Kuszczak na rzekach Hadesu

Mówi się, że kariera profesjonalnego piłkarza to ciężki kawałek chleba. Część kibiców nie dostrzega, jak trudno jest osiągnąć poziom, który pozwala na grę wśród najlepszych. Ogrom pracy, talent, wypracowane umiejętności, a także mądre prowadzenie kariery, to zaledwie kilka z czynników, które są niezbędne do wyjścia ponad przeciętność. Co, jeśli rzeczywiście posiadamy talent, ciężko pracujemy i wznosimy się na wyżyny umiejętności? Czy w piłce nożnej można „złapać Pana Boga za stopy” i co robić, gdy to osiągniemy? Czy Bóg zaprosi nas i ugości za swoim piecem? A może boski zapiecek nie istnieje, natomiast nici naszego przeznaczenia już dawno zostały zaplecione przez grecką Lachesis?

Przeczytaj też: „Disco train”

 

Zacząłem od boskiej frazeologii, jednak istoty niebieskiej w tym tekście nie będzie zbyt wiele, bliżej nam będzie natomiast do mitologii greckiej. Zamiast do nieba, zajrzymy do czeluści piekielnych, przepływając przez 5 rzek okalających hades. W sentymentalną, ale niekoniecznie przyjemną podróż po bezkresnych wodach do łodzi Charona zaprosimy jedynego Polaka, który grał w pierwszym zespole Manchesteru United – Tomasza Kuszczaka.

Okeanos –początek

Kuszczak wywodzi się z akademii Śląska Wrocław, mimo to nigdy nie zagrał dla niego oficjalnego meczu. Już na początku swojej kariery zdecydował się na wyjazd do Niemiec. Polak od najmłodszych lat był uważany za wielki talent, niemniej jednak nie dostał szansy do pracy z pierwszą drużyną z Oporowskiej. Zamiast tego występował w zespole juniorów i czwartoligowych rezerwach Śląska. Pomimo zadeklarowanej miłości do Wrocławia, nastoletni wówczas piłkarz, postanowił szukać dróg rozwoju poza granicą. Po serii testów w wieku zaledwie 16 lat Kuszczak wyjechał do Niemiec, gdzie zasilił akademię KFC Uerdingen 05. Trzeba było niespełna roku, ażeby z kameralnej akademii III ligowego klubu z Krefeld, Kuszczak przesiadł się do większej łodzi, jaką była akademia Herthy Berlin.

Decyzji Kuszczaka można nie rozumieć, gdy patrzy się przez pryzmat występów. W Berlinie – podobnie jak we Wrocławiu – Polak nie dostawał szans na grę w pierwszym składzie. Było to jednak idealne miejsce do rozwoju. Świetne warunki treningowe były tym, czego potrzebował utalentowany nastolatek. Nie jest więc zaskoczeniem, że pomimo braku występów w pierwszym składzie, bramkarzem zainteresowały się inne kluby. Decyzja o opuszczeniu Niemiec na rzecz Premier League to z jednej strony spełnienie marzeń, a z drugiej początek przygody na rzekach bardziej porywistych niż spokojne wody Okeanosa.

Kokytos oskarżony

Wody Kokytos są uważane za najmniej niebezpieczne spośród wszystkich, które okalają hades. Skazani na nie są ci, których nie stać na zapłatę dla Charona. Kuszczak zaryzykował, walcząc o pierwszy skład drużyny, która była skazywana na spadek do Championship. Początkowo nie dostawał szans na występy, jednak z czasem zyskał zaufanie trenera. Polak szybko zaczął spłacać szansę, którą otrzymał. W drugim sezonie w barwach the Baggies rozegrał 30 spotkań, a jedna z jego parad została uznana za interwencję sezonu. Było to w meczu przeciwko Manchesterowi United, który paradoksalnie miał zostać jego przyszłym pracodawcą.

Pomimo świetnych występów Tomasza Kuszczaka, jego drużyna nie utrzymała się w Premier League. Szczęśliwie dla Polaka, jego gra zachwyciła samego sir Alexa Fergusona, który postanowił go wypożyczyć z WBA, a po roku zakontraktować.

Flegeton – palący ogień

Marzenia młodzieńca pochodzącego z Krosna Odrzańskiego spełniły się szybciej, niż mógłby się tego spodziewać. Odważne decyzje podjęte podczas początkowych lat swojej kariery, pozwoliły Kuszczakowi zadebiutować na Old Trafford w wieku zaledwie 24 lat. Podczas swojej inauguracji w pierwszym składzie Polak obronił rzut karny. Wszystko to obserwowało rekordowe 75 595 kibiców Manchesteru United oraz Arsenalu.

Mówi się, że Flegeton to rzeka, która daje siły oraz uzdrawia, mimo to nie zaspakaja głodu ani pragnienia. Pragnieniem Kuszczaka była regularna gra i szansa na zostanie numerem jeden. Na jego drodze do spełnienia celu stał latający holender – jak określano Van der Sara. Leciwy bramkarz trafił do United rok przed Polakiem i miał być rozwiązaniem tymczasowym. To w Kuszczaku pokładano nadzieje, które miały spełnić oczekiwania sztabu trenerskiego, kibiców, jak również samego piłkarza. Zwłaszcza ten ostatni wykazywał ogromny zapał w dążeniu do celu, jakim był pierwszy skład. Otrzymywane szanse wykorzystywał w 100%. Mimo to rzeki hadesu nie są drogą do ukojenia, a Kuszczak miał dopiero zaznać prawdziwych mąk.

Acheront – smutek

Tomasz Kuszczak miał w Manchesterze United bardzo pewną pozycję. Był niepodważalnym numerem dwa i rozprzestrzeniała się przed nim wizja szybkiego zawitania na stałe w pierwszym zespole. Oczywiście zdarzały mu się jednorazowe wpadki, jak chociażby czerwona kartka w meczu FA Cup przeciwko Portsmouth (z uwagi na wykorzystany limit zmian, musiał go zastąpić Rio Ferdinand).

Polski bramkarz otrzymywał kolejne szanse na występy w pucharach krajowych i Lidze Mistrzów. Mecze Premier League były obsadzone przez van der Sara. Holender pomimo swojego wieku był w coraz lepszej formie, a jego pozycja była niepodważalna. Nie jest więc zaskoczeniem, że nastroje towarzyszące ambitnemu Polakowi nie były za dobre. Kolejne przedłużania kontraktu holendra o rok powodowały u Kuszczaka wzrost frustracji. Nie jest do końca jasne, co spowodowało, że Polak stracił zaufanie u Fergusona, ale w pewnym momencie Szkot przestał stawiać na bramkarza znad Wisły, zsyłając go do rezerw. Czarę goryczy przelało zakontraktowanie Davida de Gei. Taki obrót sprawy był dla Polaka jednoznaczny – czas znaleźć nowy klub, zwłaszcza że było on dopiero czwartym wyborem w kolejce do bramki Czerwonych Diabłów (po De Gei, Lindegaardzie oraz młodym Benie Amosie).

Co ciekawe pomimo klarownej sytuacji, klub nie chciał sprzedać Polaka, a następnie blokował możliwość jego wypożyczenia. Dopiero na pół roku przed końcem kontraktu Kuszczak został wypożyczony do I ligowego Watford, a po kolejnych 5 miesiącach ostatecznie pożegnał się z Old Trafford na rzecz Brighton & Hove Albion. Ostatni występ Kuszczaka w bramce Manchesteru to mecz przeciwko Blackburn z 14 maja 2015 roku. Niestety nie udało mi się znaleźć sensownej powtórki spotkania, ale możecie mi wierzyć, że był to jeden z najgorszych występów bramkarza, jaki dane było mi oglądać.

Przez podpisanie kontraktu z the Seagulls, Kuszczak co prawda cofnął się o kilka dużych kroków pod względem poziomu sportowego, niemniej zagwarantował sobie szansę na regularne występy. Ambicją Polaka był awans z drużyną do Premier League, ewentualnie ponowne wpisanie do notesów skautów klubów z wyższych klas rozgrywkowych. Był to dla niego stosunkowo dobry czas. Według statystyk w Brighton & Hove Albion rozegrał największą ilość minut spośród wszystkich dotychczasowych klubów. Przez 2 sezony zaliczył 7983 minuty w 89 meczach. Udało mu się stracić zaledwie 87 bramek oraz 34 razy zachować czyste konto, co biorąc pod uwagę poziom sportowy drużyny, było niezłym wyczynem. Często jego parady pretendowały do interwencji kolejki, a raz nawet udało mu się zostać piłkarzem miesiąca. Mimo to po dwóch latach nie przedłużył kontraktu z klubem.

Lete – zapomnienie

W sierpniu 2014 roku podczas starcia legend Bayernu Monachium i Manchesteru United, Tomasz Kuszczak został zaproszony do drużyny old boyów z Old Trafford. Było to po części związane z brakiem możliwości występu innych „legend”, takich jak chociażby Van der Sar. Miałem przyjemność być na tym meczu. Szczęśliwie przed pojedynkiem spotkałem Tomka w okolicach MarienPlatz. Był to okres, kiedy pozostawał on bez klubu. W tamtym czasie nie było do końca wiadomo, jak potoczą się jego dalsze piłkarskie losy. Z jednej strony nie chciał opuszczać Anglii, z drugiej liczył na regularną grę na relatywnie wysokim poziomie.

12311386_997945783582438_2109064944_o

Ostatecznie polski bramkarz związał się krótkoterminowym kontraktem z Wolverhampton, by po roku trafić do Birmingham. Obecnie Tomasz Kuszczak próbuje z ekipą the Blues wywalczyć awans do Premier League. Czy mu się to uda? Czas pokaże.

Styks – ostatnia droga po ukojenie duszy

W mojej opinii Tomasz Kuszczak jest swojego rodzaju fenomenem. Od najmłodszych lat uważany za piłkarza z nieprzeciętnym potencjałem, bramkarz postawił wszystko na jedną kartę i podjął ryzyko wyjazdu z Polski. Przez większą część kariery Tyche sprzyjała losom naszego rodaka. Kuszczak wykorzystywał swoje szanse i udowadniał bramkarską wartość. Gdy trafił pod skrzydła sir Alexa Fergusona, rysowała się przed nim świetlana przyszłość. Niestety wspomniany we wstępie „boski zapiecek”, był jedynie ciepłym przedsionkiem do pokoju pełnego prawdziwej stabilizacji i szczęścia. Tego Kuszczakowi niestety niedane było zasmakować. Czego zabrakło? Czy to zły los? A może błędne wybory? Nie sposób to ocenić. To w rękawicach polskiego bramkarza pozostaje decyzja, czy powróci na wody Flegetonu, czy może odda swoją monetę Charonowi i zazna ukojenia duszy za rzeką Styks.

BARTŁOMIEJ MATULEWICZ

 

 

 

Bartłomiej Matulewicz
O Bartłomiej Matulewicz 45 artykułów
Od lat związany z publicystyką - kiedyś o Manchesterze United, dziś o historii futbolu. Anonimowy Korespondent. Strzelałem w Manchesterze, Mediolanie, Monako, Monachium, Marsylii, Liverpoolu, Londynie i wielu innych... fotki. Czasami złapiesz mnie na trybunach prasowych. Poza studiami i pracą pochłaniam Premier League oraz Ekstraklasę