania przebiegu tego I-ligowego spotkania, chciałbym jeszcze chwilowo powrócić wspomnieniami do pierwszego kwartału 2012 roku, kiedy Podbeskidzie rozgrywało swój pierwszy historyczny sezon w ekstraklasie, a „Niebiescy” walczyli o najwyższe cele.

W CIENIU EURO 2012

Z dzisiejszej perspektywy może się wydawać, że pierwszy kwartał 2012 roku był całkiem niedawno. Czy jednak na pewno tak jest? Pamiętajmy, że mówimy o czasach, kiedy Reksio zostawał oficjalną maskotką Podbeskidzia, Sebastian Ziajka znajdował się w kręgu zainteresowań selekcjonera reprezentacji Polski, Maciej Jankowski wciąż uchodził za duży talent, a prace modernizacyjne na Stadionie Śląskim były sparaliżowane przez nieudaną próbę postawienia dachu.

Piłkarze Podbeskidzia rozpoczęli rundę wiosenną sezonu 2011/12 T-Mobile Ekstraklasy od 2 zwycięstw z Widzewem Łódź i Zagłębiem Lubin. Później przyszły 2 porażki z Koroną Kielce i Legią Warszawa. Mecz z Ruchem Chorzów poprzedziło właśnie starcie z „Wojskowymi”, przegrane przez „Górali” u siebie 0:1. Robert Kasperczyk w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” przyznał, że mocno przeżył tę klęskę. Mówiąc o zagadnieniu porażek, dodał: „Amerykański psycholog Martin Selingman napisał, jak życiowe porażki przekuć w to, co pozytywne. Zaleca odrzucić ruminowanie, czyli umartwianie się. Próbuję korzystać z jego rad”. Podejście Kasperczyka przynosiło wówczas niezłe skutki, ponieważ Podbeskidzie po fatalnym rozpoczęciu sezonu 2011/12 (pamiętacie porażkę 0:6 z GKS-em Bełchatów?) zdołało się podnieść i zakończyło rundę jesienną na wysokiej 9. lokacie.

Mimo porażki we wspomnianym meczu z Legią Kasperczyk postanowił dać swoim podopiecznym dwa dni wolnego. Kiedy zawodnicy Podbeskidzia wrócili do treningów, znaleźli się wśród nich Liram Cohen i Matej Nather. Trener „Górali” nie ukrywał tego, że bardzo liczy na powrót obu graczy po kontuzji. Z pewnością mogliby oni wzmocnić środek pola zespołu, który zamierzał pokusić się o niespodziankę w Chorzowie. Co by nie mówić, Ruch uchodził wówczas za przeciwnika wagi ciężkiej. „Niebiescy” utrzymywali się w czubie tabeli T-Mobile Ekstraklasy i walczyli o pierwsze od 1989 roku mistrzostwo Polski.

Jak słusznie zauważał przed meczem na łamach „Kroniki Beskidzkiej” były piłkarz BBTS-u Bielsko-Biała, Robert Sołtysek: „Przed sezonem prognozowano chorzowianom lokatę w środku stawki, a są w czołówce. Z kolei bielskim piłkarzom powszechnie przypisywano rolę chłopców do bicia, a tymczasem na dziewięć kolejek przed końcem mają pewne utrzymanie”.

Nic dziwnego, że wobec tak korzystnych rezultatów na kilka dni przed meczem przedłużono umowy zarówno z trenerem Ruchu Chorzów, jak i coachem Podbeskidzia. Kibice obu klubów byli bardzo ukontentowani takim obrotem spraw. O zaufaniu kibiców „Niebieskich” względem Waldemara Fornalika najlepiej świadczy fakt, że kiedy przedłużał on kontrakt z klubem o 2 lata na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej, uraczyli go przyśpiewką: „Każdy to powie, Fornalik królem w Chorzowie”, a także przytaszczyli ze sobą transparent „Waldek King”. Trener Ruchu wyrażał wówczas nadzieję, że będzie mógł wypełnić ten kontrakt. Nie mógł wtedy wiedzieć, że za kilka miesięcy zastąpi Franciszka Smudę na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski… Co ciekawe, Fornalik był wtedy najdłużej pracującym bez przerwy w jednym klubie trenerem w ekstraklasie.

Mecz z 18 marca 2012 roku został rozegrany na stadionie przy ul. Cichej w Chorzowie. Dosyć niespodziewanie spotkanie na ławce rezerwowych zaczął słowacki napastnik Podbeskidzia, Robert Demjan. Jego miejsce zajął Ivan Ćurić, dla którego było to pierwsze spotkanie w podstawowej jedenastce Podbeskidzia.

Z innych rzeczy, w oczy rzucała się średnia wieku kadry Podbeskidzia, która uchodziła za jedną z najwyższych w lidze. Najmłodsi w podstawowym składzie „Górali” Mariusz Sacha i Ivan Ćurić mieli prawie 25 lat. U „Niebieskich” nie było pod tym względem o wiele lepiej, ponieważ w pierwszej jedenastce Ruchu młodszy od Sachy i Ćuricia był tylko Maciej Jankowski (rocznik 1990), który niedługo przed meczem ukończył 22. rok życia.

Pierwszą groźną sytuację w tym meczu stworzyła drużyna Podbeskidzia, jednak nie wyszła na prowadzenie przez nieskuteczność Ondřeja Šourka, który z paru metrów nie potrafił trafić głową nawet w światło bramki. W 16. minucie spotkania po dośrodkowaniu z rzutu rożnego zakotłowało się w polu karnym Podbeskidzia, a z zamieszania skorzystał Arkadiusz Piech, który zdobył bramkę, oddając lewą nogą dobry strzał w okolicach linii szóstego metra. Dziewięć minut później padł dla „Niebieskich” kolejny gol po wrzutce z kornera. Tym razem zdobywcą bramki okazał się Łukasz Janoszka. Zawodnicy Ruchu Chorzów zdecydowanie dominowali na boisku i po pierwszej połowie wydawało się, że tylko jakiś kataklizm mógłby ich pozbawić zwycięstwa.

W drugiej połowie „Niebiescy” jednak mocno się cofnęli i Podbeskidzie postanowiło to wykorzystać. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był strzał Marka Sokołowskiego, który minimalnie chybił celu. Później doszło już do egzekucji. W 69. minucie spotkania Liram Cohen fantastycznie dośrodkował piłkę w pole karne, a Rafał Grodzicki pechowo wpakował piłkę głową do własnej bramki. Piłkarze Podbeskidzia mogli wtedy poczuć, że jeszcze nie wszystko jest stracone. Wszelkich marzeń „Górali” o doprowadzeniu do remisu mógł jednak pozbawić Arkadiusz Piech, który w 79. minucie oddał mocny strzał na bramkę strzeżoną przez Richarda Zajaca. Na nieszczęście napastnika Ruchu golkiper Podbeskidzia wyszedł z tego pojedynku zwycięsko.

Stare piłkarskie porzekadło mawia, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. W tym przypadku naprawdę niedługo trzeba było czekać na odpowiedź Podbeskidzia. W 82. minucie spotkania Ondřej Šourek odnalazł się w polu karnym rywali znacznie lepiej niż w pierwszej połowie i wykorzystał świetną wrzutkę Lirama Cohena, zdobywając bramkę głową. To nie był jeszcze koniec emocji. Przed wielką szansą na strzelenie zwycięskiego gola dla Ruchu stanął Piotr Stawarczyk, ale nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Tym sposobem Ruch Chorzów dosyć niespodziewanie zremisował u siebie z Podbeskidziem 2:2.

Podbeskidzie oddało tylko jeden celny strzał, ale w zupełności to wystarczyło do uzyskania korzystnego wyniku. Ćurić rozegrał fatalne zawody i w 68. minucie meczu został zmieniony przez Roberta Demjana. Nielepiej wypadł w tym spotkaniu Matej Nather, na którego tak bardzo liczył przed meczem Robert Kasperczyk. Trener Podbeskidzia założył Słowakowi „wędkę” już w 35. minucie spotkania. Drugi zawodnik, z którym coach Podbeskidzia wiązał wielkie nadzieje, a więc Liram Cohen, zanotował natomiast świetny występ zwieńczony asystą.

Na pomeczowej konferencji prasowej Robert Kasperczyk stwierdził:

„Emocje były bardzo duże do końca i jeszcze nie ochłonęliśmy. Jestem dumny z tego, jak mój zespół zagrał w drugiej połowie”.

Ponadto wyraził słowa uznania dla Marka Sokołowskiego, który dokończył mecz mimo kontuzji. Było to o tyle istotne, że nastąpiła ona wtedy, kiedy trener Podbeskidzia nie mógł już dokonać żadnej zmiany.

Zupełnie inne nastroje panowały po tym meczu w obozie Ruchu Chorzów. Waldemar Fornalik uważał, że jego podopieczni zagrali świetną pierwszą połowę i już wtedy powinni zamknąć ten mecz. Jak sam później stwierdził:

„W przerwie nie wyobrażałem sobie, że możemy tego meczu nie wygrać, ale okazało się, że prowadzenie 2:0 nie gwarantuje zwycięstwa. Popełniliśmy bardzo proste błędy przy straconych bramkach i będziemy to musieli przeanalizować”.

Warto poświęcić również uwagę wybornej formie Arkadiusza Piecha, który wpisał się na listę strzelców w spotkaniu z Podbeskidziem. Wielu ekspertów (m.in. Radosław Gilewicz, Grzegorz Mielcarski czy Andrzej Juskowiak) uważało wówczas, że Franciszek Smuda powinien uwzględnić napastnika „Niebieskich” w szerokiej kadrze reprezentacji Polski na EURO 2012. Waldemar Fornalik również podkreślał, że bardzo chciałby zobaczyć 27-latka w koszulce z orzełkiem na piersi. Sam Franciszek Smuda wysyłał sprzeczne sygnały. Jednego razu mówił, że wolałby zabrać na EURO kogoś młodszego; innym razem konkludował, że „Zawodnicy Ruchu cały czas mają szansę na grę w reprezentacji Polski”. Ostatecznie Arkadiusz Piech nie znalazł się w szerokiej kadrze reprezentacji Polski na EURO 2012. Selekcjoner „Biało-Czerwonych” umieścił go tylko na „liście rezerwowej”.

A jak zakończyły tamten sezon Podbeskidzie Bielsko-Biała i Ruch Chorzów? „Górale” wygrali tylko jeden z 8 ostatnich meczów sezonu i finiszowali na 13. miejscu w tabeli. Niemniej jednak wynik ten i tak można było uznać za spory sukces; mowa przecież o absolutnym beniaminku, który nie dysponował wielką fortuną, a mimo to już po 2/3 sezonu mógł być właściwie spokojny o utrzymanie. „Niebiescy” zdobyli natomiast wicemistrzostwo Polski, osiągając tym samym największy sukces od 1989 roku. Najlepszy napastnik klubu, Arkadiusz Piech, znalazł się w czołówce najlepszych strzelców T-Mobile Ekstaklasy z 12 bramkami na koncie. Co ciekawe, gdyby dopisać drużynie z ul. Cichej dwa punkty stracone w meczu z Podbeskidziem, świętowałaby ona mistrzostwo kraju.

À propos spotkania z 18 marca 2012 roku, wtedy w Chorzowie piłkarzy Podbeskidzia wspierało 307 kibiców. Jeszcze do niedawna był to jeden z 10 najlepszych wyników wyjazdowych „Górali”. Nigdy później fanom drużyny spod Klimczoka nie udało się już tak licznie zjawić w Chorzowie. Aż do 12 września 2026 roku.

PIERWSZY TAKI MECZ W „KOTLE CZAROWNIC”

Podbeskidzie niemal zawsze grało mecze wyjazdowe z Ruchem przy chorzowskim obiekcie na ul. Cichej (jeden mecz odbył się na Stadionie Miejskim w Gliwicach). Wiadomo, że od listopada 2023 roku „Niebiescy” rozgrywają mecze domowe na Superauto.pl Stadionie Śląskim, jednak od tego czasu Ruch Chorzów nie miał okazji spotkać się z Podbeskidziem. Przez ostatnie 3 lata każda z tych drużyn grała na innym szczeblu rozgrywkowym. Dopiero w tym sezonie mogło więc dojść do bezpośredniego pojedynku w Betclic 1. Lidze.

Obu drużynom przyświecają zupełnie inne cele. Podopieczni Waldemara Fornalika marzą o awansie do Lotto Ekstraklasy, zaś „Górale” chcą przede wszystkim się utrzymać. Przed 8. kolejką Betclic 1. Ligi Ruch zajmował miejsce w środku stawki, a Podbeskidzie znajdowało się w strefie spadkowej. Zdecydowanym faworytem tego spotkania wydawała się drużyna „Niebieskich”, która wygrała 4 z 5 poprzednich meczów.

Przed rozpoczęciem meczu fani „Niebieskich” mogli podpisać się na urodzinowej kartce do Bronisława Buli, który 28 września 2026 roku obchodził 80. urodziny. Podczas meczu wywiesili oni flagę z jego wizerunkiem i podpisem: „Bronek Bula. Legenda”. Ponadto na stadionie kilkakrotnie reklamowano spektakl teatralny „Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku” w reżyserii Janusza Zaorskiego i Roberta Talarczyka, który miał się odbyć 20 września na Superauto.pl Stadionie Śląskim.

Obraz2 768x1024 1

Co do samego „szpilu”, piłkarzy obu drużyn w ramach ak„Stadiony Bez Barier” wyprowadzali na boisko członkowie Klubu Kibiców Niepełnosprawnych Ruchu Chorzów. Mecz sędziował Szymon Łężny z Kluczborka. W przeciwieństwie do spotkania sprzed 14 lat, średnia wieku kadr obu zespołów uległa znaczącej obniżce. W podstawowym składzie Podbeskidzia zagrało tylko 4 zawodników urodzonych przed 2000 rokiem, w tym aż 3 młodzieżowców: Szymon Brańczyk, Aleksander Iwańczyk i Bartosz Martosz. W pierwszej jedenastce „Niebieskich” wystąpiło natomiast 2 młodzieżowców: Nikodem Leśniak-Paduch i Krystian Rostek.

Poza tym zanosiło się na debiut argentyńskiego napastnika Agustina Coscii, który został zakontraktowany przez Ruch kilka dni przed meczem. Albiceleste posiadający również hiszpański paszport zdobył w poprzednim sezonie 10 bramek dla CE Sabadell i pomógł temu zespołowi w wywalczeniu awansu do LaLiga2. Podbeskidzie też nie próżnowało i pod koniec letniego okienka transferowego wypożyczyło z Górnika Zabrze Michała Rakoczego. Zawodnik ten rozegrał 113 oficjalnych meczów na szczeblu ekstraklasy i około 50 meczów w młodzieżowych reprezentacjach Polski.

W pierwszych piętnastu minutach zawodnicy drużyny spod Klimczoka oddali kilka strzałów, które bez większych problemów były blokowane przez rywali. Znacznie groźniej pod bramką „Niebieskich” zrobiło się w 17. minucie, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego wbiegający w pole karne Marcin Biernat próbował wykończyć akcję na wślizgu. Niestety dla kapitana Podbeskidzia, zabrakło mu centymetrów do tego, aby sięgnąć piłkę.

Na ripostę „Niebieskich” nie trzeba było długo czekać. Zaledwie minutę później Ruch ruszył do ataku, Michał Chrapek dośrodkował piłkę z prawej strony w kierunku Patryka Szwedzika, a ten na raty wepchnął piłkę do siatki. Tym sposobem gospodarze wysforowali się na jednobramkowe prowadzenie.

Taki stan rzeczy nie utrzymał się jednak zbyt długo, wszakże już w 24. minucie Marcin Urynowicz strzelił czwartego gola w tym sezonie. W jednym z wywiadów pomeczowych zawodnik Podbeskidzia zdradził, że gol strzelony „Niebieskim” miał dla niego szczególne znaczenie. Nic dziwnego; mowa przecież o rodowitym Zabrzaninie, który przez kilka lat grał w Górniku Zabrze. Jego ogromna radość po zdobyciu gola rozjuszyła sympatyków Ruchu, dopatrujących się w tym zachowaniu znamion prowokacji.

Utrata pierwszej bramki podziałała na zawodników Ruchu niczym przysłowiowa „płachta na byka”. W 26. minucie spotkania Michał Chrapek świetnym prostopadłym zagraniem uruchomił Agustina Coscię, który trafił w słupek. Pięć minut później Michał Chrapek posłał kolejne „ciasteczko” w pole karne, a do piłki znakomicie wyskoczył Krystian Rostek. Młodzian oddał strzał głową, będąc odwrócony tyłem do bramki, a piłka po raz kolejny wylądowała na słupku. W pierwszej połowie gospodarze jeszcze niejednokrotnie zagrozili bramce strzeżonej przez Szymona Brańczyka. Szczególną uwagę zwracały strzały z dystansu Andrei Lukicia i Filipa Wójcika. Wynik do przerwy nie uległ jednak zmianie.

image

Po wznowieniu gry piłkarze Ruchu znowu ruszyli do ataku, jednak to Podbeskidzie mogło w 51. minucie wyjść na prowadzenie dzięki Oskarowi Tomczykowi, który chwilę wcześniej pojawił się na placu gry w miejsce Jauhienija Szykauki. Napastnik „Górali” minimalnie chybił celu. Niedługo później to gospodarze dopięli swego. W 58. minucie spotkania dobrą akcję przeprowadzoną przez zawodników Ruchu znakomicie wykończył debiutujący w zespole argentyński napastnik Agustin Coscia. Kiedy Santiago Villafane przywdziewał trykot „Niebieskich”, nigdy nie wpisał się na listę strzelców, więc Coscia stał się pierwszym Argentyńczykiem w historii klubu, który zdobył dla niego bramkę.

Później gospodarze nie poszli za ciosem i zdecydowanie się cofnęli. To mogło ich kosztować utratę bramki. W 69. minucie spotkania niezdecydowanie defensywy Ruchu wykorzystał Lucjan Klisiewicz, który najpierw wypuścił sobie piłkę, a następnie oddał kapitalny strzał w długi róg. „Górale” już cieszyli się z wyrównania, jednak gola nie uznano, ponieważ sędziowie VAR uznali, że w momencie zagrania Arkadiusza Kasperkiewicza Klisiewicz znajdował się na pozycji spalonej.

Można było odnieść wrażenie, że po nieuznanym golu dla Podbeskidzia „Niebiescy” nieco się przebudzili, jednak zespół gości nie zamierzał jeszcze składać broni. Duże znaczenie dla losów spotkania miała zmiana przeprowadzona przez Waldemara Fornalika w 78. minucie spotkania. Filipa Wójcika zmienił bowiem doświadczony obrońca Martin Konczkowski. Chwilę później Podbeskidzie wykonywało rzut rożny, a Lucjan Klisiewicz został trafiony łokciem przez… Konczkowskiego. Napastnik Podbeskidzia ucierpiał przy tym starciu na tyle mocno, że musiał opuścić boisko. Początkowo nie odgwizdano przewinienia, jednak w 80. minucie sędzia podbiegł do monitoru VAR i po głębokiej analizie ku euforii kibiców przyjezdnych podyktował rzut karny. W 83. minucie „jedenastkę” wykorzystał kapitan Podbeskidzia, Marcin Biernat i doprowadził do wyrównania.

image 1

Na odpowiedź Ruchu nie trzeba było długo czekać. W 85. minucie Jakub Kristan dograł piłkę z rzutu wolnego na bliższy słupek, a tam znakomicie odnalazł się Andreja Lukić, który czubkiem buta wykończył akcję, niczym rasowy snajper. Po strzeleniu gola szczęśliwy strzelec ściągnął koszulkę i utonął w objęciach kolegów. Niedługo później Ruch mógł jeszcze podwyższyć prowadzenie za sprawą Teddy’ego Sutherlanda, ale piłka po jego strzale zatrzymała się na Kamilu Sochaniu.

Kiedy wydawało się już, że „Górale” poniosą klęskę, niespodziewanie po raz kolejny doprowadzili w 90. minucie do wyrównania. Po dośrodkowaniu Michała Rakoczego z rzutu różnego piłkarze Podbeskidzia rozegrali w polu karnym rywali „główkową” akcję zwieńczoną bramką Oskara Tomczyka. Niezwykle rzadko zdarza się, żeby zarówno gol, asysta, jak i asysta drugiego stopnia zostały wypracowane głową, jednak tak było w tym przypadku. Wykańczającemu akcję Tomczykowi próbował jeszcze bezskutecznie przeszkodzić Martin Konczkowski, który rozgrywał fatalne spotkanie.

Mecz zakończył się dosyć niespodziewanie remisem 3:3. Podbeskidzie podtrzymało tradycję i zremisowało siódmy z ośmiu pierwszych meczów sezonu w Betclic 1. Lidze. To pierwsza taka seria w historii klubu, a i w najnowszych dziejach 1. Ligi próżno takowej szukać. Energetyk ROW Rybnik w sezonie 2013/14 zremisował „tylko” sześć z pierwszych ośmiu meczów sezonu. Podobnie Dolcan Ząbki w sezonie 2014/15. Nic dziwnego, że niektórzy zaczęli nazywać Podbeskidzie „królami remisów”.

Jedyna osoba, która spaja mecze z 18 marca 2012 roku i 12 września 2026 roku, a więc trener Ruchu Chorzów, Waldemar Fornalik, stwierdził na pomeczowej konferencji prasowej, że: „Wszystko się zgadza, tylko nie wynik”. Coach pochwalił grę swojego zespołu, konstruowanie akcji w przemyślany sposób, ale zwrócił też uwagę na łatwo tracone bramki. Dobrą grę chorzowskiego teamu potwierdza fakt, że w jedenastce 8. kolejki Betclic 1 Ligi znalazło się aż 3 jego piłkarzy: Jakub Kristan, Patryk Szwedzik i Agustin Coscia.

Jako ciekawostkę dodam, że w tym meczu stanęło naprzeciw siebie 2 Japończyków: Shuma Nagamatsu z Ruchu Chorzów i Toki Hirosawa z Podbeskidzia. Wprawdzie grali przeciwko sobie tylko 3 minuty (Hirosawa wszedł na boisko w 64. minucie, a Nagamatasu opuścił je w 67. minucie), jednak jest to chyba wciąż na tyle rzadko spotykana sytuacja, że warto ją odnotować.

Abstrahując od niespotykanej serii remisów, w tym „szpilu” zadziały się także inne historyczne rzeczy dla Podbeskidzia. Jedna rzecz, że „Górale” po raz pierwszy w historii trzykrotnie odrobili straty w jednym meczu. Druga rzecz, że w sektorze gości na Superauto.pl Stadionie Śląskim zasiadło ponad 600 kibiców Podbeskidzia. Jest to nowy rekord wyjazdowy kibiców tego klubu, czym pochwalił się oficjalny fanpage klubu. Wśród kibiców Podbeskidzia była słynna sympatyczna staruszka, Czesława Górna (nazywana Panią bądź Babcią Czesią), która jeździ na prawie wszystkie mecze wyjazdowe „Górali”, niezależnie od tego, gdzie są rozgrywane. Kibiców Podbeskidzia wspierali jeszcze fani Ruchu Radzionków i sympatycy Bohemians Praga.

image 2

Ogólnie liczba wszystkich kibiców wyniosła 9488. Był to pierwszy mecz w historii, który Ruch Chorzów rozegrał przeciwko Podbeskidziu w „Kotle Czarownic”.

PS. Po następnym meczu z Unią Skierniewice piłkarze Podbeskidzia podtrzymali niesamowitą serię remisów. Osiem remisów w dziewięciu pierwszych meczach ligowych stanowi wynik wyjątkowy nie tylko w skali ogólnopolskiej, ale również ogólnoświatowej.

BIBLIOGRAFIA

Netografia

https://chorzow.naszemiasto.pl/kadra-na-euro-2012-franciszek-smuda-piech-i-jankowski-maja/ar/c2-1366829

https://tspodbeskidzie.pl/newsy/michal-rakoczy-wypozyczony-do-podbeskidzia

https://www.facebook.com/share/v/1Bu6SaqzZi/

https://www.facebook.com/ts.podbeskidzie?__cft__[0]=AZgx60LHYu5YZ3osoqnrxYOD7i4gM-bOSqJH1WgsMXXwjGz_3biqYO2ONFyjEFujmRHFYvJC4ONnoipEHjnWwILS1W_j40mUFtIkj6DOCXxHEDd1tZ3THRjdBt-gFqzA41h991XcKrIK4ToTkAbGK2dGukiMAoUz&__tn__=-UC%2CP-R

https://www.ksruch.com/w/agustin2027

Prasa

„Kronika Beskidzka” 2012

„Przegląd Sportowy” 2012

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 1

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

Więcej tego autora

Najnowsze

Zwycięska seria przed reprezentacyjną przerwą – reminiscencje po meczach Stali Rzeszów

Piłkarze Stali Rzeszów spędzili przerwę przeznaczoną na mecze reprezentacji w znakomitych nastrojach. Drużyna Marka Zuba tuż przed rozpoczęciem ligowej pauzy odniosła pięć zwycięstw z...

Nowy trener i odmieniony skład – koszykarze OPTeam Resovii zainaugurowali sezon

Drużyna koszykarzy OPTeam Resovii przystąpiła do rozgrywek 1. Ligi w mocno zmienionym składzie. W zespole z Rzeszowa pozostało tylko dwóch zawodników, którzy grali w...

Derby Podkarpacia z trenerskimi debiutami – wizyta na meczu Stali Stalowa Wola z Resovią

W samo południe, 20 września 2026 roku, rozpoczęły się derby Podkarpacia rozgrywane w ramach 9. kolejki Betclic 2. Ligi. Stal Stalowa Wola podejmowała Resovię....