Bob Marley – dredy, piłka i śmierć

Większości z nas Bob Marley kojarzy się z muzyką Reggae, skrętami i długimi dredami. Możliwe, że ci, którzy nieco bardziej zgłębili jego biografię wiedzą, że był bardzo mocno związany z ideologią Rasta, miał mnóstwo dzieci i jest symbolem Jamajki. Rzadko kto jednak wie, że był też wielkim fanatykiem piłki nożnej i prawdopodobnie jej najbardziej znaną ofiarą!

Futbol jest częścią mnie. Kiedy gram, świat wokół budzi się do życia – to najbardziej znany cytat Boba Marley dotyczący jego pasji do futbolu.

Zapewne Jamajczyk nie był jedynym muzykiem, który każdą wolną chwilę poświęcał na bieganie za futbolówką, ale z pewnością nikt inny nie poniósł tak wielkich konsekwencji z powodu swojej miłości do piłki. Kiedy mówimy o tym, że piłka nożna zbiera czasem śmiertelne żniwo, to z reguły mamy na myśli Roberta Enke, Marca Viviena Foe albo ewentualnie kibiców z Hillsborough. Do tego grana powinniśmy zaliczyć również Boba Marleya.

Jako, że jest to portal o futbolu, nie warto szczegółowo opisywać biografii tego znakomitego artysty. Warto tylko dodać, że jak większość swoich rodaków ma korzenie związane z ojczyzną piłki nożnej Wielką Brytanią, czyli można powiedzieć, że miłość do piłki miał w genach. Od najmłodszych lat miał nieco buntowniczy charakter i nie zawsze po drodze było mu ze szkołą, ale drogę na boisko potrafił znaleźć zawsze. Od zawsze jego życiu towarzyszył sport i muzyka, co łączyło go z wieloma rówieśnikami z Jamajki. On jednak miał talent w obu tych dziedzinach i chociaż postawił na Reggae i rastafarianizm, to nigdy nie zerwał z futbolem.

Fan Pelego

Zarówno na scenie, jak i na boisku cechował się sporym luzem i kreatywnością. Jego ulubionym piłkarzem był Pele, którego podziewał za lekkość i skuteczność na murawie. Kibicował Tottenhamowi oraz brazylijskiemu Santosowi zapatrzony w radość, jaką czerpali z gry zawodnicy z Kraju Kawy. To właśnie tego szukał w futbolu, fantazji, radości i wolności, dzięki której na boisku nie było podziałów na czarnych i białych, rastafarian i wyznawców innych religii. Coś, o co walczył poprzez muzykę, znajdował dzięki piłce.

bob-marley-in-brazil-2

Jego przyjacielem, a także menedżerem zespołu The Wailers, był Allan Cole, zawodowy grający w piłkę w Stanach Zjednoczonych w zespole Atlanta Chiefs w lidze NASL, a także w brazylijskim klubie Nautico. Wraz z Colem i członkami zespołu Bob Marley będąc w trasie koncertowej, rozgrywał sporo meczów towarzyskich. W jednym z nich, podczas koncertów w Paryżu, drużyna z Jamajki mierzyła się z członkami reprezentacji Francji. Podczas tego spotkania Marley doznał bardzo przykrej kontuzji palca. Muzyk mimo tego nie zamierzał przerywać trasy koncertowej ani rezygnować z kopania futbolówki. Lekceważąc zalecenia lekarzy, kontynuował europejskie tournee i cały czas oddawał się swoim pasjom.

Tragiczny koniec

Potem zdecydował się na badania w Londynie, gdzie uświadomiono mu, że do organizmu wdała się gangrena i amputacja palca jest koniecznością. Marley, jako praktykujący rastafarianin uważał, że ciało stanowi integralną część i nie pozwolił na odebranie sobie żadnej kończyny. Wiedział również, że to oznaczałoby koniec jego przygody z piłką. Była to, jak się okazało najgorsza z możliwych decyzji, bo kilka lat później podczas joggingu z Colem muzyk zasłabł. Kiedy go przebadano, wyszło na jaw, że ma przerzuty nowotworowe do płuc, mózgu i wątroby. Najpierw zdecydował się na leczenie w Nowym Jorku, potem przenosił się do kliniki w Miami i Meksyku, ale wszędzie dawano mu tylko kilka tygodni życia. Wtedy postanowił poddać się kontrowersyjnej terapii opartej na diecie i ziołach, którą zaproponowano mu w Niemczech. Jak się okazało, przetrwał dzięki temu pół roku, ale i tak w końcu uznano, że nie ma już szans. Zapragnął wtedy wrócić na Jamajkę, jednak tam żaden szpital nie był przygotowany, by go przyjąć i ostatecznie zmarł w szpitalu w Miami.

Bob8

Czy to przez futbol?

Biografowie Marleya spierają się, czy kontuzja odniesiona na meczu faktycznie była powodem rozwinięcia się nowotworu, czy też ten był w jego ciele już wcześniej. Nie da się jednak podważyć, że uraz mocno przyczynił się do rozwoju choroby, a już to, że zamiast zrezygnować z futbolu, Jamajczyk wciąż biegał po murawie, znacznie pogorszyło jego stan. Tyle, że jak sam zawsze mówił, żeby go poznać, najlepiej zagrać mecz z jego drużyną. Piłka nożna, muzyka i religia były w jego życiu najważniejsze i nie zrezygnował z nich praktycznie do samego końca. Pewnie trudno porównać go z takimi przypadkami jak wspomniany wcześniej Marc Vivien Foe, który zmarła boisku, czy Robert Enke, którego profesjonalna kariera przytłoczyła do tego stopnia, że popełnił samobójstwo. Na pewno jednak Marley poświęcił dla piłki bardzo wiele i do samego końca chciał grać, nie zważając na swoje zdrowie.

Mimo, że w stosunkowo młodym wieku zmarł, to jego historię należy traktować pozytywnie, bo całe swoje życie poświęcał się temu, co kochał najbardziej. Uprawiał sport, tworzył muzykę i głosił swoje przekonania na całym świecie. Zostawił po sobie sporą gromadę dzieci, setki znakomitych piosenek i kilku kolegom z boiska dziesiątki wspomnień, o bramkach, które strzelał na zielonej murawie.

KUBA KĘDZIOR

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

 

Kuba Kędzior
O Kuba Kędzior 22 artykuły
Fan futbolu i sportów wszelakich, ekscytuje się zarówno derbami Belgradu jak i Pucharem Świata w bobslejach. Kiedy już nie śledzi sportowych zmagań, chętnie sięga po dobrą książkę albo płytę z ambitną muzyką.