1.FC Katowice – nie-zakamuflowana opcja niemiecka

Erster Fussball-Club Kattowitz powstał w 1905 r. Wtedy nazywał się jeszcze Preussen 05 i pod taką nazwą występował do 1922 r. Dopiero pod naciskiem władz odrodzonej Polski przeistoczył się w 1.FC Katowice i przez trzy lata występował w polskiej ekstraklasie, a w sezonie 1927 był o krok od mistrzostwa Polski. Przegrał je w meczu, który był jednym z większych skandali piłkarstwa II Rzeczpospolitej Polskiej.

Zakamuflowana opcja niemiecka – to określenie Jarosława Kaczyńskiego o autonomistach śląskich wywołało kilka lat temu wielką burzę. Tak się składa, że w 20-leciu międzywojennym w Katowicach działała drużyna, która swej niemieckości i separatyzmu wcale nie kamuflowała.

Zdobycie mistrzostwa Polski przez Wisłę miało również poważny aspekt polityczny. Mimo dużych wysiłków propagandowych ze strony mniejszości niemieckiej na Śląsku nie udało się zespołowi IFC uzyskać prymatu w polskim piłkarstwie, a ponadto drużyna ta w kluczowym meczu z Wisłą w Katowicach 25 IX wykazała całkowity brak ducha sportowego. Mecz ten, który wywołał olbrzymie zainteresowanie, gromadząc na boisku IFC rekordową jak na ówczesne warunki ilość widzów – 15 tys., przyniósł Wiśle zwycięstwo 2:0 (0:0), po celnych strzałach Czulaka i Reymana. Mecz został przerwany w minutę po wykonaniu przez Reymana I rzutu karnego do pustej bramki (trzecia bramka) wobec zejścia drużyny gospodarzy z boiska. Krakowianie na ramionach swych rozentuzjazmowanych sympatyków wędrowali ulicami Katowic do pociągu – relacja w książce Józefa Hałysa („Polska piłka nożna”), skądinąd świetnego znawcy dziejów polskiej piłki, jest dość jednostronna i winą za skandal obarcza wyłącznie piłkarzy z Katowic. W realiach PRL-u taka narracja była oczywista, należało podtrzymywać w obywatelach niechęć do Niemców, którzy mieli ciągle myśleć o odebraniu nam Śląska.

Mecz w Katowicach z 25 września 1927 r. byłby pierwszym skandalem w dziejach polskiej ligi, gdyby nie to, że ten pierwszy wydarzył się jeszcze przed jej startem – za taki trzeba uznać brak udziału w rozgrywkach I ligi Cracovii, jednej z najlepszych polskich drużyn, ale to już temat na inną historię… Natomiast 25 września 1927 r. to apogeum sławy (czy też niesławy) klubu 1.FC Katowice. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni, sport przegrał z polityką.

Od II Rzeszy do II RP

Niemiecki Związek Piłki Nożnej (Deutscher Fußball-Bund, DFB) powstał dopiero w 1900 r. Początkowo Niemcy dość sceptycznie podchodzili do futbolu, traktując go jako przejaw brytyjskiej ekspansji. Tendencja ta jednak szybko się zmieniła i na początku XX wieku zaczęły powstawać kluby piłkarskie. Żywot SV Frisch Auf Kattowitz trwał krótko, bo drużyna rozpadła się w 1905 r. Na jej zgliszczach powstały trzy inne kluby: Diana, Germania oraz Preussen 05. Właśnie ten ostatni, założony przez braci Emila i Rudolfa Fonfarów, stał się najbardziej znany. Do wybuchu I wojny światowej katowiczanie 4 razy zdobyli mistrzostwo Górnego Śląska (1907, 1908, 1909, 1913), co pozwalało im walczyć w rozgrywkach centralnych o mistrzostwo II Rzeszy Niemieckiej.

