Mateteu – legenda z Mozambiku

Potęgi kolonialne takie jak Portugalia, Hiszpania czy później Francja i Anglia dokonywały podbojów w Ameryce Południowej czy też Afryce nie tylko z powodu chęci pokazania siły swoich państw, ale i rzeczywistego wzmocnienia ich poprzez pozyskanie niedostępnych w Europie surowców oraz zasobów ludzkich w postaci niewolników. Kiedy w 1498 roku podróżnik Vasco da Gama dotarł na tereny Mozambiku, nie spodziewał się zapewne, że tamtejsza ludność przyda się Portugalii nie tylko przy okazji niewolniczej pracy.

Portugalski futbol niemal od początków swojego istnienia posiłkował się przybyszami z terenów podbitych. Najsłynniejszym reprezentantem Portugalii urodzonym poza tym krajem był oczywiście Eusebio – legenda Benfiki Lizbona, doskonały napastnik, król strzelców MŚ 1996, nazywany ,,Czarną Perłą z Mozambiku”. Nie tylko Eusebio decydował o sile portugalskiej piłki nożnej w tamtych czasach. Rodakiem genialnego strzelca oraz kolegą klubowym z Benfiki był doskonały pomocnik Mario Coluna, nazywany ,,O Monstro Sagrado”, czyli ,,święty potwór”. Z kolei inny gracz urodzony w Lourenço Marques – Hilario przez czternaście lat (1959-1973) bronił barw lokalnego rywala Benfiki, mianowicie Sprotingu. Hilario rozegrał dla tego klubu 331 spotkań.

Zanim jednak piłkarski świat usłyszał o Eusebio i jego kolegach, szlaki im przecierał zapomniany dzisiaj Sebastião Lucas de Fonseca, znany bardziej jako Matateu. Przyszedł on na świat 26 lipca 1927 roku we wspomnianym wcześniej Lourenço Marques, od 1976 roku nazywanym Maputo. Wychowujący się dzielnicy biedoty Alto-Mahé chłopiec nie miał szans na zaistnienie dzięki edukacji. Z pensji ojca drukarza nie było możliwości na utrzymanie rodziny z piątką dzieci. Mały Sebastião także dokładał swoją część do domowego budżetu poprzez zbieranie trzciny. Jak widać niektórzy biedni, przyszli czarnoskórzy piłkarze parali się czymś zanim zostali sławnymi graczami. Pele np. trudził się sprzedażą orzechów arachidowych.

Oprócz zbierania trzciny, Matateu tak jak wiele dzieciaków z Alto-Mahé całymi dniami kopał piłkę. Najpierw robił to w barwach lokalnych zespołów: João Albisini (drużyna złożona w całości z Afrykanów) i Manjacaze. Z czasem Matateu trafił do 1º de Maio – innej lokalnej drużyny będącej pod strefą wpływów Belensenses Lizbona. Oprócz talentu piłkarskiego, Sebastião był również nieźle zapowiadającym się pływakiem. Na szczęście dla kibiców Belensenses pociąg do piłki nożnej okazał się silniejszy.

W 1950 roku Benfika Lizbona wybrała się na tournee po Mozambiku, gdzie czekał ich m.in. mecz z reprezentacją okręgu Lourenço Marques, na czele z ich najlepszym graczem – Matateu. Uwagę zwiadowcy Belensenses zwrócił wysoki, dobrze zbudowany napastnik, obdarzony dużą szybkością, świetnym dryblingiem i potężnym uderzeniem z obu nóg. Belensenses musiało działać szybko, bowiem chwila zawahania mogłaby sprawić, że FC Porto, Benfica Lizbona lub União de Coimbra ubiegłyby ,,O Belém”. Utalentowany gracz otrzymał od klubu siedmiokrotnie większe wynagrodzenie niż to, co mógł zarobić kopiąc piłkę dla lokalnych ekip. Matateu zadebiutował w Belensenses w 1951 roku, kiedy to jego ekipa pokonała lokalnego rywala Sporting 4-3, a nowy nabytek dwukrotnie trafiał do bramki. Rozradowani fani nosili go po meczu na rękach. Premierowy debiut piłkarza zbiegł się z 37 rocznicą powstania klubu Belensenses Lizbona. Tamten dzień miał wymiar symboliczny, zwiastujący lepsze czasy dla klubu, który w latach 50. XX wieku stał się czołową drużyną w kraju. Debiutancki sezon Mozambijczyk zakończył z siedemnastoma trafieniami na koncie, zaś jego drużyna w klasyfikacji końcowej uplasowała się na czwartej pozycji.

Matateu - Cromo

 

Jedynym trofeum, jakie Matateu zdobył z Belensenses był Puchar Portugalii. 3 lipca 1960 roku on i jego koledzy pokonali w decydującym spotkaniu 2-1 Sporting Lizbona. Po meczu dziennikarz Alberto Valente napisał, że tamten finał był starciem Sportingu z Matateu. Sam zawodnik natomiast dwukrotnie został najlepszym strzelcem ligi portugalskiej.

Niewiele jednak brakowało, aby przygoda piłkarza z lizbońskim zespołem była o wiele krótsza. W 1955 roku Belensenses grało w Paryżu w Pucharze Łacińskim. Portugalczycy mieli za rywali między innymi z Interem Mediolan i Realem Madryt. Matateu zachwycił wszystkich i to o nim, a nie o przyszłym zdobywcy dwóch nagród Ballon d’Or Alfredo di Stefano, mówiono najwięcej. Angaż proponowały mu kluby angielskie, jednak Mozambijczyk odmówił. Nawet jeśli byłby zainteresowany grą za granicą, plany zastopowałby zapewne dyktator Portugalii António Salazar, który przez lata skutecznie tłamsił wszelkie zapędy kupna Eusebio z Benfiki Lizbona przez największe kluby Starego Kontynentu. Rok przed sławetnym występem Matateu w Pucharze Łacińskim, na świat przyszło jego pierwsze dziecko – owoc związku z Matilde Gomes. Córeczka otrzymała imię Argentina. Tamten fakt oraz dyktatura Salazara zapewne zdecydowały o tym, że Matateu na zawsze pozostał poza zasięgiem największych europejskich firm.

Matateu był genialnym strzelcem. Od roku 1954 do 1959 żadnego z ligowych sezonów nie skończył z dorobkiem gorszym niż dwadzieścia goli. Jego bardzo dobra gra nie mogła umknąć oczom selekcjonerów reprezentacji Portugalii. Ówczesny opiekun portugalskiej kadry Cândido de Oliveira powołał go na mecz z Austrią. 23 listopada 1952 roku w Porto padł remis 1-1, Dla reprezentacji Matateu wystąpił 27 razy, zdobywając trzynaście goli. Najsłynniejszy mecz dla kadry z jego udziałem miał miejsce 22 maja 1955 roku w Porto, kiedy to Portugalia po raz pierwszy wygrała z Anglią (3-1). Mozambijczyk zdobył jedną bramkę, a angielska prasa zachwycona jego występem, określała napastnika mianem ,,ósmego cudu świata”. W Portugalii natomiast dorobił się przydomku ,,postrach bramkarzy”.

A propos pseudonimów – co w ogóle oznaczał pseudonim legendy ,, O Belém”? W portugalskim regionie Landim słowem ,,tateu” określano skorupę bądź strup. Sebastião doczekał się tego pseudonimu, bowiem wielokrotnie ranił się podczas gry w piłkę. Nie miał on cierpliwości, aby zaczekać aż rana się zagoi i bardzo często rozdrapywał ją. W ten oto sposób powstał przydomek, który wielu kibiców w Portugalii kojarzy doskonale.

Zmierzch kariery Matateu miał miejsce na początku lat 60. W 1962 roku złamał nogę, dzięki czemu niż nigdy nie doszedł do pełni formy. W 1964 roku odszedł z Belensenses, ponieważ ówczesny trener Fernando Vaz kwestionował sens jego obecności w klubie. W barwach ,, O Belém” rozegrał 289 meczów i strzelił 219 goli. Karierę kontynuował w klubach z niższych lig portugalskich: Atlético Club de Portugal (1964-1967), CD Gouveia (1967-1968) i Amora FC (1968-1969) i G.D. Chaves (1969-1970).

Matateu bez wątpienia przetarł szlak czarnoskórym piłkarzom występującym dla portugalskich klubów i reprezentacji. Niestety nie odniósł on żadnego sukcesu na arenie międzynarodowej. Benfica Lizbona zdobywała dwukrotnie Puchar Europy: w latach 1961 i 1962, kiedy to Matateu zaczynał grać coraz gorzej. Z kolei reprezentacja Portugalii jedyny jak do tej pory medal mistrzostw świata zdobyła, gdy bohater tekstu znajdował się na peryferiach poważnego futbolu. Ktoś z rodziny Matateu miał jednak wpływ na tamten sukces, bowiem najlepszym środkowym obrońcą tamtej ekipy był o osiem lat młodszy brat Matateu – Vicente Lucas, który w latach 1958-1966 także bronił barw Belensenses. Skryty i małomówny Vicente nigdy nie jednak osiągnął takiego poziomu uwielbienia wśród kibiców Belensenses jak jego starszy brat, którego opisywano jako duszę towarzystwa. Poza tym piłkarz ofensywny zawsze szybciej rozkochuje w sobie trybuny, aniżeli obrońca, a już zwłaszcza, gdy dysponuje takim darem do strzelania bramek jak Matateu.

Po zakończeniu profesjonalnej kariery Mozambijczyk przeniósł się do Kanady, gdzie grał amatorsko aż do 55 roku życia! W odróżnieniu od swojego wielkiego następcy Eusebio nie afiszował się ze swoją obecnością i pozostał w cieniu wielkiego futbolu. Jego legendę próbowano odświeżyć, m.in. poprzez książkę ,,Matateu, ósmy cud” wydaną przez dziennikarza Fernando Correię już po śmierci genialnego napastnika. Matateu zmarł w Kanadzie 27 lutego 2000 roku w wieku 72 lat po długiej walce z chorobą nowotworową. Ostatnią wolą zmarłego było zdeponowanie jego prochów w Portugalii. W sercach kibiców Belensenses będzie jednak żyć wiecznie.

SEBASTIAN CHROSTOWSKI

 

 

Sebastian Chrostowski
O Sebastian Chrostowski 47 artykułów
Sympatyk wszystkich potężnych klubów zbudowanych za pieniądze obrzydliwie bogatych właścicieli, futbolowych zdrajców i czarnych charakterów. Ktoś musi ich lubić. Ma słabość do piłki nożnej lat 50. i 60. minionego stulecia. Oprócz futbolu uwielbia filmy o przygodach Jamesa Bonda i muzykę Lany Del Rey.