Retro Wywiad #7: Damian Łukasik

Damian Łukasik

Jak wyglądał Lech Poznań lat 80? Który z rywali na mecz przyjechał na rowerach? Jak wielkim piłkarzem był Mirosław Okoński? I wreszcie dlaczego nie zagrał na mistrzostwach świata? O tym wszystkim opowie nam była gwiazda Lecha Poznań – Damian Łukasik.  

Mówiąc o Damianie Łukasiku, pierwsze co przychodzi mi go głowy to Lech Poznań. Tam rozpoczynał Pan prawdziwą karierę i tam ją tam zakończył, spędzając w klubie z ulicy Bułgarskiej 12 lat. Czy to była pierwsza kibicowska miłość, czy raczej małżeństwo z rozsądku?

Ze względu na urodzenie w Wielkopolsce Lech był bliski memu sercu od samego początku. Pochodzę spod Leszna, gdzie „Kolejorz” zawsze był pierwszym wyborem, jeśli chodzi o kibicowanie w młodym wieku. Każdy marzył, żeby kiedyś zaistnieć w tym klubie. Damian Łukasik

W Pańskim przypadku te marzenia się spełniły. Jak do tego doszło?

Lech miał wówczas sprawnie działający skauting, choć pewnie nie na taką skalę jak dzisiaj. Poza tym grając w Polonii Leszno, rywalizowaliśmy z Lechem na szczeblu juniorskim i to z całkiem niezłym skutkiem i myślę, że to był punkt zaczepienia dla poznańskich skautów. Do tego ja już w wieku 16 lat byłem w kadrze pierwszego zespołu Polonii i tak się złożyło, że graliśmy baraże o awans do III ligi. Trafiliśmy na zespół rezerw Lecha Poznań. Odnieśliśmy zwycięstwo w tym meczu i awansowaliśmy, co pewnie też miało swoje znaczenie. Damian Łukasik

Przeskok z Polonii Leszno do Lecha Poznań był zapewne dużym wyzwaniem

Nie wiem, czy to było aż tak duże wyzwanie. Miałem ambicje, żeby sprawdzić się wyżej, ale podszedłem do tego w taki sposób, że jeżeli nie sprawdzę się w Lechu, to zawsze mogę wrócić do Leszna. Damian Łukasik

Początki były wspaniałe, bo w latach 83 i 84 Lech dwa razy sięgał po MP i raz zdobył PP. Jednak, jak głosi legenda, wraz z sukcesami malały premię dla piłkarzy.

Te początki nie były dla mnie takie łatwe, bo ja pomimo młodego wieku trafiłem od razu do drugiego zespołu, pomijając drużyny juniorskie. Tam były zupełnie inne obciążenia i w efekcie doszło do zwyrodnienia kości piszczelowej, przez co wypadłem na osiem miesięcy. Łatwo więc nie było. Proces przechodzenia do pierwszego został zahamowany i na samym początku straciłem sporo czasu. Sukcesy przyszły później.

A za te sukcesy was nagradzano, ale czy to prawda, że premia za Puchar Polski była wyższa, niż późniejsze premie za tytuł mistrzowski czy za dublet?

Tak, to jest prawda, ale z perspektywy czasu jak sobie porównam jakie premie krążą w futbolu dzisiaj, to nie ma w ogóle czego porównywać. Wtedy nawet starego malucha nie mogłem sobie kupić za te pieniądze. Dziś piłkarze żyją w zupełnie innym świecie.

Do sukcesów prowadził Was Wojciech Łazarek, ale nie od dziś wiadomo, że to specyficzny trener. Jak się Panu z nim pracowało?

Na pewno miał świetne powiedzonka. Patrząc z perspektywy czasu i biorąc pod uwagę różnych trenerów, to u trenera Łazarka najszybciej podnosiłem umiejętności. On trenował nas dość długo, bo był w Poznaniu cztery lata i ja w tym czasie dużo się nauczyłem. Zapamiętałem też jedną anegdotę, która wiąże się ze mną i z trenerem Łazarkiem: Wróciłem kiedyś do klubu po miesięcznym urlopie i jak mnie trener zobaczył, to natychmiast powiedział: – A ty co, Pszczoły Cię pogryzły? – Rzeczywiście trochę kilogramów miałem więcej, więc mogłem wyglądać, jakby pogryzły mnie pszczoły.

Po meczach z Liverpoolem chyba nawet on nie miał za wiele do powiedzenia. Przegraliście 0:1 i 0:4, a cztery gole strzelił Wam John Wark.

Liverpool rok wcześniej wygrał Puchar Europy, więc trafiliśmy od razu na bardzo trudnego rywala. Pierwszy mecz nie wyglądał tak tragicznie. Anglicy chyba nas troszeczkę zlekceważyli. Wiedzieliśmy, że w rewanżu będzie ciężko, ale na początku mieliśmy dwie sytuacje, z których Jarek Araszkiewicz i Mirek Okoński mogli zdobyć gola. Wtedy wyglądałoby to zupełnie inaczej. Z czasem tłum i kibice zaczęli robić na nas ogromne wrażenie samym dopingiem. Strzał celny, czy niecelny, fani zawsze nagradzali akcje zakończone strzałami burzą oklasków. To ich motywowało. Nam się wydawało, że piłka już wychodzi za linię boiska, a im jeszcze udawało się ją jakąś wyłuskać. Ostatecznie ponieśliśmy tam klęskę, ale pomimo tego, nie mieliśmy się czego wstydzić i schodziliśmy z boiska z podniesionymi głowami.

Wspomniał Pan Mirosława Okońskiego. Zdaniem wielu fachowców to jeden z najlepiej wyszkolonych technicznie piłkarzy polskiej piłki w latach 80.

W tym czasie Mirek na pewno był najlepszy w polskiej lidze, jeśli chodzi o wyszkolenie techniczne. Jego lewa noga była niemalże perfekcyjna, on mógł nią wiązać krawaty. Nie do końca zrobił karierę na miarę swoich możliwości, ale w tamtych czasach mało komu się to udawało. Wtedy za granicę można było wyjeżdżać najpierw w wieku 30 lat, a potem po ukończeniu 28 roku życia. To hamowało rozwój piłkarzy. Hamowały nas też różnego rodzaju kontuzje, bo poziom medycyny sportowej też znacznie odbiegał od tego, co było w innych krajach. Trudno dawać z siebie wszystko, kiedy w 60 minucie zaczyna boleć noga, a znieczulenie już zaczynało puszczać.

Później mierzyliście się z Borussią Mönchengladbach, która była bardzo silną drużyną. Tymczasem na wyjeździe zremisowaliście 1:1!

I dołożyłem do tego swoją cegiełkę, bo strzeliłem gola. Przede wszystkim nie przestraszyliśmy się rywala i gdyby nie przypadkowa bramka samobójcza w rewanżu to być może gralibyśmy dalej. Damian Łukasik

 

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strona: 1 2

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 110 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.