11 listopada 1918 r. skończyła się I wojna światowa, jednak status Katowic i całego Górnego Śląska pozostawał niewyjaśniony jeszcze przez kilka lat. Nie ma sensu opisywać tutaj dokładnie struktury narodowościowej tego regionu (w samych Katowicach przeważali Niemcy), historii trzech Powstań Śląskich (w drugim walczył, po stronie polskiej oczywiście, Henryk Reyman, jeden z bohaterów meczu z 25 września 1927 r.) oraz zabiegów dyplomatycznych odrodzonej Polski i powstałej na gruzach II Rzeszy Republiki Weimarskiej o włączenie Górnego Śląska w swoje granice. Wystarczy powiedzieć, że piłkarze, działacze i zarząd Preussen 05 Kattowitz do 1922 r. byli przekonani, że ich miasto pozostanie w obrębie Niemiec. Zresztą właśnie w tamtym roku wywalczyli piąte i ostatnie mistrzostwo niemieckiego Górnego Śląska.

W 1922 roku ostatecznie wyjaśniło się, że Katowice trafią do Polski. Klub Preussen 05 nie godził się z tym. Wysłał do DFB prośbę o włączenie do struktur federacji. Niemieckie władze piłkarskie jednak odmówiły, aby nie prowokować międzynarodowego konfliktu. Górnośląski Okręgowy Związek Piłki Nożnej w Katowicach oraz Związek Powstańców Śląskich postulowali bojkot i rozwiązanie niemieckich klubów na terenie polskiego Śląska. Sprawę rozwiązała dopiero mediacja ze strony związku piłkarskiego z Krakowa. Niemcy zdecydowali się zmienić nazwę na I Klub Piłkarski, jednak potem otrzymali pozwolenie sądowe na jej „zniemczenie”. Dlatego właśnie od 1922 r. mamy do czynienia z Erster Fussball-Club Kattowitz, czyli po prostu 1.FC Katowice. Jego działacze zgodzili się usunąć z herbu czarnego pruskiego orła, jednak dalej występowali w białych koszulkach i czarnych spodenkach, jak reprezentacja Niemiec.

Herb klubowy po usunięciu pruskiego czarnego orła

W 1923 r. 1.FC gra w „niemieckiej” grupie eliminacyjnej walczącej o awans do klasy A w rozgrywkach organizowanych przez GOZPN. Sezon 1924 to wyłącznie towarzyskie mecze – PZPN odwołał wtedy rozgrywki o mistrzostwo Polski, aby reprezentacja mogła jak najlepiej przygotować się do udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. W sezonach 1925 i 1926 1.FC Katowice są czołową drużyna górnośląskiej klasy A. Dlatego też nikogo nie zdziwiło zaproszenie katowiczan do pierwszego sezonu piłkarskiej ekstraklasy w roku 1927.

Mecz podwyższonego ryzyka

Nikt jednak nie spodziewał się po nich tak świetnej gry. Drużyna prowadzona przez trenera Johanna Strnada rozpoczęła sezon z wielkim przytupem, pokonując 3 kwietnia 1927 r. Ruch Hajduki Wielkie (Chorzów) 7:0, następnie Klub Turystów (także drużyna mniejszości niemieckiej) Łódź 4:1. Potem przyszła wprawdzie porażka 0:1 z Wartą Poznań, ale w kolejnych dwóch meczach katowiczanie odprawili lwowskie Pogoń i Czarnych. Mimo przegranej w Krakowie z Wisłą 0:3, 1.FC był jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa w premierowym sezonie ligowym.

Grę niemieckiej drużyny „ciągnęły” dwa braterskie duety – Emil (bramkarz, reprezentant Polski) i Józef (napastnik, najlepszy strzelec drużyny z 20 golami na koncie) Görlitzowie oraz Karol i Roman Kossokowie. Przed 21. kolejką (do rozegrania było 26) na czele tabeli była Wisła Kraków, która o jeden punkt wyprzedzała 1.FC Katowice. Dlatego też mecz w Katowicach 25 września był niezwykle ważny – gospodarze mieli niepowtarzalną okazję, aby „przeskoczyć” bezpośredniego rywala w walce o mistrzostwo Polski.

Przywitanie kapitanów Henryka Reymana (po lewej) oraz Emila Görlitza (po prawej) przed rozpoczęciem meczu. W środku sędzia Zygmunt Hanke. Fot. Historiawisly.pl.

Mecz był nerwowy, a niemieckojęzyczny „Kattowitzer Zeitung” pisał potem, że sędzia Zygmunt Hanke od początku sprzyjał krakowianom. Miał nie zważać na brutalną grę Henryka Reymana, który poturbował dwóch zawodników z Katowic, tak że przez długi czas miejscowi de facto grali w dziewiątkę (zmian nie było). Wisła strzeliła dwie bramki, jednak – jak mawia Czesław Michniewicz – prowadzenie 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik. Na kwadrans przed końcem Ernst Joschke zdobył głową kontaktową bramkę. Zygmunt Hanke nie uznał tego gola, co wywołało gwałtowne protesty katowiczan. Arbiter tak się pogubił, że chwilę potem w 78. minucie odgwizdał… koniec spotkania.

Dalej było jeszcze śmieszniej. Gospodarze w poczuciu słusznej krzywdy zeszli z boiska, sędzia połapał się w swojej pomyłce i nakazał wznowienie gry. Wtedy kapitan 1.FC poinformował go, że większość jego kolegów zeszła już do szatni i wręczył mu piłkę. Co zrobił Zygmunt Hanke? Odgwizdał zagranie ręką Joschkego i podyktował rzut karny. Zdumiony kapitan gospodarzy zszedł z boiska, a Henryk Reyman pewnie wykorzystał jedenastkę, której… nikt nie bronił – Emil Görlitz siedział już wtedy w szatni. Przez ostatnie dwanaście minut krakowianie kopali piłkę między sobą, aż sędzia Zygmunt Hanke zakończył tę farsę. Ostatecznie utrzymał się wynik 2:0 dla Wisły (Czulak 55’, Reyman 60’). 20-tysięczny tłum kibiców miał ochotę zlinczować arbitra, którego musieli chronić uzbrojeni w karabiny policjanci. Natomiast fani z Krakowa triumfalnie przemaszerowali na dworzec kolejowy, towarzyszyła im orkiestra (jej zamówienie miało być kolejnym argumentem, że mecz został „ustawiony”).

„Skandaliczny mecz w Katowicach” (tak zatytułował rozdział opisujący to spotkanie Thomas Urban w swojej świetnej książce „Czarny orzeł, biały orzeł. Piłkarze w trybach polityki” z 2012 r.) odbił się oczywiście wielkimi reperkusjami w mediach. Proniemieckie gazety pisały o wielkim skandalu i pokrzywdzeniu katowiczan, polskie twierdziły, że Niemcy z Katowic po prostu nie potrafią przegrywać.

Wisła musiała być mistrzem

Warto sprawdzić, co pisano po latach, kiedy już emocje opadły. Opracowania takie jak „Kattowitz” Helmuta Kostorza przytaczają wypowiedź Zygmunta Hankego – sędzia miał się przyznać, że był pod politycznym naciskiem, bo nieszczęściem byłoby, gdyby niemiecka drużyna działająca w Polsce została mistrzem.

Podobny wydźwięk ma wypowiedź Henryka Reymana:

Dla sportu polskiego nadchodziła przykra chwila, gdyż zdobycie tytułu mistrzowskiego przez jeden klub niemiecki, subwencjonowany do tego przez obce nam czynniki, byłoby niemiłym upokorzeniem i zadraśnięciem czegoś więcej niż tylko ambicji sportowej. Na Wisłę spadł ciężki i odpowiedzialny obowiązek obrony barw polskich, aby nie dopuścić do rzeczy dla każdego przykrej – przejścia tytułu mistrza Polski w obce ręce – możemy przeczytać w biografii wybitnego piłkarza Wisły (Paweł Pierzchała, „Z Białą Gwiazdą w sercu. Wiślacka Legenda: Henryk Reyman 1897-1963”).

