Wielka klapa w centrum miasta – stadion im. Edmunda Szyca

Przykry widok na płytę stadionu. Źródło: poznan.naszemiasto.pl

„Poznań to specyficzne miasto. Zdobi je urokliwa starówka z kameralnymi uliczkami wokół gwarnego rynku, słynącego z ratuszowych koziołków. Do miejskiego serca, które swoje rytmy wybija zwykle pomiędzy czwartkowymi a niedzielnymi wieczorami, prowadzi aorta o nieco nowocześniejszym charakterze, a której początek stanowi Stary Browar – galeria niegdyś uważana za najładniejszą w Europie. Zaledwie kilkaset metrów dalej znajdują się dawne płuca Poznania – zapomniany stadion im. Edmunda Szyca. Niestety dziś przypominają one raczej płuca… nałogowego palacza, który już dawno przegrał walkę z nowotworem.

PeWuKa

Druga połowa XIX wieku oraz okres międzywojenny wiązał się z bardzo dynamicznym rozwojem stolicy Wielkopolski. Pomiędzy 1848 a 1939 rokiem liczba mieszkańców zwiększyła się pięciokrotnie. Miasto całkiem nieźle radziło sobie w obszarach gospodarczych i sportowych. W 1921 roku zorganizowano I Targ Poznański, a cztery lata później powstały Międzynarodowe Targi Poznańskie. Gdy władze II Rzeczypospolitej zdecydowały, że Gród Przemysława zostanie uhonorowany możliwością organizacji Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 roku, jasne stało się, że niezbędna będzie budowa dużej areny sportowej.

Międzynarodowy targ w Poznaniu 1925; Źródło: fotopolska.eu

Włodarze i organizatorzy PWK nie uznawali półśrodków. Wystawa miała być manifestacją możliwości gospodarczych odradzającej się Polski. Wybór miasta nie był przypadkowy – stolica Wielkopolski słynęła ze swoich tradycji targowych. Nie szczędzono środków na przygotowania do tego wydarzenia. Przedsięwzięcie kosztowało około 100 milionów złotych. Wymagało to wsparcia z budżetu państwa, zaangażowania lokalnych przedsiębiorców, ale również pożyczek międzynarodowych. Kwestie finansów były jednak drugorzędne. Wszystkim przecież zależało na organizacji wystawy. Władza centralna widziała w niej wartość propagandową i polityczną, a miejscowa ludność lokalna i lokalni rządzący – dostrzegali szansę rozwoju Poznania. Nie pomylili się, bo przez organizację targów miasto było wielokrotnie komplementowane na arenie międzynarodowej. Odwiedzona przez ponad cztery miliony osób stolica Wielkopolski zyskała rozpoznawalność. Potężny zastrzyk inwestycyjny w infrastrukturę miasta wpłynął na rozbudowę terytorialną. Powstały nowe dzielnice i poprawił się komfort życia.

Nigdy wcześniej i nigdy później nie zorganizowano w Polsce wystawy na taką skalę. Przygotowano setki obiektów noclegowych, w tym największy hotel w międzywojennej Polsce. Nie tylko hotel był największy. Restauracja centralna mogła obsłużyć jednocześnie 2500 gości i zatrudniała 500 kelnerów. Na terenie wystawy działało największe w Europie wesołe miasteczko z ogromną kolejką górską i najwyższą zjeżdżalnią wodną, a niedaleko targów powstała największa w Polsce fontanna. Wszystko musiało być „naj”. Nie inaczej było ze stadionem. Niespełna dwa lata przed PWK podjęto uchwałę o budowie areny w centrum miasta. W niespełna 12 miesięcy trzeba było podołać trudnemu zadaniu wybudowania ogromnego obiektu.

Jak nie budować stadionu

Grunt, który przeznaczono pod budowę, nie był najlepszym miejscem do stawiania tego typu konstrukcji. Patrząc przez pryzmat odległości do centrum miasta – była to idealna lokalizacja. Teren pomiędzy Dolną Wildą a Drogą Dębińską był niegdyś korytem Warty, a później stanowił jej rozlewisko – budowa tak potężnej konstrukcji na bagnistym gruncie była więc bardzo ryzykowna. Blisko 20-tysięczny stadion został zaprojektowany jako wielofunkcyjna budowla z dwiema zadaszonymi trybunami. Był w dużej mierze żelbetowy, a oparto go na betonowych słupach, osadzonych w podmokłym gruncie. Niestabilne podłoże spowodowało, że wszystko to pękało, a do tego osuwały się fundamenty. Stadion jednak musiał być oddany przed rozpoczęciem Powszechnej Wystawy Krajowej, dlatego też trybuny zabezpieczano dodatkowo od dołu drewnianymi rusztowaniami.

Inauguracja stadionu im. Szyca; Źródło: lepszypoznan.pl

Poważne wady konstrukcyjne stanowiły duży problem. Ewakuowano dziesiątki tysięcy zgromadzonych widzów niespełna kilka godzin po rozpoczęciu jednej z pierwszych uroczystości. Trybuna została zamknięta i wszczęto dochodzenie, które miało ustalić powody tak dużych zaniedbań skutkujących narażeniem życia ludzkiego. Ponadto zastanawiano się, jak przywrócić obiekt do pełnej użyteczności. Pomimo że trybuna główna groziła katastrofą budowlaną, to stadion nie został zamknięty dla sportowców. Dwa lata później odbył się na nim mecz międzypaństwowy Polska – Jugosławia.

Przekrój trybuny stadionu im. Szyca; źródło: wikipedia.org

Opłakany stan obiektu wymagał kolejnych decyzji i inwestycji. W 1932 roku wykonano pomiary, które wskazały, że jego naprawa jest bezcelowa. Podjęto decyzję o rozbiórce i wybudowaniu go od nowa. Przedsięwzięcie zaplanowano na lata 1938-1941. Niestety wojna pokrzyżowała ambitne plany, dotyczące powstania nowego stadionu.

Wojna 

W okresie wojny nieckę stadionu wykorzystywano jako żydowski obóz pracy, a mury były świadkiem dramatycznych scen. Wycieńczeni i głodni więźniowie byli podatni na choroby, a fatalne warunki sanitarne spowodowały epidemię tyfusu. Ci, którzy nie umarli w wyniku chorób lub nie zostali wywiezieni do obozów, próbowali uciekać. Bez powodzenia… Dla uciekinierów były przygotowane szubienice, na których publicznie wieszano więźniów. Działo się to na oczach towarzyszy niedoli, tak by dodatkowo wzmocnić w nich poczucie bezsilności i tłumić jakiekolwiek zarzewia buntu. W ten sposób stracono kilkaset osób. Po wielu latach, kilkaset metrów od stadionu, w ścisłym centrum miasta, postawiono pomnik upamiętniający ofiary zbrodni rozgrywających się tuż obok.

Pomnik ofiar obozu pracy w Poznaniu; źródło: przewodnik-królewski.pl

Rekonstrukcja

Tuż po wojnie powrócono do planów przebudowy, jednak nie było to proste. Przedwojenna dokumentacja stadionu została utracona i jej rekonstrukcja wymagała czasu. A wiadomo, że jeśli czasu sporo… Tym razem nie trzeba było uwijać się, żeby zdążyć przed ważnym przedsięwzięciem. Konstruktorzy mogli się lepiej przygotować do budowy. Same prace trwały o wiele dłużej. Obiekt został oddany do ponownego użytku dopiero po 10 latach.

Odbudowa zakończyła się oficjalnie w 1957 roku. Od tego czasu, mogący pomieścić około 60 tysięcy kibiców obiekt, stał się jednym z ważniejszych centrów sportowych w Polsce. W tym miejscu swoje mecze (zamiennie ze Stadionem Śląskim i Stadionem Dziesięciolecia) rozgrywała reprezentacja narodowa. Poznań dwukrotnie był gospodarzem finału Pucharu Polski. Arena była także przez pewien czas domem Lecha Poznań. Za Kolejorzem szły tłumy kibiców, pobijano kolejne rekordy frekwencji. Szczególnie pamiętny jest ten z czerwca 1972 roku, kiedy to Lech wywalczył w zaciętym meczu z Zawiszą Bydgoszcz awans do najwyższej ligi. Świadkiem tego wydarzenia było 60 tysięcy kibiców, co wydaje się niesamowite, jeśli uświadomimy sobie, że chodzi o II poziom rozgrywek ligowych.

