Rzuty karne, czyli angielski koszmar

Parafrazując słowa Gary’ego Linekera: „Futbol to taka gra, w której dwudziestu dwóch facetów biega za piłką, a na końcu i tak Anglicy przegrywają w rzutach karnych”. Żadna reprezentacja tak często nie odpadała z turniejów z powodu niecelnych uderzeń w czasie konkursu „jedenastek”. Od 1990 roku przegrywali w taki sposób aż sześć razy. Czy niestrzelanie karnych można nazwać znakiem rozpoznawczym Wyspiarzy? Przyjrzyjmy się ich zmaganiom z tym fatum.

Mistrzostwa Świata 1990: matka wszystkich porażek

Turyn, rok 1990. To tutaj zaczął się koszmar Anglików. Ich ostatni turniejowy mecz z RFN przed zjednoczeniem się Niemiec. W jednym narożniku: Lothar Matthäus, Rudi Völler oraz Jürgen Klinsmann, z kolei w drugim: Terry Butcher, Paul Gascoigne i Gary Lineker. Wielki pojedynek także na ławkach trenerskich – Franz Beckenbauer kontra Bobby Robson. Stawka nie byle jaka. Zwycięzca lądował w wielkim mundialowym finale, gdzie czekała już Argentyna.

Po godzinie gry bliżej Rzymu byli Niemcy. Prowadzili za sprawą Andreasa Brehme. Anglicy walczyli jednak do końca i na dziesięć minut przed ostatnim gwizdkiem wyrównał Lineker. Wygranego miały wyłonić rzuty karne, w tamtym czasie jeszcze nie przyprawiające Wyspiarzy o gęsią skórkę. Gdyby wówczas wiedzieli to, co wiedzą dzisiaj…

Od mocnego uderzenia rozpoczął wszystko Lineker, ale wcale nie gorszym egzekutorem okazał się Brehme. Obaj trafili w meczu, obaj też celnie strzelali z jedenastu metrów. W ich ślady poszła czwórka zawodników: Peter Beardsley, Matthäus, David Platt oraz Karl Heinz Riedle. Anglicy nie obraziliby się, gdyby za ich przykładem postanowił pójść również Stuart Pearce, ale na ich nieszczęście, trafił prosto w nogi Bodo Illgnera. Olaf Thon wyprowadził Niemców na prowadzenie na zakończenie czwartej serii. Oznaczało to, że od Chrisa Waddle’a zależeć będzie, czy konkurs toczyć będzie się dalej. Jego celny strzał przedłużyłby nadzieje podopiecznych Robsona. Wziął długi rozbieg, jakby chciał kopnięciem rozerwać siatkę niemieckiej bramki. I tak zapewne by się stało, gdyby tylko w nią trafił… Niestety, piłka poszybowała wysoko, wysoko nad poprzeczką, a zanim zdążyła wrócić na murawę, spakowani Anglicy przygotowywali się już do meczu o trzecie miejsce. Walkę o brązowy medal przegrali jednak z Włochami, po tym, jak cztery minuty przed końcem Salvatore Schillaci… skutecznie wykonał rzut karny. Jak pech to pech.

Wyspiarze jeszcze wówczas nie wiedzieli, że w czasie tamtego półfinałowego wieczoru, narodziła się nowa, piłkarska tradycja…

Anglia – RFN 1:1 (karne: 3-4)
Lineker – Brehme
Beardsley – Matthäus
Platt – Riedle
Pearce – Thon
Waddle – X

Pogrubieniem zaznaczeni zawodnicy, którzy nie strzelili rzutu karnego.

Mistrzostwa Europy 1996: wojenne porachunki

Druga to zdecydowanie najboleśniejsza porażka Anglików po rzutach karnych. Rok 1996, mistrzostwa Starego Kontynentu rozgrywane były na ich boiskach. „Football ponownie zawitał do domu”. Gospodarze trafili na Niemców w półfinale po wygranym… konkursie „jedenastek” w ćwierćfinale, z Hiszpanią! Tak, Anglicy w ten sposób przeszli dalej. Wszyscy wierzyli, że historia się powtórzy i chłopcy Terry’ego Venables’a udanie zrewanżują się za porażkę sześć lat temu.

Atmosferę wokół tego meczu dodatkowo podgrzewały media, które na pierwszych stronach gazet stawiały na narracje militarne. W wojenne tony na szczęście nie popadali piłkarze… albo przynajmniej nie ci niemieccy. Stefan Kuntz, zdobywca wyrównującej bramki w półfinale i wykonawca piątego karnego w konkursie, tak wspomina otoczkę stworzoną wokół tamtego pojedynku:

Towarzyszyła temu meczowi dodatkowa presja, z powodu tego, że przeciwnikiem byliśmy my, Niemcy. Wiedzieliśmy, że media zamieniły to spotkanie w normalną bitwą, ale my nigdy tego tak nie traktowaliśmy. Przecież nawet nasi rodzice nie brali udziału w wojnie, dzieliły nas dwa pokolenia, dlatego nie rozumieliśmy zupełnie tych nagłówków. Angielskim piłkarzom zdecydowanie bardziej pomogłaby koncentracja na piłce. Myślę, że dziennikarze za bardzo podpompowali atmosferę, przez co tylko zwiększyli na nich presję.

Przez to rozczarowanie po porażce było jeszcze większe. A przecież zaczęło się tak pięknie – już w 3. minucie półfinału Alan Shearer trafił do siatki. Mimo że Kuntz dosyć szybko wyrównał, to Anglicy po regulaminowym czasie gry mieli prawo pozytywnie myśleć o zbliżających się rzutach karnych, mając w głowie zwycięstwo nad Hiszpanami. Co ciekawe, w czasie pięciu serii nie pomylił się nikt – ani przedstawiciel gospodarzy, ani drużyny niemieckiej. O wyłonieniu zwycięzcy musiała zadecydować zasada „nagłej śmierci”. Szóstą kolejkę zaczynał Gareth Southgate… i jego uderzenie skutecznie obronił Andreas Köpke. Nadzieje Anglików po chwili rozwiał Andreas Möller. Warto dodać, że po przestrzelonym karnym obecnego selekcjonera Synów Albionu, Niemcy wciąż nie mieli ustalonego kolejnego egzekutora. Ówczesny pomocnik Borussii Dortmund postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i szybko wyrwał się do piłki, zanim ktoś zdążył zaprotestować. Anglicy ponownie znaleźli się za burtą i do dziś częściej wspominają tamto spotkanie niż kibice zwycięskiego zespołu. W końcu była to niepowtarzalna okazja na zagranie w finale „we własnym domu”…

To był już niemal zwyczaj w moim życiu i w karierze – upić się, żeby poradzić sobie z porażką, upić się, żeby dać wyraz radości z sukcesu. I tych okazji było naprawdę dużo. Wóda mnie znieczulała, pozwalała unikać silnych emocji, i tych dobrych, i złych. A teraz, właśnie w ten ciepły letni wieczór, w środę 26 czerwca 1996 roku, angielska reprezentacja przegrała w rzutach karnych z Niemcami 5:6. Ja zaś byłem jej kapitanem. Nie mogło być gorzej, bo chodziło o rozgrywany na Wembley półfinał mistrzostw Europy. Musiałem się znieczulić. I piłem. Przez kolejne siedem tygodni. Piłem, dopóki nie zapomniałem o bólu – w ten sposób swoją autobiografię rozpoczyna Tony Adams. Ten moment był punktem zwrotnym, w którym postanowił walczyć z alkoholizmem.

Bardzo wymowna okładka Daily Mirror przed meczem Anglików z Niemcami.

Na nic zdały się wcześniejsze łzy Gascoigne’a, który w tak emocjonalny sposób zareagował na otrzymanie żółtej kartki, eliminującej go z udziału w potencjalnym finale mistrzostw.

Anglia – Niemcy 1:1 (karne: 5-6)
Shearer – Häßler
Platt – Strunz
Pearce – Reuter
Gascoigne – Ziege
Sheringham – Kuntz
Southgate – Möller

Mistrzostwa Świata 1998: czerwony Beckham

W 1998 roku los skojarzył Anglików z kolejnym rywalem, z którym w poprzednich latach mieli polityczne i piłkarskie konflikty. Argentyna to przecież nie tylko Wojna o Falklandy, ale przede wszystkim, w kontekście futbolu, mundial 1986 i słynna „Ręka Boga” w wykonaniu Diego Maradony oraz jego legendarna solowa akcja przez całe boisko. Tym razem stawką było wejście do ćwierćfinału. Anglia liczyła na kolejny wielki rewanż… ale doczekała się kolejnego rozczarowania.

Spotkanie wyglądało, jakby było wyreżyserowane przez Hitchcocka – zaczęło się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rosło. Wynik meczu otworzył w 6. minucie Gabriel Batistuta, który skutecznie wykonał rzut karny. Chwilę potem do remisu doprowadził Alan Shearer, posyłając piłkę do siatki… również z jedenastu metrów. Zanim Argentyńczycy zdążyli się otrząsnąć, kolejnym golem przyłożył im młodziutki Michael Owen, pięknie kończący swoją efektowną, indywidualną akcję. Gdy wydawało się, że Wyspiarze będą prowadzić do przerwy, Javier Zanetti doprowadził do remisu w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Więcej bramek w tym pojedynku nie padło, ale na tym emocje się nie zakończyły – dwie minuty po wyjściu z szatni na drugą cześć gry, David Beckham musiał do niej wrócić. Został ukarany czerwoną kartką za kopnięcie Diego Simeone. Niemal połowę meczu Anglicy musieli grać w osłabieniu.

Zdołali jednak dowieść remis do 90. minuty, a później bronili się jeszcze przez dwa kwadranse dogrywki. Na drugiej imprezie z rzędu o ich awansie zadecydować miał konkurs rzutów karnych. Złośliwe zrządzenie losu – jeszcze ich rany nie zagoiły się po ostatnim turnieju, a tutaj ponownie musieli stanąć oko w oko ze swoim koszmarem. Z drugiej strony, była to dla nich okazja do rewanżu i szansa na przegonienie złych duchów.

Po opuszczeniu boiska przez Becksa dostałem swoją szansę – Glenn wpuścił mnie w drugiej połowie na ostatnie 15 minut meczu. To było moje pierwsze wejście na boisko w tym turnieju.  Najgorsze miało dopiero nadejść. Kiedy skończyła się dogrywka, Glenn wszedł na boisko i wyznaczył ludzi do strzelania karnych: Al, Incey, Michael, David Batti i… ja. JA! Ja z moimi demonami, ze strachem przed lataniem i atakami paniki. Ja z moim nerwowym sikaniem. No i stanąłem na linii środkowej boiska, gotowy strzelić rzut karny Argentyńczykom, mimo że robiłem ze strachu w gacie? Czy to sobie wyobrażacie? – pisał w swojej autobiografii Paul Merson

Strzelanie „jedenastek” skutecznie rozpoczął Sergio Berti, ale Shearer odpowiedział tym samym. Iskierka nadziei zapaliła się w sercach Anglików chwilę później, kiedy David Seaman wyczuł intencje Hernana Crespo. Trwało to zaledwie moment, ponieważ niemal identyczną interwencją popisał się Carlos Roa przy strzale Paula Ince’a. Zanim Wyspiarze zdążyli zrozumieć, co się stało, byli już za burtą kolejnych mistrzostw – David Batty spudłował karnego w piątej serii. „England coming home” zaśpiewaliby im złośliwi. Po tamtej porażce najgłośniej w kraju odetchnął Southgate, który przestał być najbardziej znienawidzoną osobą w Anglii. Po tamtym mundialu rolę tą przejął od niego Beckham, ponieważ to w jego osłabieniu zespołu widziano przyczynę porażki.

Potem Incey nie trafił w bramkę. Wtedy już naprawdę się zdenerwowałem. Zawiodę żonę, dzieci, ojca, matkę i kolegów z zespołu, zawiodę cały kraj – pomyślałem. To było straszne. Glenn podszedł do mnie, położył dłoń na mojej piersi i popatrzył mi w oczy: MERSE NIE SPIEPRZYSZ TEGO KARNEGO – powiedział do mnie powoli. Kurwa, dzięki ci za to. Skoro Glenn twierdzi, że strzelę, nic złego się nie stanie. A jeśli nie zdobędę gola, wszystko będzie winą Glenna, bo to on mi powiedział, że będzie dobrze – tak swój strach opisywał Paul Merson

Merson karnego trafił, ale David Batty już nie. Paul Merson tak opisywał atmosferę w szatni:

Atmosfera w szatni była ponura, nikt nic nic nie mówił, ale jeśli już ktoś z nas musiał nie strzelić tego karnego, bo tak chciała Opatrzność, to najlepiej, żeby tym kimś był David Batty, ponieważ długo nad tym nie płakał. Nie sprawiał wrażenia, że życie mu się rozpadło na kawałki. Jego postawa była taka: podszedłem do rzutu karnego, nie strzeliłem, trudno, co dalej? Był błyskotliwym piłkarzem, żal za przeszłością go nie zżerał. 

Argentyna – Anglia 2:2 (karne: 4:3)
Berti – Shearer
CrespoInce
Veron – Merson
Gallardo – Owen
Ayala – Batty

Mistrzostwa Europy 2004: rzucone rękawice

Euro 2004 to kolejny turniej, na który Anglicy jechali z wielkimi ambicjami (właściwie to można tak powiedzieć o każdej piłkarskiej imprezie). Młodziutki Wayne Rooney miał być postacią, która zaprowadzi ich przynajmniej na podium. W czasie spotkań grupowych był najjaśniejszą gwiazdą reprezentacji i miał być też jej najgroźniejszą bronią w ćwierćfinałowym pojedynku z Portugalią, czyli gospodarzem tamtych mistrzostw. Niestety przed upływem 30. minuty musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. W tamtym momencie Anglicy prowadzili 1:0, po trafieniu Owena. To naprawdę dziwna zależność – za każdym razem, gdy Wyspiarze wcześnie zdobywają gola, to zawsze odpadają z turnieju po karnych. W końcówce regulaminowego czasu gry wyrównał Helder Postiga. Gdyby tego było mało, to w dogrywce Portugalczycy dołożyli drugie trafienie, autorstwa Rui Costy. Pięć minut później do remisu doprowadził jednak Frank Lampard. Ostatni gwizdek sędziego oznaczał, że Anglików czekał kolejny konkurs karnych. Ciekawe, ilu z nich wówczas pomyślało: „do czterech razy sztuka…”.

Trudno wyobrazić sobie gorsze wykonanie pierwszej „jedenastki” niż to autorstwa Beckhama. Zawodnik Realu Madryt posłał piłkę gdzieś w okolicę ostatniego rzędu trybun Estadio da Luz w Lizbonie i istnieje podejrzenie, że nie znaleziono jej do tej pory. Tak fatalny początek nie miał jednak dużego znaczenia dla samych Anglików, ponieważ cztery kolejne karne wykonali bezbłędnie. W międzyczasie spudłował Rui Costa, który za cel postawił sobie chyba przebicie „wyczynu” Beckhama. Podobnie jak w 1996 roku, znów doszło do „nagłej śmierci”. W szóstej serii nie pomylił się ani Ashley Cole, ani Helder Postiga. Przed siódmą kolejką portugalski bramkarz Ricardo ostentacyjnie zdjął z dłoni rękawice, jakby był pewien, że to będzie ostatni strzał, który dane mu będzie bronić. Do piłki podszedł Darius Vassell… i nie udało mu się zdobyć gola. Gospodarze mieli okazję do zakończenia tego meczu, a do decydującego karnego podszedł sam Ricardo. Wziął rozbieg i mocnym strzałem po ziemi zapewnił awans Portugalczykom.

Ułamek sekundy przed katastrofą… Świetne ujęcie „rozebranego” Ricardo, który broni uderzenie Vassella.

Z każdym meczem graliśmy coraz lepiej. Myślę, że gdybym nie zszedł z boiska z kontuzją, to wygralibyśmy ten turniej – stwierdził po latach z pewnością siebie Rooney.

Nie ma co gdybać, bo kto to wie… Jednak trzeba przyznać, że Rooney był piłkarzem, który ciągnął tę reprezentację i pokazał się światu na tym właśnie turnieju. Reprezentacja straciła swoje najlepsze ogniwo. Fakty są jednak takie, że była to czwarta porażka Anglików w rzutach karnych. Koszmar zdawał się nie mieć końca.

Portugalia – Anglia 2:2 (karne: 6:5)
Deco – Beckham
Simao – Owen
Rui Costa – Lampard
Ronaldo – Terry
Maniche – Hargreaves
Postiga – A. Cole
Ricardo – Vassell

Mistrzostwa Świata 2006: kolejny nieudany rewanż

Dwa lata później Anglicy ponownie trafili na Portugalczyków i znów stawką był awans do półfinału, tym razem na niemieckich mistrzostwach świata. W obu ekipach było wielu piłkarzy, którzy pamiętali ostatni pojedynek. Na nieszczęście Wyspiarzy, jednym z nich był Ricardo.

Po upływie 120 minut na tablicy świetlnej dostrzec można było dwa wielkie zera. Bramek nie było, ale emocji nie zabrakło, niestety przede wszystkim tych negatywnych. Po godzinie gry Rooney postanowił zabawić się w Beckhama z 1998 roku. W czasie walki o piłkę stanął na krocze Ricardo Carvalho. Jak pokazały powtórki – zrobił to umyślnie. Sędzia nie miał wątpliwości i pokazał napastnikowi czerwoną kartkę. Do historii futbolu przeszedł moment w którym do wyrzucenia Anglika z boiska nakłania arbitra Cristiano Ronaldo, ówczesny kolega klubowy młodej gwiazdy Manchesteru United. Rooney mógł później podziękować Portugalczykowi, ponieważ przez swoje zachowanie, to właśnie skrzydłowy Czerwonych Diabłów stał się po mundialu wrogiem numer jeden w Anglii.

Po latach jednak w wywiadzie dla Daily Mail Rooney stwierdził, że zrobiłby to samo, a nagonka na Cristiano Ronaldo była przesadzona:

Nigdy nie było problemu. Zrozumiałem dlaczego to zrobił. Chciał, żeby to Portugalia wygrała i jeśli mam być szczery, to zrobiłbym to samo dla Anglii. Pamiętam, kiedy mówiłem do sędziego, że Ronaldo zanurkował i próbowałem wymusić dla niego żółtą kartkę. 

Rzuty karne. Brak Rooneya. Portugalia. Ricardo w bramce. Kilku kibicom Synów Albionu pół życia musiało przelecieć przed oczami. Zwłaszcza, kiedy w pierwszej kolejce celnie uderzał Simao, a Lampard nie trafił, choć przecież tak rzadko mylił się w swoim życiu z jedenastu metrów. Później Anglicy ujrzeli światełko w tunelu, ponieważ spudłował Hugo Viana, a do siatki trafił Owen Hargreaves. Portugalczycy nie strzelili drugiego karnego z rzędu. Gdyby Steven Gerrard trzecią serię zakończył celnym uderzeniem, to historia tego ćwierćfinału mogłaby potoczyć się inaczej. Właśnie – gdyby… Kapitan Liverpoolu skopiował strzał Vassella sprzed dwóch lat i Ricardo również z tego pojedynku wyszedł zwycięsko. Podopieczni Luiza Felipe Scolariego dostali drugie życie. Helder Postiga, ponownie jak na Euro w Lizbonie, trafił do siatki. Do czwartego rzutu karnego Anglików podszedł Jamie Carragher, czyli zawodnik wprowadzony w końcówce dogrywki specjalnie z myślą o konkursie „jedenastek” – Sven-Göran Eriksson liczył w tamtym momencie na jego doświadczenie. Jego pomysł okazał się kompletnym niewypałem, ponieważ obrońca Liverpoolu, mimo że był jednym z najstarszych piłkarzy na boisku, podszedł do piłki i uderzył bez gwizdka sędziego. Trafił, ale arbiter kazał powtórzenie wykonania. Jak łatwo się domyślić, za drugim razem ten przeklęty dla Anglików Ricardo nie dał się pokonać.

Do decydującego karnego podszedł Cristiano Ronaldo i pewnym uderzeniem umieścił futbolówkę w samym rogu bramki strzeżonej przez Paula Robinsona. Cristiano Ronaldo, który parę chwil wcześniej „wyrzucił” z boiska Rooneya. Przez tę podwójną kombinację naprawdę nie miał łatwego życia w Anglii w sezonie 2006/2007.

Portugalia – Anglia 0:0 (karne: 3:1)
Simao – Lampard
Viana – Hargreaves
PetitGerrard
Postiga – Carragher
Ronaldo – X

Mistrzostwa Europy 2012: włoski Panenka

Żadnych Niemców, żadnych Portugalczyków. Konkurs rzutów karnych numer sześć. Polsko-ukraińskie Euro i kolejne mierzenie się Anglików z własnymi ułomnościami. Ich rywalami byli Włosi, a stawką – półfinał.

Kibice zebrani na stadionie w Kijowie nie zobaczyli w tamtym meczu żadnego gola przez 120 minut. Anglicy musieli bardzo mocno wierzyć w powiedzenie, że każda seria kiedyś się kończy. Pięć kolejnych przegranych w konkursach „jedenastek”. Rok 2012 był dobrym momentem na zdjęcie klątwy. Nic z tego.

Pirlo ośmieszając Harta, ośmieszył przy okazji cały naród angielski

Od 1990 roku wiele się w futbolu zmieniło, ale Anglicy wciąż nie nauczyli się skutecznego strzelania z „wapna”, chociaż w Kijowie przez chwilę nawet mogli zacząć myśleć o triumfie, kiedy w drugiej serii spudłował Ricardo Montolivo, a Gigiego Buffona pokonał Rooney. Przed startem trzeciej kolejki prowadzili, co dotychczas im się nie zdarzało. Przed fatum jednak nie da się uciec. Najpierw przypomniał o tym Andrea Pirlo, który w stylu Antonina Panenki pokazał Joe Hartowi, gdzie jego miejsce. Następnie w poprzeczkę trafił Ashley Young. Był już remis. Celny strzał Antonio Nocerino postawił nieco pod ścianą Ashleya Cole’a. Obrońca Chelsea nie wytrzymał presji i posłał piłkę wprost w ręce leżącego Buffona. Alessandro Diamantiemu, wykonawcy ostatniego karnego, nie pozostało nic innego, jak wysłać Anglików do domu. Oczywiście to zrobił. Liczba porażek po „jedenastkach” wzrosła do sześciu. Być może na ostatnim Euro byłoby ich już siedem, gdyby nie to, że Islandczycy rozprawili się z nimi w regulaminowym czasie gry…

Podjąłem decyzję w momencie zbliżania się do piłki. Joe Hart sprawiał wrażenie strasznie pewnego siebie, więc pomyślałem, że trzeba sprowadzić go trochę na ziemię. To wszystko było improwizowane, nie było w tym premedytacji. To była jedyna szansa, która zwiększała moje szanse do 100%. To nie było żadne popisywanie się.To nie w moim stylu – tłumaczył w swojej autobiografii Andrea Pirlo karnego, który stał się legendarny

Włochy – Anglia 0:0 (karne: 4:2)
Balotelli – Gerrard
Montolivo  Rooney
Pirlo – A. Young 
Nocerino – A. Cole 
Diamanti – X

Niedługo przed nami turniej mistrzostw świata w Rosji. Może tam uda się odczarować klątwę. Klątwę, która ciągnie się za Anglikami już od 27 lat. Taka wygrana w finale po jedenastkach byłaby w stanie wyazać wszystkie czarne koszmary ze scenariusza Anglików na wielkich turniejach.

KUBA GODLEWSKI

Kuba Godlewski
O Kuba Godlewski 22 artykuły
Licencjat filologii polskiej. Początkujący trener. Kibic Manchesteru United i cichy wielbiciel czarnych koszul Diego Simeone.