Robert Schlienz – jednoręki bohater

Niemcy po zakończeniu II Wojny Światowej próbowały się zrekonstruować tak fizycznie, jak i moralnie, lecząc rany po panującym w ich kraju nazistowskim terrorze. Naród w tak trudnym czasie potrzebował bohatera, jakiś wzór do naśladowania, kogoś kim ludzie mogliby się inspirować. Taką postacią okazał się piłkarz, Robert Schlienz – weteran wojenny, legenda VfB Stuttgart, charyzmatyczny kapitan. Kiedy w wypadku samochodowym stracił lewą rękę, wydawało się, że do piłki już nigdy nie wróci. On jednak się nie poddał. Na przekór wszystkim wrócił na murawę i pokazał, że najważniejsze jest waleczne serce.

Ranny w wojnie

Urodzony w 1924 roku Schlienz rozpoczął swoją sportową karierę w klubie z rodzinnego miasta – Zuffenhausen, gdzie był trenowany przez swojego ojca Paula. W wieku 16 lat był już gotowy do gry w pierwszym zespole. Młody napastnik spisywał się świetnie, miał znakomite statystyki, ale jego karierę przerwała wojna. Robert Schlienz, podobnie jak wielu jego kolegów, musiał na jakiś czas zamienić piłkarskie korki na wojskowe kamasze. Wielki talent niemieckiego futbolu, jako żołnierz Wehrmachtu, trafił na piekielny front wschodni. Można powiedzieć, że na polu bitwy miał sporo szczęścia, bo w przeciwieństwie do wielu jego kompanów, wrócił do ojczyzny w jednym kawałku. Co prawda z pamiątką w postaci złamanej szczęki po trafieniu kulą, ale to właśnie dzięki ciężkim ranom odniesionym w bitwie w 1944 roku, został zwolniony ze służby.

On nigdy nie narzekał z tego powodu i też dlatego był dla mnie największym wzorem do naśladowania jaki kiedykolwiek spotkałem – mówił Lothar Weise, były piłkarz VfB, aktualnie przewodnik po stadionie Stuttgartu

Kiedy wreszcie wojna dobiegła końca, Schlienz mógł wrócić do biegania za futbolówką. Powojenne Niemcy to nie był dobry czas i miejsce na marzenia o wielkiej sportowej karierze, nawet dla największych optymistów, ale Robert mimo to dalej rozwijał się piłkarsko. Właśnie wtedy otworzył on nowy rozdział swojej kariery, przenosząc się do Stuttgartu. Już w swoim pierwszym sezonie, w wieku zaledwie 21 lat, zdobył z nowym klubem mistrzostwo świeżo utworzonej południowej Oberligi. Niech wkład Schlienza w ten sukces pokażą statystyki – Robert w 30 meczach zdobył kosmiczną liczbę 45 goli! Stał się bohaterem całego miasta, był doskonałym napastnikiem, miał przed sobą świetlaną przyszłość. Jednak wszystko to się zawaliło jak domek z kart, kiedy kilka lat później znowu został wystawiony na próbę.

Kolejny raz unika śmierci

Upalny dzień. 14 sierpnia 1948 roku. Dzień wcześniej Schlienzowi zmarła matka. Z tego powodu spóźnił się na zbiórkę drużyny i na mecz pucharowy przeciwko VfR Aalen musiał dotrzeć na własną rękę. Pożyczonym od kolegi samochodem pędził przez wyboiste drogi do oddalonego o 70 kilometrów miasteczka. Nie zdołał tam dotrzeć. Auto podskoczyło na wyboju, a kapitan Stuttgartu stracił panowanie nad pojazdem, co doprowadziło do wypadku, w którym najbardziej ucierpiało lewe przedramię Roberta. Trzeba je było amputować. Lekarze nie dawali Schlienzowi najmniejszych szans na powrót na murawę. Sam piłkarz nie wierzył, że jeszcze wróci do piłki.

Po amputacji. Na zdjęciu uśmiechnięty, choć domyślał się wówczas, że to koniec z futbolem. Jak bardzo się pomylił!

Kiedy potrzebował wsparcia najbardziej, otrzymał je od George’a Wurzera – trenera VfB Stuttgart. Wurzer zostawał z Robertem po treningach, ćwiczył z nim nowe techniki, a także wycofał go na pozycję ofensywnego pomocnika. Ciężka praca przyniosła zamierzony efekt. Niecałe cztery miesiące później, 5 grudnia 1948 roku wrócił do gry na mecz z Bayernem Monachium. Tak narodziła się legenda. Robert Schlienz poprowadził Stuttgart do największych sukcesów w historii klubu.

Na początku było trudno się przyzwyczaić, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Dla mnie była to szczególna sytuacja, bo ja byłem tą osobą, która po prysznicu zakładała mu manszetę. W dodatku pomagałem mu się ubierać, więc stałem się dla niego bardzo bliski – dodaje Lothar Weise

W ciągu dekady zdobyli dwa mistrzostwa i dwa puchary kraju. Schlienz rozegrał 425 spotkań w koszulce Stuttgartu w których zdobył przynajmniej 146 bramek.  Wystąpił też trzykrotnie w barwach reprezentacji Niemiec, konkretnie w sparingach przeciwko Irlandii Północnej, Holandii i Anglii. Tylko tyle szans otrzymał od ówczesnego selekcjonera – Seppa Herbergera, który obawiał się że przeciwnicy będą skrępowani grą przeciwko niepełnosprawnemu zawodnikowi.

Dwukrotny mistrz Niemiec. Dwukrotny zdobywca pucharu Niemiec. Cztery poważne trofea po wypadku i to jako kapitan Stuttgartu

Spokojne życie w sklepiku

Robert Schlienz wycofał się z futbolu w 1960 roku i wkrótce otworzył sklep sportowy w dzielnicy Bad Cannstatt. Niedługo później przeniósł się wraz z żoną do Dettenhausen, niedaleko Stuttgartu. Często odwiedzał Neckarstadion – tym razem już jako kibic i członek zarządu. 18 czerwca 1995 roku zmarł na zawał serca. Zaledwie dwa dni później boisko zespołu rezerw nazwano jego imieniem. Jeszcze raz Lothar Weise:

Kiedy prowadzę zwiedzających przez stadion i pokazuję im zdjęcia ośmiu krajowych pucharów, to widzą że Robert Schlienz i Rolf Blessing to jedyni zawodnicy, którzy zdobyli dwa mistrzostwa i puchary Niemiec. Dlatego jestem rozczarowany, że jest mniej znany niż zawodnicy, którzy byli tu przez zaledwie kilka lat. Ja go nigdy nie zapomnę. Ze względu na to, że na boisku był draniem, ale po meczu był moim najlepszym przyjacielem.

Robert Schlienz był dla mnie najlepszym piłkarzem jaki kiedykolwiek grał dla VfB. Po pierwsze jest to jedyny jednoręczny zawodnik, który grał w reprezentacji narodowej. Po drugie zdobył w jednym sezonie Oberligi 45 goli, a stadion rezerw został nazwany jego imieniem. To pokazuje że jest on największą osobowością VfB wszech czasów.

Robert Schlienz na swoim Neckar Stadium. 59-latek po zakończeniu kariery był stałym gościem na tym stadionie. Silna więź łączyła go z klubem, który pozwolił mu uwierzyć w siebie i zostać legendą. Źródło: Pressefoto Baumann

Dzisiaj wydaje się być w piłkarskim świecie postacią niezwykłą, niemalże mityczną. Przyszło mu żyć w trudnych czasach, ale na przekór wszystkim nie poddał się i został piłkarską legendą powojennych Niemiec. Tak jak każdy bohater, musiał stawić czoła swoim słabościom i pokonać przeciwności losu. Dwukrotnie uniknął śmierci. Kiedy stracił lewą rękę, nikt się nie spodziewał, że kilka lat później po jednym ze spotkań będzie się nim zachwycał sam Alfredo di Stefano:

Najlepszy na boisku był jednoręki. To co on robi z piłką do tej pory wydawało mi się niemożliwe.

ADAM SANKOWSKI

– wypowiedzi Lothara Weise, który grał z Schlienzem przez dwa lata, pochodzą z portalu 11freunde.de

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl