Poborský – od lobującego bohatera do hipstera

Dwudziesty trzeci dzień czerwca 1996 roku, godzina 18:30 czasu Greenwich. Na stadionie Villa Park w Birmingham właśnie rozpoczyna się ćwierćfinałowy mecz Mistrzostw Europy pomiędzy reprezentacjami Czech i Portugalii. W 53. minucie tego spotkania, długowłosy czeski pomocnik Karel Poborský przedarł się przez portugalską obronę i wysokim lobem przerzucił piłkę nad wychodzącym z bramki Vítorem Baíą. Piłka wpadła do siatki. Czesi objęli prowadzenie, które utrzymali do końca spotkania i awansowali do półfinału (a później finału) turnieju.

Gol Karela Poborskýego do dziś uchodzi za jeden z najpiękniejszych w historii Mistrzostw Europy. Jego strzelec (urodzony w 1972 roku w miejscowości Jindřichův Hradec) podczas angielskiego Euro grał na tyle dobrze, że trafił do najlepszej drużyny turnieju wybranej przez UEFA. Ważniejsze jednak, że w efekcie wzbudził zainteresowanie naprawdę wielkich klubów.

poborski euro 1996
Gol Poborskiego w meczu Euro 1996 przeciwko Portugalii. Źródło: Uefa.com

Angielski koszmar

Jego dotychczasowy pracodawca Slavia Praga (do której przeszedł raptem sezon wcześniej z Viktorii Žižkov) wycenił początkowo długowłosego pomocnika na 800 000 funtów. Jak można się domyślić, cena dość szybko zaczęła rosnąć. Minęło zaledwie kilka dni od zakończenia Mistrzostw Europy, a za Poborskiego zdążyły wpłynąć oferty od Liverpoolu, Lazio i Manchesteru United. Ani 2 miliony funtów od klubu z Anfield, ani 3 miliony, które oferowali rzymianie nie wystarczyło, by zapewnić sobie usługi 24-latka. Dopiero 3,6 miliona funtów, które wyłożył klub z Manchesteru, zdecydowało o tym, że Poborský opuścił ojczystą ligę i przeniósł się na Old Trafford.

Poborsky w United
Poborsky w barwach Manchesteru United. Źródło:dailystar.co.uk

Wydawało się, że Czech idealnie pasuje do młodej drużyny „Czerwonych Diabłów”, która właśnie odzyskała tytuł mistrza Anglii, po tym jak rok wcześniej niespodziewanie dała się wyprzedzić Blackburn Rovers. Pewnie tak by się stało, gdyby na pozycji Poborskýego nie grał ktoś jeszcze młodszy i jeszcze zdolniejszy. Tym kimś był David Beckham. Sezon 1996/1997 to prawdziwa eksplozja formy Anglika. Poborský musiał zadowolić się rolą gracza drugiego wyboru. 22 ligowe mecze i 4 trafienia – nie był to wynik fatalny, ale z pewnością zarówno sam Poborský, jak i kibice United oczekiwali, że będzie lepszy.

Następny sezon (1997/1998) okazał się być dla Poborskýego ostatnim spędzonym na angielskich boiskach. Nie była to nawet pełna kampania, bo już na początku 1998 roku Poborský zamienił deszczowy Manchester na słoneczną Lizbonę i dołączył do słynnej Benfiki. Najwyraźniej w ojczyźnie Magellana dobrze pamiętano bramkę, którą Poborský zdobył na EURO ’96.

Portugalsko-włoski sen

Na Estadio da Luz czeski pomocnik spędził trzy lata, jedne z najlepszych w jego klubowej karierze. Szybko stał się ulubieńcem kibiców. Jego bramkę zdobytą po rajdzie przez całe boisko w meczu ze Sportingiem Braga z sezonu 1998/1999 porównywano ze słynnym golem Maradony. Poborský stworzył znakomity duet z João Pinto, wielokrotnie asystując przy bramkach Portugalczyka. Ich współpraca zakończyła się latem 2000 roku, gdy Pinto przeszedł do lokalnego rywala – Sportingu. Pół roku później Poborský także opuścił Benfikę, by zasilić rzymskie Lazio, które już kiedyś starało się go pozyskać.

Poborsky w Lazio
Poborsky występował w Lazio zaledwie przez 2 lata. Źródło: isport.blesk.cz

W „Wiecznym Mieście” spędził dwa sezony. Pewnie nie zapisałby się szczególnie w pamięci kibiców ze stolicy Włoch, gdyby nie ostatni mecz sezonu 2001/2002. Na Stadio Olimpico przyjechał niemal pewny tytułu mistrzowskiego Inter Mediolan. Niemal, bo ewentualna porażka z Lazio przy jednoczesnym zwycięstwie Juventusu sprawiłaby, że mistrzostwo powędrowałoby do Turynu. Czarny (dla kibiców Interu) scenariusz wydawał się mało prawdopodobny, a jednak się ziścił. Juventus oczywiście wygrał swój mecz, a Lazio pokonało Inter 4:2. Walnie do tego przyczynił się strzelec dwóch bramek dla rzymian – Karel Poborský.

Latem 2002 roku Poborský wrócił do Czech i zasilił Spartę Praga. Zdążył zdobyć z tym klubem dwa tytuły mistrza Czech i zagrać w Lidze Mistrzów, zanim pod koniec 2005 roku wrócił do Dynama Czeskie Budziejowice – klubu, w którym zaczęła się jego seniorska kariera. 28 maja 2007 roku oficjalnie ją zakończył.

Poborský, czyli hipster z boreliozą

Angielskim kibicom przypomniał się w 2015 roku, gdy zagrał w charytatywnym meczu legend Manchesteru United z legendami Liverpoolu. Dziennikarze zwrócili uwagę nie tyle na jego grę, ile  na zupełnie inny, niż w latach aktywności piłkarskiej, wygląd. Modnie podgolone i ułożone włosy, gęsta broda – hipster w pełni – ogłosiły niemal zgodnie brytyjskie gazety. W niektórych z nich zastanawiano się jeszcze, czy była gwiazda reprezentacji Czech nie gustuje czasem w kraftowych piwach.

Poborsky w brodzie
Broda godna hipstera. Źródło: dailystar.co.uk

W ostatnich kilku latach o Poborským słychać było w kontekście historii tyleż kuriozalnej, co niebezpiecznej. W 2016 roku były czeski piłkarz trafił do szpitala z powody zakażenia boreliozą. Jak się okazało kleszcz, który przenosił tę groźną chorobę mieszkał… w brodzie Czecha. Podczas usuwania insekta z zarostu, Poborský został ukąszony w szyję. Po kilku miesiącach leczenia, przyjmowania antybiotyków i czasowym paraliżu lewego policzka, bohater Euro ’96 powoli wraca do pełnej sprawności.

Niewykorzystany potencjał?

Pomijając jednak historie pozasportowe, warto zastanowić się, czy Poborský mógł zrobić większą karierę. Z pewnością tak, bo talentu mu nie brakowało. Być może w Manchesterze United odegrałby znacznie istotniejszą rolę, gdyby nie ogromna konkurencja, która panowała wówczas w tej drużynie. Z drugiej strony, gra dla „Czerwonych Diabłow”, Benfiki i Lazio, czy trzykrotny udział w Mistrzostwach Europy (grał też w Mistrzostwach Świata w 2006 roku) to osiągnięcia, których wielu piłkarzy może mu pozazdrościć. Niezależnie od tego, czy Karel Poborský w pełni wykorzystał swój talent i potencjał czy nie, to dzięki bramce strzelonej Portugalii na EURO ’96 czeski pomocnik stał się nieśmiertelny. Jeśli nie dosłownie, to przynajmniej w pamięci piłkarskich kibiców.

JAKUB TARANTOWICZ

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl