Strona główna Był sobie mecz... Tragedia na Estadio Nacional, czyli rzeź w Limie

Tragedia na Estadio Nacional, czyli rzeź w Limie

0

Gniew kibiców

Co zrozumiałe, decyzja Urugwajczyka nie spodobała się miejscowym fanom. Wkrótce na boisko wtargnął niejaki Víctor Malesia Vazquez, którego wielu kibiców znało jako Negro Bomba. Próbował zaatakować sędziego, ale w porę został obezwładniony przez służby porządkowe. Nie był to jego pierwszy taki wyskok, bo już wcześniej podobnie się zachowywał na meczach Alianzy Lima. Chwilę później za jego przykładem podążył inny rozzłoszczony obrotem spraw kibic. Edilberto Cuenca ruszył w kierunku sędziego i chciał go podobno zaatakować szyjką butelki, ale też został unieszkodliwiony. Sposób, w jaki tego dokonano budzi jednak niemałe kontrowersje.

Nasi policjanci kopali go i bili, jakby był wrogiem. To właśnie wzbudziło złość wszystkich – łącznie ze mną – wspominał po latach Jose Salas, który był wówczas na trybunach.

Cuenca miał zostać też zaatakowany przez policyjne psy, które na oczach innych kibiców szarpały jego ubranie. W kierunku policjantów zaczęły lecieć kamienie i butelki. Sytuacja robiła się coraz bardziej niebezpieczna, a niektórzy ze zgromadzonych próbowali sforsować ogrodzenie i dostać się na boisko. Sędzia podjął decyzję o przerwaniu meczu i zawodnicy zeszli do szatni. Niektórzy z kibiców widząc, że sytuacja robi się coraz bardziej niebezpieczna i że służby nie panują nad rozzłoszczonym tłumem, próbowali opuścić stadion.

Nasza piątka zeszła ze schodów, żeby wyjść na ulicę podobnie jak wielu innych, ale brama wyjściowa była zamknięta. Odwróciliśmy się więc i zaczęliśmy z powrotem wchodzić po schodach, ale wtedy policja użyła gazu łzawiącego. Ludzie zgromadzeni na trybunach zaczęli stamtąd uciekać i wbiegli to tunelu, powodując ogromny ścisk – opowiadał Jose Salas.

Po użyciu gazu na stadionie zapanował totalny chaos. Tysiące osób ruszyło ku stadionowym bramom, które jednak były zamknięte. Później pojawiały się głosy, że policjanci, którzy mieli ich pilnować, opuścili swoje stanowiska, żeby zobaczyć końcówkę meczu, lub też chcieli w ten sposób zmusić tłum do powrotu na trybuny. Ludzie dusili się, kaszleli i mdleli. Wiele osób zostało stratowanych i praktycznie zmiażdżonych. Wciśnięci między stalowe pręty bram nie mieli jak zaczerpnąć powietrza i zwyczajnie się dusili. Wiele dzieci zmarło na rękach rodziców. Ofiary były też wśród osób starszych. Salas wspominał, że przez dwie godziny był w takim ścisku, że jego stopy nie dotykały ziemi.

Kiedy w końcu udało się otworzyć bramy, spora część kibiców wdała się w zamieszki z policją. Ucierpiało wiele okolicznych sklepów i podpalono kilkanaście samochodów, a funkcjonariusze mieli użyć ostrej amunicji.

Przechodzili obok mnie chłopcy z sąsiedztwa i zauważyli mnie. Byłem dość chudy udało im się mnie wyciągnąć. Ale potem zaczęło się strzelanie i zaczęli biec. Strzały padały na zewnątrz – kule były wszędzie. Zacząłem biec i nie oglądałem się za siebie – mówił Salas.

Exit mobile version