Wyważone drzwi. Jak Wojciech Szczęsny 15 lat temu debiutował w Lidze Mistrzów.

Czas czytania: 4 m.
0
(0)

16 lutego 2011 r. Wojciech Szczęsny zadebiutował w Champions League. Jego premierowy występ przypadł na jeden z najlepszych występów Arsenalu FC w tych prestiżowych rozgrywkach.

Bardzo mi się to podoba

Sezon 2010/2011 był przełomowy dla Wojciecha Szczęsnego, którego pozycja na The Emirates Stadium zaczynała rosnąć. Przed tą kampanią, wychowanek Agrykoli Warszawa miał na koncie zaledwie jeden występ (starcie z West Bromwich Albion w III rundzie EFL Cup). W niej zaś stał się już pierwszym bramkarzem „Kanonierów”.

W Premier League 20-letni wówczas golkiper zadebiutował 13 grudnia 2010 r. w rywalizacji z Manchesterem United. Niegroźnej, aczkolwiek uciążliwej kontuzji doznał bowiem Łukasz Fabiański, przeżywający w Arsenalu swój najlepszy czas. Na problemy z łokciem narzekał z kolei Manuel Almunia, ale Hiszpan nawet będąc zdrowym, miałby małe szanse na grę. Menedżera Arsene Wengera denerwowało jego niezadowolenie wynikające z niesatysfakcjonującej liczby występów. „The Sun” zatem już w poniedziałkowy poranek donosił, że z w starciu z „Czerwonymi Diabłami” w bramce stanie Szczęsny. Gdy dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Robert Błoński spytał smsowo młodego Polaka, czy faktycznie zagra przeciwko MU, ten odpisał mu: „Owszem. I bardzo mi się to podoba”.

Podobny poziom luzu, Szczęsny zaprezentował również na Old Trafford. Nie sparaliżowała go stawka ani klasa rywala. Przy zwycięskim golu Park Ji-Sunga dla United nie miał żadnych szans, obronił natomiast groźne uderzenia Andersona i Wayne`a Rooneya. „Wazzę” swoim prowokacyjnym zachowaniem wyprowadził z równowagi przed rzutem karnym w 45. minucie, przez co ten fatalnie spudłował.

– To zawsze jest psychologiczna bitwa. Chciałem przestraszyć Rooneya. Stanąłem przed linią bramkową i wróciłem na nią, dopiero gdy sędzia zwrócił mi uwagę. Dzięki temu byłem bliżej piłki, a Rooneyowi wydawałem się większy. Pewnie go przestraszyłem

– tłumaczył po końcowym gwizdku.

Angielskie media różnie jednak oceniły jego występ w „teatrze marzeń”. „Zaczął nerwowo, od kilku niecelnych wykopów, ale z biegiem gry spisywał się coraz lepiej. Popisał się też jedną interwencją, przywołującą na myśl Petera Schmeichela w całej okazałości” – pisało „Sky Sports”. „Daily Mail” był już bardziej surowy: „Świetnie spisał się, gdy wybronił sytuację „sam na sam” z Andersonem, ale ustawienie się przy bramce dla Czerwonych Diabłów było niefortunne”. Generalnie jednak Szczęsny za swój premierowy mecz w Premier League zebrał przyzwoite noty. Gdy Fabiański wyzdrowiał, wrócił jednak pokornie na ławkę rezerwowych.

Dramat Fabiańskiego, szansa Szczęsnego

Długo jednak na niej nie posiedział, bo „Fabian” doznał kolejnego urazu, tym razem już zdecydowanie bardziej poważnego. 5 stycznia 2011 r., w rywalizacji z Manchesterem City, bramkarz reprezentacji Polski doznał kontuzji barku, która wyeliminowała go z gry do końca sezonu. Wenger musiał więc wybierać między doświadczonym, ale „mającym muchy w nosie” Almunią, a zdolnym, ale wciąż nieopierzonym Szczęsnym. Zdecydował się na tę drugą opcję i chyba nie żałował.

Polak z powodzeniem strzegł bramki „The Gunners” w spotkaniach Premier League, FA Cup i EFL Cup. Prawdziwy test czekał go jednak 16 lutego, gdy w dwumeczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, londyńczycy mierzyli się z FC Barceloną. „Blaugrana” była zdecydowanym faworytem tamtej edycji Champions League, pewnie wygrywając grupę D. Podopieczni Arsene Wengera w fazie grupowej z kolei nie zachwycali. W niezbyt mocnej grupie H, z Szachtarem Donieck, SC Bragą i Partizanem Belgrad, zajęli dopiero 2. miejsce, przegrywając wyjazdowe starcia w Doniecku i Bradze. Z rywalizacji z „Dumą Katalonii” nie mieli też zbyt miłych wspomnień. Sezon wcześniej, przegrali bowiem z nią batalię w ¼ finału. Dramatyczny bój w Londynie skończył się remisem 2:2 (Arsenal odrobił dwubramkową stratę w ostatnich 20 minutach), ale już w Barcelonie, piłkarze Pepa Guardiola nie pozostawili wątpliwości, kto jest lepszy, wygrywając aż 4:1. Obie drużyny spotkały się również w finale Ligi Mistrzów w 2006 r. na Stade de France. „Kanonierzy” mimo gry w osłabieniu (czerwona kartka dla Jensa Lehmana) prowadzili do 76. minuty. Katalończycy w dramatycznych okolicznościach zdołali jednak przechylić szalę na swoją korzyść i wywalczyli drugi w historii Puchar Mistrzów.

Arsenal mógł się pocieszać faktem, że od początku 2011 r. jest w znakomitej formie. 13-krotni mistrzowie Anglii wygrali bowiem osiem z dwunastu spotkań we wszystkich rozgrywkach. FC Barcelona w nowym roku również kroczyła niemal od zwycięstwa do zwycięstwa, choć akurat bezpośrednio przed pierwszą potyczką w LM przytrafił jej się remis w La Lidze z walczącym o utrzymanie Sportingiem Gijon 1:1.

On niczego się nie boi

Wszelkie obawy o postawę Arsenalu w starciu z Barcą były jednak niepotrzebne, bo 16 lutego 2011 r. „The Gunners” rozegrali jeden ze swoich najlepszych meczów w historii Champions League! Co prawda od 26. minuty, gospodarze przegrywali 0:1 po bramce Davida Villi. Były as Valencii CF otrzymał doskonałe, prostopadłe podanie od Leo Messiego i strzałem po ziemi pokonał Szczęsnego.

– Jak się przepuszcza piłkę między nogami, to ma się złe samopoczucie. Trudno mnie chyba jednak winić za tego gola

– skomentował później tę sytuację w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Podobnego zdania był również jego ojciec, Maciej, który na łamach futbolnews.pl ocenił, że jego syn przy tym strzale niewiele mógł zrobić.

https://www.youtube.com/watch?v=CCV6ghCqghc

Londyńczykom długimi momentami nie układała się gra, ale w samej końcówce rywalizacji na The Emirates Stadium wznieśli się na wyżyny swoich możliwości. Najpierw w 78. minucie Victora Valdesa uderzeniem z ostrego kąta, w krótki róg zaskoczył Robin van Persie, a w 83. minucie znakomite podanie Samira Nasriego strzałem z pierwszej piłki zakończył Andrij Arszawin.

– To był wyjątkowy piłkarski wieczór – rozpływał się nad grą swojego zespołu, Arsene Wenger. – Wszyscy namawiali nas, żebyśmy grali inaczej, niż nam na to pozwala natura. Nie zrobiliśmy tego. Fakt, że wygraliśmy, może wzmocnić wiarę w naszą filozofię, a to jest najważniejsze – dodał. Podkreślił również: – Byliśmy silni nie tylko pod względem piłkarskim, ale także mentalnym. W meczu z Barceloną, gdy oni są w posiadaniu piłki, jesteśmy często narażeni na ataki, ale zachowaliśmy odporność i siłę.

Szczęsny do pierwszego w historii zwycięstwa Arsenalu nad Barceloną w Lidze Mistrzów dołożył swoją cegiełkę. W końcówce spotkania obronił bowiem mocny strzał Daniego Alvesa. – On się niczego nie boi! – pod wrażeniem występu młodszego kolegi był Johan Djourou. „Przegląd Sportowy” z kolei pisał: „Po debiucie Polaka w Lidze Mistrzów można powiedzieć, że nie tylko zapukał do drzwi światowej elity, ale w swoim stylu bezczelnie je wyważył”.

Historia bez happy endu

Dwumecz z FC Barceloną, podobnie jak przed rokiem, nie skończył się happy endem dla Arsenalu FC. A i Szczęsnego w bramce „Kanonierów” opuściło szczęście. Kilka dni przed rewanżem na Camp Nou, popełnił fatalny błąd w końcówce finału EFL Cup z Birmingham City, który kosztował „The Gunners” trofeum (1:2). Z kolei w drugim starciu z „Dumą Katalonii” po strzale Daniego Alvesa nabawił się kontuzji palca i już w 17. minucie zmuszony był opuścić boisko. Zastąpił go Manuel Almunia, zaś Arsenal przegrał 1:3 i pożegnał się z rozgrywkami Champions League.

Źródła:

  • 1. „The Sun”
  • 2. „Gazeta Wyborcza”
  • 3. Sky Sports
  • 4. „Daily Mail”
  • 5. „Rzeczpospolita”
  • 6. futbolnews.pl
  • 7. BBC
  • 8. „Przegląd Sportowy”

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

Więcej tego autora

Najnowsze

Ligowy klasyk i awans w Lidze Mistrzyń – reminiscencje po meczach siatkarek Developresu Rzeszów z Lotto Chemikiem Police i Palmbergiem Schwerin

W ciągu pięciu dni siatkarki Developresu Rzeszów rozegrały dwa ważne mecze przed własną publicznością. Najpierw w ligowym klasyku zmierzyły się z dużo słabszym niż...

Górnik Zabrze vs. Piast Gliwice – rywalizacja z historią w tle

31 stycznia o 14:45 na Stadionie im. Ernesta Pohla w Zabrzu miejscowy Górnik podejmował Piasta Gliwice. Zabrzanie po niezłej rundzie jesiennej zamierzali potwierdzić swoje...

Pięć wątków wyjątkowego meczu – wizyta na spotkaniu Asseco Resovia – Bogdanka LUK Lublin

Mecz 19. kolejki PlusLigi, rozegrany 1 lutego 2026 roku, pomiędzy Asseco Resovią a Bogdanką LUK Lublin, wzbudził wiele emocji. Spotkaniu towarzyszyło sporo smaczków. Nic...