Henryk Reyman. Fot. Wisla.krakow.pl.

Z jednej strony można rozumieć myślenie polskiego patrioty, uczestnika wojny polsko-bolszewickiej z 1920 i II Powstania Śląskiego, a potem także kampanii wrześniowej. Młode państwo polskie, którego prawo do samodzielnego istnienia potęgi europejskie negowały, potrzebowało sukcesów propagandowych. Zdobycie tytułu mistrza Polski przez antypolski klub mniejszości niemieckiej byłoby PR-owym strzałem w kolano. Polityka była ważniejsza niż duch fair play.

Wisła odskoczyła na 3 punkty, jednak do końca sezonu pozostawało pięć kolejek. Teoretycznie wszystko było możliwe.

Zdawało się, że walka o tytuł MP może być walką polsko-niemiecką. I była, zwłaszcza w dramatycznym spotkaniu w Katowicach, które przyniosło sukces Wiśle, ale – zdaniem działaczy 1.FC – stało się to w niesamowitych okolicznościach. Obie strony miały argumenty na rzecz swoich racji, obie prezentowały własną interpretację zdarzeń… To nie był ostatni mecz sezonu, ale z pięciu następnych – zespół 1.FC przegrał aż dwa. To – moim zdaniem – decydowało o prymacie krakowskiej ekipy – pisze w swojej encyklopedii Andrzej Gowarzewski w podsumowaniu sezonu 1927.

Ostatecznie mistrzem została Wisła Kraków z 40 punktami na koncie, 1.FC zgromadził o cztery mniej. Wicemistrzostwo Polski i tak było wielkim sukcesem katowiczan, ale niedosyt z pewnością w nich pozostał.

Między Polską a Niemcami

Warto pochylić się nad składem najlepszej w historii drużyny 1.FC Katowice, wicemistrza Polski. W sezonie 1927 wystąpiło w jej barwach 18 zawodników, a poszczególne biografie mówią dużo o powikłanych polsko-niemieckich losach Śląska.

Emil Antoni Görlitz (1903-1987) – legendarny bramkarz o pseudonimie „Schlosser” (ślusarz), który jednak miał też na koncie występy w ataku (polsko-niemiecki pionier Jorge Camposa?). Wychowanek 1.FC Katowice, w latach 1924-1925 grał dla Pogoni Lwów. Razem z Józefem Słoneckim byli pierwszymi polskimi zawodowymi piłkarzami – trener „pogoniarzy” Austriak Karl Fischer namówił ich na wyjazd do włoskiego Triestu.

Przygoda z zawodowstwem okazała się niewypałem, więc na sezon 1927 Emil Görlitz wrócił do rodzinnych Katowic. Walnie przyczynił się do wicemistrzostwa 1.FC w pierwszym ligowym sezonie. Był rezerwowym bramkarzem reprezentacji olimpijskiej na igrzyskach w Paryżu w 1924 r. W latach 1924-1925 rozegrał osiem spotkań w polskiej kadrze, jednak wyjazd do Włoch przerwał przedwcześnie karierę reprezentacyjną. Jako pierwszy bramkarz w historii ligi strzelił gola z rzutu karnego. Po wojnie mieszkał w Niemczech.

Karol Albert Jakub Kossok (1907-1946) – potężnie zbudowany napastnik o pseudonimie „Tank” (czołg) wychowanek 1.FC, w którym grał do 1928 r. Jego odejście do Cracovii było początkiem regresu katowickiej ekipy, grał też w Pogoni Lwów. Tuż przed wojną został trenerem Polonii Warszawa, poprowadził także reprezentację w meczu z Łotwą w Katowicach (zastępował Józefa Kałużę). Jako piłkarz zanotował pięć występów w kadrze narodowej. Zmarł przedwcześnie w 1946 r. w sowieckim obozie jenieckim na terenie Niemiec Wschodnich. Przeczytaj artykuł Mariusza Zięby o Karolu Kossoku.

Otto Józef Heidenreich (1904-po 1974) – wychowanek 1.FC Katowice, wierny temu klubowi do końca kariery w Polsce.

Legendarny defensor, symbol klubowej siły i pewności, prawdziwa opoka. Prezentował najwyższy poziom krajowy, ale gdy w końcu 1928 działacze PZPN zwrócili się z propozycją jego występu w kadrze biało-czerwonych, odmówił. Odpowiedział wyjątkowo eleganckim listem, że jest Niemcem i „źle czułby się w zespole z Białym Orłem na piersiach” – pisze o nim Andrzej Gowarzewski.

Wyjechał do Niemiec w 1935 r. i tam mieszkał do śmierci. Nie sposób nie skojarzyć losów Heidenreicha z Mirosławem Klose – również pochodzącym z Polski, jednak konsekwentnie deklarującym niemiecką narodowość. Budzi to oczywiście niechęć polskich kibiców, ale przecież każdy może czuć się, kim chce. Ani Klose, ani Heidenreich antypolskiej postawy nie reprezentowali. Właściwie każdy zawodnik 1.FC Katowice to temat na osobną opowieść o powikłanych losach polsko-niemieckiej walki o Śląsk.

1. FC Katowice. Fot. Jaskolkaslaska.eu.

Regres i likwidacja

W sezonie 1928 1.FC Katowice prezentował się już gorzej, choć po pierwszej serii gier zajmował jeszcze drugie miejsce. Średnia publiczność zmalała z 5 000 do 4 000 widzów. W tych rozgrywkach zadebiutował Jerzy Pośpiech, który we wrześniu 1939 r. okazał się pierwszą piłkarską ofiarą wojny (walczył w polskim wojsku). Sezon katowiczanie zakończyli na 5. miejscu z 35 punktami na koncie. Najlepszym strzelcem był Karol Kossok (16).

Trzeci i ostatni sezon katowickiej drużyny w ekstraklasie nie kończył dziejów klubu, który dla patronów i sponsorów miał mieć wyraźny charakter odmienności narodowej. Nie zmieniło się to w następnych latach, choć napięcie pojawiało się niczym natrętny refren… Czyniono jednak próby – jak „mecz pojednania” za rok 1927, aby budować mosty zapomnienia – jeszcze raz Andrzej Gowarzewski.

W rozgrywkach 1929 Karol Kossok strzelał już dla Cracovii, drużyna 1.FC uzbierała ledwie 17 punktów i zajęła dopiero 12. miejsce, oznaczające spadek. Za katowiczanami był tylko Klub Turystów Łódź, tak więc z ligi zleciały obydwa niemieckie kluby. Ciekawostką jest fakt, że właśnie w tym sezonie mógł zadebiutować w barwach 1.FC niespełna 13-letni Ernest Wilimowski. Taką hipotezę stawia Andrzej Gowarzewski. „Ezi” miał zagrać 14 kwietnia 1929 r. w wyjazdowym spotkaniu z Klubem Turystów w Łodzi. W protokole widnieje niejaki Pradelok, który nigdy później dla 1.FC nie zagrał. Dopiero miesiąc później najlepszy polski przedwojenny gracz zmienił nazwisko na Wilimowski – wówczas nazywał się jeszcze Pradella, a „Pradelok” to był jego pseudonim.

Rzeczywistość po spadku z pierwszej ligi nie była kolorowa. W sezonie 1930 1.FC zajął dopiero 7. miejsce w śląskiej klasie A. Dodatkowo władze miasta odmówiły klubowi dalszej dzierżawy stadionu i trzeba było przenieść się na inny. Drużyna grała w Muchowcu. Oficjalne otwarcie tamtejszego obiektu miało miejsce w 1934 r. W dniu inauguracji nowego stadionu klub przegrał 1:5 z silną wówczas drużyną Tennis-Borussią Berlin. Rok później było trochę lepiej (czwarta lokata), aż wreszcie katowiczanie wygrali klasę A w 1932 r. i mogli walczyć o powrót do ekstraklasy. W pierwszym barażu pokonali Wartę Zawiercie (zwycięzca kieleckiej ligi regionalnej) 5:2 i 6:2, jednak w kolejnej rundzie nie sprostali Podgórzu Kraków (mistrz krakowskiej ligi regionalnej), przegrywając 1:2 i 1:3.

Kolejne lata to gra w śląskiej klasie A bez większych sukcesów: 1933 – 4. miejsce, 1934 – 6. miejsce. W 1934 r. 1.FC został ukarany grzywną za „prowokacyjne, antypolskie stanowisko” i sprzedał bardzo zdolnego 18-letniego napastnika Ernesta Wilimowskiego do Ruchu Hajduki Wielkie (kwota transferu to 1000 zł, odpowiadająca wówczas 10 pensjom listonosza, do tego Ruch zobowiązał się do rozegrania dwóch towarzyskich meczów z 1.FC, z których dochód miał zasilić kasę katowiczan).

Ernest Wilimowski w latach 30. XX wieku.

W 1935 r. następuje dramat i spadek do klasy B, a jednocześnie do Niemiec wyjeżdża Otto Heidenreich, jedna z opok 1.FC Katowice. Na przełomie 1938 i 1939 r. drastycznemu pogorszeniu ulegają stosunki polsko-niemieckie, względnie poprawne od momentu podpisania traktatu o nieagresji 26 stycznia 1934 r. Wyraźnie sympatyzujący z III Rzeszą 1.FC Katowice został rozwiązany decyzją władz polskich w czerwcu 1939 r.

Wojna i okupacja niemiecka

Po zajęciu Polski przez Niemców władze okupacyjne reaktywowały zasłużony dla niemieckiej mniejszości klub – miał on być wizytówką piłkarskiego Śląska. Do gry w 1.FC Kattowitz skierowano byłych reprezentantów Polski – Ewalda Dytko (grał w Katowicach do momentu wcielenia do Wehrmachtu w 1942 r.), Ernesta Wilimowskiego (wyjechał potem w głąb Niemiec) i Erwina Nyca. Szczególnie ciekawe są dzieje tego ostatniego. Mimo niemieckiego pochodzenia, przez całe życie był lojalny wobec Polski i Polaków. W 1.FC Kattowitz zgodził się zagrać dopiero po dwóch wizytach na gestapo i groźbie zesłania do obozu pracy. W końcu został wcielony do Luftwaffe, jednak do samego końca wojny sprzyjał Polakom. Karierę zaczynał jako zawodnik propolskiej Pogoni Katowice, tuż przed wojną grał w Polonii Warszawa, wystąpił także w słynnym meczu Brazylia – Polska (przegrana 5:6 po dogrywce) na mistrzostwach świata we Francji w 1938 r.

W środku wojny, podczas jednego z rozgrywanych meczów, kiedy to Polonia grała w konspiracyjnej lidze, przywdziewając czarne trykoty, wypatrzono Erwina w mundurze Luftwaffe. Przyglądał się swoim kolegom na boisku, a po spotkaniu wybrał się z nimi na prawdziwą „biesiadę”. Podczas wojny moralne opory znikały. Ludzie nie wiedzieli czy dożyją kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca… Najnormalniej na świecie, Nyc przesadził z alkoholem i podczas godziny policyjnej wyszedł na ulicę. Zaczął przy tym wymachiwać pistoletem i wołać: dajcie mi jakiegoś szwaba, ja go ukatrupię! Nie mogło obyć się bez patriotycznego akcentu. Wyobrażacie sobie, że niemiecki żołnierz zaczyna śpiewać hymn Polski? Tak też uczynił Erwin, nad którym prawdopodobnie opatrzność sprawowała swą opiekę – żaden patrol nie przechodził obok miejsca zdarzenia – możemy przeczytać o tym zawodniku w poświęconym mu tekście Mariusza Zięby.

Po wojnie, jak większość śląskich piłkarzy grających dla niemieckich klubów w czasie wojny, był nękany przez Urząd Bezpieczeństwa (podobne problemy miał chociażby Gerard Cieślik, zmuszony w czasie wojny do wstąpienia do Hitlerjugend).

W 1946 liczba grupa piłkarzy warszawskich i krakowskich złożyła publiczne oświadczenia, że Nyc współpracował z narażeniem życia dla zakupu broni dla polskiego podziemia i ani przez sekundę nie stracił godności w służbie dla AK – możemy przeczytać w notce biograficznej Erwina Nyca w Encyklopedii Piłkarskiej FUJI Andrzeja Gowarzewskiego.

Mimo niemieckich wysiłków, 1.FC Kattowitz w czasie wojny nie osiągnął większych sukcesów. W sezonie 1941 zajął 4. miejsce w rozgrywkach śląskiej ligi („Gauliga Schlesien”), w 1942 skończył grę na 7. miejscu, a rok później na 8. W sezonie 1944 znowu było przeciętnie i 7. miejsce, lepiej zaczął się rok 1945 – 1.FC Kattowitz zajmował pierwsze miejsce, kiedy rozgrywki przerwano z powodu natarcia Armii Czerwonej. Zajęcie Śląska przez bolszewików wiąże się z drugą likwidacją klubu.

Śląska piłka ponad podziałami

Po ponad półwiekowym niebycie 1.FC Katowice został reaktywowany w grudniu 2006 r. 13 kwietnia 2007 r. klub zarejestrowano w sądzie i zgłoszono do Okręgowego Związku Piłki Nożnej w Katowicach. Reaktywowany po latach ma tak jak dawniej biało-czarne barwy i ten sam herb. Trenerem został Dariusz Wolny, były piłkarz GKS-u Katowice, w którym grał w latach 1991-1994, strzelając dla niego w ekstraklasie 30 bramek. Przywrócenie do życia klubu postrzeganego kiedyś jako niemiecka piąta kolumna wzbudziło wiele kontrowersji. Jego działacze zapewniają jednak, że nie są żadną „zakamuflowaną opcją niemiecką”, lecz pragną kultywować lokalne tradycje piłkarskie pod hasłem „śląska piłka ponad podziałami”.

W sezonie 2007/2008 1.FC Katowice ponownie zagrał w polskiej lidze państwowej, konkretnie w rozgrywkach katowickiej klasy B. Już w pierwszym sezonie po reaktywacji katowiczanie wywalczyli awans do klasy A, w której grają do dzisiaj. Mecze rozgrywają na boisku „Rapid” należącym do MOSiR Katowice, mieszczącym się przy pl. Alojzego Budnioka w centrum miasta.

Prezesem STOWARZYSZENIA KS 1.FC KATOWICE został Wojciech Koczubik, a wiceprezesem Krzysztof Ziemba i to on wzmocnił tradycje w tym klubie, organizując turnieje ku pamięci wielkich piłkarzy 1. FC Katowice: Ernesta Wilimowskiego czy Karola Kossoka, które odbywają się corocznie na obiekcie w Szopienicach. Krzysztof Ziemba dba o tradycje tego wielkiego niegdyś klubu śląskiego. Na tę chwilę w szeregach klubu zrzeszonych jest 115 zawodników w tym 90 dzieciaków w wieku od 5 do 13 roku życia – czytamy na stronie klubowej.

Po rundzie jesiennej sezonu 2017/2018 1.FC Katowice zajmuje ostatnie miejsce w swojej grupie klasy A z zaledwie czterema punktami na koncie. Zapowiada się więc ciężka walka o utrzymanie na wiosnę.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Bartosz Bolesławski
O Bartosz Bolesławski 4 artykuły
Psychofan i zaoczny piłkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie