Antoni Gałecki – żołnierz w barwach ŁKS-u

Zdjęcie główne: Narodowe Archiwum Cyfrowe. Bohater tekstu – Antoni Gałecki – w białej koszulce po prawej

Legenda. Według słownika języka polskiego jest to osoba otoczona niezwykłą sławą. Dziś jest to raczej pusty slogan. Dawniej na takie miano trzeba było sobie solidnie zapracować. Obecnie, w dobie komercjalizacji piłki nożnej, niewiele trzeba, aby z marszu stać się sławnym. Na szczęście, najzagorzalsi kibice nie zapominają o swoich prawdziwych legendach. Prawdziwych, czyli takich przez „duże L”. Moim skromnym zdaniem, aby zyskać taki status, trzeba spełnić kilka kryteriów. Po pierwsze – być związanym ze swoim klubem przez wiele lat. Po drugie – być człowiekiem orkiestrą, którego wkład w rozwój drużyny wykracza poza standardowe obowiązki sportowca. Po trzecie i chyba najważniejsze – mieć „coś” z bohatera. Wszystkie te cechy skupiał w sobie Antoni Gałecki – olimpijczyk, reprezentant Polski, żołnierz oraz ełkaesiak z krwi i kości.

Świetny trener i jeszcze lepszy debiut

Na świat przyszedł czwartego czerwca 1906 roku, dwa lata przed oficjalnym powstaniem Łódzkiego Klubu Sportowego, który był jego przeznaczeniem. Pierwsze treningi rozpoczął w 1922 roku. Mniej więcej w tym samym czasie ówczesny prezydent Łodzi, Aleksy Rżewski, podjął decyzję o budowie stadionu przy alei Unii, na którym mecze miał rozgrywać w przyszłości ŁKS. Antoni Gałecki trenować zaczął stosunkowo późno. Utalentowany zawodnik miał jednak to szczęście, że na początku swojej przygody trafił na wspaniałego trenera.

Od 1923 do 1926 roku szkoleniowcem ŁKS-u był Lajos Czeizler, który kładł wielki nacisk na rozwój młodzieży. Węgier zrobił wiele dobrego dla klubu, a w latach kolejnych świętował sukcesy z takimi drużynami jak AC Milan, czy Benfika. Nauka ta okazała się bezcenna dla młodego Gałeckiego, który pierwszą szansę otrzymał jeszcze przed dwudziestymi urodzinami. Debiut miał wymarzony. 22 listopada 1925 roku ŁKS mierzył się z Widzewem. Powiedzieć, że mecz ten wyszedł ełkaesiakom znakomicie, to nic nie powiedzieć. Piłkarze z alei Unii rozgromili rywali 13:0, co jest rekordem w historii łódzkich derbów.

ŁKS przechodzi do historii

Obiecujący występ młodego obrońcy na pewno pozytywnie wpłynął na jego pewność siebie. Defensor łódzkiej drużyny z wielkim zaangażowaniem podchodził do treningów i czynił coraz większe postępy, dzięki czemu bardzo szybko stał się pewnym punktem w linii obrony Łódzkiego Klubu Sportowego. Wyczyn tym większy, iż nadal był bardzo młodym piłkarzem, a swoją przygodę rozpoczął zaledwie trzy lata wcześniej. W 1926 roku przyszłość drużyny stała jednak pod wielkim znakiem zapytania. Lajos Czeizler podjął decyzję o opuszczeniu Łodzi.

Brak odpowiednich funduszy spowodował, że ełkaesiacy przez długi czas pozostawali bez trenera. Nie inaczej było również 3 kwietnia 1927 roku, kiedy to na boisku przy ulicy Wodnej doszło do pierwszego oficjalnego meczu w historii polskiej ligi. W spotkaniu tym Klub Turystów Łódź mierzył się z ŁKS-em, który miał swoje rachunki do wyrównania. Kilka miesięcy wcześniej obie drużyny spotkały się w ramach rozgrywek o Mistrzostwo Polski. Prowadzony jeszcze przez Czeizlera ŁKS, sensacyjnie przegrał klasę A i w finałach wystąpili „turyści”. Zadanie tym razem było trudniejsze, gdyż ełkaesiacy musieli radzić sobie bez trenera. 20-letni Gałecki także otrzymał kredyt zaufania od kolegów i wystąpił w tym spotkaniu. Pierwszy oficjalny mecz w historii polskiej ligi zakończył się korzystnie dla ŁKS-u. Piłkarze z alei Unii wzięli odwet za ostatnią porażkę. Wygrali 2:0 po dwóch trafieniach Jana Durki. Jakiś czas temu odsłonięto tablicę upamiętniającą to wydarzenie.

                          Pierwszy mecz w polskiej lidze. Zdjęcie pochodzi ze strony: lkslodz.pl

Po debiucie w lidze, czas na reprezentację

Ostatecznie, w pierwszym sezonie polskiej ligi, ŁKS zajął siódme miejsce w tabeli. Dobre występy Antoniego Gałeckiego nie uszły uwadze obserwatorów. Świetna postawa zaowocowała powołaniem do reprezentacji Polski. Debiut z orzełkiem na piersi przypadł na mecz towarzyski z Czechosłowacją 27 października 1928 roku. Gałecki rozegrał pełne 90 minut, jednak nie mógł być w pełni zadowolony. Piłkarze z Czechosłowacji wygrali 3:2, z czego dwie bramki strzelili zaledwie w odstępstwie dwóch minut. Polacy wzięli się do pracy, gdy na tablicy wyników było 3:0. Było jednak już za późno. Dwa gole strzelił zawodnik krakowskiej Wisły – Henryk Reyman.

Nadzieja na lepsze jutro w ŁKS-ie

Rok 1928 zwiastował lepsze czasy dla Łódzkiego Klubu Sportowego. Powołanie dla Antoniego Gałeckiego stanowiło wielkie wyróżnienie dla klubu, który nie zaliczał się do ligowej czołówki w poprzednim sezonie. Do drużyny dołączył także Władysław Król (w przyszłości okaże się nie tylko wielkim sportowcem, ale i trenerem). To właśnie za namową nowego zawodnika, Antoni Gałecki w okresie zimowym, obuwie piłkarskie i piłkę zamieniał na łyżwy i krążek, zasilając hokejową sekcję klubu.

T

Teodor Peterek, Antoni Gałecki i Gerard Wodarz. Źródło zdjęcia: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Szkoleniowcem ŁKS-u został Austriak, Karl Linsmayr, od 1925 roku związany z lokalnymi rywalami, czyli „turystami”. Paradoksalna dziś wydaje się sytuacja, o której możemy przeczytać w książce „100 lat ŁKS”. W sezonie 1928/1929 austriacki trener prowadził w Ekstraklasie… oba łódzkie zespoły. Linsmayr był trenerem Łódzkiego Klubu Sportowego przez dwa lata, współpraca przypadła na słodko-gorzki okres. Początek miał obiecujący – ełkaesiacy zajęli w 1929 roku bardzo dobre piąte miejsce, tracąc do pierwszej w tabeli Warty Poznań zaledwie trzy punkty. Następny rok nie był jednak tak udany, a ŁKS rzutem na taśmie utrzymał się w najwyższej klasie rozgrywkowej. W 1930 roku Austriaka zastąpił były zawodnik klubu z alei Unii, Zygmunt Otto. Nazwiska na ławce trenerskiej w kolejnych latach ulegały zmianie, jednak trzon zespołu pozostawał ten sam. Wśród zawodników, którzy mogli być pewni występu w pierwszym składzie, był oczywiście Antoni Gałecki.

Reprezentant od święta. Igrzyska Olimpijskie i mistrzostwa świata

Po debiucie w reprezentacji w meczu towarzyskim z Czechosłowacją (1928), Gałecki na kolejne powołanie musiał czekać dwa lata. Częstotliwość ta została zachowana aż do 1936 roku, a trzy razy z rzędu obrońca miał szczęście zagrać przeciwko tym samym przeciwnikom – Łotyszom (w 1930, 1932 i 1934 roku). W 1936 został powołany do kadry na Igrzyska Olimpijskie w Berlinie. Były to najbardziej kontrowersyjne, ociekające propagandą zawody sportowe ubiegłego wieku. Pierwszy raz zapalono znicz od ognia sprowadzonego z Grecji. Reprezentacja Polski w piłce nożnej zajęła ostatecznie czwarte miejsce, a Gałecki wystąpił we wszystkich czterech pojedynkach. Od tego momentu regularnie występował w reprezentacji, nabijając swój licznik spotkaniami w latach 1936-1938.

Polska na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie. Od lewej u góry: Teodor Peterek, Ryszard Piec, Józef Kotlarczyk, 
Spirydion Albański, Jan Wasiewicz, Ernest Wilimowski, Władysław Szczepaniak, Walerian Kisieliński. 
Na dole: Fryderyk Scherfke, Antoni Gałecki (bohater tekstu) 
i Edwald Dytko (widoczny też na pierwszym planie zdj.głównego)
Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Obrońca ŁKS-u otrzymał kolejną życiową szansę. W 1938 roku we Francji zorganizowano trzecie w historii mistrzostwa świata. Antoni Gałecki był jedynym przedstawicielem Łódzkiego Klubu Sportowego powołanym do reprezentacji na ten turniej. Łódzki defensor zagrał w pamiętnym meczu przeciwko Brazylii. Piłkarze z Kraju Kawy wygrali po dogrywce 6:5, a Ernest Wilimowski strzelił w tym spotkaniu aż cztery bramki. Ostatecznie licznik Antoniego Gałeckiego w reprezentacji zatrzymał się na 21 występach (trzy mecze na IO 1936 zostały uznane za nieoficjalne, oficjalny był jedynie mecz z Norwegią o 3. miejsce, ale – sami przyznacie – nie wypada chyba nie wliczyć do bilansu tak istotnych występów).

Karabin zamiast piłki

We wrześniu 1939 roku wybuchła wojna. Wielu sportowców musiało zamienić sportowy strój na wojskowy mundur, a zamiast treningów, czekała ich prawdziwa walka o przetrwanie. Nie inaczej było z Antonim Gałeckim. Jako kapral, brał udział w kampanii wrześniowej. Kiedy wojna obronna zakończyła się niepowodzeniem, przedostał się przez granicę z Węgrami, skąd został przymusowo umieszczony w obozie, w mieście Eger. Postanowił więc udać się do Jugosławii. W trakcie pobytu w tamtym kraju, reprezentował klub piłkarski HASK Zagrzeb.

W momencie, gdy hitlerowskie oddziały dotarły także do Jugosławii, uciekł do Turcji. Stamtąd udał się na Bliski Wschód, gdzie dołączył do słynnej armii Andersa. Wraz z Brygadą Karpacką, przemianowaną później na Samodzielną Brygadę Strzelców Karpackich, ruszył w długą i wyczerpującą podróż – z Palestyny, po północne obszary Afryki, aż do faszystowskich Włoch. Walczył także pod Tobrukiem na terenie Libii (w 1941 r.) i pod Monte Cassino (w 1944 r.), za co został odznaczony Gwiazdą Afryki i pamiątkowym Krzyżem.

Kłamstwo powstrzymuje przed powrotem do kraju

Po przeniesieniu polskich oddziałów walczących we Włoszech do Wielkiej Brytanii, Antoni Gałecki otrzymał wiadomość o śmierci żony i córki. Ta smutna informacja utwierdziła go w przekonaniu, że nie ma po co wracać do kraju. Jak się później okazało, śmierć rodziny była plotką. Ponadto, najbliżsi piłkarza również żyli w przeświadczeniu, że Gałecki nie żyje. Najprawdopodobniej kłamstwo to było celową manipulacją Urzędu Bezpieczeństwa, które nie chciało, by znany sportowiec – żołnierz i patriota, wracał do Polski. Nikomu jednak niczego nie udowodniono.

O tym, że prawda wyszła na jaw, zadecydował przypadek. W 1946 roku do Szkocji przyleciała polska drużyna Silesian Team, by zagrać tam kilka pokazowych spotkań. Antoni Gałecki dowiedziawszy się o tym, postanowił wybrać się do Glasgow na jedno z nich. W szatni spotkał Stanisława Barana, który był zawodnikiem rezerwowym podczas pamiętnego meczu przeciwko Brazylii na mistrzostwach świata we Francji. Dawny kolega z boiska został wielce zaskoczony, gdy zobaczył Gałeckiego. Był bowiem święcie przekonany, tak jak pozostali znajomi i członkowie rodziny, że piłkarz zginął w trakcie wojny. Były obrońca ŁKS-u wrócił do kraju w lutym 1947 roku. Zaledwie miesiąc później zagrał w barwach ukochanego klubu w roli kapitana.

Niestety, Urząd Bezpieczeństwa nie dał o sobie zapomnieć i zawiesił reprezentanta Polski. Utrudniano mu życie także w inny sposób, wzywając na regularne przesłuchania.

Antoni Gałecki zmarł zaledwie w wieku 52 lat. Kilka miesięcy wcześniej Łódzki Klub Sportowy pod wodzą jego kolegi z boiska, Władysława Króla, zdobył pierwsze w historii mistrzostwo Polski…

KAMIL KIJANKA

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Kamil Kijanka
O Kamil Kijanka 15 artykułów
Radioholik i futbolomaniak. Student Finansów i Rachunkowości