Jan Żurek wchodzi do tej samej rzeki. Kiedyś zawrócił jej bieg!

Jan Żurek wrócił na ławkę trenerską Górnika Zabrze. Wielu młodszych kibiców zapewne nie wróży nowemu-staremu trenerowi zbyt długiej kariery, zwłaszcza że jego ponowny debiut nastąpi w meczu z Legią Warszawa. Jednak Żurek już kiedyś mierzył się w swoim trenerskim debiucie z Legią Warszawa i wyszło mu to znakomicie.

Górnikowi nie wiodło się wtedy najlepiej. Po rundzie jesiennej sezonu 1997/98 zabrzanie zajmowali 15 miejsce w tabeli z dorobkiem 20 punktów i widmo spadku zaglądało im wówczas głęboko w oczy. Legia walczyła z kolei o mistrzostwo z Widzewem Łódź, a transfery Cezarego Kucharskiego miał zapewnić podopiecznym trenera Mirosława Jabłońskiego większą siłę ognia. Jeśli chodzi o transfery, to trener Żurek miał związane ręce, o czym mówił w wywiadzie z Dariuszem Kurowskim dla Piłki Nożnej. −

Górnik jest chyba jedyną drużyną, która się ostatnio nie wzmocniła. Czytam gazety i znajduję tam nazwiska znanych piłkarzy, którzy niestety nie pojawią się w Zabrzu. Nie ulega kwestii, że ja bym też chciał mieć w drużynie kilku nowych zawodników. Na to wszystko trzeba mieć pieniądze. A na razie mogę liczyć tylko na aktualną kadrę, do której dołączą najwyżej najzdolniejsi wychowankowie i kilku piłkarzy wracających do zdrowia po kontuzjach. Na transfery Górnik nie może sobie pozwolić…

Przed meczem wypominano Żurkowi, że już w sezonie 1996/97 prowadził Górnika w czterech meczach i zdobył tylko jeden punkt. Zapewne urodzony w Oleśnicy szkoleniowiec nie dostałby drugiej szansy, gdyby nie dobre wyniki z Ruchem Radzionków, który robił furorę na zapleczu ekstraklasy. Bez względu na to, niewielu wierzyło, że ponowny debiut Żurka będzie udany. Jednak boisko pokazało, że Górnik zwyczajnie odpalił, podczas gdy Legia została w blokach.

Już w 27 minucie akcja trójki Kampka − Agafon − Kuźba, zakończyła się golem tego ostatniego. Grzegorz Szamotulski miał niewiele do powiedzenia, bo piłka po drodze odbiła się jeszcze od pleców Igora Kozioła. Dziewięć minut później po kapitalnym prostopadłym podaniu Michała Probierza, Kuźba po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Ta bramka na długo zapadła w pamięci zabrzańskich kibiców. Dziennikarze nieistniejącej już gazety „Top Gol” uznali ją nawet za gola kolejki.

Dziennikarze Piłki Nożnej uważali, że Górnik powinien wygrać to spotkanie wyżej, ale wynik 2:0 satysfakcjonował w pełni zabrzańskich kibiców. Później było trochę gorzej, bo Górnik zaliczył wpadkę z ŁKS-em Łódź, lecz ogólnie wiosna była w wykonania piłkarzy czternastokrotnych mistrzów Polski wyśmienita. Oprócz meczu z Legią w pamięci fanów zostały też zwycięstwa z Odrą Wodzisław 6:0 i z Rakowem Częstochowa 4:0 a także powrót po latach do klubu z ulicy Roosevelta Jana Urbana. A jak to wpłynęło na pozycję w tabeli? Górnik prowadzony przez Jana Żurka zdobył 28 punktów i zakończył sezon na ósmej pozycji. Sam trener tłumaczył postęp w sposób następujący:

− (…) Mimo różnych trudności kilka razy podkreślałem, że mam pomysł na grę Górnika. Wiele osób twierdziło, że podjąłem ogromne ryzyko odchodząc z Radzionkowa. Zostawiłem bowiem zespół, który ma szansę na awans do pierwszej ligi, a objąłem „dołującą” drużynę. Ale, jak widać, ryzyko się opłaciło.

Dlaczego w ogóle o tym piszemy? Jutro „dołujący” Górnik Zabrze zmierzy się w meczu wyjazdowym ze znajdującą się w czubie tabeli Legią Warszawa. Bez trudu można znaleźć bardzo dużo zbieżności, pomiędzy meczem z 1998 roku i tym, który odbędzie się w sobotę. Czy jutro Górnik pod okiem Jana Żurka odpali tak jak 18 lat temu? No cóż, mówią, że wiara czyni cuda. Może więc tą historią udało nam się wlać nieco wiary w serca zabrzańskich kibiców.

 

GRZEGORZ IGNATOWSKI

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 110 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.