John Langenus – najlepszy przedwojenny sędzia

Na Retro Futbol często ukazują się biografie piłkarzy, którzy mieli duży wpływ na rozwój futbolu. Rzadko kiedy się jednak zdarza, abyśmy pisali coś o arbitrach. A zatem trzeba odmienić ten trend! Oto historia Johna Langenusa, najlepszego przedwojennego arbitra. 

Esteta, poliglota, dziennikarz

Wywodzący się z zamożnej rodziny John był niewątpliwym skarbem ówczesnego futbolu. Jako młody chłopiec otrzymał bogate wykształcenie i biegle władał pięcioma językami (angielskim, francuskim, włoskim, niemieckim i hiszpańskim). Nie muszę chyba wspominać, jak olbrzymi wpływ miało to na sędziowane przez niego zawody. Wszystkie swoje mecze prowadził ubrany w koszulę z krawatem, marynarkę i szorty, co w połączeniu ze wzrostem (190 cm) przysparzało mu szacunek zarówno wśród piłkarzy, jak i kibiców. Niejednokrotnie pisał też relacje prasowe ze spotkań, które sędziował. A początki wcale nie były takie łatwe…

Jak każde dziecko marzył o tym, żeby zostać piłkarzem. Grywał nawet w lokalnym klubie w Antwerpii, jednak kontuzja kolana przerwała marzenia o światowej karierze. To właśnie wtedy podjął decyzję o zostaniu sędzią piłkarskim. Przepisów uczył się z krótkiej, specjalnie dedykowanej temu ulotki. Swój pierwszy egzamin oblał, ponieważ nie znał odpowiedzi na pytania co zrobić, gdy piłka uderzy w nisko lecący samolot i jak przekonać bramkarza, żeby nie siedział na poprzeczce. Drugie podejście sprawiło, że został członkiem Królewskiego Belgijskiego Związku Piłki Nożnej i dostał uprawnienia arbitra.

Początki w roli boiskowego rozjemcy były bardzo kiepskie i nie raz wątpił w zasadność kontynuowania tego zajęcia. Na zawody chodził pieszo, często przez miejsca, które przypominały dojścia do stadionu w Chrząstawie. Podczas pewnego meczu dostał piłką w brzuch, wtedy też nadszedł największy kryzys jego wiary. Innym razem niezadowoleni kibice obrzucili go cegłówkami, a jego gapiostwo spowodowało zgubienie zegarka, który został porwany przez wiatr. Zresztą to nie był jego jedyny problem z mierzeniem czasu. Prowadząc zawody pomiędzy Brukselą a Brugią, otrzymał od angielskiego piłkarza grającego w drużynie z Brukseli nowoczesny chronometr. Wszystko po to, by jeszcze dokładniej wyliczyć 45 minut gry. O pomyłce nie mogło być mowy. Wystarczyło tylko włączyć urządzenie. No właśnie… Langenus z kamienną twarzą dokończył zawody, czas odmierzając na przysłowiowe oko.

Kapitan Urugwaju José Nazassi, sędzia John Langenus, a także kapitan Argentyny Nolo' Fereyra przed meczem o mistrzostwo świata 1930.
Kapitan Urugwaju José Nazassi, sędzia John Langenus, a także kapitan Argentyny Nolo’ Fereyra przed meczem o mistrzostwo świata 1930.

 

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strona: 1 2 

Damian Bednarz
O Damian Bednarz 76 artykułów
Redaktor naczelny Retro Futbol. Jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku romantyków futbolowych. Wyznawca kultu Erica Cantony.