Dado Pršo – długowłosy mechanik z Zadaru

Co ciekawego można robić we własne urodziny? Można na przykład urządzić imprezę dla przyjaciół, wybrać się w ciekawą podróż czy skoczyć na bungee. A gdy jest się piłkarzem? W sumie to samo (może poza skokiem), ale oprócz tego np. uczcić ten dzień strzelonym golem w ważnym meczu. Ewentualnie zdobyć cztery bramki w jednym spotkaniu Ligi Mistrzów. Tak właśnie zrobił 15 lat temu Dado Pršo.

Urodzinowa strzelanina

5 listopada 2003 roku, czwarta kolejka Champions League. W najciekawszym (przynajmniej teoretycznie) meczu tego dnia Bayern gra w Monachium z Olympique Lyon. Spotkanie dość niespodziewanie wygrywa drużyna gości. Jak się jednak okazuje to nie o „olimpijczykach” będzie się mówiło najwięcej tego wieczoru. Inny zespół reprezentujący Francję – AS Monaco rozgrywa w tym czasie mecz z Deportivo La Coruna. W składzie drużyny z księstwa brakuje największej gwiazdy, Fernando Morientesa. Szansę gry w podstawowym składzie otrzymuje niezbyt znany Chorwat Dado Pršo. Tak się składa, że tego dnia napastnik świętuje swoje 29. urodziny. Już w 2. minucie Monaco wychodzi na prowadzenie dzięki bramce Jerome’a Rothena, a w minucie 11. na 2:0 podwyższa Ludovic Giuly. Wreszcie w 26. minucie po rzucie rożnym bramkę głową zdobywa Pršo. Po czterech minutach Chorwat (znów głową) strzela kolejnego gola. Przed przerwą dorzuca jeszcze jedną bramkę, a zaraz po przerwie kolejną. Jubilat schodzi z boiska w 75. minucie żegnany burzą braw. Jego miejsce zajmuje Emmanuel Adebayor. Mecz kończy się niespotykanym i rekordowym, pod względem liczby bramek w jednym spotkaniu, wynikiem 8:3, a chorwacki napastnik przechodzi do historii Ligi Mistrzów. Przed nim cztery gole w jednym spotkaniu udało się zdobyć tylko dwóm piłkarzom, Marco van Bastenowi i Simone Inzaghiemu.


Sezon 2003/2004 jest udany nie tylko dla Pršo, ale dla całego zespołu AS Monaco. Choć w Ligue 1 nie udaje się przerwać hegemonii Lyonu (Monaco ląduje ostatecznie na trzecim miejscu) to w Champions League piłkarze ze Stade Louis II robią prawdziwą furorę. Z grupy wychodzą z pierwszego miejsca, a później eliminując kolejną Lokomotiw Moskwa, Real Madryt i Chelsea Londyn, dochodzą do finału. Tam lepsze okazuje się FC Porto, prowadzone przez Jose Mourinho. Jednak to klub w charakterystycznych biało-czerwonych koszulkach zdobywa sympatię wśród kibiców w całej Europie. Na skrzydłach szaleją Ludovic Giuly i Jerome Rothen, w ataku Fernando Morientes, a rewanżowe meczu z Realem i Chelsea przechodzą z czasem do prawdziwej klasyki Ligi Mistrzów. Pršo nie udaje się już powtórzyć swojego wyczynu, ale dorzuca dwie bramki w drodze do finału (w sumie w całym sezonie zdobywa ich siedem).

Trudne początki

Zanim jednak długowłosy Chorwat zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach Champions League, jego kariera piłkarska nie była usłana różami. Urodzony 5 listopada 1974 roku w Zadarze (wówczas Jugosławia) zawodnik, swoje pierwsze kroki w futbolu stawiał w rodzinnym mieście, trenując najpierw w NK Bagat, a później w NK Zadar. W wieku 12 lat Miladin (to jego prawdziwe imię) trafił do Hajduka Split. Płynnie przechodził przez wszystkie drużyny juniorskie Hajduka aż do roku 1991. Mając wówczas 17 lat został poddany rutynowanej kontroli lekarskiej, która wykazała u niego nieregularne bicie serca. Medycy sądzili, że ta zdrowotna dolegliwość uniemożliwi mu profesjonalne uprawianie sportu, dlatego też działacze Hajduka rozstali się z młodym napastnikiem. Co ciekawe, od tego czasu u Pršo nie odnotowano nigdy żadnych śladów tej wady.

Po wyrzuceniu z Hajduka napastnikowi udało się znaleźć angaż w NK Pazinka. Klub grał w najwyższej klasie rozgrywkowej świeżo utworzonej ligi chorwackiej. Dado Pršo miał zaledwie 18 lat, ale zdołał wystąpić w 26 meczach i strzelić 2 gole. Sezon 1992/1993 był jedynym w całej karierze zawodnika, w którym grał w ekstraklasie chorwackiej. Występy w barwach klubu z miasta Pazin łączył z pracą mechanika samochodowego. Nie była to jednak największa przeszkoda w piłkarskim rozwoju wciąż nastoletniego gracza. Na początku lat 90. na Bałkanach toczyła się krwawa wojna, z powodu której wielu mieszkańców postanowiło uciekać do państw Europy Zachodniej. Dado Pršo również podjął taką decyzję. Los rzucił go do francuskiej Normandii.

Początki na francuskiej ziemi były trudne i zniechęcające. Pršo trafił do klubu FC Rouen, ale w ciągu dwóch lat zagrał tam w zaledwie 10 (według niektórych źródeł w 12) meczach. W poszukiwaniu pracy ruszył na południe Francji. Na Lazurowym Wybrzeżu, w miejscowości Saint-Raphaël otrzymał pracę mechanika, a raz w tygodniu grał w tamtejszym klubie. Po pracy zazwyczaj spędzał czas w kasynach i barach, trwoniąc zarobione w ciągu dnia pieniądze. Jego życie odmieniło się po spotkaniu z kobietą, która później została jego żoną. Carole namówiła go, aby na poważnie wziął się za swoją karierę piłkarską.

Walka o pierwszy skład

Gdy latem 1996 roku jego zespół rozgrywał sparing z AS Monaco Pršo został uznany za najlepszego piłkarza meczu. Klub z księstwa zaoferował mu kontrakt, który Chorwat zaakceptował. W drużynie prowadzonej przez Jeana Tiganę nie było łatwo o miejsce w składzie. Thierry Henry, Victor Ikpeba, Sonny Anderson, David Trezeguet – przy takich rywalach do gry w ataku Pršo nie zdołał zadebiutować w pierwszej drużynie. Dobrze za to radził sobie w czwartoligowych rezerwach ASM. Na kolejne dwa sezony został wypożyczony do Ajaccio AC. Pomógł klubowi z Korsyki awansować z trzeciej do drugiej ligi i całkiem nieźle prezentował się na zapleczu francuskiej ekstraklasy (w sezonie 1998/1999 zdobył 13 bramek).

Rozgrywki 1999/2000 rozpoczął znów w barwach Monaco. Konkurencja nadal była ogromna, ale Pršo występował stosunkowo często (20 meczy i 2 bramki), zazwyczaj wchodząc z ławki rezerwowych. Kampania zakończyła się wielkim sukcesem klubu – wywalczonym w znakomitym stylu mistrzostwem Francji. W kolejnych dwóch sezonach zespół nie zachwycał, ale Pršo nadal był najwyżej pierwszym rezerwowym. Cztery lub dwie bramki w sezonie to dla napastnika wynik raczej katastrofalny. Pewnym usprawiedliwieniem dla chorwackiego wieżowca (190 cm wzrostu) były częste problemy z kolanami.  Wszystko zmieniło się w sezonie 2002/2003. Didier Deschamps, trener Monaco dysponował wówczas młodym składem uzupełnionym kilkoma doświadczonymi zawodnikami (m.in. Marco Simone czy Vladimir Jugović). W ataku DD odważnie postawił na duet Dado Pršo – Shabani Nonda. Ten pierwszy zdobył 12 bramek, a drugi aż 26 i został królem strzelców ligi. Monaco wywalczyło wicemistrzostwo. Mistrzem został oczywiście Olympique Lyon.

Wejście na szczyt

O kolejnej kampanii (2003/2004) w wykonaniu AS Monaco napisano już wiele, nie tylko w tym artykule. Po jej zakończeniu Pršo pojechał na EURO 2004. Reprezentacja Chorwacji, w której zadebiutował dopiero w 2003 roku, nie zdołała wyjść z trudnej grupy z Anglią, Francją i Szwajcarią. Dla porządku dodajmy, że Pršo zakończył turniej z jedną bramką. Kolejny sezon rozpoczął już w nowych klubowych barwach. Były to ciemnoniebieskie koszulki, białe spodenki i czerwono-czarne skarpety Glasgow Rangers. Jeden z najbardziej utytułowanych klubów Europy, niemający (poza Celticiem) poważnego konkurenta na krajowym podwórku, pozyskał bramkostrzelnego Chorwata na zasadzie wolnego transferu.

Pierwszy sezon był fantastyczny w wykonaniu Pršo – 18 ligowych goli i wywalczone mistrzostwo Szkocji. Swego rodzaju paradoksem było to, że pochodzący z tradycyjnie katolickiej Chorwacji Dado stał się ulubieńcem protestanckich i często zaciekle antykatolickich kibiców Rangersów. Następne dwa sezony nie były już tak dobre. 9 i 4 – to dorobek bramkowy Chorwata w kampaniach, kolejno 2005/2006 i 2006/2007. Znów usprawiedliwiając gorszą skuteczność Pršo trzeba wspomnieć o jego problemach z kolanami. W pewnym momencie po każdym spotkaniu puchły do tego stopnia, że uniemożliwiały mu wzięcie udziału w treningu, nie mówiąc już o grze w meczu.


W 2007 roku długowłosy mechanik z Zadaru zakończył swoją futbolową karierę. Pożegnanie z Ibrox kosztowało go sporo emocji. Gdy miesiąc po sezonie umówił się na wywiad z jednym z lokalnych dziennikarzy, przyznawał z sentymentem:

Nawet rozglądanie się po stadionie, kiedy jest pusty, sprawia, że jestem smutny, wiem, że to już koniec dla mnie i nie będę więcej grał na Ibrox.

Mimo że Dado Pršo największe sukcesy święcił z AS Monaco, z reprezentacją grał na Euro 2004 i Mistrzostwach Świata w 2006 roku, to zdecydowanie najlepiej wspomina czas spędzony w Szkocji. Na swoim koncie na Twitterze najwięcej miejsca poświęca właśnie drużynie Glasgow Rangers, zamieszczając często archiwalne fragmenty meczy i zdjęcia z okresu gry na Ibrox. Zapytany przez dziennikarza z Glasgow, co zmieniłby w swojej karierze, gdyby miał taką możliwość, odpowiedział:

Najbardziej żałuję, że nie przyjechałem tu wcześniej, bardzo byłbym zadowolony, gdybym tu przyjechał mając 26 lat zamiast 29.

Źródła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dado_Pr%C5%A1o
https://en.wikipedia.org/wiki/Dado_Pr%C5%A1o
https://twitter.com/DadoPrso9
https://web.archive.org/web/20060602162151/http://www.yehey.com/sports/full_article.aspx?id=112502
https://www.telegraphindia.com/sport/small-town-mechanic-to-world-class-attacker-woman-behind-the-man-wife-carole-convinced-dado-prso-to-forge-ahead/cid/1061586
https://www.worldfootball.net/teams/as-monaco/2003/2/
https://www.transfermarkt.com/dado-prso/transfers/spieler/4178
http://forum.rangersmedia.co.uk/topic/25868-dado-prso-the-final-interview/
https://kurbos.skyrock.com/3122886869-DADO-PRSO.html
http://www.90minut.pl/liga/0/liga1230.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ligue_1