Rozmowa z Patrykiem Warczakiem, prawym obrońcą Stali Rzeszów. Zawodnik biało-niebieskich jako nastolatek sporo czasu spędził w grupach młodzieżowych Wisły Kraków, osiągał z nią sukcesy, trenował z pierwszym zespołem „Białej Gwiazdy”, a w niedzielę zrobi wszystko, by to jego obecny klub cieszył się z triumfu.
– Nim przejdziemy do meczu z Wisłą, muszę zapytać o sytuację w Stali. Macie za sobą cztery kolejne porażki i choć z gry nie zasługiwaliście na przegrane, to jednak fakt jest faktem, więc chyba za wesoło w szatni nie jest, tym bardziej że wasz cel – baraże – mocno się oddalił.
– Na pewno mieliśmy wielkie aspiracje, bo podchodząc do pierwszego meczu w tym roku jako piąty zespół w lidze, byliśmy w bardzo dobrej sytuacji, więc ambicje były naprawdę duże. Niestety, po jedenastu meczach sytuacja trochę się zmieniła. Po ostatnich przegranych panuje niedosyt i frustracja, bo nie możemy wygrać meczu. W tych spotkaniach nie jesteśmy gorszym zespołem, potrafimy postawić się każdemu w lidze, stworzyć dobre warunki do tego, żeby wygrać, a niestety często – zwłaszcza w końcówkach – wynik zmienia się na naszą niekorzyść. Dlatego frustracja jest duża, bo przez sporą część meczu jesteśmy w stanie dobrze wyglądać, w pewnych aspektach kontrolować grę, stwarzać sytuacje, a ostatecznie w końcowych minutach tracimy bramkę i kończy się remisem albo porażką.
– Jak wspomnieliśmy, strefa barażowa ucieka. Ten temat został na razie zawieszony, czy może nadal o tym myślicie i rozmawiacie?
– W pewnym stopniu został zawieszony, bo chcieliśmy skupić się na tym, aby w końcu wygrać. Baraże były naszym celem – ambicją każdego z nas jest to, by grać o jak najwyższe cele, więc udział w barażach byłby spełnieniem marzeń dla nas i dla klubu. Natomiast musimy podejść do tego w ten sposób, że po prostu trzeba w końcu wygrać mecz.
– Wiele wskazuje na to, że teraz przed wami najtrudniejsze zadanie, bo Wisła jest o krok od Ekstraklasy i wygraną z wami może przypieczętować awans. Zakładam, że nie wziąłbyś remisu w ciemno, dlatego zapytam: jaka jest recepta na pokonanie „Białej Gwiazdy”?
– Receptą będzie to, abyśmy skupili się wyłącznie na sobie – na naszych aspektach, które musimy poprawić. Na pewno jest to przejście z fazy ataku do obrony. Często tracimy gole z kontrataku, a Wisła ma taką jakość, że na pewno będzie w stanie to wykorzystać. Poprawić trzeba też skuteczność, bo stwarzamy sobie sytuacje, ale ich nie wykorzystujemy. Patrząc na ostatnie mecze, nie strzelamy wielu bramek, a tracimy ich zbyt dużo. Dlatego podstawą jest skupienie się na sobie, wyciągnięcie wniosków z poprzednich spotkań i przełożenie tego na mecz z Wisłą.
– Wisła jest ci dość dobrze znana. Trafiłeś na Reymonta w wieku 13 lat, grałeś z Wisłą w Centralnej Lidze Juniorów, zdobywając wicemistrzostwo Polski. Już jako 14-latek trafiłeś na treningi pierwszej drużyny. Jak wspominasz grę z Białą Gwiazdą na piersi?
– Naprawdę wspominam ten czas bardzo dobrze. Przyszedłem do wielkiego klubu, do bardzo dużej akademii, gdzie trenowałem z najlepszymi chłopakami z Małopolski. Wtedy zaczęła się dla mnie większa piłka. Osiągałem duże sukcesy – jak powołania do reprezentacji Polski U-15 i U-17, treningi oraz sparingi z pierwszą drużyną, wicemistrzostwo Polski juniorów, gdzie zabrakło nam niewiele do złota. Przez pięć lat bardzo się rozwinąłem. Wiele zawdzięczam także trenerom Wisły, bo mocno mi pomogli, gdy byłem w Garbarni Kraków i miałem kontuzję. Za to będę miał do nich ogromny szacunek do końca życia. To są więc świetne wspomnienia – ta młodzieńcza piłka była czymś rewelacyjnym. Poznałem wielu kolegów, nawiązałem przyjaźnie, dlatego był to wyłącznie wspaniały okres.
– Masz może mały żal, że nie udało ci się zostać w klubie i grać w pierwszym zespole? Jako junior miałeś przecież podpisany profesjonalny kontrakt.
– Niczego w życiu nie żałuję. Mam takie podejście, że tak musiało być. Tak potoczyło się moje życie, że mamy możliwość ze sobą rozmawiać i bardzo się cieszę z tego, jak ta kariera się ułożyła. Na pewno, będąc w Wiśle i chodząc z tatą na mecze, moim marzeniem było zagrać z Białą Gwiazdą na piersi. Niestety, nie udało się zrobić tego w pierwszej drużynie, natomiast widocznie to nie był mój czas. Musiałem zejść dwa szczeble niżej, pójść do Garbarni, tam zacząć seniorską piłkę, a potem kontynuować ją poziom wyżej w Stali. Być może taka jest moja droga, a kolejną będzie przyszły sezon w Ekstraklasie. Tak jak mówię – bardzo chciałbym grać w Wiśle. Może kiedyś się uda.
– Czy mecz z Wisłą to takie spotkanie, na które czekasz najbardziej w sezonie?
– Z jednej strony wszystkie mecze traktuję tak samo, ale z drugiej – wiadomo – ten mecz wiąże się dla mnie ze wspomnieniami. To także spotkanie, na które przychodzi więcej kibiców, jest większa otoczka wokół niego. Może więc jest trochę inne niż pozostałe, natomiast staram się wszystkie traktować podobnie, bo niezależnie od przeciwnika interesują mnie tylko trzy punkty. Do każdego meczu muszę przygotowywać się tak samo, zasuwać na sto procent, więc do tego starcia podejdę jak zwykle – zawsze na maksa.
– W niedzielę zagrasz nie tylko przeciw byłemu klubowi, ale także spotkasz byłego kolegę z Wisły – Kacpra Dudę, z którym grałeś też w Garbarni Kraków. Ten ofensywny pomocnik jest jednym z liderów Wisły. Kacper jest zewsząd chwalony, mówi się, że w przyszłości może być ważnym ogniwem reprezentacji Polski. Jak ty go oceniasz i czy odcięcie go od gry będzie w niedzielę kluczowe?
– Ostatnio Kacper był nawet kapitanem, tak że widać, iż mocno się rozwija. Gdy przychodził do Wisły do CLJ, to od pierwszych treningów widziałem, że jest ogromnym talentem. Szybko został przesunięty do pierwszego zespołu i faktycznie dało się zauważyć, że ma sporą jakość, co potem potwierdzał na wypożyczeniu w Garbarni, gdzie spędziliśmy razem jeden sezon. To lider Wisły nie tylko na boisku, ale też poza nim. Natomiast nie możemy skupiać się tylko na nim. Wisła słynie z tego, że ma wielu bardzo dobrych zawodników i jeśli wyłączymy tylko Kacpra z gry, to jest tam jeszcze dziesięciu piłkarzy, którzy również bardzo dobrze grają w piłkę. Na pewno nasi środkowi pomocnicy będą mieli zadanie, żeby sobie z nim poradzić. Jesteśmy jednak Stalą Rzeszów i musimy się takim zawodnikom postawić. Szacunek dla nich, ale nie możemy się ich obawiać – trzeba zagrać to, co umiemy, czyli w końcu pokazać swoją piłkę.
– Wisła oprócz mocnego środka jest również bardzo groźna na bokach. Na swoim sektorze boiska możesz zagrać przeciwko trzem piłkarzom – Juliusowi Ertlthalerowi, Marco Božiciowi lub Frederico Duarte. W Krakowie był to ten pierwszy, mówiłeś nawet, że w tym sezonie przeciw niemu rywalizowało ci się najtrudniej. A teraz na kogo się szykujesz?
– Przy Ertlthalerze musiałem się najbardziej skupić, bo ma niezłą technikę. Natomiast kto by na lewym skrzydle w Wiśle nie zagrał, nie ma to dla mnie znaczenia. Muszę wykonać swoją robotę i być przygotowanym na sto procent. Oczywiście każdy z tych piłkarzy zostanie przeanalizowany. Wisła słynie z ofensywy, więc może być to także lewy obrońca, który często podłącza się do akcji, a skrzydłowy schodzi wtedy do środka. Wariantów i zawodników po mojej stronie może być więc wielu. Podkreślę jeszcze raz, że nie można się ich obawiać. Muszę wyjść i dobrze wykonać swoje zadania.
Dla Patryka Warczaka mecz z Wisłą będzie wyjątkowy. Obrońca Stali przez lata rozwijał się przy Reymonta.

(Fot. Robert Skalski/Stal Rzeszów)
Łukasz Szczepanik

