Rzeszów kolejny raz w 2026 roku był areną wielkiego żużlowego wydarzenia mającego międzynarodową rangę. Po kwietniowych drużynowych mistrzostwach Europy tym razem, 19 września, na stadionie przy ulicy Hetmańskiej odbyła się trzecia runda SEC, czyli indywidualnych mistrzostw Europy. Zawody dostarczyły ogromnych emocji.
Rywalizacja o tytuł żużlowego mistrza Starego Kontynentu składa się z czterech rund. Pierwsza odbyła się w połowie lipca w Zielonej Górze, gdzie najlepszy okazał się Duńczyk Leon Madsen. Na drugim miejscu znalazł się jego rodak Mikkel Michelsen, a na najniższym stopniu podium stanął Patryk Dudek.
Miejscem kolejnej odsłony, na początku września, był niemiecki Guestrow. Polscy kibice mieli wówczas powody do radości, gdyż zmagania zakończyły się triumfem Macieja Janowskiego, który wyprzedził Czecha Jana Kvecha i Duńczyka Michaela Jepsena Jensena.
Przed trzecią częścią rywalizacji najwięcej punktów mieli Madsen i Jepsen Jensen. Trzeci, ze stratą dwóch oczek do Duńczyków, był broniący tytułu Dudek. W najlepszej dziesiątce plasowali się jeszcze dwaj Polacy – siódmy Janowski i ósmy Kacper Woryna. Warto zaznaczyć, że złoty medalista mistrzostw Europy zostanie nagrodzony przepustką do przyszłorocznego cyklu Speedway Grand Prix.
Burzliwa historia mistrzostw
Zanim opiszemy rywalizację na rzeszowskim torze, cofniemy się nieco w czasie, by przedstawić w kilku zdaniach historię rywalizacji o indywidualne mistrzostwo Europy. Dzieje zmagań o to trofeum są nieco burzliwe i lekko zagmatwane.
Przez nieco ponad dwie dekady nieoficjalnym tytułem mistrza Europy nagradzany był triumfator finału europejskiego, czyli zawodów stanowiących ostatnią rundę kwalifikacji do mistrzostw świata. Pierwszą edycję tych zmagań wygrał Norweg Henry Andersen. W tym okresie najlepsi byli też Polacy – Marian Kaiser, Zbigniew Podlecki, Andrzej Wyglenda i dwukrotnie Paweł Waloszek. Co ciekawe, finał europejski cztery razy wygrywał słynny Ivan Mauger, reprezentant… Nowej Zelandii.
Później przez wiele lat indywidualnego mistrza Europy nie wyłaniano. Dopiero w 2001 roku zainaugurowano rywalizację o tytuł w nowej formule. Tutaj znów natrafiamy na ciekawostkę – areną pierwszego turnieju była miejscowość Heusden-Zolder położona w Belgii, a więc w kraju, który zupełnie nie kojarzy się ze speedwayem. Mistrzem został Czech Bohumil Brhel.
Do 2011 roku walka o mistrzostwo Europy rozstrzygała się jednego dnia, w pojedynczych zawodach. Później wprowadzono system oparty na czterech turniejach. Ranga mistrzostw wzrosła, gdyż do rywalizacji zostali dopuszczeni także uczestnicy Speedway Grand Prix, choć oczywiście nie wszyscy przedstawiciele światowego cyklu walczą o medale SEC.
Do tej pory najwięcej złotych medali mistrzostw Europy, bez wliczania zwycięstw we wspomnianym finale europejskim, zdobyli Duńczycy, którzy na najwyższym podium stawali siedmiokrotnie. Trzy razy dokonywał tego Michelsen. Polacy triumfowali cztery razy. Tytułem mogą pochwalić się Krzysztof Kasprzak, Krzysztof Jabłoński, Sebastian Ułamek oraz, jak już wspomniano, Dudek. Jego zeszłoroczna wygrana przerwała trwające aż czternaście lat polskie oczekiwanie na triumf w tej imprezie.
Dodajmy, że na europejski szczyt wdrapywali się również zawodnicy spoza żużlowych krajów. Byli to Słoweniec Matej Zagar, Słowak Martin Vaculik, czy Chorwat Jurica Pavlic. Na najniższym stopniu podium stanął zaś reprezentant Finlandii Kai Laukkanen.
Żużlowe święto w Rzeszowie
Dzień przed trzecią rundą SEC na rzeszowskim torze odbył się mecz ligowy, w którym miejscowa Stal pokonała Polonię Piła, zapewniając sobie utrzymanie na zapleczu elity. To spotkanie dostarczyło szalonych emocji i miało niezwykłą aurę, o czym napiszemy wkrótce w oddzielnym tekście podsumowującym sezon w podkarpackim żużlu.
W sobotę kibice ze stolicy Podkarpacia dostali kolejną dawkę czarnego sportu – tym razem w wydaniu indywidualnym i międzynarodowym. Trybuny znów się wypełniły, a na stadionie pojawili się kibice również z innych części naszego kraju.
Do Rzeszowa przyjechali zresztą też ludzie spoza Polski. Obok nas na trybunach zasiadła bowiem liczna grupa… Węgrów. Nie przeszkadzał im fakt, że w zawodach zabrakło Madziarów. Zamierzali oni po prostu cieszyć się dobrym widowiskiem.

