Podkręć piłkę jak Baichung

Powiedzieć o Indiach, że to specyficzny kraj to nic nie powiedzieć. Na przykład w tym kraju mańkut na pewno będzie miał poważne problemy, a to dlatego, że lewa ręka uchodzi za brudną, gdyż służy do czynności związanych z higieną osobistą. Tubylcy nie lubią ściskać dłoni, która nie wiadomo gdzie była przed chwilą. Specyficzne jest też jedzenie. Podczas gdy rdzenni mieszkańcy tego kraju objadają się solidnie doprawionymi potrawami, Europejczyk wykrzywi się już po pierwszym zetknięciu języka z Samosą (trójkątne pierożki nadziewane ostro przyprawionymi warzywami). Na pierwszy rzut oka wszystko stoi tu na głowie. Nie inaczej jest z piłką nożną.

Futbol nie jest najważniejszą dyscypliną dla Hindusów. Pierwszeństwo w tym regionie ma hokej na trawie i krykiet, jednak nie przeszkodziło to w wybudowaniu gigantycznych stadionów, które mogą pomieścić dwa razy tyle kibiców co Stadion Narodowy. Sęk w tym, że przychodzi na nie zazwyczaj około 2 do 5 tysięcy fanów. Jednak mimo wszystko Indie też mają swojego odpowiednika Davida Beckhama. Jest nim Baichung Bhutia, rekordzista pod względem występów w reprezentacji kraju, a jednocześnie ikona popkultury. Za komentarz niech wystarczy wypowiedź innej legendy hinduskiego futbolu, Inivalappil Mani Vijayan, który powiedział o naszym dzisiejszym bohaterze, że jest on darem od Boga dla hinduskiego futbolu. Dlaczego wystawił on Baichungowi taką laurkę? Przekonacie się za chwilę.

Zazwyczaj, jeżeli jakiś piłkarz wyrasta swoimi umiejętnościami ponad poziom pozostałych piłkarzy, to wyjeżdża za granicę i tam zostaje, sprawdzając tylko czy stan konta się zgadza. Bhutia też wyjeżdżał za granicę i mógł tam pozostać, ale za każdym razem powracał do Indii. Urodzony w miejscowości Tinkitam w stanie Sikkim piłkarz zaczynał swoją karierę w jednym z najbardziej utytułowanych klubów w Indii, East Bengal. Stamtąd na krótko przeniósł się do JCT Mills, w którym wywalczył tytuł króla strzelców i został wybrany najlepszym zawodnikiem w kraju. Po powrocie do East Bengal kontynuował świetną passę i w końcu postanowił wyjechać za granicę. Zainteresowali się nim działacze angielskiego Bury, którzy zaoferowali błyskotliwemu napastnikowi trzyletni kontrakt, a nasz bohater nie zamierzał marnować okazji, jaka się nadarzyła. W końcu Bhutia miał stać się pierwszym Hindusem, który podpisał profesjonalny kontrakt w europejskim klubie i drugim Hindusem, który w ogóle trafił na Stary Kontynent (pierwszym był Mohammed Salim, który przez krótki czas przebywał w Celtiku Glasgow).

– Baichung będzie dla nas ogromnym wzmocnieniem. Jest bardzo szybki i wydaje się, że urodził się, by żyć w polu karnym – mówił ówczesny menedżer Bury, Neil Warnock.

Bhutia miał znacznie lepsze perspektywy niż gra w Bury. Po przyjeździe do Anglii piłkarz był testowany w Fulham, Aston Villi i West Bromwich, ale tam nie przekonał do siebie sztabu szkoleniowego. Sam zainteresowany tłumaczył, że nie był jeszcze gotowy na grę w Premiership:

Nie miałem zbyt dużo czasu na przygotowanie się, kiedy przychodziłem na testy do Aston Villi. Potraktowałem to więc jako okazję do nauczenia się czegoś, zebrania doświadczenia w brytyjskim futbolu.

Wybór okazał się jednak trafny, bo już w pierwszym sparingu Baichung popisał się hat-trickiem. Potem nie było już tak dobrze, ale trzeba zaznaczyć, że w debiucie przeciwko Cardiff Hindus znów pokazał się z dobrej strony, zaliczając asystę. Angielska przygoda skończyła się dla niego po trzech latach. Być może trwałaby dłużej, ale na drodze stanęła kontuzja, która nie pozwalała mu zbyt często wychodzić na boisko w ostatnim roku. Kiedy wygasł jego kontrakt, nie pozostało nic innego, jak powrót do kraju.

34a4b6863d8cdb9c4a092b22146c1517
Baichung Bhutia w barwach Bury.

Snajper z Sikkim wybrał jako kolejny przystanek klub o nazwie Mohun Bagan. Mimo, iż strzelił dla niego sześć bramek w 11 meczach, nie wspomina tego pobytu najlepiej. Niezaleczone kontuzje okazały się przeszkodą nie do pokonania w walce o powrót do wysokiej dyspozycji i zaledwie po pół roku Baichung musiał szukać sobie nowego miejsca. Znalazł je w East Bengal.

Ledwie Bhutia wrócił do East Bengal, a już został wypożyczony do Malezji. Przez kilka miesięcy nasz dzisiejszy bohater zakładał koszulkę klubu Perak FC, po czym wrócił do zespołu, z którego wyruszał na podbój Europy. Tam odbudował swój wizerunek i znów był traktowany jako futbolowy Bóg Indii. W 2005 roku ponownie wyjechał do Malezji, by po krótkim czasie wrócić do East Bengal, gdzie stał się w oczach kibiców prawdziwym herosem. Zresztą, gdyby w tamtejszej mitologii obok Brahmy (Bóg i stwórca), Shivy (patron rozwoju duchowego), Wisznu (Bóg podtrzymania życia) i Kali (Bogini czasu i śmierci) było miejsce dla kogoś w rodzaju Boga futbolu, to zapewne nosiłby on imię Bhutia. Jednak kiedy już Baichung stał się ikoną East Bengal, zdecydował się na zmianę klubu, wybierając grę w Mohun Bagan.

– W życiu chodzi o eksperymenty i wyzwania. W zeszłym sezonie grałem w East Bengal, Mohun Bagan jest nowym wyzwaniem, któremu chcę sprostać. Dzięki temu poziom adrenaliny wciąż utrzymuje się na wysokim pułapie. Oczekiwania fanów są teraz ogromne i właśnie to jest ten rodzaj wyzwania, które chcę podjąć – tak Bhutia tłumaczył swoją przeprowadzkę.

W Mohun Bagan spisywał się wyśmienicie, ale po dwóch latach znów podążył tą samą ścieżką i ponownie wylądował w East Bengal. Tym razem grał jednak bardzo mało. Jego zmorą stały się kontuzje, które zmusiły go do zakończenia kariery reprezentacyjnej, a później do odejścia z East Bengal. Bhutia próbował jeszcze szczęścia w United Sikkim, ale jego przygoda z tym klubem skończyła się na trzech występach.

Kariera reprezentacyjna Baichunga również była niezwykle bogata. Rozpoczęła się ona w 1995 roku, kiedy to 19-letni wówczas napastnik wyszedł na boisko w meczu przeciwko reprezentacji Uzbekistanu i od razu wpisał się na listę strzelców. Z drużyną narodową wygrywał różne turnieje jak Nehru Cup, AFC Challenge Cup czy South Asian Football Federations Cup. Ostatecznie w drużynie narodowej Baichung Bhutia rozegrał 107 meczów i strzelił 43 gole. W tym czasie nie zagrał jednak na żadnym turnieju rangi mistrzowskiej.

Skalę wielkości Bhutii w Indiach można śmiało porównać do wielkości Davida Beckhama na świecie. Na jego cześć pisano artykuły zatytułowane „Bend it like Baichung” nawiązujące do filmu „Bend it like Beckham”. Nasz dzisiejszy bohater jest uważany w tym kraju za ikonę, nie tylko w sporcie, ale także w popkulturze. Piłkarz wziął nawet udział w tańcu z gwiazdami, w którym zresztą został zwycięzcą. Bhutia w Indiach jest ceniony tak bardzo, że jego imieniem nazwano stadion, który powstał w stanie Sikkim. Jego klasę doceniano też poza granicami Indii, piłkarz wziął udział w meczu charytatywnym Goal 4 Africa, w którym grali też Clarence Seedorf, Gennaro Gattuso, Dida, Robin van Persie, Michael Ballack czy Ze Roberto i przyćmił ich, strzelając dwie piękne bramki. Hinduski bohater potrafił też zaszokować, broniąc swoich przekonań. Podczas igrzysk olimpijskich w 2008 roku miał on dostąpić zaszczytu niesienia flagi Indii, ale odmówił, tłumacząc to następująco:

Sympatyzuje ze sprawą Tybetu. Jestem przeciwko przemocy, ale myślę, że powinienem stać za Tybetańczykami w ich walce.

Ta wypowiedź sprawiła, że Bhutia z jednej strony był wychwalany pod niebiosa, a z drugiej był krytykowany na wszelkie możliwe sposoby. Tak czy inaczej, był na ustach wszystkich, jak przystało na ikonę popkultury.

GRZEGORZ IGNATOWSKI

 
Instagram

 

 

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 108 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.