Finał Pucharu Polski Legia vs. Polonia Bytom
źródło: magazyn.wp.pl

Z czasem frekwencja na meczach przy Dolnej Wildzie zaczęła spadać, jednak wciąż utrzymywała się na rekordowym, jak na Polskę, poziomie. Z czasem Lech Poznań postanowił przenieść się na nowo wybudowany obiekt przy Bułgarskiej, przez co stadion im. Edmunda Szyca (nazwa nadana po upadku komunizmu) zaczął tracić swoją wartość. Warta Poznań, która zarządzała obiektem, tułała się po II i III lidze i nie była w stanie wygenerować takiej frekwencji, jak Kolejorz. Stadion był co prawda wielofunkcyjny i oprócz meczów mogły się na nim odbywać zawody lekkoatletyczne, ale jego potencjał nie był w pełni wykorzystywany (no może poza uwzględnieniem go jako mety jednego z etapów Wyścigu Pokoju – to właśnie podczas jednej z edycji padł rekord frekwencji – około 100 tysięcy widzów).

Centralne dożynki 1974;
źródło: tvn24.pl

W połowie lat 80. planowano modernizację i zamontowanie sztucznego oświetlenie – bez powodzenia. 28 maja 1980 roku nasza reprezentacja zawitała tu po raz ostatni, wygrywając w meczu towarzyskim ze Szkocją 1:0, po trafieniu Zbigniewa Bońka. Od tego czasu trybuny przy Dolnej Wildzie zaczęły sukcesywnie pustoszeć, a tłumy chętniej odwiedzały okoliczne targowiska. Stadion odchodził w zapomnienie.

Stadion im. Szyca;
źródło: fotopolska.eu

Upadek

Wraz z fatalną kondycją zarządcy – KS Wartą, zaczął on popadać w ruinę. Klubu nie było stać na remonty, a gdy w 1989 roku wycofał się główny sponsor – HCP – nad stadionem pojawiły się czarne chmury. W 1998 roku, w obliczu braku pieniędzy, ówczesne władze Warty zadecydowały o sprzedaży gruntów pod stadionem duńskiemu deweloperowi TP Development. Za transakcją tą wiąże ciekawa historia. Klub uzgodnił z inwestorem, że otrzyma przedpłatę w wysokości 1,3 mln dolarów, a kolejne 3,7 mln zostanie zapłacone po wbudowaniu kamienia węgielnego pod nowe osiedle mieszkaniowe.

Ruiny stadionu w Poznaniu;
Źródło: poznan.naszemiasto.pl

Niestety obie strony transakcji prawdopodobnie nie zwróciły uwagi, że plan zagospodarowania przestrzennego uniemożliwiał budowę o charakterze mieszkalnym. Impasu nie przerwały również konsultacje społeczne, podczas których wykluczono możliwość zmiany owego planu. W efekcie Warta nigdy nie zobaczyła pozostałych prawie czterech milionów dolarów, a deweloper pozyskał prawa wieczyste do gruntu, który nie przedstawia dla niego żadnej wartości inwestycyjnej.

Widok na płytę stadionu;
źródło: poznan.naszemiasto.pl

Najbardziej cierpi na tym jednak miasto. Grunty w ścisłym centrum, zamiast przynosić zysk, to tak naprawdę straszą. Wokół stadionu rozpościerają się dzikie parkingi dla samochodów i hala targowa, która lata świetności ma również za sobą. Nadzieją jest wykupienie gruntów przez miasto. Jeśli wierzyć planom władz Poznania, jest na to szansa.

Niecka stadionu widok z góry;
źródło: poznan.naszemiasto.pl

Smutna historia stadionu idzie w parze z równie smutną historią samej Warty Poznań. W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej doniesień na temat problemów finansowych klubu, malejącego zaangażowania właścicieli w inwestycję oraz fatalnej atmosferze w klubie. Wedle najświeższych wiadomości Warta została przejęta przez nowego właściciela za niecałe 10zl (plus sięgające blisko 300 tysięcy złotych zaległości wobec piłkarzy i pracowników). Dziś na stadionie imienia Edwarda Szyca mógłby się odbyć co najwyżej grill grupki znajomych, a nie wielka międzynarodowa impreza. Chociaż nie. Ruiny stadionu nie są atrakcyjne nawet dla bezdomnych.

BARTŁOMIEJ MATULEWICZ

Źródła:

Bartłomiej Matulewicz
O Bartłomiej Matulewicz 56 artykułów
Od lat związany z publicystyką - kiedyś o Manchesterze United, dziś o historii futbolu. Anonimowy Korespondent. Strzelałem w Manchesterze, Mediolanie, Monako, Monachium, Marsylii, Liverpoolu, Londynie i wielu innych... fotki. Czasami złapiesz mnie na trybunach prasowych. Poza studiami i pracą pochłaniam Premier League oraz Ekstraklasę