Atmosfera dużego sportowego święta było odczuwalna. Organizacja również stała na wysokim poziomie. Nikomu nie uciekła nawet odrobina emocji. Na dole, przy stoiskach gastronomicznych, ustawiony był duży telewizor z transmisją, dzięki czemu osoby stojące w kolejce po piwo lub kiełbasę przez cały czas mogły śledzić to, co działo się na torze.
Wielki wieczór Polaków
Reprezentanci Polski od początku spisywali się bardzo dobrze. Przy Hetmańskiej najmocniej wspierany był jeżdżący na co dzień w barwach Stali Rzeszów Oskar Fajfer, który zaczął nieźle, ale na koniec zgromadził jedynie trzy punkty, co dało mu szesnaste miejsce. On jednak nie należał do faworytów i już sam udział w SEC był dla niego okazją do zebrania cennego doświadczenia.
Duże nadzieje wiązano natomiast z Woryną, Janowskim i Dudkiem. Pierwsi dwaj bezpośrednio awansowali po dwudziestu biegach do wielkiego finału. Nie powiodło się natomiast obrońcy tytułu. Dudkowi co prawda niewiele zabrakło do wywalczenia miejsca w barażu, ale ostatecznie do niego nie wszedł.

W dodatkowym biegu zameldowali się wspomniani Madsen, Jepsen Jensen i Kvech, a także Łotysz Andrzej Lebiediew. Przepustkę do decydującej gonitwy uzyskiwała najlepsza dwójka. Znaleźli się w niej Lebiediew i Madsen, dzięki czemu dołączyli do reprezentantów Polski. Obecność naszych rodaków w finale sprawiała, że emocje osiągnęły niebywały poziom.
Ostatni akord rzeszowskich zawodów został przerwany po tym, jak Madsen podciął Janowskiego. Polak upadł, a Duńczyk został wykluczony. Chwilę później doszło do ładnej sceny. Obaj zawodnicy podeszli do siebie i podali sobie ręce. Żużlowiec ze Skandynawii przeprosił tegorocznego indywidualnego mistrza Polski.
Powtórka rozpoczęła się w trzyosobowym składzie. Znów doszło do upadku Janowskiego, na szczęście nadal był on zdolny do jazdy. Tym razem nie było wykluczenia i cała trójka kolejny raz stanęła na starcie. Najlepiej zaczął Janowski, ale na trzecim okrążeniu wyprzedził go Woryna, który dowiózł prowadzenie do mety. Polacy finiszowali więc na pierwszym i drugim miejscu, a podium uzupełnił Łotysz.

To był piękny wieczór dla polskiego speedwaya. Większość kibiców jeszcze długo nie opuszczała stadionu i delektowała się przyjemną dla nas dekoracją. Gdy Kacper Woryna dumnie stał na najwyższym stopniu podium, Mazurek Dąbrowskiego został chóralnie odśpiewany przez fanów zgromadzonych na trybunach.
Zwycięstwo pozwoliło Worynie zrównać się punktami w klasyfikacji łącznej z Madsenem. Przed ostatnią rundą SEC liderzy mają minimalną przewagę nad Janowskim i Jepsenem Jensenem. Decydująca batalia o tytuł mistrza Europy odbędzie się 2 października w czeskich Pardubicach.

