Gunter Netzer – magik w cieniu Cruyffa

Jest rok 1973 i końcówka kolejnego sezonu Primera Division. Santiago Bernabeu siedzi niespokojny w jednym ze swoich biur na stadionie swojego imienia i zastanawia się, jakim cudem ten Holender nie chce przejść do jego klubu. Przecież to Real Madryt – pięciokrotny zdobywca Pucharu Europy! Im się nie odmawia. A jednak holenderski diament wybiera Barceloną, zafascynowany projektem Rinusa Michelsa, a Don Santiago przeczuwa nadejście złotych czasów dla zespołu z Katalonii. Czas goni, a on jak najszybciej musi znaleźć odpowiedź na zapędy swoich największych rywali…

Legendarny prezes Realu Madryt zwraca więc swój wzrok w kierunku Niemiec. Nic w tym zresztą dziwnego. Mimo politycznych podziałów RFN i NRD obfitują w tabuny piłkarskich talentów, a ci pierwsi uznawani są za niepodważalnego faworyta mających się odbyć na ich ziemi mistrzostw świata w 1974 roku. Beckenbauer, Hoeness, Mueller, Breitner, Heynckess, Maier, Vogts pobudzają wyobraźnię nie tylko kibiców, ale także działaczy piłkarskich na całym świecie. Zafascynowaniu temu ulega też prezes Realu Madryt, który przeciwwagę dla Johana Cruyffa znajduje właśnie w zachodnich Niemczech. Jednak nie miał być nią jeden z wyżej wymienionych, a Gunter Netzer – lider Borussii Monchengladbach, najlepszy piłkarz Niemiec 1972 (i później 1973 roku).

Piłkarski hipster

Indywidualista, ignorant, zadufany w sobie gwiazdor, introwertyk. A może jeszcze inaczej – wpisujący się w definicję boiskowego „Bad boya”, futbolowy magik? Trudno zaszufladkować tego piłkarza, gdyż… wymykał się on wszelkim schematom. Wysoki, dobrze zbudowany, długowłosy blondyn, przypominający raczej rockową gwiazdę (inni powiedzą, że kierowcę formuły 1 – Jamesa Hunta), niż kreatora gry. Taki obraz świetnie wpisywał go w ówczesną rock’n’rollową rewolucję i hedonistyczny sposób bycia, tak bardzo charakterystyczny dla końcówki lat 60. i początku 70.

Był on jednak przede wszystkim kapitalnym piłkarzem, który wydawał się robić z boiska własne poletko, gdzie wszyscy uczestniczący w zabawie, dostosowywali się do jego reguł. Kiedy patrzy się na wyrywki filmików z lat 70., widzi się piłkarza, który biegał z piłką w taki sposób, jakby była jego własnością i nikt nie miał prawa dotknąć jej do momentu, aż on na to pozwoli. Jego znakiem były rzuty wolne i potężne uderzenie z prawej nogi, które siało postrach wśród bramkarzy Bundesligi i na niwie reprezentacyjnej. Najlepiej jego sposób gry, opisywał zresztą on sam, mówiąc:

Mam możliwość stworzyć coś niecodziennego w trakcie meczu w niecodziennych okolicznościach.

Netzer grał wówczas w Borussii Moenchengladbach, która w sezonach 1969/70 i 1970/71, zdobywała mistrzostwo Niemiec. Później, aż do roku 1978 toczyła prawdziwą batalię z Bayernem Monachium, o miano najlepszej ekipy w Niemczech, stając się jednym z okrętów flagowych niemieckiej piłki. Zespół nazywany Źrebakami, mający w składzie takich piłkarzy jak Heynckess, Vogts, czy też Netzer i prowadzony przez legendarnego Hennesa Weiswelera był swoistą przeciwwagą dla Bayernu Monachium. Skupieni na estetycznych walorach widowiska, z mniejszym budżetem, reprezentowali raczej futbolowy romantyzm, który stał w opozycji do FC Hollywood, tworzonego w Monachium przez Beckenbauera, Breitnera, Muellera i Hoennesa. Netzer swoją osobowością boiskowego buntownika jeszcze mocniej uwidaczniał te podziały, tworząc obraz non-konformisty, walczącego z systemem bronią, jaką w tym wypadku była piłka. W Moenchengladbach stał się legendą. Urodzony w 1944 roku, już w wieku 19 lat zadebiutował w Bundeslidze i w ciągu 10 lat gry dla Źrebaków, strzelił 108 bramek w 297 meczach.

Wisienką na torcie i swoistym magnum opus występów Guntera Netzera w Borussii Moenchengladbach, był finał Pucharu Niemiec z 1973 roku. Pomocnik rozpoczął go na ławce, po decyzji trenera Weisweilera, zirytowanego postawą swojego podopiecznego, który zaledwie kilka dni wcześniej oznajmił mu, że opuszcza drużynę na rzecz Realu Madryt. Po pierwszej połowie, zakończonej remisem, zapytany przez swojego trenera, czy chce wejść na boisko, miał odpowiedzieć: „nie potrzebują mnie”. Pod koniec spotkania Netzer podszedł jednak do Weisweilera i wyraził chęć gry, pojawiając się ostatecznie na boisku w dogrywce.

Zapewne domyślacie się, co stało się dalej. Trzy minuty po pojawieniu się na boisku, strzelił bramkę, dotykając piłkę po raz drugi. Stadion oszalał, trybuny były jego, a blondwłosy pomocnik znów znajdował się na piedestale. Był to jego ostatni występ dla Borussii i do dzisiaj uznawany, za jeden z tych niezapomnianych. Czy można sobie wyobrazić lepsze pożegnanie?

 

To nie koniec tekstu. Wybierz poniżej kolejną stronę, aby czytać dalej

Strona: 1 2

Redakcja
O Redakcja 354 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl