Byron Moreno – od najgorszego arbitra po szmuglera narkotyków

Każdy kibic piłki nożnej chce wierzyć, że sędziowie prowadzący mecze cechują się uczciwością, sprawiedliwością, bezstronnością i absolutna nieprzekupnością. Na pewnym mundialu doszło jednak do niemałego skandalu. Doświadczyli go rywale Korei Południowej w 2002 roku. A włoscy kibice na hasło „sędzia Byron Moreno”, po dziś dzień dostają białej gorączki.

„Sprawiedliwy” niczym Elizondo

Byron Aldemar Moreno Ruales urodził się w 1969 roku. Studiował prawo na Uniwersytecie w Quito. W 1996 roku uczyniono go sędzią międzynarodowym. W 1997 i 1999 roku gwizdał na turniejach Copa America. W 1999 prowadził także mecze w czasie mistrzostw świata U-17. W ojczyźnie uznawano go za arbitra bezkompromisowego, często sięgającego po kartki. Sam porównywał się do argentyńskiego sędziego, Horacio Elizondo, który w 2006 roku sędziował finał mundialu pomiędzy Francją a Włochami. Ekwadorczycy nadali mu nawet przydomek El Justicero (Sprawiedliwy). Biorąc pod uwagę dalszą historię tego człowieka – zarówno stawianie się na tym samym poziomie co Elizondo, jak i jego pseudonim – jawią nam się jako istny absurd.

          Mecz USA – Portugalia, jedno z dwóch spotkań „sprawiedliwego” na mundialu w Korei i Japonii.

Rok 2002. 33-letni wówczas Moreno szybko skacze po kolejnych szczeblach drabinki kariery sędziowskiej. Jako jeden z sześciu arbitrów ze strefy CONMEBOL, zostaje nominowany przez FIFA do wyjazdu na azjatycki mundial. W tamtym momencie myślał, że stoi u progu wielkiej kariery. Jedno było prawdą. Już wkrótce miał być na ustach całego świata. Jednakże Ekwadorczykowi raczej nie o taki rodzaj sławy chodziło. W czasie turnieju poprowadził dwa spotkania. Pierwszy z nich został rozegrany 5 czerwca 2002 roku. Na stadionie w Suwon, reprezentacja Stanów Zjednoczonych sensacyjnie pokonała Portugalczyków 3:2. Wpadka drużyny nafaszerowanej gwiazdami pokroju: Rui Costy, Luisa Figo, Nuno Gomesa czy Pedro Paulety, zszokowała futbolowych ekspertów. Wszystko odbyło się jednak bez ekscesów sędziowskich. To była po prostu jedna z mundialowych niespodzianek.

Złe przeczucia „Trapa”

W nagrodę za poprawnie poprowadzone spotkanie Moreno otrzymał kolejną szansę. Niemalże dwa tygodnie później został wyznaczony przez władze FIFA na głównego rozjemcę starcia w 1/8 finału. W Daejeon, jeden z gospodarzy turnieju – Korea Południowa – podejmowała wielkich Włochów. Squadra Azzura była zdecydowanym faworytem. Koreańczycy za sukces mogli uznać już samo wyjście z grupy, w której pozostawili za swoimi plecami m.in. reprezentację Polski prowadzoną przez Jerzego Engela. Doszło do sensacji, jednak styl w jakim Azjaci wyeliminowali rywali, pozostawił niesmak. I to taki, że myśl o nim powoduje gęsią skórkę do dzisiaj. Można ująć to tak – Koreańczycy mieli tego wieczora dwóch bohaterów – Ahn Jung Hwana i sędziego Byrona Moreno. Pierwszy zdobył dla nich „złotą bramkę” w 117. minucie meczu, która przypieczętowała awans Koreańczyków do ćwierćfinału. Drugi swoimi decyzjami robił niemal wszystko, by pomóc gospodarzom osiągnąć ten cel. A zrobić trzeba było sporo…

Zanim Ahn Jung Hwan został bohaterem narodowym, zmarnował rzut karny podyktowany przez pana Moreno za faul Christiana Panucciego w polu karnym. Tę decyzję można było jeszcze obronić, bo Włoch faktycznie przytrzymywał rywala za koszulkę, a ten sprytnie padł na ziemię. Buffon wyczuł intencje napastnika i obronił strzał. Italia sunęła z kolejnymi atakami na bramkę Lee Won-jae. W 18. minucie Christian Vieri wyprowadził zespół z Półwyspu Apenińskiego na prowadzenie. Na początku tekstu wspominałem, że sędzia Byron Moreno miał opinię tego, który nie bał się sięgać po kartki. Starcie Korei z Włochami absolutnie zaprzeczało tej tezie. Agresywnie grający gospodarze, co chwila w brutalny sposób atakowali przeciwników. Rozbite głowy, wślizgi z nogą podniesioną na wysokości kolan piłkarzy rywala. Nic nie robiło wrażenia na Ekwadorczyku. Za to każde ostrzejsze wejście trzykrotnych mistrzów świata kończyło się szybkim gwizdkiem. Po jednym z brzydkich fauli piłkarza z Korei, murawę musiał opuścić Gianluca Zambrotta. Trapattoni, widząc jak jego piłkarze są niemiłosiernie „kręceni” na boisku, szalał przy linii bocznej, kopiąc bidon i wydzierając się na sędziego. Jak wspominał po latach, złe przeczucia miał już przed meczem:

Wiedziałem, że sytuacja nie jest dobra, gdy kilka godzin wcześniej odpadł inny gospodarz – Japonia. Powiedziałem wtedy mojemu asystentowi, Pietro Ghedinowi: >>To zły znak, poczekaj, aż zobaczysz co się stanie…<<.

Szósty zmysł utytułowanego trenera, niestety, nie zawiódł go tym razem. Dwie minuty, przed zakończeniem regulaminowego czasu gry, Seol Ki-hyeon wyrównał wynik spotkania. Dogrywka to już istny cyrk w wykonaniu latynoskiego arbitra. Najpierw z murawy wyleciał Francesco Totti, który po tym, jak ewidentnie został sfaulowany w polu karnym Koreańczyków, ujrzał żółtą kartkę za rzekome symulowanie. Legenda AS Romy miała już w tamtym momencie jedno takie upomnienie na koncie, co zaowocowało pokazaniem czerwonego kartonika. Dla selekcjonera Squadra Azzura było już tego za wiele. Trap obejrzał całą sytuację na monitorze znajdującym się przy ławce rezerwowych, po czym zaczął pięścią uderzać w pleksiglas, za którym stali oficjele FIFA i w niewybrednych słowach pytać: o co w tym wszystkim chodzi?

Angelo Di Livio zdaje się mówić, co myśli o pracy arbitra w tamtym spotkaniu.

Mimo gry w osłabieniu, Włosi byli blisko zadania decydującego ciosu. W sytuacji sam na sam z golkiperem gospodarzy znalazł się Damiano Tommasi, ale – Bóg jeden raczy wiedzieć w jaki sposób – sędziowie zauważyli, że zawodnik z Europy jest na spalonym. Na trzy minuty przed końcem dogrywki stało się to, o czym wspominałem wcześniej. Piłkę głową do bramki Buffona skierował Ahn Jung Hwan, doprowadzając do ekstazy fanatyczną publiczność na stadionie w Daejeon. Włosi mogli wracać do domu, a sędzia Byron Moreno był w tamtym momencie najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Italii.

„On jest za gruby, żeby sędziować!”

Dzień po skandalicznym meczu w Daejeon „La Gazetta Dello Sport”, na pierwszej stronie dała tytuł: „Najgorszy sędzia wszech czasów”. Cały Półwysep Apeniński eksplodował nienawiścią do ekwadorskiego sędziego, niczym Wezuwiusz tysiące lat wcześniej. W słowach nie przebierali również piłkarze Squadra Azzura. Christian Panucci tak skomentował wybryki arbitra z Ameryki Południowej:

Został umieszczony na boisku w celu wyeliminowania Włochów. Jest bandytą. Spójrzcie tylko jak wygląda, jest za gruby żeby sędziować!

Mimo że przez ówczesnego piłkarza AS Romy przemawiała gorycz porażki, trudno się z pewnymi tezami reprezentanta Włoch nie zgodzić. Pucułowaty Byron Moreno bardziej wyglądał na urzędnika siedzącego całe dnie za biurkiem i sędziującego po godzinach mecze piłkarskiej ligi szóstek, niż na sędziego najważniejszej futbolowej imprezy na świecie. Wielu piłkarskich ekspertów (głównie Włochów) uważało, że wybryk Moreno nie był tylko spowodowany słabszą dyspozycją dnia. Obwiniano go o celowe sprzyjanie gospodarzom.

Interesowało go jedynie, by Korea przeszła dalej. FIFA umieściła go tam z tego powodu. Moreno był niekompetentny, ale większą odpowiedzialność powinni ponosić ci, którzy go tam umieścili.

To znów słowa Panucciego. Prezydent FIFA – Sepp Blatter – bronił się, mówiąc, że błędy, które popełnił Moreno były ludzkie, a nie popełnione z premedytacją. Jeśli chodzi o celowe sprzyjanie Koreańczykom, to zwolennicy tej teorii dostali kolejny argument po ćwierćfinałowym meczu Azjatów. W 1/4 finału podopieczni Hiddinka znów w kontrowersyjnych okolicznościach przedostali się do kolejnej rundy, gdy egipski sędzia Gamal Al-Ghandour i jego asystenci z Ugandy i Trynidadu i Tobago, nie uznali Hiszpanom dwóch prawidłowo zdobytych bramek, ale to już materiał na inną historię… Sami Koreańczycy szybko zaczęli jednak żartować z tego, co wydarzyło się w czasie meczu 1/8. Kręcili np. takie reklamówki, będące parodią sytuacji, w której Totti został odesłany pod prysznic:

„Lepiej umrzeć stojąc niż żyć na kolanach”

Niecały rok po pechowym dla niego mundialu po raz kolejny dał o sobie usłyszeć światu. Stało się tak za sprawą sędziowanego przez niego meczu ligi ekwadorskiej, pomiędzy LDU Quito a Barceloną Guayaquil. Arbiter najpierw, minutę przed końcem regulaminowego czasu gry, przerwał spotkanie, sygnalizując własną kontuzję. Następnie wznowił mecz, przedłużając go o sześć minut. Zakończył go jednak, dopiero gdy minęło ich… 13. W momencie przerwania gry zespół z Quito przegrywał 2:3 (wcześniej uznał bramkę dla LDU, pomimo podniesionej chorągiewki sędziego bocznego). Po sześciu doliczonych minutach i siedmiu „ekstra”, LDU Quito wygrywało już 4:3. Nie przeszkadzało to jednak arbitrowi w tym, by w pomeczowym protokole napisać, że ostatnie dwa gole padały w regulaminowym czasie gry. Warto także napomknąć, że nasz bohater kandydował wówczas w wyborach samorządowych w rejonie… Quito.

Mecz pomiędzy LDU Quito a Barceloną SC był jawną kpiną.

Postępowania pana Moreno miała już serdecznie dość także jego rodzima federacja, która za ten wyczyn zawiesiła go na 20 kolejek. Ekwadorscy działacze mieli nadzieję, że dłuższy rozbrat z gwizdkiem pozwoli sędziemu na przemyślenie swoich czynów. Nic bardziej mylnego. Gdy tylko arbitrowi pozwolono ponownie wybiec na zieloną murawę, rozpoczęło się kolejne „kręcenie lodów”. W następnym spotkaniu, które poprowadził, wyrzucił z boiska trzech piłkarzy Deportivo Quito. W czerwcu 2003 roku postanowił odwiesić gwizdek, schować czarny strój do szafy i ogłosić zakończenie kariery sędziego. Nie było to jednak spowodowane nagłym przypływem samokrytyki. Co to, to nie. Arbiter obraził się po prostu na obserwatorów z ramienia ekwadorskiego związku, którzy wystawiali mu słabe oceny za prowadzone przez niego spotkania.

Zasługiwałem na lepsze oceny. Myślę, że wykonuję dobrą robotę. Z tymi ocenami trudno będzie mi odzyskać moją odznakę FIFA, więc przejście na emeryturę będzie najlepszą decyzją.

Stwierdził także:

Wychodzę przez drzwi z wysoko podniesioną głową. Lepiej umrzeć stojąc, niż żyć na kolanach.

W chwili zakończenia sędziowskiej kariery miał 34 lata. Został ekspertem piłkarskim. Pracował w telewizyjnej stacji „Canal Uno” oraz radiu „Sonorama”. W Ekwadorze miał status celebryty. Po jakimś czasie nawet Włosi zapraszali go do swoich programów rozrywkowych, gdzie odgrywał rolę nieudolnego sędziego. Czyli był po prostu sobą.

Jaki sędzia, taki przemytnik

Po jakimś czasie zaczęły się jednak ponowne kłopoty. Popadł w długi. Od dawna mówiono o jego uzależnieniu od narkotyków. Wywoływał nawet takie skandale jak pobicie własnej matki. W końcu zdecydował się na krok, który miał wyciągnąć go z tarapatów finansowych. Bardzo ryzykowny. We wrześniu 2010 roku, na lotnisku imienia JFK w Nowym Jorku, Byron Moreno został zatrzymany przez amerykańskie służby antynarkotykowe (DEA). Mężczyzna przykuł ich uwagę widocznym zdenerwowaniem i nadmierną potliwością. W dodatku wyglądał karykaturalnie, mając nieproporcjonalnie duży brzuch i grube nogi. W pokoju zatrzymań okazało się, że były ekwadorski arbiter miał poprzyklejane do brzucha oraz łydek foliowe worki, w których znajdowało się łącznie 6 kg heroiny.
Jego adwokat, Michael Padden tłumaczył go w ten sposób:

Był już nad przepaścią i dokonał bardzo głupiego wyboru. Teraz musi za to zapłacić.

O dziwo, kara więzienia nie była aż tak surowa, jak mogłoby się wydawać. Początkowo mówiono o 10 latach pozbawienia wolności. Ostatecznie skończyło się na 2,5 roku odsiadki.Gdy Gianluigi Buffon dowiedział się o tym, że antybohatera meczu Korea – Włochy z 2002 roku przyłapano na szmuglowaniu narkotyków, tak skomentował całe zajście:

Sześć kilo narkotyków? Myślę, że Moreno miał je już w 2002. Ale nie przy sobie, tylko w organizmie.

Ekwadorski arbiter zapewne na zawsze pozostanie już w pamięci Włochów. Teraz mogą mu już tylko współczuć, bo życie wystawiło mu bardzo wysoki rachunek za jego nie tylko boiskowe machlojki. Gdy wrócił po odsiadce w amerykańskim więzieniu do ojczyzny, wydukał podobno tylko do mikrofonów dziennikarzy:

Bardzo przepraszam. Z całego serca, przepraszam…

RAFAŁ GAŁĄZKA

Źródła, z których korzystałem:

Rafał Gałązka
O Rafał Gałązka 4 artykuły
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcim. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.