Komuniści w Londynie

Dziś ufundujemy sobie wycieczkę do powojennego Londynu. Historia sportu jest często historią rywalizacji między różnymi nacjami i ideologiami. W czasie gdy świat wciąż liczył ofiary II Wojny Światowej jednocześnie stojąc u progu zimnej wojny doszło do zmierzenia się Zachodu ze Związkiem Radzieckim. Do głównej konfrontacji doszło na boisku piłkarskim w północnym Londynie, gdzie zawodnicy Arsenalu, podejmując Dynamo Moskwa, byli uczestnikami jednego z najdziwniejszych meczów w historii piłki nożnej.

Zanim przyjrzymy się konkretnym wydarzeniom, warto przybliżyć trochę tło w których opisywana historia miała miejsce. Jest listopad 1945 roku. Anglia zbankrutowała, Związek Radziecki, napędzany komunistyczną propagandą, zaczynał wykazywać mocarstwowe aspiracje. II Wojna Światowa ledwo się zakończyła, ale trzeba było żyć dalej i przywrócić jako taki porządek. Krajowe federacje wznawiały rozgrywki piłkarskie, pomimo że większość profesjonalnych piłkarzy (przy czym słowo “profesjonalnych” należy traktować bardzo luźno, nikt wtedy nie występował w reklamach Nike, ani nie ubezpieczał swojej prawej nogi) nie wróciła jeszcze z frontu. W takich okolicznościach angielska federacja piłkarska wpadła na pomysł nie z tego świata – postanowiła zaprosić zespół mistrzów Rosji, Dynamo Moskwa, na coś w rodzaju tournee po swoim kraju. Jakiekolwiek międzynarodowe rozgrywki klubowe były w tym okresie dopiero melodią przyszłości, UEFA miała powstać w 1954 roku, zaś Związek Radziecki nie był nawet członkiem FIFA (został nim rok później). Przyjazd jakiejkolwiek drużyny z zagranicy był już sam w sobie egzotyczny, nie mówiąc o przyjeździe, Boże przenajświętszy, komunistów z Moskwy!

Jeżeli zaproszenie drużyny z ZSRR było zaskakujące, to przyjęcie tego zaproszenia było równie niespodziewanie. Czy powodem była okazja do wypromowania komunizmu na Zachodzie, czy dobry nastrój towarzyszy z Kremlu spowodowany wysokim spożyciem wódki, tego się nie dowiemy, lecz ostatecznie Partia wydała zgodę na udanie się mistrza Rosji w zagraniczną podróż i stawienie czoła zepsutym  angielskim kapitalistom. Działacze Dynama Moskwa wysłali do Londynu listę czternastu punktów, których spełnienie miało być warunkiem przyjazdu Rosjan. Niektóre były sensowne, inne śmieszne. Od możliwości robienia zmian w trakcie meczu i zapewnienia 600 biletów dla obywateli Związku Radzieckiego na Wyspach, do jedzenia wszystkich swoich posiłków w ambasadzie i rozgrywania meczów tylko w soboty. Punktem na którym najbardziej zależało działaczom Dynama było jednak rozegranie meczu z Arsenalem (specjalnie na ten mecz zabrali także własnego sędziego). Michaił Jakuszyn, ówczesny trener zespołu z Moskwy, powiedział wtedy: “przybyć do Londynu i nie zagrać z Arsenalem, to jak odwiedzić Kair i nie zobaczyć piramid.”

FA zgodziła się na większość punktów i obie strony doszły do porozumienia. Ustalono terminarz: Dynamo miało zmierzyć się kolejno z Chelsea, Cardiff City, Arsenalem i Glasgow Rangers. Przybycie drużyny z Moskwy wzbudziło wielkie zainteresowanie wśród lokalnych fanów i zwykłych obywateli. Prasa brytyjska poświęciła sporo miejsca na przedstawienie przybyszów ze wschodu ale, jak to ma w zwyczaju, odnosiła się do nich lekceważąco i protekcjonalnie. Ponieważ ich sezon już się skończył, a zima w Moskwie była za pasem, pierwszą fazą przygotowań zawodników Dynamo przed tournee było odśnieżenie boiska, by te przygotowania mogli w ogóle rozpocząć. Tak też ich postrzegano – jako półamatorów i pracowników fabryk. Większy lęk niż ich umiejętności piłkarskie budził fakt, że pięciu zawodników Dynama służyło w Armii Czerwonej. Nawet wygranie lokalnej ligi było brane z przymrużeniem oka.

Pierwszy mecz rozegrano na Stamford Bridge przy udziale przeszło 100 tysięcy ludzi spragnionych dobrego widowiska i pewnie w jakimś stopniu pokazania komunistom ich miejsca w szeregu. Już przed pierwszym gwizdkiem piłkarze Dynamo zrobili na wszystkich pozytywne wrażenie, kiedy ubrani w dresy przeprowadzili zorganizowaną rozgrzewkę, czego w Anglii dotąd nie praktykowano, a co miało znamiona profesjonalizmu. Po pierwszej połowie Chelsea wygrywało 2:0, mimo iż Dynamo prezentowało się zaskakująco dobrze. Jeden z piłkarzy The Blues stwierdził, iż Rosjanie powinni prowadzić czterema bramkami już po pierwszych 20 minutach, gdyby nie fatalne wykończenie i zepsute stuprocentowe sytuacje. Ostatecznie Dynamo wyrównało a mecz zakończył się zaskakującym wynikiem 3-3. Zaskakującym tylko dla angielskich dziennikarzy, ponieważ drużyna z Moskwy prezentowała na boisku zespołowy, ładny dla oka futbol, zaś poszczególni zawodnicy imponowali kontrolą piłki i szybkością. W drugim meczu przybysze z Moskwy rozbili Cardiff City 10-1, co okrzyknięto szokiem, pomimo faktu że Cardiff było trzecioligową drużyną złożoną z półamatorów. Faktem jednak było, że radziecka drużyna rozbiła drużynę angielską i – skazywana na pożarcie – pozostawała niepokonana.

Punktem kulminacyjnym i tym, na co wszyscy czekali, miał być mecz Dynama z Arsenalem. Mecz który, jak się okazało, przeszedł do historii z wielu różnych powodów, które z futbolem miały mało wspólnego. Sam stadion, na którym rozegrano spotkanie, już brzmi zabawnie. Otóż gospodarze mieli podjąć gości z Moskwy na… White Hart Lane. W tym okresie Highbury wciąż było zajęte przez rząd brytyjski i użytkowane przez Ministerstwo Obrony, w związku z czym działacze Kanonierów poprosili o udostępnienie stadionu sąsiadów zza miedzy. Wielka miłość pomiędzy oboma klubami sprawiła, że władze Tottenhamu chętnie się zgodziły, choć istnieje teoria że angielska federacja po prostu rozkazała Kogutom oddać swój stadion i miała gdzieś jakiekolwiek głosy protestu. Do dziś jednym z punktów zapalnych między fanami Spurs i Arsenalu jest to, iż Kanonierzy “mieli czelność grać na White Hart Lane”.

Na mecz ówczesny trener Arsenalu George Allison, musiał dowołać sześciu graczy którzy wystąpili “gościnnie” w barwach Kanonierów, zastępując nieobecnych piłkarzy pozostających poza ojczyzną. Na meczu zjawiło się 54 tysięcy kibiców, zaś zgodnie z jednym z czternastu punktów, na który FA wyraziła zgodę, sędziowanie powierzono rosyjskiemu sędziemu którego Dynamo przywiozło ze sobą do Londynu. Pierwszą kontrowersyjną decyzją sędziowską był fakt, że te spotkanie w ogóle się odbyło. W momencie rozpoczęcia meczu nad Londynem unosiła się tak gęsta mgła, że  pierwszego gola dla Dynamo, zdobytego w 30 sekundzie meczu, nie widzieli nie tylko kibice, ale również połowa zawodników biegających na boisku. W takich warunkach spotkanie szybko przemieniło się w komedię. Przy pierwszej zmianie dla gości zespół Dynama zastosował interesujący manewr taktyczny polegający na tym, że zmiennik… nigdy nie opuścił boiska. Arsenal nie pozostał dłużny i gdy jeden z Kanonierów dostał czerwoną kartkę za bójkę z zawodnikiem z Moskwy, po paru minutach po prostu wbiegł ponownie na boisko. Na temat tego meczu wyrosło wiele legend, dlatego dzisiaj nie sposób już stwierdzić, co tak naprawdę miało miejsce. Niektórzy twierdzą że Rosjanie w pewnym momencie mieli na boisku 15 zawodników. Mgła miała być tak gęsta, że przy jednej z akcji bramkarz Arsenalu uderzył się w słupek i stracił przytomność, a zastąpił go ochotnik z tłumu. Co się działo dokładnie, nie wiedział jednak nikt, bo też nikt niczego nie widział. Ostatecznie, Arsenal wygrywając do przerwy 3-2, uległ gościom 4-3 po bramce strzelonej ze spalonego i golu w końcówce.

 

Brytyjskie „Mail” określiło to spotkanie jako farsę, która nie powinna się odbyć, chociaż równolegle stwierdzono, że był to „jeden z najbardziej ekscytujących meczów, których 54 tysiące kibiców nigdy nie widziało.” Na zakończenie tournee Dynamo zremisowało z Rangersami 2-2. Zaplanowano rozegranie jeszcze jednego pojedynku, z Aston Villą, lecz Rosjanie uznali że mają inne plany, po czym wrócili do Londynu i odlecieli do Moskwy. Wracając do kraju z podniesionymi głowami i bez porażki, uznano ich za bohaterów, a wielu nagrodzono honorami i odznaczeniami za zasługi na rzecz komunizmu oraz sportu. I tak zakończyła się pierwsza wizyta drużyny ze Związku Radzieckiego na zachodniej ziemi. W tej historii Kanonierzy odegrali jedną z głównych ról, rozgrywając jeden z najdziwniejszych meczów w swojej historii.

Tekst: Filip Urbański

Artykuł pochodzi ze strony armatki.net

Redakcja
O Redakcja 354 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl