Na drodze do Budapesztu

Reprezentacja Polski obecnie uchodzi wręcz za dobro narodowe i bezdyskusyjnie od dziesięcioleci przyciąga największą uwagę z każdej strony – zwykłych kibiców, dziennikarzy i ważnych decydentów, którzy potrafią przy okazji sportowych uniesień zbijać swój polityczny kapitał. Mało kto dziś pamięta, jak trudna była droga do tego, by w ogóle sformować reprezentacją narodową, która byłaby w stanie rozegrać jakiekolwiek zawody o międzynarodowym charakterze. Ostatecznie po długiej drodze udało się to w 1921 roku, zwieńczając przy okazji w piękny sposób przełomowy rok dla polskiego futbolu.

Zbudowanie piłkarskiej reprezentacji nie było łatwym przedsięwzięciem pomimo faktu, iż w 1921 roku rozgrywki o mistrzostwo Polski po raz pierwszy przebiegły bez większych komplikacji. Rozegrano wówczas wiele spotkań między poszczególnymi klubami w ramach II Mistrzostw Polski, a zwieńczeniem tego początkowego etapu rozwoju futbolu w ciągle nowym państwie na mapie Europy powinna być wówczas kadra złożona z najlepszych piłkarzy w kraju. W tym wszystkim pewną komplikację stanowiła sytuacja, w której Polski Związek Piłki Nożnej dopiero starał się o przyjęcie w poczet członków FIFA, a w świetle prawa narodowe związki należące do międzynarodowej federacji nie mogły rywalizować z krajami niezrzeszonymi. Dodatkowo polski futbol nie posiadał jeszcze na arenie europejskiej na tyle odpowiedniej renomy, która pozwalałaby na zwrócenie uwagi ze strony krajów lepszych przede wszystkim pod względem sportowym.

Najbardziej doświadczeni piłkarscy działacze wywodzili się z Krakowa i Lwowa, stąd w pierwszej kolejności zwrócono uwagę na Austrię, która stanowiła pewien wzór dla Polski, a informacje o austriackim sporcie często występowały w naszej prasie. Wiadomo, że już w 1920 roku, podczas wizyty Cracovii Kraków w Wiedniu, prezes austriackiego związku piłkarskiego utrzymywał, że w niedługim czasie reprezentacja Austrii pojawi się w Polsce. O tym, że nie były to tylko kurtuazyjne gesty ze strony Austriaków, świadczy fakt, że ustalono konkretny termin i miejsce rozegrania meczu pomiędzy Polską a Austrią, mianowicie 3 lipca 1921 roku w Krakowie. Niestety, do spotkania jednak nie doszło. Według słów Tadeusza Synowca z Cracovii prezes austriackiej federacji, zachowując się dość lekceważąco wobec polskiej strony, w maju cofnął swoją decyzję i debiut polskiej reprezentacji siłą rzeczy musiał się przesunąć.

Będąc ciągle świeżym państwowym tworem, nie mającym żadnych piłkarskich tradycji i nie cieszącym się dużym szacunkiem, Polacy byli skazani głównie na dobrą wolę ze strony państw o ugruntowanej już marce. Ta dobra wola nadeszła z Budapesztu. Jeszcze przed rezygnacją ze strony Austriaków PZPN otrzymał propozycję Węgrów. Tamtejsza federacja zaproponowała mecz międzypaństwowy obu krajów na Boże Narodzenie, a wszystko miałoby się odbywać w stolicy Madziarów. Wiadomo, że termin grudniowy niezbyt spodobał się PZPN, który wystosował komunikat z prośbą skierowaną do Węgrów o rozegranie meczu w listopadzie lub dopiero na wiosnę 1922 roku. Dlaczego pierwotnie grudzień 1921 był aż tak newralgicznym terminem? Całkiem trzeźwo zauważano, że jeśli piłkarski sezon kończy się w listopadzie, to miesiąc później polska drużyna nie będzie w stanie zaprezentować się w najwyższej formie i zamiast promocji polskiej piłki, można byłoby zobaczyć wszystkie jej słabości, których przecież nie brakowało.

Cracovia motorem napędowym

Ostatecznie po różnych ustaleniach w lipcu uzgodniono w końcu termin, który jest jednym z najważniejszych w historii polskiego sportu. 18 grudnia w Budapeszcie miała wyjść na boisko po raz pierwszy reprezentacja Polski. Od ostatecznych ustaleń co do terminu rozpoczął się jeszcze trudniejszy proces – zebranie wszystkich najlepszych piłkarzy i stworzenie z różnych miast i klubów, z różnych nawet wcześniej zaborów, jednej drużyny. Wiadomo było, że trzon kadry będzie oparty na piłkarzach najmocniejszej wówczas w kraju Cracovii, którzy już dwa miesiące przed historycznym meczem kadry z bardzo dobrej strony zaprezentowali się węgierskiej publiczności, kiedy w Budapeszcie 1 i 2 października przegrali z FTC 1:0 oraz zremisowali z MTK 0:0. Te wyniki przyjęto w kraju bardzo entuzjastycznie, rezultaty uzyskane przez krakowian uznano wręcz za największy sukces Cracovii od początku istnienia tego klubu, a zarazem mówiono o triumfie całego środowiska piłkarskiego w Polsce.

Dotychczasowy problem wynikający z braku członkostwa PZPN w strukturze FIFA i w związku z tym niemożnością rozgrywania spotkań międzynarodowych został rozwiązany wcześniej, ponieważ na tymczasową prośbę polskiego związku FIFA pozwoliła polskim klubom rozgrywać spotkania z drużynami węgierskimi. Ten fakt oraz ustalony grudniowy termin dały w końcu zielone światło na budowanie składu reprezentacji. W tym celu 18 listopada na posiedzeniu Zarządu PZPN zajmowano się szczegółami wyjazdu na Węgry i jednocześnie ustalono, że pierwszym trenerem zostanie urodzony w Budapeszcie Imre Pozsonyi, pełniący jednocześnie podobną funkcję w Cracovii. Piłkarze spotkali się jednak jeszcze zanim Pozsonyi objął funkcję trenera. Pięć dni wcześniej na stadionie Cracovii rozegrano mecz „team A” – „team B”, a wszystko po to, aby udało się wyselekcjonować możliwie najmocniejszą kadrę drużyny. Pierwszy zespół był wyraźnie lepszy, w dwóch spotkaniach pewnie wygrał 4:1 i 5:1, ale nie ma co się temu dziwić. „Team A” to była jedenastka, z której poza Frischerem z Makkabi Kraków wszyscy znaleźli się w kadrze na mecz z Węgrami. Z tej słabszej drużyny taki zaszczyt spotkał tylko Stefana Lotha.

350px-HUN-POL_1921.svg

Terminy goniły nieubłaganie i po kolejnym spotkaniu dwóch zespołów A i B Zarząd PZPN 28 listopada ostatecznie ustalił całą kadrę, która miała reprezentować Polskę w Budapeszcie. W zatwierdzonym przez związek składzie znalazło się trzynastu piłkarzy – siedmiu reprezentowało Cracovię (Ludwik Gintel, Zdzisław Styczeń, Stanisław Cikowski, Tadeusz Synowiec, Stanisław Mielech, Józef Kałuża i Leon Sperling), trzech Polonię Warszawa (Jan Loth II, Artur Marczewski i Stefan Loth I), dwóch Pogoń Lwów (Wacław Kuchar i Mieczysław Batsch), a skład uzupełniał najlepszy zawodnik poznańskiej Warty – Marian Einbacher. W skład delegacji wybierającej się do Budapesztu znaleźli się również oczywiście trener Pozsonyi oraz dr Edward Cetnarowski jako kierownik i prof. Jan Wyessenhoff pełniący funkcję członka Zarządu i Wydziału Gier PZPN. Nie pojechał natomiast Józef Szkolnikowski, jedna z najciekawszych postaci historii meczu z Węgrami. To właśnie ten wiceprezes PZPN kierował wszelkimi przygotowaniami do meczu oraz pełnił też rolę selekcjonera. Dlaczego akurat on? Był w tamtym czasie szefem Wydziału Gier PZPN, a to ten organ miał za zadanie ustalenie składu reprezentacji. Zanim jednak nastąpiła podróż do węgierskiej stolicy, polscy piłkarze mieli małe przetarcie w kraju, gdzie pewnie na początku grudnia pokonali jeszcze reprezentację Bielska 3:1, Lwowa 9:1 i Krakowa 7:1. To w tych spotkaniach, choć oczywiście nieoficjalnych, drużyna zadebiutowała jako reprezentacja Polski, ale ten prawdziwy debiut, na który wszyscy tak bardzo czekali, miał dopiero nadejść 18 grudnia.

Stworzenie od podstaw reprezentacji Polski i jej debiut na międzynarodowej arenie kończył szczególny rok w polskiej piłce nożnej. Wyłonienie w jednym roku pierwszego mistrza kraju i rozegranie pierwszego meczu międzypaństwowego stanowiło milowy krok dla popularyzacji sportu piłkarskiego w Polsce, a i w Europie zostało zauważone, że nowe państwo pojawiło się nie tylko na politycznej, ale także futbolowej mapie Europy. Aby do tego mogło dojść, musiał nastąpić szczęśliwy zbieg okoliczności – większa stabilizacja polityczna w kraju, zgoda FIFA na występy międzypaństwowe oraz przede wszystkim ogromna chęć do pracy prekursorów i działaczy-pasjonatów, którzy – choć dysponowali bardzo skromnymi środkami – dokonywali rzeczy wielkich. Do takich należy w pierwszym rzędzie zaliczać utworzenie piłkarskiej reprezentacji Polski.

PIOTR GRABOWSKI

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl