Polacy wśród gwiazd: FC Porto

W poniedziałek 22 czerwca rozlosowano pary pierwszych rund eliminacyjnych europejskich pucharów. Co roku jest to samo zdziwienie, bo nazwa rywala nic nie mówi. Dziennikarze zgrywają ekspertów, tymczasem pamiętajcie: wszelkie analizy malutkich europejskich klubów to godziny grzebania w necie, żadna mechaniczna wiedza. Ludzie piszący robią to dla fanu. Pod koniec czerwca okazuje się – jak daleko jesteśmy w hierarchii. Już 2 lipca dwa polskie kluby rozpoczną batalię na prowincjach poważnej piłki, podczas kiedy nasi bohaterowie z Zachodu zaczynają poważną grę pod koniec sierpnia.

Dlaczego o tym wspominam? Przyczyna jest prosta. Ani w Celje, ani pod Szawlami nie znajdziecie gwiazd. Pomyślcie – jaką drogę musi przejść polski klub, żeby trafić na kogoś poważnego? Taka wizja zagląda w oczy tylko wtedy, kiedy pokona się kilku rywali na Kaukazie. Owszem, po rozpadzie Jugosławii, upadku ZSRR liczba potencjalnych rywali nieporównywalnie wzrosła. Niemniej ja jako autor uważam, że trzeba porównywać się do najlepszych, bo za „x” lat będziemy średnią arytmetyczną z tych, których spotkaliśmy na swojej drodze.

Wściekłość Mourinho

Bohaterowie dzisiejszego odcinka to piłkarze FC Porto. Polacy zagrali z nimi sześciokrotnie i za każdym razem była to lekcja futbolu w wykonaniu piłkarzy portugalskich, którzy mieli niespotykaną nad Wisłą technikę. Udało się wygrać raz – konkretnie Polonii Warszawa, jednak niech Was nie zwiedzie wynik 2:0 w meczu rozegranym na stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku. Na jesieni 2002 roku w I rundzie Pucharu UEFA Jose Mourinho wystawił w Polsce rezerwy, a i wynik 6:0 z pierwszego meczu nie zmusił „The special one” do jakiejkolwiek bojaźni o losy dwumeczu. Mimo to Mourinho wyjechał z Polski wściekły. Niedługo potem z FC Porto wygrało Puchar UEFA i Ligę Mistrzów.

Mój zespół czeka długa droga do domu (…) Będzie to czas na przemyślenia dla kilku moich piłkarzy, którzy podeszli do tego meczu jakby nie byli zawodowcami. Porażkę spowodował brak naszego profesjonalizmu. Polonia wygrała jak najbardziej zasłużenie, będąc zespołem lepszym w każdym elemencie gry.

~ Jose Mourinho po porażce 0:2 w Płocku

Dużo większą szansę na awans miała Wisła Kraków z 2000 roku. Po wyeliminowaniu w niesamowitych okolicznościach Realu Saragossa pojawiła się nadzieja na wyrównaną walkę z portugalskim gigantem. W Krakowie padł bezbramkowy remis – w którym szkoda „setki” niewykorzystanej przez Moskalewicza. Na Das Antas już nie obeszło się bez druzgocącej porażki. 0:3. Duża wilgotność, temperatura, żywiołowi kibice. Mało która drużyna przyjeżdżająca ze Wschodu może poradzić sobie w takich warunkach. Jednak nie powinno się szukać usprawiedliwień, skoro cały bilans gry polskich klubów z FC Porto jest dla nas druzgocący.

ŁKS Łódź w 1994 roku wrócił do europejskich rozgrywek po 36 latach. Przegrał z FC Porto w I rundzie PZP 0:3 w dwumeczu. Trener Ryszard Polak podkreśla, że nie chce szukać usprawiedliwień w postaci paru kontuzji i gry ze zdobywcą Pucharu Interkontynentalnego.

Myślę, że nie skompromitowaliśmy polskiego futbolu. W pierwszym meczu w Europie od dekad ŁKS trafił na giganta i wypada się tylko cieszyć, że mieliśmy okazję przez kilka dni zobaczyć z bliska zawodowy futbol. My jesteśmy dla nich amatorami.

~ Ryszard Polak – trener ŁKS-u Łódź z 1994 roku

15.09.1994 – I runda Pucharu Zdobywców Pucharów

FC Porto 2:0 ŁKS Łódź

Domingos 72’, Barros 70’

FC Porto: Baia – Secretario, Jorge Costa, Santos, Rui Jorge, Jorge Couto(71’ Baroni), Andre (58’ Drulović), Emerson, Folha, Barros, Domingos. Trener: Robson

ŁKS Łódź: Zajda – Pawlak, Chojnacki, Bendkowski, Krysiak (76’ Nowacki), Kościuk, Leszczyński, Wieszczycki, Lenart, Cebula, Płuciennik (87’ Matusiak). Trener: Polak

Przegląd Sportowy:

W Porto zastanawiano się jedynie nad tym, czy już do przerwy gospodarze strzelą dziesięć, a może więcej goli. Tymczasem widzowie zgromadzeni w sile czterdziestu tysięcy w czwartkowy wieczów na stadionie Das Antas zaczęli trwożliwie spoglądać na zegar i zastanawiać się, czy ich pupile potrafią zdobyć choćby jednego gola. Z większym szacunkiem zaczęto sylabizować łódzkich piłkarzy. Wreszcie po 72 minutach gry ŁKS nie zdołał utrzymać zerowego konta bramkowego. Padły dwa gole. Najpierw ręce w geście triumfu wzniósł w górę Domingos, potem Barros.

29.09.1994 – I runda Pucharu Zdobywców Pucharów

ŁKS Łódź 0:1 FC Porto

Drulović 45’

ŁKS Łódź: Zajda – Bendkowski, Chojacki, Pawlak (86’ Soszyński), Krysiak, Kościuk (65’ Nowacki), Leszczyński, Wieszczycki, Lenart, Cebula, Płuciennik. Trener: Polak

FC Porto: Baia – Secretario, Jorge Costa, Aloisio, Rui Jorge, Jorge Couto (35’ Bandeirinha), Emerson, Paulinho, Barros (46’ Andre), Drulović, Domingos. Trener: Robson

Przegląd Sportowy:

Tym razem nie będziemy narzekać na polski klub. ŁKS prowadzony wprawną ręką Ryszarda Polaka tanio skóry nie sprzedał. Po czerwonej kartce, jaką w 33. minucie otrzymał Rui Jorge, gospodarze stworzyli kilka świetnych okazji. Kibice zachowywali się wspaniale, gorąco dopingując „ełkaesiaków”. Nie przestali nawet w 45 minucie, kiedy to Paulinho dośrodkował z prawego skrzydła, piłka trafiła do Ljubinko Drulovicia i Serb płaskim strzałem z dwunastu metrów w prawy róg pokonał Jerzego Zajdę.

 

Wisla_-_Porto_przy_Reymonta

 

26.10.2000 – II runda Pucharu UEFA

Wisła Kraków 0:0 FC Porto

Wisła Kraków: Sarnat – Baszczyński, B. Zając, Moskal, Głowacki, M. Zając (88’ Żurawski), Kałużny, Niciński, Kulawik (46 Frankowski), Kosowski (82’ Sosin), Moskalewicz. Trener: Lenczyk

FC Porto: Owczinnikow – Secretario, Jorge Costa, Aloisio, Esquerdinha, Deco, Chainho, Paredes, Candido (61’ Capucho), Pena (82’ Romeu), Drulović (90’ Domingos). Trener: Fernando Santos.

Przegląd Sportowy:

To będzie mecz walki, biegania, nie spodziewajcie się finezyjnej gry – mówił przed meczem Lenczyk. I tak w rzeczywistości było. Zarówno piłkarze Wisły, jak i Porto czuli przed sobą respekt. „Nie stracić gola” – to było hasło przewodnie tego meczu i obydwa zespoły zrealizowały je w stu procentach. Jakiekolwiek założenia wiślaków, że uda się wciągnąć rywali na własną połowę i wyprowadzić kontratak okazały się nierealne. Po prostu Jorge Costa i Aloisio nie opuszczali swojej połowy, a boczni obrońcy rzadko angażowali się w akcje ofensywne. Po meczu wśród kibiców, trenerów i piłkarzy Wisły dominował ton umiarkowanego zadowolenia. – Uzyskaliśmy najgorszy z możliwych wyników – powiedział po meczu Arkadiusz Głowacki.

09.11.2000 – II runda Pucharu UEFA

FC Porto 3:0 Wisła Kraków

Pena 3’, 65’, Aleniczew 89’

FC Porto: Owczinnikow – Secretario, Jorge Costa, Aloisio, Esquerdinha, Paredes, Aleniczew, Deco, Capucho (78’ Puzzi), Drulović (70’ Chainho), Pena (65’ Claiton). Trener: Fernando Santos

Wisła Kraków: Sarnat – Baszczyński, B. Zając (60’ Kulawik), Moskal, Głowacki, Niciński (56’ Sosin), Kałużny, Moskalewicz, Kosowski, Żurawski, Frankowski. Trener: Lenczyk

Przegląd Sportowy:

Nie udał się wiślakom mecz w Porto. Podopieczni Oresta Lenczyka wyraźnie ulegli Portugalczykom 0:3, stwarzając w całym spotkaniu tylko jedną groźną sytuację (strzał Radosława Kałużnego w słupek). Pierwszą bramkę zdobył już w 3. minucie Pena po podaniu Ljubinko Drulovicia. Potem przez długi czas gospodarze atakowali, ale bez skutku. Dopiero w 65. minucie po rzucie rożnym Pena po raz drugi zaskoczył Artura Sarnata. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 2:0 dla Porto – w 89. Minucie Dimitrij Aleniczew dopełnił czary goryczy. 0:3 i słabiutkie pożegnanie Polaków z Pucharem UEFA.

Bez nazwy-2

19.09.2002 – I runda Pucharu UEFA

FC Porto 6:0 Polonia Warszawa

Jankauskas 20’, 56’, Derlei 38’. Maniche 55’, Postiga 70’, 88’

FC Porto: Nuno – Ferreira, Costa, Emanuel, Valente, Maniche, (67’ Aleniczew), Deco (72’ Tiago), Costinha, Capucho, Jankauskas, (57’ Postiga), Derlei. Trener: Mourinho

Polonia Warszawa: Krzyształowicz – Kuś, Dziewicki, Malinowski, Szymanek (58’ Łukasiewicz), Kęska, Ekwueme (46’ Dąbrowski), Scherfchen, Gołaszewski, Udenkwor (53’ Mazurkiewicz), Bykowski. Trener: Białek

Przegląd Sportowy:

Jedno jest pewne – młodemu Wojciechowi Szymankowi i doświadczonemu Mariuszowi Malinowskiemu jeszcze długo w koszmarnych snach pojawiać się będą zmory dwóch piłkarzy Porto – Nuno Capucho i Deco. Ta dwójka natychmiast zmiarkowała, że lewa strona obrony polonistów jest szczelna jak stare sito i nękała naszych aż do upokorzenia. Pierwsze dwadzieścia minut dawało jeszcze nadzieję na przyzwoity rezultat, choć gołym okiem widać było, że obie drużyny dzieli różnica klasy, a momentami i dwóch. W rewanżu trener Porto zapewne da pograć rezerwowym, ale marne to dla nas pocieszenie, bo jeden z nich – Postiga – dobił polonistów, zdobywając dwie ostatnie bramki.

03.10.2002 – I runda Pucharu UEFA

Polonia Warszawa 2:0 FC Porto

Łukasiewicz 67’, Kuś 80’

Polonia Warszawa: Gubiec – Kuś, Dziewicki, Szymanek, Gołaszewski, Dąbrowski (88’ Adamski), Łukasiewicz, Scherfchen, Mazurkiewicz (82’ Ekwueme), Udenkwor (62’ Kęska), Bykowski. Trener: Białek

FC Porto: Nuno – Ferreira, Paulinho, Pedro Emanuel, Ricardo Carvalho, Ricardo Costa, Tiago, Maniche, Candido Costa, Aleniczew (46’ Bruno) – Derlei (60 Capucho), Postiga. Trener: Mourinho

Przegląd Sportowy:

Przed meczem piłkarzom Polonii musiało być bardzo smutno, bowiem okazało się, że ich spotkanie będzie oglądało 120 kibiców Porto, 50 VIP-ów z Warszawy, 200 ciekawskich z Płocka (tam rozgrywano mecz – przyp. red.) i śmietanka towarzyska tego miasta. Kibiców Polonii można było zmieścić w jednym autokarze. Grający niemal w rezerwowym składzie Portugalczycy rozpoczęli spotkanie bardzo spokojnie, a że polonistom nie udawały się akcje zaczepne, z boiska wiało nudą. Poloniści bez trudu radzili sobie z atakami rywali, mało tego – próbowali się odgryzać. W 67. minucie piłka po dośrodkowaniu Dąbrowskiego trafiła do Kusia, który natychmiast uderzył z powietrza w kierunku bramki. Futbolówka trafiła jeszcze pod nogi Antoniego Łukasiewicza, a ten wiedział już, co z nią zrobić. Dziesięć minut przed końcem Bykowski oszukał dwóch obrońców i podał do Kusia, który z ośmiu metrów trafił w obrońcę, a piłka wpadła do bramki obok zaskoczonego bramkarza. Wynik poszedł w świat.

Po dwóch ostatnich odcinkach naszej serii już wiecie, że i Josep Guardiola i Jose Mourinho polegli kiedyś na polskiej ziemi.

KAMIL ROGÓLSKI

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl