Futbol w Auschwitz

Czy jest możliwe radosne granie w piłkę nożną pośród wszechobecnej śmierci, wśród smrodu spalonego mięsa i złowrogiego dymu? Czy każda bramka może radować niczym ta na wagę mistrzostwa świata? Czy dylemat dla kogo przyznać rzut wolny jest ważniejszy, niż to, co przyniesie jutro? Na wszystkie te pytania jest jedna odpowiedź. Tak – futbol to jedyna rzecz, która pomaga zapomnieć.

„Pewnej niedzieli, kiedy graliśmy w piłkę, zobaczyliśmy tych ludzi. Wyglądali jak szkielety. Zapytaliśmy strażników kim są, a oni odpowiedzieli, że to pierdoleni Żydzi”. Tak jeden z meczów piłki nożnej, wspominał angielski żołnierz Ron Jones. Dostał się on do niewoli na Bliskim Wschodzie, a po dziewięciu miesiącach we Włoszech przeniesiono go do obozu E715, który wchodził w skład Auschwitz.

Przeczytaj także: „Liga obozowa w Terezinie”

Tam spędzał 12 godzin dziennie, sześć dni w tygodniu pracując wśród niebezpiecznych substancji chemicznych. Swój jedyny wolny dzień, który przypadał na niedzielę – poświęcał na futbol.

Trzymało nas to przy zdrowych zmysłach, wprowadzało nieco normalności. Może to zabrzmi dziwnie, ale mam miłe wspomnienia związane z piłką nożną, pomimo tych wydarzeń, które odbywały się za płotem.

Jako jeńcy wojenni osadzeni mieli więcej praw niż więźniowie głównego obozu, więc strażnicy nie widzieli nic złego w takiej formie rozrywki. Co więcej, sami gromadzili się wzdłuż boiska, dopingując swoich faworytów i czerpiąc prawdziwą radość z gry. Umożliwienie realizowania się na boisku niewątpliwie pomagała Niemcom w utrzymywaniu dyscypliny. Gdy wspierający przetrzymywanych Czerwony Krzyż dowiedział się o meczach piłkarskich, podarował osadzonym cztery komplety strojów piłkarskich reprezentacji Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii. Ron Jones występował na bramce w zespole Walii.

Podczas każdego meczu widzieliśmy dymiące kominy. Kiedy wiatr zawiał w naszą stronę, smród był nie do zniesienia. Staraliśmy się wtedy nie myśleć o tym, co tam się dzieje, choć nie było to łatwe. Jedynym sposobem, by powstrzymać złe myśli były najprostsze spory: o bramkę czy spalonego.

 

ron-jones-auschwitz
Ron Jones (pośrodku górnego rzędu) wraz ze swoją drużyną

Kiedy Armia Czerwona w styczniu 1945 roku zbliżała się do Oświęcimia, padł rozkaz, że wszyscy jeńcy mają zabrać to, co potrafią unieść i udać się w marsz śmierci. Były to ewakuacyjne transporty więźniów w głąb III Rzeszy, gdzie ocalali (podczas takowych marszów w różnych miejscach Europy zginęło według niektórych źródeł od trzech do ośmiu tysięcy jeńców) w dalszym ciągu mieli pracować w fabrykach. Oczywiście całą drogę musieli przejść pieszo.

Byliśmy w drodze przez 17 tygodni, a Bóg wie, jak wiele setek kilometrów przebyliśmy poprzez Polskę, Czechosłowację, Niemcy i Austrię.

Ron Jones został wyzwolony dopiero w kwietniu 1945 roku przez wojska Stanów Zjednoczonych.

Piłkarze pośród drutów kolczastych

Choć trudno w to uwierzyć, w głównym obozie KL Auschwitz znajdowało się boisko do piłki nożnej. Był to fragment placu z niechlujnymi liniami i bramkami zbitymi z desek, mieściło się obok… krematorium. Było ono jednym z ostatnich widoków prowadzonych do komór śmierci. Potrafiło jednak też uratować życie. Tak było w przypadku pewnego Żyda z Polski Leo Goldsteina, którego prowadzono wraz z rodziną ku śmierci. Czysty przypadek i futbol zdecydowały o tym, że przeżył. Grupa esesmanów gromadząca się na placu do gry, potrzebowała sędziego. Zapytali więc maszerujący tłum o to, kto z nich zna się na futbolu i potrafi sędziować mecze piłkarskie. Choć Goldstein nie miał o tym zielonego pojęcia, zgłosił się. Ta decyzja pozwoliła mu ocalić istnienie jako jedynemu z tłumu.

Árpád Weisz

 

Po wojnie zasłynął on jako sędzia Amerykańskiej Ligi Piłkarskiej, a także rozjemca słynnego starcia pomiędzy Włochami a Chile, które odbyło się podczas mistrzostw świata w 1962 roku. (Link). Historia ta dobitnie pokazuje, jak wiele szczęścia trzeba było mieć by przeżyć. Ignaz Feldmann swoje istnienie zawdzięcza faktowi, że jego boiskowy rywal z czasów derbów Wiednia Austria – Hakhoah, był esesmanem w tym samym obozie.

Takiego szczęścia nie miał chociażby Árpád Weisz, węgierski piłkarz klasy światowej i trener klubów we Włoszech. Był on sześciokrotnym reprezentantem Węgier i niezwykle zasłużoną postacią w Interze Mediolan, gdzie grał przez sezon, będąc później trenerem. Kolejną znaną postacią, która nie dożyła zakończenia wojny był Marian Einbacher – uczestnik pierwszego w historii meczu reprezentacji Polski w Budapeszcie.

Między dwoma rzutami z autu w meczu piłki nożnej, tuż za moimi plecami, trzy tysiące ludzi zostały poprowadzone na śmierć – fragment “Pożegnania z Marią” Tadeusza Borowskiego.

W Auschwitz zginęło około 1,5 miliona ludzi, głównie Żydów.

 

DAMIAN BEDNARZ

 

Damian Bednarz
O Damian Bednarz 83 artykuły
Redaktor naczelny Retro Futbol. Jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku romantyków futbolowych. Wyznawca kultu Erica Cantony.