Buntownik przeciwko systemowi

Ileż to razy słyszy się dziś o zawodnikach, którzy znikąd pojawiają się na wielkiej imprezie, nawet nie mając wcześniej sukcesów w poważnej piłce. Bohaterem premierowej edycji Mistrzostw Europy, a w szczególności finału był Wiktor Poniedielnik. Dzięki jednej bramce jego nazwisko zapisało się w historii radzieckiego futbolu, a znają je także współcześni Rosjanie.

Mowa o trafieniu dającym jedyny tytuł w połączonej historii radzieckiego i rosyjskiego futbolu, od którego to zaczęła się wielka kariera Poniedielnika – złotym golu w meczu finałowym Mistrzostw Europy w 1960 roku.

Witia urodził się 22 maja 1937 r. w Rostowie nad Donem. Ma to duże znaczenie w kontekście jego losów zawodowych, bowiem Wiktor Władimirowicz był lokalnym patriotą, co mogło doprowadzić nawet do jego śmierci, ale o tym później. Wychowywał się w dobrze sytuowanej rodzinie pielęgniarki i dziennikarza. Z racji własnego wykształcenia pogląd matki i ojca na wychowanie dzieci przedstawiał się tradycyjnie. Upierali się, by Wiktor skończył studia i naciskali, by odrzucił marzenia o karierze futbolisty. Syn nie śmiał jednak podporządkować się woli rodziców.

Od czasu, gdy na szkolnym boisku wypatrzył go trener lokalnej drużyny Buriewiestnik, Iwan Grebieniuk. Wiktor rozpoczął karierę, równocześnie uczęszczając do technikum rolniczego. Kolejny krok umożliwił mu kolega ze studiów pedagogicznych, Julguszew, Wówczas reprezentował on barwy większego klubu z Rostowa, Torpedo. Zaprowadził Witię do znajomego trenera, Piotra Szczerbaczenki, który był szanowany w całym regionie. Szkoleniowiec, kiedy zobaczył na co stać Poniedielnika, polecił go do wyżej wymienionej ekipy. Witia zaliczył tam pierwszy z kilku wspaniałych debiutów strzelając zwycięskiego gola na 1:0 przeciwko ekipie z Finlandii. Grał w Torpedo (przemianowanym po sezonie 1957 na Rostsielmasz) do 1959 roku. Jako zawodnik Rostsielmasza otrzymał powołanie do reprezentacji. Klub z Rostowa grał wtedy w drugiej lidze, toteż Poniedielnik został pierwszym graczem z niższego szczebla rozgrywek zauważonym przez sztab kadry narodowej. Nie dane mu było jednak wyjść na boisko.

2
Poniedielnik w meczu kadry

Co się odwlecze, to nie uciecze. Po zasileniu szeregów pierwszoligowego SKA Rostów wizja gry w koszulce z napisem „CCCP” na piersiach stała się realniejsza. Napastnika w jego pierwszym sezonie w nowej drużynie wybrano jednym z trzech najlepszych piłkarzy na tejże pozycji w kraju. Dzięki temu dostał okazję debiutu w „Sbornej”. Znowu zaliczył wejście smoka. 19 maja 1960 polscy rywale Związku Radzieckiego musieli przełknąć gorycz porażki w stosunku aż 7:1, a trzy razy do bramki strzeżonej przez Stefaniszyna trafił 23-letni debiutant. Półtora miesiąca później rozpoczęły się Mistrzostwa Europy na francuskich boiskach.

Tam Poniedielnik zagrał 180 minut w dwóch meczach, w każdym pokonując bramkarza drużyny przeciwnej. Na początek półfinałowy mecz z Czechosłowacją i gol na 3:0 dobijający Czechów.

To, co stało się finale Mistrzostw przeszło do historii Związku Radzieckiego. Po regulaminowych 90 minutach na tablicy wyników widniał remis 1:1. Do akcji wkroczył rozgrywający swój trzeci oficjalny mecz w reprezentacji Witia.

Sam bohater opowiada: „Była 112 lub 113 minuta meczu (…). Kombinację, prowadzącą do „złotego gola”, można powiedzieć, rozpoczął Jaszyn. On ręką wprowadził piłkę do gry, rzucił prawie do środka pola, w naszą linię pomocy. Po krótkiej wymianie podań z partnerami Jura Wojnow ograł Matusa i posłał po lewej flance Meschiego. Micho nie odmówił sobie przyjemności zrobienia dwóch firmowych zwodów, uciekł obrońcy i wrzucił w okolice punktu rzutów karnych, dokąd ja już leciałem pełną parą…”.

3
Reprezentacja ZSRR podczas rundy honorowej z pucharem za Mistrzostwo Europy

Wprawiając cały naród w euforię jednocześnie Wiktor narobił sobie kłopotów, pokonując Schrojfa. W Związku Radzieckim, jak swego czasu w większości komunistycznych państw świata (w tym w Polsce), panowały osobliwe zasady transferów pomiędzy klubami. Najlepsi zawodnicy skupiani byli we flagowych ekipach kraju. Będąc na świeczniku, Poniedielnik ściągnął na siebie uwagę ministerstwa obrony ZSRR, które to sprawowało pieczę nad CSKA Moskwa (wówczas CSK MO). Pewnego poranka, kilka chwil po obudzeniu się dostał wiadomość, że musi przeprowadzić się do Moskwy. Do domu Witii wtargnął bowiem oficer w asyście dwójki niższych rangą żołnierzy i nakazało Poniedielnikowi wyjazd do Moskwy. Wizja własnego apartamentu w stolicy i luksusowego samochodu nie przekonała 23-latka do zmiany miejsca zamieszkania i wyprowadzki z rodzinnego Rostowa.

Nie zareagował na zainteresowanie czołowej drużyny kraju z entuzjazmem, choć pod naciskiem musiał wyjść w jej koszulce podczas kilku sparingów. Wręcz przeciwnie, za wszelką cenę chciał uniknąć przenosin do Moskwy. Przeciwni utracie swojego idola byli także lokalni kibice. Organizowali więc protesty, wcale nie pokojowe, zniszczenia w mieście były widoczne. Reakcja społeczeństwa nie obchodziła władz państwowych.

Pewnie napastnik SKA nie uniknąłby gry w stołecznej drużynie, gdyby nie znajomość ojca piłkarza, Władimira, z najsłynniejszym obywatelem Rostowa, pisarzem Michaiłem Szołochowem (autor m. in. powieści „Cichy Don”). Władimir Poniedielnik, pisał swego czasu esej o prozaiku, toteż miał okazję robić z nim wywiad. Wołodia zadzwonił do Szołochowa, przedstawił znajomemu całą sytuację. Rostowianin skontaktował się zaś z Jekateriną Furcewą, ministrem kultury ZSRR. Furcewa nie tylko pełniła ważną funkcję państwową. Również, a może w tym kontekście przede wszystkim, była kochanką Leonida Breżniewa, przewodniczącego Prezydium Rady Najwyższej Związku Radzieckiego czyli najważniejszej osoby w kraju.

Wysłuchawszy słynnego pisarza, Furcewa zaprosiła go na spotkanie, by zapewne jeszcze bliżej przyjrzeć się problemowi i podjąć decyzję. Partnerka głowy państwa radzieckiego po rozmowie z zawodnikiem wykonała telefon do bezpośrednio odpowiedzialnego za sprawę Siergieja Pawłowa, kierującego Komitetem Kultury Fizycznej i Sportu przy Radzie Ministrów ZSRR. Pawłow zgodził się z panią minister i zwolnił Poniedielnika z obowiązku zasilenia szeregów CSKA Moskwa, dzięki czemu do końca kariery napastnik mógł pozostać w Rostowie. Zapewne może mówić o sporym szczęściu, gdyż niewielu futbolistom (jeśli komukolwiek) udało się bez konsekwencji sprzeciwić reżimowi panującemu w Związku Radzieckim.

Rok po tych wydarzeniach wraz z reprezentacją odwiedził Chile, by rywalizować w Mundialu. Rosjanie nie spełnili oczekiwań rządu i narodu. Co prawda, przez fazę grupową przeszli pewnie, pokonując znów Jugosławię (2:0), a także Urugwaj (2:1), oraz remisując z Kolumbią (4:4), lecz już w następnej fazie odpadli ponosząc porażkę z Chile (1:2). Oprócz złota na premierowych Mistrzostwach Europy w kadrze łupem Wiktora padł również srebrny medal kontynentalnego czempionatu w 1964 roku. Przez cztery lata dzielące oba turnieje ze zwycięskiej ekipy odeszła większość gwiazd, a oprócz Poniedielnika w obu finałach zagrali tylko Iwanow i Jaszyn. Na Santiago Bernabeu obrońców tytułu zwyciężyli gospodarze 2:1. W międzyczasie trzykrotnie otrzymał wyróżnienie dla najlepszego napastnika krajowej ligi.

Potem kariera naszego bohatera zmierzała ku końcowi. Zaczął przybierać na wadze, a na domiar złego wiosną 1965 roku przyplątało się zapalenie wyrostka, w związku z czym musiał wylądować na stole operacyjnym. Zabieg nie poszedł do końca zgodnie z planem, 28-latkowi dawały się we znaki powikłania pooperacyjne. Pomimo usilnych starań w kierunku przywrócenia piłkarza do pełnej sprawności, niedługo po podpisaniu kontraktu z moskiewskim Spartakiem, dawny idol milionów nie miał innego wyjścia i musiał zakończyć karierę.

4
Dawna „dziewiątka” Sbornej dzisiaj

Zawiesiwszy buty na kołku Wiktor Władimirowicz poszedł w ślady ojca i został dziennikarzem gazet Советский Спорт” (przez 14 lat, w latach 1969—1983 kierował działem piłkarskim), a następnie przeszedł do ”Футбол-Хоккей” obejmując posadę redaktora naczelnego.Wcześniej krótko trenował graczy Rostsielmasza (1969). Ma na koncie aż cztery autobiografie, jak: „ Любовь моя, футбол” („Moja miłość, futbol”) i „Исповедь центрального нападающего” („Spowiedź środkowego napastnika”). Obecnie działa społecznie, jak i na rzecz rozwoju rosyjskiego futbolu. Imieniem Wiktora Poniedielnika ochrzczono akademię piłkarską.

JAKUB BARANKIEWICZ

 

 

 

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl