Wielkie transfery pomiędzy lokalnymi rywalami

Zapewne dla większości z nas, jako kibiców piłkarskich, jednym z najciekawszych elementów futbolu jest okno transferowe. Zazwyczaj wzbudza ono wiele emocji. Szczególnie przed sezonem, kiedy nie są jeszcze rozgrywane mecze i oczekujemy na pierwszy gwizdek sędziego, pierwsze 90 minut, pierwsze trofea, czy punkty dla naszych ulubieńców. Każdy pragnie, aby w jego ukochanym klubie grali Ci najlepsi, z nadzieją, że to właśnie oni i właśnie w tym momencie pomogą zdobyć trofea i wznieść drużynę na ich szczyt. Zarówno działacze, trenerzy, jak i kibice.

Jednak są jeszcze pozostałe dwa aspekty. Po pierwsze, nikt zazwyczaj nie chcę bez powodu oddawać swoich najlepszych zawodników. Po drugie, nie zawsze każdy zawodnik jest mile widziany w innym klubie. Tutaj myślę głównie o nas – jako o kibicach klubów, które rywalizują ze sobą o prym w danym mieście. Tak! Doskonale to wiemy, że nie raz jesteśmy w stanie przełknąć stratę 3 punktów, czy nawet gorszy sezon. Zresztą, są drużyny, które z wielu powodów nie mogą liczyć na wiele trofeów. Jednak nic tak nie boli, jak porażka z lokalnym rywalem. Podobnie jest z utratą jednego ze swoich najlepszych piłkarzy. Co więcej, są nazwiska, których pierwotnie kibice nie chcą widzieć ze względu właśnie na to, że gra dla lokalnego rywala.

Wiele zespołów z jednego miasta rywalizuje na tym samym poziomie rozgrywek. Oczywiście liczba jest zależna od kraju, ale postaram się skupić głównie na zespołach z najwyższych szczebli rozgrywek w Europie. W Polsce są to obecnie Wisła i Cracovia. W Hiszpanii Barcelona i Espanyol, Real i Atletico, Sevilla i Real Betis. Nie możemy jeszcze zapominać o klubach na przedmieściach jak Getafe, czy Rayo… W Anglii mamy tego prawdziwą wylęgarnie (szczególny ukłon w stronę Londynu), a przecież tak możemy wymieniać po Grecję, Portugalię, jak i pozostałe kraje, oczywiście nie tylko w Europie. Jednak pozostańmy przy klubach, które niejednokrotnie dzieli coś więcej niż rywalizacja. Pomiędzy kibicami (choć zapewne nie tylko) można nie raz mówić o nienawiści. Być może pamiętacie nawet burzę, jaką wywołał potencjalny ruch Wayne’a Rooney’a do City. W momencie, kiedy wygasał mu kontrakt, sporo było pisane i mówione o tym, że taki transfer jest prawdopodobny… Zapewne była to głównie gra słów w celu wywalczenia lepszego kontraktu. Jednak w wielu przypadkach na tym się nie kończy i teraz zaprezentuję spis najciekawszych przypadków.

Braterskie wojaże we Włoszech, czyli Fratello Cevinini, pięciu braci i ponad 300 strzelonych goli w Mediolanie. Cała piątka grała zarówno dla Interu, jak i Milanu…

Rozpoczniemy w mieście Mediolan, do którego zresztą niejednokrotnie w tym tekście wrócimy. Niesamowita historia pięciu ludzi, z jednego rodu Cevenini, którzy rozpoczęli ruchy transferowe na linii Nerazzuri – Rossoneri i w drugą stronę. Cała piątką grała dla obu klubów w trakcie swojej kariery zawodowej.
Zdecydowanie najlepiej poszło Luigiemu i Lado. Pierwszy z nich, strzelił aż 158 goli dla Nerazzurich – przy 1 dla Rossonerich. Drugi zaś – 73 dla Milanu przy 45 dla Interu. Jak widać, Luigi ze wskazaniem preferował Inter. Niektórzy kibice z dawnych lat, śmiali się, że spotkała go karma i ukarała niemożnością w strzelaniu dla czerwonej części Mediolanu. Piłkarz do siebie nie przekonywał, więc też nie rozegrał wielu spotkań, a i kontuzje mu w tym nie pomagały. Z kolei Lado może się pochwalić dobrym dorobkiem bramkowym w obu ekipach. Trzeci w tej klasyfikacji będzie Carlo Cevinini. 28 goli w 77 występach w Milanie, przy 16 meczach i 15 bramkach.

Cesare, to 4 spotkania i 2 gole dla Milanu. 39 występów w Interze i 1 gol.

Piąty i ostatni z braci, Mario mecze i bramki zaliczał tylko w Interze, pomimo wcześniejszego ważnego kontraktu z Milanem. Liczby też nie zachwycają, gdyż jest to 12 meczów na 3 gole. Z racji tego samego nazwiska – cała piątka otrzymała numer do swojego nazwiska. Aldo znany Cevenini I, Mario jako Cevenini II, Luigi jako Cevenini III, Cesare jako Cevenini IV oraz Carlo jako Cevenini V. Piątka wielkiego rodu piłkarskiego, choć zdaje się, że to Luigi i Lado przewodzili swojej rodzinie, z będącym na podium „Cevininich” Carlo, który po statystykach jest tuż za ich plecami. Poza suchymi statystykami ciężko zaczerpnąć więcej informacji na temat tych piłkarzy. Na pewno warto napomknąć, bo rozpoczęli długą i dosyć istotną historię futbolu.

Czerwono-czarne serce, zhańbione niebieską krwią, czyli historia legendy Mediolanu

Pozostańmy w Milano, gdzie zgodnie z dostępnymi źródłami, miał miejsce jeden z najhuczniejszych transferów. Rok 1940, Giuseppe Meazza, po 13 latach gry i 241 golach w barwach Interu, przeszedł do AC Milan – klubu, któremu ponoć kibicował od dziecka. Jak się później okazało, jednego z nielicznych goli dla Rossonerich strzelił właśnie w derbach, co miał niełatwo przeżyć. Do całej tej historii warto nadmienić, że po tułaczkach w kilku klubach, karierę swoją zakończył w Interze Mediolan. W miejscu, którym się wychował i ukształtował piłkarsko. Paradoks losu, bo gwiazda rywali swojej ukochanej drużyny… Do dziś ciężko stwierdzić, ile prawdy jest w historii o byciu fanem Rossonerich, jednak, jak widać los wypisał mu Inter i nie sposób przypuszczać, że w tym przypadku serce miało swoje rozdarcie i być może na boku zdradzało… Tylko którą stronę?

 

O uciekinierze z Milanu, który grał w Serie B

Znów Mediolan. Fulvio Collovati. Warto wspomnieć o tym zawodniku, gdyż w latach 1976 – 1982 rozegrał aż 150 spotkań dla Milanu, by następnie zmienić swoje barwy na Inter i przez kolejne 4 lata dorzucić następne 100 spotkań. Co ciekawsze, Fulvio raczej nie jest ulubieńcem Milanu z racji tego, że według ich kibiców uciekł z od nich w czasach gdy ci mieli problem z utrzymaniem się w Serie A(w tych latach Rossoneri regularnie balansowali pomiędzy Serie A i Serie B). Na jego obronę z pewnością warto dodać, że oczywiście wcześniej pomagał powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej, ale może uznał, że kolejnym razem – nie warto.

 

Człowiek z Londynu o wielu twarzach

Ian Wright – Londyn. Jeden z tych, który można by rzec, że przywiązał się do miasta aż ponadto. Jego kariera nabrała rozpędu w Crystal Palace, w latach 1985 – 1991. Jednak to w Arsenalu stał się prawdziwą legendą, gdzie w 221 meczach zdobył 128 goli. Ostatnim przystankiem w stolicy Anglii był West Ham, w którym zatrzymał się na jeden sezon 1998 – 1999. Była to końcówka kariery Anglika i ciężko na dłużej wspominać ten okres.

Człowiek, który poszedł tropem Kozakiewicza i odwiedził w swojej karierze kolejno Barcelone, Real i Atletico

Bernd Schuster – 1980-1988 Barcelona, 1988-1990 Real Madryt, 1990 – 1993 Atletico Madryt. Jeden z wielkich w historii niemieckiej piłki. Genialny pomocnik, niesamowicie wyszkolony technicznie, którego nie mogło zabraknąć w Hiszpanii. Z piłką podobno potrafił zrobić wszystko niczym Littbarski, czy jego późniejszy następca Schneider. Zaczął swoją karierę w Barcelonie, by następnie przejść do … Realu Madryt. Jakby tego było mało i miał podstawę znaleźć się w tej historii, to trykot Galacticos zmienił na Atletico Madryt. Bernd, jak widać mógł należeć do niepokornych i zasłynął w Barcelonie z pokazania jednego z wulgarnych gestów. Chodziło o środkowy palec, ukazany w kierunku kibiców w trakcie jednego ze spotkań. W Madrycie łącznie rozegrał 144 spotkania, z czego 85 należy do Realu, a 59 do Atletico. Warto nadmienić, że w późniejszych latach (2007-2008) powrócił jeszcze do Królewskich jako trener, ale już bez większych sukcesów.

O tym, jak kobieta rozdzieliła Ronaldo i Seedorfa. Moratti rozwiązał konflikt

Clarence Seedorf – kolejny, ale nie ostatni z transferów wewnątrz Mediolanu. Holender ma dosyć bogate CV. Nie tylko ze względu na trofea, ale również i liczbę klubów. Po kilku sukcesach w Realu Madryt postanowił się przenieść do Włoch. Aż na 12 lat! Z czego 2 lata zaczęły się od Interu. Seedorf był piłkarzem wielkiego formatu, więc jego transfer do odwiecznego rywala nie był bezpodstawny. Przecież tak łatwo gwiazd się nie oddaje, prawda? Podobno powodem do odejścia była kłótnia z samym Ronaldo. Tak, tym z Brazylii – Luizem Nazario De Lima. Mówi się, że pokłócili się o kobietę, a właściwie Ronaldo miał ją odebrać Clarencowi. W związku z tym, że Ronaldo był ulubieńcem Morattiego, to ten postanowił pozbyć się tego pierwszego, i wysłał go do Milanu w 2002 roku. Wiadomo, że Rossoneri musieli za to słono zapłacić, więc nastąpiło to w zamian za około 20 milionów Euro (różne źródła podają różne kwoty) oraz Francesco Coco. Na te czasy, to lada grosz, a i Coco był solidnym zawodnikiem.

Pirlo2

Niewystarczająco poziom „el Maestro” dla Interu

Andrea Pirlo – nie wszyscy pamiętają, ale przed swoimi wielkimi latami i kolejnymi trofeami, „el maestro” grał dla Interu Mediolan. Przed Milanem dzieliły go 2 lata wypożyczenia. Najpierw rok w Regginie(1999 – 2000), a następnie Brescia (2000-2001). Tam nie poznano się na jego talencie, a i ponoć Pirlo dostosował się do ówczesnego, nieco słabego Interu. Jednak warto pamiętać, że właścicielem karty zawodnika cały czas byli Nerazzuri i to stamtąd został wykupiony, by święcić swoje wielkie triumfy z Rossoneri. Na pewno nie sposób również ominąć fakt, że mimo swojej wielkiej historii i wielu trofeów w Milanie, Pirlo został uznany za zbytecznego w „nowej erze” Milanu i bez sentymentu został oddany do Juventusu Turyn, gdzie jak się okazało – miał jeszcze wiele do zaoferowania swoją grą.

Piłkarz, który zwiedził największych rywali swojego klubu w Polsce, w którym spędził 12 lat.

Tomasz Kiełbowiczprzyszedł czas na przykład z naszego rodzimego podwórka. Tomasz Kiełbowicz, żywa legenda Legii Warszawa, który w 2001 roku przeniósł się z Polonii do Legii, aby następnie tam zakończyć karierę po 12 latach gry. Co może dodać smaku tej historii – przed Polonią reprezentował barwy Widzewa Łódź.

Zwiedzanie Londynu tropem Iana Wrighta. Czyli nie liczy się klub, a miasto

William Gallas – drugi miłośnik Londynu w mojej opowieści. Swoją karierę w stolicy rozpoczął w barwach Chelsea, w latach 2001 – 2006. Pamiętał zarówno tą Chelsea sprzed, jak i w trakcie ‘projektu’ Romana Abramowicza. Po 5 latach prawdopodobnie z racji grożącej mu ławki rezerwowych zmienił swoje barwy na Arsenal Londyn, by po kolejnych 4 latach spróbować swoich sił w barwach Tottenhamu. Ostatecznie opuścił Londyn po sezonie 2012/2013. Piłkarz, który nie miał sentymentów związanych z historiami i zawiściami klubowymi. Liczyły się pieniądze, a w wiadomo, że w Anglii, to Londyn przeważa w dobrych zarobkach.

Historycznie pogrążył Niemców, nie przejmował się tym, w jakich barwach był Liverpool

„Nick” Barmby6 lat ze swojej kariery spędził w Liverpoolu. 4 sezony 1996 – 2000 i 116 spotkań w Evertonie, a następne 2 lata 2004-2006 w FC Liverpool, w którym rozegrał 32 mecze. Jednym z ciekawszych faktów w jego historii jest udział w pamiętnym meczu Niemcy Anglia z 01.09.2001, kiedy to Anglicy rozgromili rywali 5:1!

O tym, jak zostać znienawidzonym w północnej części Londynu. „Cashley Cole”

Ashley Cole – trzeci i ostatni z listy miłośników Londynu. Wydawałoby się, że powiemy legenda Arsenalu Londyn. Jeden z lepszych piłkarzy w historii Anglii. Z pewnością jeden z najlepszych lewych obrońców na świecie. Jednak jego karierę mocno nagłośnił transfer w 2006 roku, gdy przeniósł się do Chelsea Londyn. Było o tym naprawdę głośno, a wśród kibiców Arsenalu zyskał wiele nieprzyjemnych przydomków, w tym „Cashley Cole”, co miała przypominać o tym, że liczą się dla niego tylko pieniądze. Sam zawodnik zdawał się tym nie przejmować i z powodzeniem rozegrał 8 sezonów w barwach Chelsea. Warto nadmienić, że w roku 2000 został wypożyczony z Arsenalu do Crystal Palace, co było jego pierwszym transferem wewnątrz Londynu. Piłkarzem Arsenalu był przez lata 1999-2006.

Czerwony czy niebieski? Ważne, że Manchester

Carlos Tevez – ten zawodnik zdawał się nie przykuwać wagi do tego, czy Manchester jest czerwony, czy niebieski. Po 2 sezonach w United (2007-2009) przeniósł się do Manchasteru City, gdzie rozegrał kolejne 4 sezony. Tevez zdawał się kluczowym zawodnikiem w obu klubach, choć wydawałoby się, że w United nie pokazywał pełni swoich umiejętności, gdzie na 63 mecze zdobył tylko 19 goli. Chociaż warto nadmienić, że sporo wyjść zaliczył z ławki rezerwowych, co mogło utrudnić mu poprawienie bilansu. W City liczba zatrzymała się na 59 golach w 113 spotkaniach.

Z pewnością w tej historii mogłoby się znaleźć jeszcze wielu bohaterów, ale starałem się nakreślić Wam najgłośniejsze nazwiska z jednym małym sentymentem dla naszego rodzimego podwórka. Oczywiście warto pamiętać, że była jeszcze większa liczba głośnych „zdrajców” w historii futbolu. Pamiętajmy o transferach na linii nie tylko lokalnych rywali jak np. Real Barcelona, chociażby. Nie wielu też pewnie pamięta, że m.in. Erick Cantona przeniósł się do United z Leeds. Jak wiemy, te kluby – mimo nie jednego transferu pomiędzy sobą, również nie przepadają za sobą. Podobnie rzecz ma się z Waynem Rooneyem („gdy raz stajesz się niebieski, pozostajesz taki na zawsze”). Luis Figo (Barcelona Real) i tak można by prawie bez końca… Jednak, czym byłaby dla nas piłka, gdyby chociażby nie takie historie?

PAWEŁ KOTOWSKI


 

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl